mąż marynarz

08.01.02, 12:18
No wlasnie - mam meza marynarza. Jestem z nim juz od siedmiu lat i za kazdym
razem kiedy przychodzi moment ze on ma jechac na rejs to strasznie to
przezywam. Praktycznie wyglada to tak, ze po prostu jestem zalamana i na nic
nie mam ochoty. Po prostu zycie bez niego traci sens. Nie mamy jeszcze dzieci
wiec jak on wyjezdza to jestem sama w pustym domu przez kilka miesiecy. To
bardzo dlugo. Ale i tak najgorszy jest ten poczatkowy czas po jego wyjezdzie.
Wtedy jest najtrudniej. Teraz znow zostane sama, bede wracac po pracy do
pustego domu, nie bede miala z kim porozmawiac o tym co sie wydarzylo w danym
dniu, poloze sie do pustego lozka i obudze sie w pustym lozku, w pustym
mieszkaniu i pojde do pracy...i tak dzien za dniem. Mam kolezanki - owszem.
Jest ich kilka, ale przeciez one maja swoje zycie i nie moga mi ciagle
poswiecac czasu. nie moge im ciagle zawracac glowy. Z trudem znajduja chwile
zeby sie ze mna spotkac raz na jakis czas - wiadomo - zycie teraz pedzi do
przodu i na nic nie starcza czasu, a kazdy ma swoje sprawy. Alez mi ciezko.
Pisze to tylko po to zeby sobie ulzyc i "wypłakac" sie komus. Boze - przede mna
kolejne dlugie samotne miesiace rozlaki, wyczekiwania, tesknoty, nerwow o jego
zdrowie i zycie, z rzadka tylko mozliwosc rozmowy telefonicznej, brak
mozliwosci wyslalania mu chocby listu bo nie wiadomo kiedy i w jakim bedzie
porcie. Jestem z tego duzego miasta w srodku Polski ktorego nikt nie lubi. Nie
wychowalam sie w rodzinie marynarskiej i moze dlatego nie majac wzorcow jak
sobie z tym radzic po prostu mecze sie kiedy go nie ma. Pogadalam sobie choc
niewiele mi to ulzylo, ale przynajmniej komus to opowiedzialam. Czy sa w tym
miescie kobiety w podobnej do mojej sytuacji? Odezwijcie sie jesli chcecie i
mozecie.
pozdrawiam
weronika_fi
    • Gość: tazoo Re: mąż marynarz IP: *.talnet.pl 08.01.02, 13:17
      Będąc panną marzyłam żeby mieć męża marynarza. Po 13 latach małżeństwa nadal
      marzę... i na tym chyba poprzestanę, niestety.
      • Gość: aaron Re: mąż marynarz IP: *.*.*.* 08.01.02, 13:42
        Gość portalu: tazoo napisał(a):

        > Będąc panną marzyłam żeby mieć męża marynarza. Po 13 latach małżeństwa nadal
        > marzę... i na tym chyba poprzestanę, niestety.

        No nie!? :-))) Kupa forsy, nie trzeba pracowac a na dokladke luz i zero kontroli.
        Ach, pamietam jak w technikum chodzilismy do slynnego lokalu B. z chlopakami na
        dancingi. Tam sie zbieraly penelopy. Fajne babki ok. 30-40-tki. Zawsze je mozna
        bylo poznac - odpindrzone, futra, zloto, przed knajpa toyoty i nissany z pewexu.
        Najczesciej wystarczylo sie usmiechnac. Dzieki takim babka poznalem wszystko od
        sexu po smak J.Danielsa i jazde 200 km/h :-))). Jak byla mila to i cos w baltonie
        fundnela ;-))).
        A meza tam kumple z podmiany katowali przy obiedzie: -ty widzialem chyba twoja z
        takim mlodym chlopakiem. I gosc zaraz do gdynia radio.
        Wybilo mi to z glowy wydzial nawigacji a malo brakowalo :-))) Fajne to byly
        czasy :-)))
        • marseille30 Re: do Aarona 08.01.02, 13:58
          Ale łódkę Bols, to nadal lubisz, prawda?
          • Gość: aaron Re: do Aarona IP: *.*.*.* 08.01.02, 15:39
            marseille30 napisał(a):

            > Ale łódkę Bols, to nadal lubisz, prawda?

            pewno! ale w lokalu B. juz nie bylem z 10 lat, zloto na palcu cisnie ;-))))))))))
        • weronika_fi Re: mąż marynarz-do aarona 08.01.02, 15:23
          Gość portalu: aaron napisał(a):

          > Gość portalu: tazoo napisał(a):
          >
          > > Będąc panną marzyłam żeby mieć męża marynarza. Po 13 latach małżeństwa nad
          > al
          > > marzę... i na tym chyba poprzestanę, niestety.
          >
          > No nie!? :-))) Kupa forsy, nie trzeba pracowac a na dokladke luz i zero kontrol
          > i.
          > Ach, pamietam jak w technikum chodzilismy do slynnego lokalu B. z chlopakami na
          >
          > dancingi. Tam sie zbieraly penelopy. Fajne babki ok. 30-40-tki. Zawsze je mozna
          >
          > bylo poznac - odpindrzone, futra, zloto, przed knajpa toyoty i nissany z pewexu
          > .
          > Najczesciej wystarczylo sie usmiechnac. Dzieki takim babka poznalem wszystko od
          >
          > sexu po smak J.Danielsa i jazde 200 km/h :-))). Jak byla mila to i cos w balton
          > ie
          > fundnela ;-))).
          > A meza tam kumple z podmiany katowali przy obiedzie: -ty widzialem chyba twoja
          > z
          > takim mlodym chlopakiem. I gosc zaraz do gdynia radio.
          > Wybilo mi to z glowy wydzial nawigacji a malo brakowalo :-))) Fajne to byly
          > czasy :-)))

          Przede wszystkim i po pierwsze - wyszlam za maz z milosci (moze w dzisiejszych
          czasach to jest zbyt staroswiecki powod ale taki jest i byl prawdziwy powod dla
          ktorego wyszlam za mojego meza). Wiec nie interesuja mnie zadni inni mezczyzni i
          nie przesiaduje w zadnych kanjpkach wyrywajac facetow ani wogole nie zachowuje
          sie tak jak ty to opisales. Po drugie nie pisalam do facetow tylko do kobiet -
          przeczytaj uwaznie moj post. Dobrze wiem co faceci mysla na ten temat i co
          odpisuja - wlasnie takie glupoty jak ty. Widocznie nie doswiadczyles nigdy
          prawdziwej milosci - zal mi ciebie. Po trzecie kiedys 100$ to byl niezla sumka
          ale w dzisiejszych czasach to niektorzy na ladzie zarabiaja o wiele wiecej niz
          moj maz na rejsie (a jest on oficerem a nie zwyklym marynarzem). A ja nie jestem
          i nie chcialabym nigdy byc taka wlasnie typowa marynarzowa, ktora nie pracuje
          tylko siedzi w domu na utrzymaniu meza calkowicie od niego zalezna. Ja pracuje
          normalnie na pelny etat i nie jestem taka "penelopa" o jakiej tu napisales.
          Najwyrazniej kolego niedokladnie czytales moj post i powypisywales tu same
          glupoty choc wcale nie o to mi tu chodzilo i nie pytalam cie o zdanie bo jestes
          facetem to jest forum kobiece wiec co tu robisz? Zastanawiam sie o co ci tu
          chodzilo - chciales mnie obrazic czy tez pochwalic sie swoimi podbojami i
          doswiadczeniami w sferze seksu. Nie jestem babka po trzydziestce tylko przed -
          jeszcze mam kilka lat do trzydziestki jesli chcesz wiedziec. Zal mi ciebie z
          twoim podejsciem do zycia - najwyrazniej nie znalazles w zyciu nigdy nikogo na
          kim by ci tak naprawde zalezalo a wyglada na to ze nie jestes juz pierwszej
          mlodosci.
          • Gość: aaron Re: mąż marynarz IP: *.*.*.* 08.01.02, 15:38
            weronika_fi napisał(a):

