Gość: somrerro
IP: 217.153.90.*
23.09.03, 11:16
Chciałabym prosic Was o opinie i informacje, jak powinna postąpićmoja
znajoma, która znalazła się w następującej sytuacji: Znajoma, nazwijmy ją
Paula, nie pracuje zawodowo od wielu lat, cały swój czas poświęciła dzieciom
i domowi. Jej mąż (mają trójke dzieci w wieku 5, 8 i 11 lat) wyprowadził sie
z domu i zamieszkał u mamusi.
Uprzednio, jeszcze mieszkając z nimi, równologle spotykał się z inną kobietą,
oszukując żonę, ale w końcu z tą inną się rozstał. Obecnie on, powiedzmy
Grześ, łoży na utrzymanie dzieci, spotyka się z nimi kilka razy w tygodniu,
przy czym
w domu zachowuje się jakby uważał, że ma nadal wszystkie prawa męża –
przychodzi kiedy chce, zachowuje się jak u siebie w domu, na prośby np. o
ściszenie muzyki odpowiada – to moje mieszkanie, mogę tu robić co chcę. Nie
pyta Pauli o jej plany, wkracza w sobotę i oznajmia że ma taki a taki pomysł
na dzień - dzieci są rozdarte, bo tato jest atrakcją, wymysla ciekawe
wyprawy, a mama tylko je prowadza do szkoły, odrabia z nimi lekcje, karmi,
czyta ksiazki na dobranoc, wymaga i wychowuje, a ponieważ nie ma własnych
pieniędzy, może im zaproponować tylko spacer pod blokiem lub wycieczkę
autobusem do lasu. Kiedy Paula próbuje jakoś zwrócić mu uwagę, że chiała
robić coś innego, że powinien wcześniej uzgodnić z nią, kiedy ma zabrać
dzieci, reakcja jest nerwowa : „Tylko spróbuj odgrodzić mnie od dzieci. Nie
zaczynaj wojny, bo zobaczysz.” Paula nie chce Grzesiowi zabronić dostęou do
dzieci, chciałaby tylko, żeby uwzględnił jej elementarne prawa. Niestety,
Grześ, człowiek w innych sytuacja kulturalny i zrównoważony, w relacji do
ciągle jeszcze żony (w świetle prawa już tylko), wykazuje się chwiejnością
emocjonalną, raz na nią krzyczy a raz przeprasza, utrzymuje ją finansowa, a
nie szanuje.
Chciałabym jakoś doradzić Pauli, może powinna podjąć jakieś radykalne kroki –
wnieść pozew o rozwód, czy co.
Nie ma ona pojęcia czy prawo byłoby po jej stronie, a ja też nie bardzo sięw
tym orientuję bo nie mam znajomych, którzy by się rozwodzili, ani
doświadczenia w „grzebaniu” w aktach prawnych.