Dodaj do ulubionych

jak sobie radzić ze sknerą?

07.10.03, 11:29
Niestety, wygląd na to, że mój obecny partner do przedstawiciel tego gatunku.
Utrzymuję go, choć on zarabia 2,5 razy tyle co ja. Ostetni prezent - na moje
urodziny, parę miesięcy temu.
Może powiedzcie mi, jak u Was w związkach dzieli się koszty? Po prostu jak
wyglądają finanse i jak (sposób) doszłyście do zadowalającego Was
rozwiązanianp. kiedy przeprowadzić rozmowę...?
Obserwuj wątek
    • fitit Re: jak sobie radzić ze sknerą? 07.10.03, 11:34
      To proste ; koszty stałe - ona, koszty zmienne on. Zgadnij, które są wyższe ?
    • Gość: Kasia Re: jak sobie radzić ze sknerą? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 11:34
      Oj trudna droga przed Tobą! Jeśli myślisz, że jedna rozmowa sprawę załatwi, to
      nie jest tak. To są LATA rozmów, awantur (np. o to, że kupiłam kratkę do
      zlewozmywaka). U nas sprawa wyglądała tak, że od początku była to wspólna kasa,
      więc dyskusje miały trochę inne podłoże, ale generalnie po prostu trzeba mówić
      jasno i bez owijania o co chodzi. Skoro dzielicie wspólnie życie, musicie
      dzielić również kasę na jego utrzymanie. Co do prezentów zaś, to w naszej
      rodzince są one w zasadzie tylko z okazji i mi to nie przeszkadza.
    • Gość: lola Re: jak sobie radzić ze sknerą? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 11:38
      Hmm, odkąd razem zamieszkalismy wszystkie pieniadze szły do 1 worka.Nie
      pilnujemy sie nawzajem kto ile wydaje, bo oboje nie jestesmy
      rozrzutni.Prezenty kupuje sobie sama, bo on nie bardzo sie orientuje co.
      Kupuje mi czasem perfumy, zawsze pyta jakie.Co prawda nie zawsze mówie mu ile
      wydałam na buty czy ciuszki, bo dla niego zawsze za drogo, zero orientacji w
      cenach.Ale nie kontroluje mnie bo wie ze jestem rozsadna.
      Nie było specjalnych rozmów na ten temat, samo tak wyszło.
      Ale co twój pan robi z pieniedzmi skoro piszesz ze go utrzymujesz?
      • frywolna Re: jak sobie radzić ze sknerą? 07.10.03, 11:44
        Nie wiem, tzn. pewnie kupuje obligacje, ale go nie pytam dokładnie. Nie umiem
        rozmawiać o pieniądzach, ale widze, że nie wychodzę na tym dobrze...
        • frywolna Re: jak sobie radzić ze sknerą? 07.10.03, 11:48
          Zajrzyjcie do wątku "zaręczyny - jak?" mojego zresztą. Do tej pory (mimo, że
          powiedziałam mu, że mi przykro) pierścionak nie ma...
          • annb kodeks honorowy 07.10.03, 12:08
            nie daje pieniedzy to niech nie je. trudno
            ja rozumiem kiedy facet jest na bezrobociu to nie może się dokładać.