            > Przede wszystkim i po pierwsze - wyszlam za maz z milosci (moze w dzisiejszych
            > czasach to jest zbyt staroswiecki powod ale taki jest i byl prawdziwy powod dla
            > ktorego wyszlam za mojego meza). Wiec nie interesuja mnie zadni inni mezczyzni
            > i nie przesiaduje w zadnych kanjpkach wyrywajac facetow ani wogole nie
            zachowuje sie tak jak ty to opisales. Po drugie nie pisalam do facetow tylko do
            kobiet - przeczytaj uwaznie moj post. Dobrze wiem co faceci mysla na ten temat i
            co odpisuja - wlasnie takie glupoty jak ty. Widocznie nie doswiadczyles nigdy
            > prawdziwej milosci - zal mi ciebie. Po trzecie kiedys 100$ to byl niezla sumka
            > ale w dzisiejszych czasach to niektorzy na ladzie zarabiaja o wiele wiecej niz
            > moj maz na rejsie (a jest on oficerem a nie zwyklym marynarzem). A ja nie jeste
            > m i nie chcialabym nigdy byc taka wlasnie typowa marynarzowa, ktora nie pracuje
            > tylko siedzi w domu na utrzymaniu meza calkowicie od niego zalezna. Ja pracuje
            > normalnie na pelny etat i nie jestem taka "penelopa" o jakiej tu napisales.
            > Najwyrazniej kolego niedokladnie czytales moj post i powypisywales tu same
            > glupoty choc wcale nie o to mi tu chodzilo i nie pytalam cie o zdanie bo jestes
            > facetem to jest forum kobiece wiec co tu robisz? Zastanawiam sie o co ci tu
            > chodzilo - chciales mnie obrazic czy tez pochwalic sie swoimi podbojami i
            > doswiadczeniami w sferze seksu. Nie jestem babka po trzydziestce tylko przed -
            > jeszcze mam kilka lat do trzydziestki jesli chcesz wiedziec. Zal mi ciebie z
            > twoim podejsciem do zycia - najwyrazniej nie znalazles w zyciu nigdy nikogo na
            > kim by ci tak naprawde zalezalo a wyglada na to ze nie jestes juz pierwszej
            > mlodosci.

            Jak zapewnie zauwazysz z ukladu postow - moja notka byla byla bezposrednio
            zainspirowana wypowiedzia tazoo o jej marzeniach o mezu marynarzu. Wychowalem sie
            w portowym miescie i wiem jakie wziecie i z jakich powodow maja studenci Szkoly
            Morskiej (nawet ogloszenia towarzyskie o tym mowia ;-))). Mam tez kilku
            przyjaciol na morzu i wiem ze roznie w zyciu bywa. A wspomnienia, no coz - ja
            bardzo dobrze i cieplo wspominam Penelopy. To byly naprawde rowne babki! ;-)))

            Nie zamierzalem obrazac Ciebie. Wrecz przeciwnie - dokonale Cie rozumiem. Gdy
            kilka lat temu moja Piekna byla jeden semestr zagranica to malo szalu nie
            dostalem.
            Pozdrawiam! ;-)
            • weronika_fi Re: mąż marynarz - do aarona 08.01.02, 15:47
              No wiec widzisz jak to jest - latwo sie gada takie glupoty ale jak twoja
              wyjechala to sam widzisz jak sie czules. i wyobraz sobie ze ja te jego
              nieobecnosci przerabiam b. czesto. I tak jak napisalam - nie pochodze z
              portowego miasteczka - jak sie wczytasz to od razu zgadniesz z jakiegoz to
              miasta pochodze. Tu marynarz jest takim samym abstrakcyjnym pojeciem jak
              ufoludek.
              Pozdrawiam
              wero
              • magiczna Re: mąż marynarz - do aarona 08.01.02, 15:54
                weronika_fi napisał(a):

                >nie pochodze z
                > portowego miasteczka - jak sie wczytasz to od razu zgadniesz z jakiegoz to
                > miasta pochodze. Tu marynarz jest takim samym abstrakcyjnym pojeciem jak
                > ufoludek.

                Czyzby Łódż?


                • Gość: mirek stawiam na Radom IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 08.01.02, 16:57
                  magiczna napisał(a):

                  > weronika_fi napisał(a):
                  >
                  > >nie pochodze z
                  > > portowego miasteczka - jak sie wczytasz to od razu zgadniesz z jakiegoz to
                  >
                  > > miasta pochodze. Tu marynarz jest takim samym abstrakcyjnym pojeciem jak
                  > > ufoludek.
                  >
                  > Czyzby Łódż?

                  Ja stawiam na Radom - napisała, ze duże miasto w środku Polski, którego nikt nie
                  lubi
                  >
                  >

                  • Gość: aaron Warszawka IP: *.*.*.* 08.01.02, 18:10
                    Gość portalu: mirek napisał(a):

                    > magiczna napisał(a):
                    >
                    > > weronika_fi napisał(a):
                    > >
                    > > >nie pochodze z
                    > > > portowego miasteczka - jak sie wczytasz to od razu zgadniesz z jakieg
                    > oz to
                    > >
                    > > > miasta pochodze. Tu marynarz jest takim samym abstrakcyjnym pojeciem
                    > jak ufoludek.
                    > >
                    > > Czyzby Łódż?
                    >
                    > Ja stawiam na Radom - napisała, ze duże miasto w środku Polski, którego nikt ni
                    > e lubi

                    Radom nie jest duzy. A tylko ktos w Warszawy nazwalby Szczecin albo
                    Trojmiasto "portowym miasteczkiem". :-)))))))))
                    Pozdrowionka

                    PS do Weroniki - teraz i tak jest duzo lepiej sa komorki. Jak plynie blizej ladu
                    to zawsze mozesz zadzwonic. Pomysl jak mialy zony chlopakow ze statkow-baz na
                    Ochockim. Nie widzialy ich po 9 miechow a wracali gosciowie-psychiczne wraki...
                    • Gość: mirek Warszawka czy Radom? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 09.01.02, 10:25
                      W Radomiu mieszka ponad 300 tys ludzi. Jak na fakt, że nie ma tam absolutnie
                      NIC ciekawego (nie wiem jak teraz, ale jakieś 2 lata temu, to nie było nawet
                      porzadnego hotelu ani knajpy), to jest całkiem spory. Przygnębiające miejsce.

                      Do ludzi z Radomia - nie obrażajcie się, to nie wasza wina, że większość dużych
                      zakładów pracy wam padło, albo pada. Poza tym słyszałem, że brak rozwoju za
                      komuny był zemstą władzy za rok '76.
                    • weronika_fi Re: Warszawka 09.01.02, 10:59
                      Gość portalu: aaron napisał(a):

                      > Gość portalu: mirek napisał(a):
                      >
                      > > magiczna napisał(a):
                      > >
                      > > > weronika_fi napisał(a):
                      > > >
                      > > > >nie pochodze z
                      > > > > portowego miasteczka - jak sie wczytasz to od razu zgadniesz z j
                      > akieg
                      > > oz to
                      > > >
                      > > > > miasta pochodze. Tu marynarz jest takim samym abstrakcyjnym poje
                      > ciem
                      > > jak ufoludek.
                      > > >
                      > > > Czyzby Łódż?
                      > >
                      > > Ja stawiam na Radom - napisała, ze duże miasto w środku Polski, którego ni
                      > kt ni
                      > > e lubi
                      >
                      > Radom nie jest duzy. A tylko ktos w Warszawy nazwalby Szczecin albo
                      > Trojmiasto "portowym miasteczkiem". :-)))))))))
                      > Pozdrowionka
                      >
                      > PS do Weroniki - teraz i tak jest duzo lepiej sa komorki. Jak plynie blizej lad
                      > u
                      > to zawsze mozesz zadzwonic. Pomysl jak mialy zony chlopakow ze statkow-baz na
                      > Ochockim. Nie widzialy ich po 9 miechow a wracali gosciowie-psychiczne wraki...


