francis25
13.08.08, 11:03
Dzisiaj mieliśmy jechać nad morze(mieliśmy, a nie mamy,bo ta suka odberała mi
chęci na dobrą zabawę): koleżanka,Ona i ja.
Wczoraj wpadła, zaczeła krzyczec zdnerwowana na temat co jej sie przytrafiło
wczorajszego dnia, a poźniej zaczeła coś na mnie krzyczeć, wkurzyło mnie to,
bo wie, jak bardzo nie lubię jak na mnie krzyczy. Stałem się oschły,
powiedziałem cześć etc.
Dzisiaj z rana dzwoiła do mnie, ja lezałem w łóżku, miałem wyciszony telefon.
Widzialem,ze dzwoni, ale mysle sobie, nieraz nie odbierałem heh, i nie chce mi
sie z nia gadac. I niechcacy szperajac zaspany w telefonie odrzuciłem Ja.
Ta wpada do mieszkania i na mnie z ryjem,ze "czego nie odbieram?! Czego Ją
odrzuciłem?!". I zebym zszedł na dół przyniósł rzeczy z auta do mieszkania!
No to ja do Niej,zeby przestała krzyczeć. Później ona do mnie znowu,zebym
zszedł po rzeczy i ble ble. Ja do Niej: ze "nic nie muszę". To Ja wkurzyło.
Nie zszedłem po rzeczy.
Na koniec bezczelnie psytała sie mnie:coś taki nie w sosie? To,ze CIe obudziłam?
Ja: Głupia jesteś. Durna jesteś! Głupia. Spadaj.
Na koniec ona,zebym dał Jje znac czy chcę nad to morze jechać.
A z taka wariatką, i w takiej atmosferze, ze tak sie do siebie odzywamy, ze
jestesmy obydwoje na siebie cięci. Niech soie smam jedzie z koleżanką?...