            ale zdrowy mężczyzna każący się utrzymywać kobiecie?
            to jest utrzymanek a nie facet.....
            wdług kodeksu honorowego Boziewicza nie mógłby się pojedynkowac.(to tak jako
            ciekawostka)
            myslę że tylko terapia wstrząsowa tutaj pomoże.
            jak nie chce się dokładać do gospodarstwa to niech sam sobie pierze, prasuje
            gotuje....trudno.
            lepiej na poczatku wstrząsnąć niż póxniej płakać na tym samym forum że ci
            wydziela pieniadze na mleko dla dziecka...pojechałam?
            oj bywały tutaj i gdzieś indziej takie łzawe listy a to tylko dlatego że w imię
            miłości jedna i druga nie walnęły pięścią w stół....
          • Gość: lola Re: jak sobie radzić ze sknerą? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 12:29
            Rzuciłam okiem na twój watek.Pierscionka nie masz z własnej winy, ze tak
            powiem, facet moze czuc sie zagubiony w powodzi tych kólek. Bierzesz faceta
            pod reke i maszerujesz do jubilera czy antykwariatu.Co to znaczy ze bedziesz
            znac cene?Wybierz o cene nie pytaj, wyjdz a facet zapłaci, nie bedziesz
            wiedziec ile, albo na początku zaznacz znajac mozliwosci faceta widełki cenowe.
            tyle myslisz o ceremoniach typu zareczyny, ale jak wyobrazasz sobie zycie w
            małzenstwie gdy bedziesz sie krepowac rozmawiac o finansach?
            Powiedz mu ze zycie kosztuje tyle a tyle, niech dokłada połowe. Extra wydatki
            kazde finansuje ze swoich.Chcesz sobie cos kupic, kupujesz za swoje i tyle.
    • Gość: control Re: jak sobie radzić ze sknerą? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.03, 13:01
      Uwaga, uwaga! Ogłaszam, że sknerstwo jest choroba nieuleczalną. W dodatku
      pogłebia sie wraz z wiekiem. Radzę nie wiązac się ze sknerą. Kto mieszka ze
      sknera, niech natychmiast zabiera to, co zdoała udzwignąć i ucieka jak
      najdalej. Bez żadnych skrupułów. Szkoda życia. Sa na swiecie ludzie, z ktorymi
      nie trzeba sie kłocić o kupno gazety czy droższego jabłka albo skarpetaek dla
      dziecka. Uciekaj od sknery. Nie próbuj jej leczyć, bo to nikomu sie nie udało.
      Bedzie coraz gorzej.
    • Gość: motylek Re: jak sobie radzić ze sknerą? IP: 195.145.215.* 07.10.03, 13:09
      Hej

      mam troche podobny problem. Moj facet, tez jest wyliczony, ale jak mu o tym
      powiedzialam, to wspomnial, ze nauczyl sie szacunku do pieniedzy. Kiedys jego
      rodzice nie byli zamozni, ale ciezka praca udalo im sie zapracowac na wygodne
      zycie. Ja uwazam, ze szacunek szacunkiem, ale z zycia trzeba korzystac. Moja
      babcia mawiala, ze pieniadze sa po to, aby je wydawac. Nie naleze do osob
      rozrzutnych i mam pewne oszczednosci, jednakze drzemie we mnie odrobine
      szalenstwa i nie wahalabym sie spontanicznie wydac spora sume, aby zrobic
      mojemu partnerowi, badz sobie przyjemnosc. Niestety to dziala tylko w jedna
      strone. Od mojego partnera takiej spontanicznosci sie nie doczekam. Zmienilam
      wiec taktyke, nie jestem juz taka skora do dawania.
      Mojego ´faceta nie musze wprawdzie utrzymywac, ale....on caly czas czyni jakies
      inwestycje, kupuje akcje, pap. watosciowe, a nawet ziemie i pozycza ode mnie na
      ten cel pieniadze, zyskiem jednak nie zamierza sie dzielic. Duzo by o tym
      pisac, tak jak rozni sa ludzie, tak rozne sa podejscia do spraw finansowych. My
      dzielimy wszystko mniej wiecej na pol, wspolna kasa raczej by u nas nie
      funkcjonowala. Moze po slubie bedziemy przlewac czesc naszych dochodow na
      wspolne konto, osobiscie jednak chce zachowac niezaleznosc finansowa, gdyz
      wiem, ze w innym przypadku musialabym sie czesto tlumaczyc z poczynionych
      zakupow (jak juz zostalo wspomniane nie wszyscy faceci orientuja sie w
      sprawaych cen - zwlaszcza kosmetykow).
      Zycze powodzenia w rozwiazaniu sprawy, sprobuj moze ustalic stala kwote ktora
      oboje wkladacie do wspolnej kasy.
      Osobiscie uwazam, ze trudno bedzie Ci zmienic podejcie twojego faceta do
      pieniedzy, w takim ducho zostal wychowany.
      Pozdrowionka
      • frywolna Re: jak sobie radzić ze sknerą? 07.10.03, 13:18
        Boshhhhh, Motylku!
        jakbym czytała o "moim"!, że była bieda, że został wychowany w szacunku do
        pieniędzy...
        a ja z kolei mam takie podejście jak TY. I chyba też będę musiała zrezygnować z
        dawania, a nie chciałabym, bo widzę, ile on am z tego radości. Szkoda, że w
        jedną stronę :(
    • remo29 Re: jak sobie radzić ze sknerą? 07.10.03, 13:14
      U mnie wszystko trafia do jednego worka. Oboje mamy do niego swobodny dostęp;
      nie ma żadnych tajnych kont, depozytów, zaskórniaków itd.
      • Gość: ewa Re: jak sobie radzić ze sknerą? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.03, 17:12
        kobiety!
        wy macie dobrze, ja nie pracuję ok. roku, mam 2 dzieci, 8, 9 lat, 11 lat po
        ślubie.ja pieniadze na drobne wydatki pożyczam od rodziny, jeżdżę na gape, mąż
        mi nie daje ani złotówki , on robi zakupy i ponosi wszystkie opłatty, jak mi
        się skończy puder, albo podoaski czy cokolwiek innego to pozyczam. w wakacje
        np. nie dał nigdy pieniędzy, żebym poszła z dziećmi do kina, albo na basen,
        siedziały w domu od rana do nocy albo chodziły ze mną na spacery.ale na
        spacerach ani lodów, ani picia, nic. Dodam, że zarabia dużo, nawet jak na 4
        osobowa rodzinę i go stać. I co wy na to? Ja teraz zaczęłam dawać korepetycje z
        angielskiego i jakieś marne grosze mam, a on mi już zaplanował co mam za nie
        kupić. Żebym tylko nie była zbyt szczęśliwa i żeby mi nie było za dobrze.
        Pozdrawiam was.
        • Gość: Triss Merigold Re: jak sobie radzić ze sknerą? IP: *.acn.waw.pl 07.10.03, 17:28
          Nie możesz jakoś wymusić żeby część pensji przelewał na twoje konto? Miałam
          taką koleżankę, dwoje dzieci, nie pracowała, mąż dawał jej jakieś drobne. Kiedy
          ona kupowała sobie ciuchy w szmateksach a kosmetyki na bazarze (bo taniej) on
          jechał na rafting do Austrii i kupował trzecią deskę do surfingu. A opcja -
          dzieci do szkoły i na świetlicę a Ty do pracy (nawet za 1000 zł ale Twoje) nie
          wchodzi w grę?
          • Gość: ewa Re: jak sobie radzić ze sknerą? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.03, 17:38
            szukam pracy, ale wtedy będzie, że ja pracuję za marne grosze, że moja praca
            jest nic nie warta, że ja nie jestem w stanie utrzymać dzieci, że on jest
            głównym żywicielem itp. zresztą daję korepetycje, więc te kilkaset zl mam. a na
            dodatek teściowie go podkręcają, ze ja nie utrzymuję dzieci
            • annb Re: jak sobie radzić ze sknerą? 08.10.03, 08:04
              załóz mu sprawę w sądzie o alimenty
              do tego nie trzeba rozwodu
    • Gość: ania A sep...?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.03, 18:39
      Czyli facet, ktory po prostu zaluje pozyczac, nawet glupich rzeczy wlasnej
      zonie?! Jak z tym walczyc?! Dodam, ze ten osobnik to prawie jedynak, ktory
      nigdy sie z nikim nie dzielil, nie lubi pozyczac, a kazde zadrasniecie na
      pozyczonej rzeczy urasta do rangi zepsucia urzadzenia!?

