                      Nie napisales w jakim miescie sie wychowales wiec nie zakladaj od razu ze piszac
                      o portowym miasteczku mam na mysli Szczecin czy Trojmiasto. W Trojmiescie moj maz
                      studiowal i znam stamtad troche osob - tak sie sklada, ze pomimo portu faceci w
                      tym miescie (ci ktorych znam) trudnia sie czym innym niz marynarstwem, a na
                      studia do WSM poszli glownie ludzie z poludnia Polski bo wydawalo im sie ze to
                      jest przygoda i fajne zycie. Ci z Trojmiasta albo Szczecina dobrze wiedza czym
                      jest rodzina marynarska bo sami z takiej przewaznie pochodza wiec nie decyduja
                      sie na takie zycie. Natomiast ludzie np. w Ustce uwzaja ze marynarz to jest gosc
                      i sa dumni ze sa rodzina marynarska. A Ustka jakby nie bylo nie jest duzym
                      miastem - tu przewaznie sa te tradycje marynarskie, ze syn po ojcu i tak dalej sa
                      marynarzami, czy rybakami czy wogole po prostu zyja na morzu i z morza. Piszac o
                      portowym miasteczku nie chcialam nikogo obrazac. Dla mnie Trojmiasto czy Szczecin
                      to sa po prostu duze miasta a nie portowe miasteczka i nie kojarza mi sie glownie
                      z portem. Natomiast widze, ze masz uprzedzenia jak dzieci w przedszkolu - jak
                      ktos jest z innego miasta niz ty to juz go nie lubisz, zakladasz z gory, ze ci ze
                      stolicy sie pusza bo sa ze stolicy i inne tym podobne stereotypy. Nie bede sie tu
                      rozwadniac - poczytaj sobie na forum posty dotyczace tych wlasnie chorych (jak
                      dla mnie) podzialow na lepszych i gorszych ludzi ze wzgledu na ich pochodzenie.
                      nie uznaje podzialow miedzy miastami i mowienia o kims- ten jest gorszy i tego
                      nie lubie bo jest z jakiegos tam miasta. Czy naprawde myslisz ze ludzie w danym
                      miescie sa wszyscy jednakowi?
                      Oczywiscie ze teraz w porownaniu do sytuacji jaka mialy zony marynarzy przed np.
                      20 laty obecnie jest lepiej jesli chodzi o mozliwosci kontaktu z mezem. Ale nigdy
                      nie zastapi to takiego prawdziwego kontaktu kiedy masz ta osobe na codzien i
                      mozesz w kadej chwili porozmawiac, poradzic sie i po prostu wspolnie zyc.
                      Pozdrawiam i zycze wiecej tolerancji dla ludzi z innych miast bo jak napisalam
                      pochodze wlasnie z tego miasta, ktorego nikt nie lubi. Choc jak ktos poznaje
                      osoby ktore tak naprawde pochodza sa z tego wlasnie miasta (urodzili sie tu, ich
                      rodzice i dziadkowie tez sie tu urodzili itd.) to nagle jest zdziwienie i
                      niedowierzanie typu - klamiesz, ty nie pochodzisz z teego miasta, to niemozliwe,
                      ludzie z twojego maista zachowuja sie calkowicie odmiennie niz ty. Wiec chyba
                      raczej nie mierz wszystkich jednakowa miarka.

                      • Gość: mirek weronika powiedz w końcu IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 09.01.02, 17:49
                        Wronika, zaspokój w końcu naszą ciekawość: Warszawa, Łódź, czy Radom?

                        Ciekawski mirek ;-)
                        • weronika_fi Re: weronika powiedz w końcu- do mirka 10.01.02, 10:41
                          Gość portalu: mirek napisał(a):

                          > Wronika, zaspokój w końcu naszą ciekawość: Warszawa, Łódź, czy Radom?
                          >
                          > Ciekawski mirek ;-)
                          A cos ty taki ciekawski? Po co ci to wiedziec? jakbys troche ruyszl glowa to
                          wiedzialbys z ktorego z tych miast jestem. Ktos kto jest z mojego miasta i jest
                          jego mieszkancem rodowitym z dziada pradziada tak jak ja to nie chce sie do tego
                          przyznac bo jest to miasto ktorego nie lubi cala Polska. A z tych trzech tu
                          wymienionych jest tylko jedno takie. Osobiscie nigdy nie spotkalam sie z
                          niechecia do dwoch pozostalych tu miast. Dopiero na tym forum dowiedzialam sie ze
                          i te miasta sa nielubiane - nie tylko to moje.

                          • Gość: mirek Re: weronika powiedz w końcu- do mirka IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 11.01.02, 18:33
                            Róznica jest taka, że Warszawa jest nielubiana za Warszawiaków, a pozostałe dwa
                            są po prostu nieprzyjemne do mieszkania - ludzie są całkiem OK
                            • agniecha27 Re: weronika powiedz w końcu- do mirka 13.06.02, 16:44
                              Gość portalu: mirek napisał(a):

                              > Róznica jest taka, że Warszawa jest nielubiana za Warszawiaków, a pozostałe dwa
                              >
                              > są po prostu nieprzyjemne do mieszkania - ludzie są całkiem OK

                              Znowu te uogólnienia. Kiepskich masz tych znajomych, jeżeli na ich podstawie
                              sądziesz o pozostałych Warszawiakach. Ja nie jestem do nikogo uprzedzona, a Ty?
                              Pozdrowionka
        • magiczna Re: mąż marynarz - do aarona 08.01.02, 15:25
          A nie przyszlo Ci do glowy ze ona bardzo kocha swojego meza i nie w glowie jej
          zdrady i wycieczki po nocnych lokalach z jakimis gowniarzami???
          • weronika_fi Re: mąż marynarz - do magicznej 08.01.02, 15:48
            magiczna napisał(a):

            > A nie przyszlo Ci do glowy ze ona bardzo kocha swojego meza i nie w glowie jej
            > zdrady i wycieczki po nocnych lokalach z jakimis gowniarzami???

            Dzieki za wsparcie. Trafilas w samo sedno.Pozdrawiam
            Wero

            • magiczna Re: mąż marynarz - do magicznej 08.01.02, 15:53
              weronika_fi napisał(a):

              > Dzieki za wsparcie. Trafilas w samo sedno.Pozdrawiam
              > Wero

              Wlasnie sie zorientowalam po przeczytaniu Twojego posta do aarona ;)) A wsparcie
              mas zu mnie murowane, bo:
              a) wkurzaja mnie tacy panowie jak aaron a konkretnie ich wypowiedzi
              b) wobec zdrady jestem nastawione wybitnie ANTY

              Pozdrawiam,

              Iwona

        • Gość: tazoo Do Aarona IP: *.talnet.pl 09.01.02, 13:06
          Tazoo to kobieta. Chyba można to z mojego postu odczytać?
      • weronika_fi Re: mąż marynarz-do tazoo 08.01.02, 15:39
        Gość portalu: tazoo napisał(a):

        > Będąc panną marzyłam żeby mieć męża marynarza. Po 13 latach małżeństwa nadal
        > marzę... i na tym chyba poprzestanę, niestety.

        A dlaczego chcialabys miec meza marynarza? I skoro tak o tym marzylas to dlaczego
        nie wyszlas za marynarza?

        A nie zastanawialas sie, ze poza plusami, ktore zapewne widzisz w takim zwiazku z
        marynarzem sa tez minusy i ze tak naprawde to te jego rejsy kosztuja ciebie jako
        osobe pozostajaca tu na miejscu duzo zdrowia. Po pierwsze jestes sama - osoba z
        ktora sie zwiazalas jest daleko stad i nie mozesz go nawet zobaczyc ze nie
        wspomne o rozmowie czy po prostu zwyklym byciu z nim. On wyjezdza a ty zostajesz
        ze wszystkim - czyli z waszym zyciem, waszymi wspolnymi sprawami sama i musisz je
        jakos rozwiazac, jakos sobie z tym poradzic i nie masz sie z kim skonsultowac,
        przedyskutowac waszego wspolnego problemu. Wszystko na twojej glowie - dom,
        dzieci i to ty jestes tym zlym rodzicem bo to to ty chodzi na wywiadowki i potem
        nie kupujesz tego czy tamtego za kare. A tatus jak wraca to daje prezenty,
        poglaszcze po glowce i znow pojedzie i tak naprawde dziecku ten ojciec nie jest
        potrzebny - jest dla dziecka tylko kura znoszaca zlote jajka a dla ciebie twoj
        wlasny maz jest gosciem w swoim wlasnym domu. To po co brac slub skoro tego meza
        nigdy nie ma kiedy go potrzebujesz? Po co w takim razie ten maz? Co z tego ze on
        pracuje i przynosi pieniadze? ja tez pracuje i przynosze pieniadze i to nie jest
        1000 zl. Moze moja pensja nie jest jakas duza ale tez nie sa to jakies grosze z
        ktorych nie da sie wyzyc. Dobrze gospodarujacy piniedzmi czlowiek potrafi z mojej
        pensji zyc. Wiec po co ci maz ktorego nie ma? Jest takim jakby idolem z obrazka -
        mozesz go kochac, mozesz do niego wzdychac, zadzwonic i czasem zobaczyc, ale tak
        naprawde nigdy z nim nie prowadzisz takiego prawdziwego wspolnego zycia jakie
        prowadza inni ludzie w codziennych zwiazkach. jak pojawiaja sie problemy to meza
        nie ma i musisz je sama rozwiazac, a on jak wroci a okaze sie ze twoj sposob
        rozwiazania tego problemu nie byl wlasciwy to on za to jeszcze cie ochrzani ze
        zle zalatwilas sprawe. Ty i tylko ty sama prowadzisz wasze zycie ktore mialo byc
        w zalozeniu waszym wspolnym zyciem a w efekcie jest tak ze problemy sa na twojej
        glowie a laury i nagrody zbiera on - bo jest, bo wrocil to teraz cala uwaga
        skupia sie na nim - i dzieci go bardziej lubia niz ciebie itp.itd. Wszystko ma
        dwie strony - i ta dobra i ta zla. Tu akurat jest tak, ze ta zla strona
        posiadania meza marynarza ujawnia sie zbyt dlugo i zbyt czesto a tych dobrych
        chwil jest niewiele. Po co ci maz z obrazka? Po co w takim razie bralo sie slub?


        • Gość: Agata Re: mąż marynarz IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 08.01.02, 21:38
          Nie każdy potrzebuje tego samego...
          Nie oceniaj innych według siebie - Tobie jest w takim układzie źle, ale to nie
          znaczy, że każdy tak się męczy. Istnieja udane - wierne sobie, szczęśliwe
          małżeństwa, gdzie każda ze stron pracuje daleko od siebie. To nie jest układ
          dla mnie, jednak nie można od razu negować możliwości istnienia takich układów.

          ...........

          Powiedz, jak sobie radzi Twój mąż?

          pozdrawiam, trzymaj się

          • weronika_fi Re: mąż marynarz - do Agaty 09.01.02, 10:28
            Gość portalu: Agata napisał(a):

            > Nie każdy potrzebuje tego samego...
            > Nie oceniaj innych według siebie - Tobie jest w takim układzie źle, ale to nie
            > znaczy, że każdy tak się męczy. Istnieja udane - wierne sobie, szczęśliwe
            > małżeństwa, gdzie każda ze stron pracuje daleko od siebie. To nie jest układ
            > dla mnie, jednak nie można od razu negować możliwości istnienia takich układów.
            >
            > ...........
            >
            > Powiedz, jak sobie radzi Twój mąż?
            >
            > pozdrawiam, trzymaj się
            >
            Nie oceniam - proboje tylko przedstawic swoj punkt widzenia tej calej sprawy. Nie
            bardzo rozumiem twoje pytanie - co to znaczy jak sobie radzi moj maz? Z czym jak
            sobie radzi? Z dochowaniem wiernosci czy psychicznie czy z czym? To jest tak, ze
            poznalismy sie jak on byl na studiach na WSM wiec wyboru juz dokonal decycujac
            sie na ta szkole, tylko ze zakochalismy sie w sobie i nikt z nas ani nie
            zastanawial sie jak wyglada zycie w rodzinie marynarskiej (ja w kazdym razie
            nawet nie przypuszczalam co to znaczy marynarz - skad moglam wiedziec jak to jest
            i z czym to sie wiaze - nie mialam wzorcow zadnych wczesniej, a poza tym bylam
            mloda i zakochana w nim do szalenstwa - co zreszta nadal trwa - mysle tu o
            zakochaniu bo mlodosc to cos ulotnego). Jakos oboje musimy sobie z tym radzic ale
            zadnemu z nas nie jest lekko. On gdyby mial jakakolwiek sensowna mozliwosc pracy
            na ladzie (nie mowie tu o kopaniu dolow czy zamiataniu ulic tylko o czyms co
            moglby wykonywac czlowiek po studiach z dobra znajomoscia jezyka)to przestalby
            plywac bo widzi, ze mnie to meczy a poza tym jego tez meczy taka rozlaka - tu
            swieta, czy urodziny, imieniny, rocznice slubu, ktos sie rodzi, ktos umiera, a on
            na morzu - zycie toczy sie gdzies obok niego.
            Jakos trzeba sie trzymac chociaz jest ciezko i czasem po prostu dostaje swira
            bedac sama w domu w tej koszmarnej pustce. Ale dzieki za cieple slowa.
            • Gość: ewa Re: mąż marynarz - do Agaty IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.02, 13:00
              Jestem córkš marynarza. Było O.K. ,dopóki pływał, gdy przestał, diabli wszystko
              wzięli w cišgu dwu lat. Nie miałam kontaktu z ojcem, żadnych pozytywnych
              wzorców, bo zanim ja się przyzwyczaiłam, on wyjeżdzał.Zawsze był obcy.Choc moze
              to raczej wina jego charakteru, nie umiał być ojcem. Choc znowu ciezko
              traktowac jak ojca kogos, kto sie nagle pojawia i znika.Predzej bym sobie reke
              odrabala, niz wyszla za marynarza.
              • weronika_fi Re: mąż marynarz - do Agaty -do Ewy 09.01.02, 13:51
                Gość portalu: ewa napisał(a):

                > Jestem córkš marynarza. Było O.K. ,dopóki pływał, gdy przestał, diabli wszystko
                >
                > wzięli w cišgu dwu lat. Nie miałam kontaktu z ojcem, żadnych pozytywnych
                > wzorców, bo zanim ja się przyzwyczaiłam, on wyjeżdzał.Zawsze był obcy.Choc moze
                >
                > to raczej wina jego charakteru, nie umiał być ojcem. Choc znowu ciezko
                > traktowac jak ojca kogos, kto sie nagle pojawia i znika.Predzej bym sobie reke
                > odrabala, niz wyszla za marynarza.

                Ewo
                wlasnie tego sie boje, ze dzieci tak wlasnie beda go traktowac jak ty swojego
                ojca. Znam kilka osob ktore sa dziecmi z rodzin marynarskich i wyglada to tak jak
                to opisalam powyzej we wczesniejszym poscie. Ale pomysl - gdybys sie zakochala w
                kims nie wiedzac jaki ma zawod i okazaloby sie ze to jest marynarz? Probowalabys
                sie odkochac? Czy mozna tak naprawde kontrolowac to co sie czuje? Ja sie w nim
                zakochalam tuz po liceum i nie zastanawialam sie nad tym kim jest, jaki ma zawod
                i co sie z tym wiaze. Wogole zadne z nas wtedy nie myslalo ani o slubie ani o
                niczym powaznym. To byla taka wakacyjne milosc, ktora okazala sie byc miloscia
                mojego zycia i moim przeznaczeniem i w tej formie przetrwala do dzis. Po wielu
                latach wspolnego zycia zdecydowalismy sie na slub i jedynym powodem byla milosc.
                Dzieci jeszcze nie mamy wiec zeby ktos nie pomyslal, ze malolata sie zakochala,
                wpadla no to wzieli slub. Osobicie uwazamy, ze to po prostu bylo nasze
                przenaczenie - to ze sie spotkalismy. nasz zwiazek jest swietny i naprawde jestem
                szczesliwa, ze jestem z tym czlowiekime - tylko ten jego zawod mnie meczy, ta
                rozlaka. ale tak jest kiedy sie kocha - rozlaka strasznie boli.
                Pozdrawiam cie Ewo.
                Wero

            • Gość: Agata Re: mąż marynarz IP: *.grzegorzki.sdi.tpnet.pl 10.01.02, 14:24
              weronika_fi napisał(a):
              > Nie oceniam - proboje tylko przedstawic swoj punkt widzenia tej calej sprawy. N
              > ie bardzo rozumiem twoje pytanie - co to znaczy jak sobie radzi moj maz? Z czym
              ja k sobie radzi? Z dochowaniem wiernosci czy psychicznie czy z czym? To jest
              tak, ze poznalismy sie jak on byl na studiach na WSM wiec wyboru juz dokonal
              decycujac sie na ta szkole, tylko ze zakochalismy sie w sobie i nikt z nas ani
              nie zastanawial sie jak wyglada zycie w rodzinie marynarskiej (ja w kazdym razie
              nawet nie przypuszczalam co to znaczy marynarz - skad moglam wiedziec jak to jest
              i z czym to sie wiaze - nie mialam wzorcow zadnych wczesniej, a poza tym bylam
              mloda i zakochana w nim do szalenstwa - co zreszta nadal trwa - mysle tu o
              zakochaniu bo mlodosc to cos ulotnego). Jakos oboje musimy sobie z tym radzic ale
              zadnemu z nas nie jest lekko. On gdyby mial jakakolwiek sensowna mozliwosc pracy
              na ladzie (nie mowie tu o kopaniu dolow czy zamiataniu ulic tylko o czyms co
              moglby wykonywac czlowiek po studiach z dobra znajomoscia jezyka)to przestalby
              plywac bo widzi, ze mnie to meczy a poza tym jego tez meczy taka rozlaka - tu
              swieta, czy urodziny, imieniny, rocznice slubu, ktos sie rodzi, ktos umiera, a
              on na morzu - zycie toczy sie gdzies obok niego. Jakos trzeba sie trzymac chociaz
              jest ciezko i czasem po prostu dostaje swira bedac sama w domu w tej koszmarnej
              pustce. Ale dzieki za cieple slowa.