      • Gość: Lena Re: A sep...?! IP: 80.48.96.* 07.10.03, 19:19
        Mój mąż jest typem jedynaka który z nikim nie musiał sie dzielić. Do tego
        pouczany w domu starał się robić zeszyty wydatków, kontrolować, ograniczać i
        decydować. Początkowo bawiło mnie to /nawet pod Excelem robiłam mu tabelki
        które liczyły/ dopóki nie zauważyłam, że to mnie ogranicza, że to po prostu ja
        mam być kontolowana. Jestem zbyt samodzielna i niezależna na takie numery ale
        był taki czas, że zastanawiałam się czy coś kupić i co na to powie mój mąż.
        Skończyłam tą zabawę, gdy zauważyłam, że on zmusza mnie do okłamywania siebie,
        do ukrywania wydatków, trzymania swojego "lewego" budżetu. Zachowywał się jak
        jego własna matka a ja nie chciałam zachowywać się jak on w stosunku do tejże
        matki. Zawsze pracowałam więc nie bałam się, że nie będę miała za co żyć, to
        raczej ja wystawiłabym męża na klatkę schodową. Myślę, że tylko samodzielność i
        własne pieniądze pomogą w zmianie zachowania męża. Mój naprawdę opamiętał się
        choć zrozumienie, że musi skonfrontować się z własną przeszłością, ocenić
        metody dydaktyczne własnej matki i żyć po swojemu rodziło się w bólach. Myślę,
        że u osób ubezwłasnawalniających innych ta metoda jest obroną przed włsnym
        strachem. W życiu nauczeni, że jeśli nie "trzymają kogoś w garści", nie mogą
        nimi manewrować, szantażować /np. dawaniem lub nie pieniędzy/ to im nie ufają,
        nie wierzą. Takie coś wynosi się z domu. To samo nie przejdzie a raczej -
        powiedziałabym - ma tendencję potęgowania się. Jesli człowiek dla własnych
        dzieci skąpi i już potrzeb dzieci nie widzi to najwyższy czas wziąć sprawy we
        własne ręce. Znalazłabym jakąkolwiek pracę byle być niezależna.
        Mojemu mężowi, który nie umiał się dzielić i mówił stale co jest jego nie
        brałam jego rzeczy. Kupiłam swoją wiertarkę, swoje techniczne książki /choć on
        miał takie same/i jeszcze nie omieszkałam je podpisać. Od bardzo dawna nie
        słyszałam już, że coś jest jego bo wie, że wtedy tego nie wezmę. Będzie mi
        potrzebna taka rzecz - kupię własną. Wolę wierzyć, że zmienł się a nie
        przeważyło skąpstwo. Bo w sumie jest bardzo dobrym człowiekiem tylko czasem
        człowiek wynosi z domu przyzwyczajenia i strachy ...
        • Gość: ania Re: A sep...?! IP: *.chello.pl 08.10.03, 12:27
          >Myślę, że tylko samodzielność i
          >
          > własne pieniądze pomogą w zmianie zachowania męża