              Oczywiście, że chodziło mi o jak sobie radzi psychicznie. Z Twojego opisu wynika,
              że on też nie znajduje się w takim układzie... Chyba masz rację, najlepiej byłoby
              dla Waszego związku znaleźć pracę dla Twojego męża na lądzie. Naprawdę mu tak
              trudno znależć pracę? Po Szkole Morskiej? (tak zgaduję..) Z tego co słyszałam, to
              dobre wykształcenie techniczne - może nie warto rezygnować - powinny istnieć
              jakieś interesujące propozycje.

              pozdrawiam
        • Gość: tazoo Do Weroniki IP: *.talnet.pl 09.01.02, 13:18
          Mój ojciec nie był marynarzem, a i tak rzadko bywał w domu. Cały dom
          praktycznie był na głowie mojej pracującej matki.
          Mój mąż niby codziennie przychodzi do domu, ale nie potrafi o niczym sam
          zadecydować. Woli, kiedy to o wszystkim myślę.
          Jeśli czujesz się samotna dlaczego nie macie dzieci? Moja szwgierka ma ich
          czworo i męża oficera na statkach. I nigdy nie narzekała na samotność i
          tęsknotę.
          Pzdr
    • Gość: tazoo Re: mąż marynarz IP: *.talnet.pl 09.01.02, 13:11
      Moja droga Weroniko, pomyliłaś mnie z mężczyzną i proszę o przeprosiny. Swoim
      postem chciałam ci powiedzieć, że bycie codziennie z tym samym facetem nieraz
      jest męczące, a obserwując marynarskie, 25 -letnie małżeństwo mojej szwgierki,
      widzę, że jest to dobry sposób aby się sobą nie znudzić.
      A myślę, że sprawcą całego zamieszania jest niejaki Aaron, który pisał chyba na
      bani i pierwszy pomylił mnie z mężczyzną.
      Pzdr
      • weronika_fi Re: mąż marynarz - do tazoo 09.01.02, 13:38
        Gość portalu: tazoo napisał(a):

        > Moja droga Weroniko, pomyliłaś mnie z mężczyzną i proszę o przeprosiny. Swoim
        > postem chciałam ci powiedzieć, że bycie codziennie z tym samym facetem nieraz
        > jest męczące, a obserwując marynarskie, 25 -letnie małżeństwo mojej szwgierki,
        > widzę, że jest to dobry sposób aby się sobą nie znudzić.
        > A myślę, że sprawcą całego zamieszania jest niejaki Aaron, który pisał chyba na
        >
        > bani i pierwszy pomylił mnie z mężczyzną.
        > Pzdr


        Moja droga tazoo - nie pomylilam cie z mezczyzna - przeczytaj uwaznie moj post do
        ciebie. Napisalam tam do ciebie i wyraznie tam widac, ze zwracam sie do ciebie
        jak do kobiety bo przeciez po twojej wypowiedzi mozna sie bylo zorientowac, ze
        nia jestes. Przeciez spytalam sie ciebie dlaczego nie WYSZLAS za marynarza. A to
        oznacza, ze pisze do kobiety. Wiem, ze bycie ciagle z tym samym facetem moze byc
        meczace. Rzeczywiscie jest to tak, ze jak go nie ma to wtedy brakuje ci go
        bardziej niz jak jest. Tu po prostu sprawdza sie stara prawda, ze dopiero jak cos
        tracimy to wtedy to doceniamy naprawde. Rzeczywiscie tez jest tak, ze ze po jego
        powrocie przezywamy niemalze miesiac miodowy i ta milosc i wogole nasz zwiazek
        sie utrwala, umacnia. Ale dla mnie ta dluga rozlaka jest po prostu straszna i nie
        potrafie sobie z nia poradzic psychicznie. Wtedy wlasnie zastanawiam sie po co mi
        taki maz ktorego nie ma. To jest wlasnie tak - wszystko ma dwie strony -dobra i
        zla. Ta dobra jest wtedy kiedy on wraca, a ta zla kiedy wyjezdza. Kiedy go nie ma
        wtedy pamietasz juz tylko to co dobre i juz tylko chcesz zeby wrocil, a kiedy
        wraca to najpierw jest euforia a potem zycie idzie normalnie jak w kazdej
        rodzinie - on jest w domu na codzien, ja chodze codziennie do pracy i z pozoru
        wszystko wyglada normalnie. Tyle, ze kiedy on jest zycie bardzo przyspiesza bo
        oboje staramy sie zalatwic wszystko co wymaga tego zebysmy byli oboje - wspolnych
        decyzji. A kiedy go nie ma wiele rzeczy i spraw po prostu sie gromadzi i czeka na
        jego powrot bo sama nie wszystko moge zalatwic - np.kupno mieszkania, czy remont
        mieszkania. Uwazam, ze takie decyzje podejmuje sie razem i razem sie je
        realizuje. Rzeczywiscie kiedy on wraca zwiazek sie odnawia, ale kiedy go nie ma
        jestem sama i poniewaz nie mieszkam w miescie nadmorskim to czuje sie jak na
        obcej planecie gdzie wszyscy maja calkiem inne zycie niz ja i wogole mnie nie
        rozumieja - tylko staraja sie mnie zrozumiec, ale jak ktos sam tego nie przerobil
        to tak naprawde nie wie o co tu dokladnie chodzi i zczym sie to tak naprawde je.
        Popatrz na wypowiedz Ewy - corki marynarza. To pokazuje wlasnie ta czarna strone
        medalu.
        pozdrawiam
        Wero

        • Gość: tazoo Weroniko IP: *.talnet.pl 10.01.02, 11:51
          Myślę, że Twój problem polega na tym, iż nie potrafisz normalnie funkcjonować
          bez mężczyzny u boku. Ale mam nadzieję, że nie jesteś kobietą-bluszczem? Bo w
          tej sytuacji szkoda naszej rozmowy. Nie cierpię takich kobiet.
          Musisz podzielić sobi życie na dwa okresy: kiedy mąż przyjeżdża i kiedy go nie
          ma. Gdy jest na lądzie, wiadomo, wszystko robicie razem, ale kiedy wypływa
          musisz się przestawić na bycie sama z sobą i zaakceptować ten stan. Nie
          wypatrywać ,niczym Penelopa , powrotu ukochanego tylko wypełnić swoje życie
          sprawami, na które nie masz czasu, gdy jest on.
          Może łatwo mi to pisać, bo jestem typem kobiety, która świetnie sobie może
          poradzić również bez mężczyzny, ale, uwierz mi, nie jest to trudne do
          zrealizowania. Jesteś kobietą wykształconą, inteligentną i tym bardziej nie
          rozumiem skąd Twoje rozterki? Takie kobiety mają szersze horyzonty i nie liczą
          w życiu wyłącznie na mężczyzn. Bo gdy jest inaczej to przeżywają dramaty w
          momentach, kiedy ten mężczyzna naprawdę odchodzi (myślę o śmierci).
          Trzymaj się i nie daj się (życiu)
          • weronika_fi Re: tazoo 10.01.02, 12:44
            Nie jestem kobieta bluszczem i potrafie zyc bez swojego mezczyzny i wogole bez
            mezczyzny. Jestem osoba bardzo samodzielna - zawsze taka bylam bo zycie mnie do
            tego zmusilo i zawsze ze wszystkim musialam sobie radzic sama i moglam liczyc
            tylko na siebie. Tu nie o to chodzi. Chodzi o ta potworna tesknote i poczucie
            samotnosci i pustki. Ja jestem czlowiekim stadnym - musze miec sie do kogo
            odezwac, z kim pojsc na spacer, do kina, opowiedziec co sie wydarzylo w pracy
            itp. Oczywiscie moge z kolezanka, ale moje wszystkie kolezanki maja tez swoich
            mezczyzn i z nimi spedzaja swoje wolne chwile. oczywiscie moga mi poswiecic
            troche ze swojego wolnego czasu, ale reszte musze sobie sama zorganizowac. To
            niby nie jest trudne, ale z nim swiat jest kolorowy a bez niego szary. Pusty
            dom - tego nie znosze najbardziej, a jednoczesnie nie potrafilabym mieszkac z
            kims innym niz z nim. Juz jestem troche za stara na to zeby np. pomieszkac
            przez kilka miesiecy z jakas kolezanka - musialabym sie do niej przyzwyczajac.
            A moze jej nawyki by mi przeszkadzaly. Poza tym nie mam zreszta nawet
            kolezanki, ktora moglabym poprosic zeby ze mna zamieszkala chociaz przez jakis
            czas kiedy nie ma mojego meza - kazda ma swoj dom. Ja wiem na czym polega moj
            problem - wlasnie na tym - nie potrafie mieszkac sama na dluzsza mete bo pustka
            mnie dobija.A poza tym najlepiej na swiecie czuje sie wtedy kiedy moj maz jest
            gdzies tu blisko - w koncu po to sie bierze slub zeby nie byc samotnym i miec
            towarzysza zycia, a jak ten towarzysz znika na wieksza czesc roku to co to za
            towarzystwo ktorego nie ma, co to za podpora zyciowa. Ta pustka kiedy go nie
            ma... Wychowalam sie w domu pelnym ludzi i zawsze moglam z kims pogada o czyms,
            zawsze ktos byl. Oczywiscie - czasem kazdy chce byc troche sam - ale tylko
            czasem, a nie non -stop. Najbardziej wykanczaja mnie weekendy kiedy samotnosc
            najbardziej mnie dobija - wtedy szukam z kim sposrod znajomych moge sie
            spotkac, ale czasem czlowiek chce pobyc po prostu w swoim domu, ale nie sam.
            Moj maz jest jednoczesnie moim najlepszym przyjacielem - zawsze i o wszystkim
            moge z nim porozmawiac. Tak naprawde z nikim w ten sposob nie moge o wszystkim
            porozmawiac jak z nim. Kiedy go nie ma moge miec tysiace zajec, tysiace
            znajomych ale i tak nikt i nic nie jest w stanie mi go zastapic. I tu tkwi
            tajemnica problemu. Mozna zyc samemu i samemu sobie ze wszystkim radzic, ale
            swiadomosc, ze masz kogos kto ci we wszystkim zawsze moze pomoc, z kim mozesz
            konie krasc, kto zawsze cie rozumie, a nawet jak nie to i tak jest po twojej
            stronie...to jest wlasnie to co wedlug mnie nazywa sie prawdziwie szczesliwym i
            dobrze dobranym malzenstwem.
      • Gość: aaron Re: mąż marynarz IP: *.*.*.* 09.01.02, 13:42
        Gość portalu: tazoo napisał(a):

        > Moja droga Weroniko, pomyliłaś mnie z mężczyzną i proszę o przeprosiny. Swoim
        > postem chciałam ci powiedzieć, że bycie codziennie z tym samym facetem nieraz
        > jest męczące, a obserwując marynarskie, 25 -letnie małżeństwo mojej szwgierki,
        > widzę, że jest to dobry sposób aby się sobą nie znudzić.
        > A myślę, że sprawcą całego zamieszania jest niejaki Aaron, który pisał chyba na
        > bani i pierwszy pomylił mnie z mężczyzną.
        > Pzdr

        Nigdzie nie myle Cie z mezczyzna, moja niespelnion Penelopo. ;-)))
        Zabawne ze za meza chcialas MARYNARZA (niezaleznie od czlowieka) a nie fajnego
        faceta (niezaleznie od profesji) :-))). Tez bys chciala chodzic do lokalu B.??? :-
        ))) Bez urazy. ;-)
        Aha, juz dawno sie nie upijam - zdrowie juz nia takie jak dawniej i slysze
        ciagle: - Siedz w domu bo pojdziesz, upijesze sie, pieniadze wydasz i glupot
        nagadasz. No to siedze... :-)))
        • Gość: ewa do Weroniki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.01.02, 11:25
          Nic ci na to nie powiem, bo nie wiem i wole nie mysleć, co by było gdybym
          zakochala sie w marynarzu.Na szczescie zakochalam sie w ekonomiscie:-).
          Ale jedno pytanie - jak myslisz co mozesz czuc po latach bycia sama - smutek,
          rozzalenie, zlosc, ze ze wszystkim sama- chorujace dzieci, remonty, itd.czy tez
          szczescie, ze wytrwalas.
          w tym roku bylam w Ustce i mieszkalam u zony marynarza - najpierw czekala jak
          szalona, potem też, a teraz cieszy sie przez tydzień, a reszte wscieka, bo on
          jej rozwala plan dnia i przyzwyczjenia.W dodatku po latach w ogole nie ma
          poczucia, ze to jego dom , czuje sie obco i teskni za statkiem.
          Pamietam to u siebie - obcy facet, snujacy sie po domu, gdy wracalam ze szkoly,
          troche sie go balam
          Czy twoj maz kocha plywac, czy to dla niego zawod?A nie mozesz poplywac z nim?
          Ta babka plywala, z dziecmi. Nie wiem, oczywiscie, jaka jest twoja sytuacja
          zawodowa no i czy on nie jest podwodniakiem?
          no i nie przejmuj sie tak bardzo czarna wizja - to moja wizja, a twoj facet
          moze byc swietnym ojcem .mojemu by nie pomogło, nawet gdyby byl dozorca.
          To dla ciebie pytanie , bo latwo ci nie jest - ile takich nielatwych zim mozesz
          wytrzymac dla waszej milosci? Gdy zaczniesz zołzić, przemysl to jeszcze raz i
          to w cale nie w celu wysmazenia pozwu rozwodowego.Zawsze mozna duzo zrobic, jak
          sie wie po co.
          • weronika_fi Re: do Ewy 10.01.02, 13:00
            Gość portalu: ewa napisał(a):

            > Nic ci na to nie powiem, bo nie wiem i wole nie mysleć, co by było gdybym
            > zakochala sie w marynarzu.Na szczescie zakochalam sie w ekonomiscie:-).
            > Ale jedno pytanie - jak myslisz co mozesz czuc po latach bycia sama - smutek,
            > rozzalenie, zlosc, ze ze wszystkim sama- chorujace dzieci, remonty, itd.czy tez
            >
            > szczescie, ze wytrwalas.
            > w tym roku bylam w Ustce i mieszkalam u zony marynarza - najpierw czekala jak
            > szalona, potem też, a teraz cieszy sie przez tydzień, a reszte wscieka, bo on
            > jej rozwala plan dnia i przyzwyczjenia.W dodatku po latach w ogole nie ma
            > poczucia, ze to jego dom , czuje sie obco i teskni za statkiem.
            > Pamietam to u siebie - obcy facet, snujacy sie po domu, gdy wracalam ze szkoly,
            >
            > troche sie go balam
            > Czy twoj maz kocha plywac, czy to dla niego zawod?A nie mozesz poplywac z nim?
            > Ta babka plywala, z dziecmi. Nie wiem, oczywiscie, jaka jest twoja sytuacja
            > zawodowa no i czy on nie jest podwodniakiem?
            > no i nie przejmuj sie tak bardzo czarna wizja - to moja wizja, a twoj facet
            > moze byc swietnym ojcem .mojemu by nie pomogło, nawet gdyby byl dozorca.
            > To dla ciebie pytanie , bo latwo ci nie jest - ile takich nielatwych zim mozesz
            >
            > wytrzymac dla waszej milosci? Gdy zaczniesz zołzić, przemysl to jeszcze raz i
            > to w cale nie w celu wysmazenia pozwu rozwodowego.Zawsze mozna duzo zrobic, jak
            >
            > sie wie po co.

            Nie wiem co moge czuc po latach bo juz minelo sporo lat odkad on plywa i
            przerobilam juz wiele w tej kwestii. To co czuje zalezy od tego w jakim akurat
            jestem nastroju, w jakiej kondycji psychicznej i od wielu innych rzeczy. moj maz
            jest oficerem pokladowym w marynarce handlowej. Nie moge z nim plywac bo
            armatorzy nie wyrazaja na to zgody. Gdyby byla taka mozliwosc moze rzucialbym
            swoja prace i nie zastanawiala sie tylko poplynela z nim chociaz finansowo byloby
            to dla nas trudne i poza tym w swoim zawodzie po kilku latach przerwy mialabym
            klopoty zeby powrocic do pracy - nie bylabym na biezaco. Ale to juz nie te czasy
            kiedy kobiety plywaly ze swoimi mezami. Jak zapewne wiesz nie ma polskiej floty
            handlowej wiec wszystko wyglada wogole inaczej niz np. 20 lat temu kiedy plywal
            twoj ojciec. Moj maz nie kocha morza - jest to dla niego po prostu zawod. Owszem
            satysfakcjonuje go to co robi - odpowiedzialnosc, obowiazki itp. Ale gdyby to
            samo mogl robic na ladzie i byc przy mnie to bylby najszczesliwszym czlowiekiem
            na swiecie. Czasem mowi mi, ze gdybysmy spotkali sie nim wybral studia to na
            pewno mialby teraz inny zawod. On tez sie meczy tymi rozlakami i tez tego nie
            chce i gdyby mogl to po prostu by nie pywal, ale teraz jest taka a nie inna
            sytuacja na rynku pracy wiec nie ma dla niego pracy na ladzie. Nasze zalozenie
            jest take, ze on nie bedzie tak plywal do konca zycia i ze bedzie sobie szukal
            pracy tu na miejscu.

            ile jeszcze takich rozłak wyrzymam? Sama sie nad tym zastanawiam - i moj maz tez.
            Juz chyba niewiele. i to nie dlatego, ze chce z nim rozwodu - po prostu musi
            znalezc inna prace zeby byl tu ze mna. Psychicznie sie wykoncze bez niego.
        • Gość: tazoo aaron IP: *.talnet.pl 10.01.02, 11:53
          Gość portalu: aaron napisał(a):

          > Gość portalu: tazoo napisał(a):
          >
          > > Moja droga Weroniko, pomyliłaś mnie z mężczyzną i proszę o przeprosiny. Sw
          > oim
          > > postem chciałam ci powiedzieć, że bycie codziennie z tym samym facetem nie
          > raz
          > > jest męczące, a obserwując marynarskie, 25 -letnie małżeństwo mojej szwgie
          > rki,
          > > widzę, że jest to dobry sposób aby się sobą nie znudzić.
          > > A myślę, że sprawcą całego zamieszania jest niejaki Aaron, który pisał chy
          > ba na
          > > bani i pierwszy pomylił mnie z mężczyzną.
          > > Pzdr
          >
          > Nigdzie nie myle Cie z mezczyzna, moja niespelnion Penelopo. ;-)))
          > Zabawne ze za meza chcialas MARYNARZA (niezaleznie od czlowieka) a nie fajnego
          > faceta (niezaleznie od profesji) :-))). Tez bys chciala chodzic do lokalu B.???
          > :-
          > ))) Bez urazy. ;-)
          > Aha, juz dawno sie nie upijam - zdrowie juz nia takie jak dawniej i slysze
          > ciagle: - Siedz w domu bo pojdziesz, upijesze sie, pieniadze wydasz i glupot
          > nagadasz. No to siedze... :-)))

          Ale głupoty gadasz nadal...
          • galena Re: Weroniko 13.01.02, 20:35
            Weroniko!! Głowa do góry. Myślę, że twoje małzenstwo ma szansę byc szczęśliwym
            przez wiele, wiele lat i jeszcze dłużej. Najważniejsze, ze między Wami jest
            prawdziwe, głebokie uczucie. Swiadczy o tym Wasza wzajemna tęsknota, cierpienie z
            powodu rozstań, radość z bycia razem. A rozłąka tylko podsyca, utrwala i
            przedłuza miłość. Mówię Ci to z własnego, dobrego doświadczenia. Spójrz wokoło,
            ile kobiet absolutnie samotnych, ile niedopatrzonych, nie mających wspólnego
            języka z ojcem - dzieci, pomimo, że mąz i ojciec mieszka i zyje z nimi na
            codzień. Nie bierz sobie do serca stwierdzeń, ze marynarz jest dobry jak pływa, a
            potem to juz nie da się z nim żyć, to wszystko zależy tylko od dwojga ludzi a nie
            od tego czy ktoś jest marynarzem, lekarzem czy kominiarzem. Tak samo "panie
            marynarzowe"(nienawidzę tego określenia), ktore opisał ktoś w e wcześniejszych
            postach- bywalczynie modnych knajp, to kobiety o specyficznych cechach
            osobowosci. Taka może być "stróżową"(nie obrażajac broń Boże żon stróżów) i zrobi
            to samo. A żony marynarzy tak samo jak wszystkie żony na świecie - są mądre i
            głupie, dobre i złe, wierne i........itd. Ciesz się, że spotkałas kogoś, kogo tak
            kochasz. Ciesz się z kazdej wspólnie spędzonej chwili. Kontaktuj się jak
            najczęściej z mężem. Oprócz listów są jeszcze telefony komórkowe, na nowoczesnych
            statkach takze mozliwosc korespondencji(codziennej) przez internet. Na obcych
            statkach żony także mogą pływać z męzem. Trzeba tylko wystąpić z prośbą pisemną
            do armatora. A żony kapitanow mogą(u dobrych armatorow) pływać za darmo. Zyczę Ci
            dużo radości i miłości.
            • Gość: Marynarz Re: Weroniko IP: *.compass.net.nz 19.01.02, 09:51
              Witam Weroniko
              Moj nick mial byc zona marynarza, ale sie nie zmiescil
              Otoz ja jestem zona marynarza od 17 lat.
              Coz moge powiedziec.
              Niespelnione marzenia , uciekajaca mlodosc , zal bycie samemu , pustka w domu i
              nie tylko. Pustka psychiczna. Na poczatku bylo milo, czekalam z utesknieniem i
              wszystko gralo. Aczkolwiek zycie lubi platac figle, nastapila zdrada ze strony
              meza mimo ze sie kamuflowal. To byl cios zadany ponizej pasa.
              Dziecko juz mielismy. Moglam dokonac wyboru, odejsc lub zostac.
              Zostalam ze wzgedu na dziecko gdyz po naszej wielokrotnej klotni zaczal miec
              problemy akceptacji zarowno mnie jak i meza, mimo ze odbywaly sie te "rozmowy"
              podczas jego snu.
              Finansowo nie bylam od niego zalezna.
              Nigdy mi nie byla w glowie zdrada mimo ze mezczyzni robili mi awanse.
              Coz,moze jestem zgorzkniala kobieta. Niewiem. Dzisiaj wiem lepiej.
              Nie chce cie urazic, ale zyj swoim zyciem.
              • galena Re: Zono marynarza 19.01.02, 18:32
                Bardzo Ci współczuję.Jesteś nieszczęśliwa, bo trafiłaś na nieodpowiedniego
                człowieka, nie dlatego że wyszłaś za marynarza. Gdyby pracował na lądzie, też
                byś szybko poczuła przy nim pustkę. Dlaczego przy nim trwasz? jeśli jak
                piszesz, jesteś niezależna finansowo? Dziecko w takim fałszywym układzie też na
                pewno nie czuje się dobrze. Pozdrawiam Cię i życzę jeszcze dużo miłości, takiej
                prawdziwej.
                • Gość: Marynarz Re: do galena IP: *.compass.net.nz 20.01.02, 22:33
                  Witaj

                  Niewiem ile masz lat, przypuszczam ze jestes osoba mloda.
                  Widzisz z tym wyjsciem za maz za odpowiedniego czlowieka to nie taka prosta
                  sprawa, chociazby z tego wzgledu ze zaden z nich nie ma przyczepionej etykietki.
                  Gdyby tak bylo wiekszosc z nas kobiet dokonala by wlasciwego wyboru.
                  Moj okazal sie niewlasciwy.
                  A jesli chodzi o dziecko to domyslam sie ze chyba sama jeszcze nie masz.
                  Kobieta potrafi sie poswiecic wlasnie dla tej najwazniejszej osoby w zyciu.
                  Pisze to wszystko zebys lepiej zrozumiala.
                  Prosze nie traktuj mojej wypowiedzi krytycznie gdyz nie chcialam nikogo tutaj
                  zranic, a po prostu podzielic sie moimi doswiadczeniami.

                  Pozniej nawet mialam troche wyrzuty sumienia piszac w ten sposob do Weroniki.
                  W sumie nalezaloby poradzic raczej otwrzenie jakiegos wspolnego biznesu, co
                  umozliwiloby kontynuowanie tak wspanialego malzenstwa.

                  Uwierz mnie ze moje dziecko naprawde cieszy sie kiedy wszyscy zasiadamy do
                  wspolnej wieczerzy.Najbardziej smutna rzecza jest ze ja nie naleze do wyjatku.
                  Pozdrowienia dla wszyskich
                  • galena Re: Marynarz 21.01.02, 00:53
                    Droga żono marynarza. Absolutnie nie czuję się urażona, za co? Może to moje
                    radzenie abyś od niego odeszła było rzeczywiście zbyt pochopne. Nie jestem
                    wcale taka młoda (a szkoda).Jestem mężatką od wielu lat. Miałam szczęście
                    trafić na wyjątkowo wspaniałego człowieka. Poznałam go, gdy był na drugim roku
                    WSM.Wiedziałam, że będzie pływał.Zaryzykowałam. I trafiłam w dziesiątkę.Gdyby
                    nie był "marynarzem", też był by taki sam. Twój mąż też nie był by lepszy gdyby
                    pracował na lądzie. To nie zawód a człowiek kieruje swoim losem. Pozdrawiam
                    Cie. I jeszcze powiem Ci, że przy całym szacunku dla Twojego poświęcenia dla
                    dziecka, nie zapomnij o sobie. Nie chowaj się w kąt i nie przepraszaj, że
                    żyjesz.Nie dopuść do tego, aby Twój mąż myślał o tobie jak o "szarej myszcze".
                    Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że jesteś aż przygarbiona od ciężaru tej
                    zdrady. Wyprostuj się. Niech ten ciężar wreszcie spadnie. Patrz ludziom prosto
                    w oczy, a czasami nawet zalotnie. Trzymam za Ciebie kciuki
                    • weronika_fi Re: do galeny 22.01.02, 10:29
                      Dzien dobry. Ciesze sie, ze napisalas tu cos od siebie. Swiadomosc, ze czytaja
                      to tez zony marynarzy naprawde daje mi poczucie ze nie jestem sama w tym
                      temacie, ze sa inne kobiety ktore maja podobna sytuacje do mojej. Podobnie jak
                      z Zona Marynarza chcialabym nawiazac z toba kontakt. Jesli chcesz i mozesz to
                      napisz prosze do mnie na adres:fiwi@poczta.fm
                      mysle ze mamy ze soba wiele wspolnego - poza tym, ze jestesmy kolezankami "po
                      fachu" to trafilysmy na wspanialych mezow. powiedz - czy ty tez cierpisz kiedy
                      twoj maz wyplywa? jak dlugo trwaja jego rejsy i wogole jak sobie radzisz z
                      rozlaka? Napisz ma moj adres - nawiazmy kontakt. Razem mozemy podtrzymywac sie
                      na duchu bo mysle, ze kadej z nas trafiaja sie chwile zwatpienia i rozpaczy z
                      powodu samotnosci.
                      pozdrawiam
                      weronika
              • weronika_fi Re:do zony marynarza 22.01.02, 10:23
                Witam cie kolezanko "po fachu" jesli tak moge powiedziec. Nawet nie wiesz jak
                bardzo ucieszylam sie widzac twoj post. Ciesze sie, ze napisalas. Bardzo
                potrzebowalam jakiegos odzewu od kobiet takich jak ja - zon marynarzy. Jesli
                mozesz i chcesz to prosze napisz do do mnie : fiwi@poczta.fm
                Ty masz to czego ja nie mam - wiele lat malzenstwa z marynarzem za soba i
                doswiadczenie zyciowe. Chcialabym nawiazac z toba kontakt jesli chcesz.
                Pozdrawiam i zycze ci tego czego ty sama najbardziej sobie zyczysz aby ci sie
                spelnilo.
                Weronika
                • Gość: zastepca zastepcamarynarza IP: 161.233.153.* 29.01.02, 16:16
                  Kobietki, PENELOPKI, niemartwciesie, tesknota i wszelkie potrzeby plci mogo byc
                  zaspokojone. JA, zastepcamarynarza jestem zawsze gotow pomoc, w kazdej
                  potrzebie. Mozecie sie ze mna kontaktowac przez e-poczte:
                  zastepcamarynarz@wp.pl Zawsze gotow, rozmowy, porady, zabawa, etc.
                  Do uslyszenia. Tylko powazne osoby, prosze.
                  • weronika_fi Re: zastepcamarynarza 30.01.02, 09:31
                    Do ciebie nikt tu nie pisal zboczencu. Nikt cie tu nie zapraszal - to jest
                    forum kobiece wiec spadaj stad i wiecej sie nie pojawiaj bo dzialasz mi na
                    nerwy. Jak jestes niewyzyty seksualnie to idz do burdelu.
    • Gość: nieznasz Re: mąż marynarz IP: *.starogard.dialup.inetia.pl 30.01.02, 22:08
      Poczekaj skarbie, gdy za 25 lat mezowi, na skutek marynarskiej doli, zmieni sie
      psychika, bedziesz sie cieszyc, gdy bedzie cie opuszczal.
      • Gość: kicia Re: mąż marynarz IP: 10.20.1.* 31.01.02, 10:36
        Za 25 lat jej maz bedzie rentierem od 15 lat mie muszacym pracowac ,a
        wtedy ...zyli dlugo i szczesliwie.
      • weronika_fi Re: mąż marynarz-do nieznasz 31.01.02, 11:20
        Moj maz nie bedzie tak dlugo plywal. Z zalozenia juz jak slub bralismy
        umowilismy sie ile jeszcze czasu bedzie plywal. Tak wiec jego czas plywania na
        szczescie dobiega konca - jeszcze gora dwa rejsy. Tak wiec po 25 latach
        malzenstwa nadal bedziemy zyli szczesliwie.
        • marina2 Re: dla Ady16 12.06.02, 09:31
    • matrek To bardzo trudne małżeństwa 12.06.02, 09:55
      Też prawdopodobnie mieszkam w tym mieście, o którym piszesz, ale przez kilka
      lat mieszkaem w Szczecinie, mam też kogoś w rodzinie w Twojej sytuacji.
      • Gość: Wiki Re: To bardzo trudne małżeństwa IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.02, 15:19
        Mieszkam w Szczecinie, skończyłam WSK-kę, mam wiele koleżanek: żon bądź
        dziewczyn marynarzy, dwie bliskie, ale nie są one z tego powodu nieszczęśliwe.
        Po prostu, jak ktoś już tutaj napisał dzielą one swoje życia, na dwa: jedno -
        kiedy oni są na miejscu,i drugie - kiedy ich nie ma. Co nie znaczy, że kiedy
        ich nie ma, to zachowują się jak opisane powyżej Penelopy, ale też nie siedzą
        całymi dniami w domu, spotykają się ze znajomymi, studiują na studiach
        podyplomowych, rozwijają się. Ja ( mój narzeczony nie jest marynarzem więc też
        mam jakieś codzienne obowiązki) staram się, kiedy mogę dzwonić lub spotykać z
        tymi moimi koleżankami, zwłaszcza kiedy ich facetów nie ma. Jedna z nich przez
        jakiś czas pływała ze swoim narzeczonym (kiedy jeszcze nie pracowała) i na
        prawdę dużo zobaczyła, np. Nową Zolandię, Australię itp. - mówiła,że jest tam
        pięknie. Nie sadzę, żeby mogła to wszystko zobaczyć, gdyby on nie był
        marynarzem. Z kolei inna z koleżanek od paru lat mężaka mówi,że jej związek
        odnawia sie za każdym razem kiedy jej mąż wraca. Wiem, że podejmowanie ważnych
        decyzji i załatwianie pewnych spraw samemu jest trudne, ale wykonalne - moje
        koleżanki naprawdę świetnie sobie z tym radzą.
        Weroniko, może w Warszawie czujesz się osamotniona w swojej sytuacji, ale
        bedzie Ci łatwiej, kiedy znajdziesz pozytwne jej strony i wydaje mi się, że z
        biegiem lat zobaczysz, że bycie żoną marynarza nie jest takie złe, bo kiedy po
        latach w małżeństwa Twoich koleżanek wkradnie się znudzenie drugą osobą - Ty
        będziesz zawsze czekała na swojego męża z utęsknieniem.

        Pozdrawiam. Wiki.
Pełna wersja