          No dobra, ale jesli z jakichs przyczyn, nie bedziesz mogla wrocic do pracy, to
          jak na to zareaguje Twoj maz!?
          • Gość: Lena Re: A sep...?! IP: 80.48.96.* 08.10.03, 13:31
            Myślę, że teraz już normalnie. Nauczył się dzielić choć to było trudne... a i
            tak czasem mam wrażenie, że nie ze wszystkimi. Wiesz, taki człowiek przypomina
            mi dziecko w piaskownicy które ściska wszystkie swoje foremki i łopatki i nie
            potrafi się nimi cieszyć i bawić ze strachu, że mu ktoś coś zabierze. To
            normalny etap w życiu każdego dziecka a rolą matki jest nauczyć go dzielić się
            i pożyczać. A moja teściowa należy do tych, co powiedzą "nie daj bo ci
            zniszczą" i to widzać było po moim mężu. Nie czuję się jego matką i gdybym go
            nie mogła zmienić to bym zostawiła bo na takiego człowieka nie da sie liczyć a
            tolerować nie sposób. Przynajmniej dla mnie.
            • Gość: ania Re: A sep...?! IP: *.chello.pl 08.10.03, 13:39
              >A moja teściowa należy do tych, co powiedzą "nie daj bo ci
              >zniszczą" i to widzać było po moim mężu.

              Dokladnie. On mieszkal przez cale zycie ze swoja matka i jest, ze tak powiem
              troche rozpuszczony, mimo iz to dorosly facet. I mimo iz teraz jest mezem i
              powinien sie dzielic z zona, to nic z tego. Zaluje jej naprawde nawet
              drobnostek i nie przepada za jej rodzina. I tak jak wczesniej napisalas o swoim
              mezu, to ten facet, tez jest bardzo dobrym czlowiekiem, ale to co kiedys bawilo
              (to jego skapstwo) teraz przestrasza...
              Bardzo mnie to martwi, bo ja nie umiem jej pomoc. Pochodze z wielodzietnej
              rodziny, u nas nie bylo jedynakow, zawsze sie dzielilam i nie moge zrozumiec
              tego faceta, mimo iz znam go pare lat. Moj chlopak uwaza, ze na niego ma zgubny
              wplyw matka, ktora zamiast (no wlasnie) dzielic sie, to zachowuje sie dokladnie
              jak jej syn...
              • Gość: ola do Ani IP: *.u.mcnet.pl 08.10.03, 19:17
                Aniu, mój mąż jest jedynakiem właśnie, a ja tak jak Ty poczodzę z wielodzietnej
                rodziny. Wszystko w domu jest jego, jak chcę coś użyc jego, np. płyty to musze
                się zapytać czy mi pozwoli.ostatnio nawet czajnik okazał się jego. szkoda, że
                nie wpadłam na pomysł kupienia swojego wcześniej.
                Jak dzieci nie chcą jeśc np. pomidorów to słyszą :"to ja kupuje pomidory za
                4.60, a wy nie chcecie jeść?"
                Może się skontaktujemy przez mail?
                • Gość: ania Do Oli IP: *.chello.pl 08.10.03, 19:39
                  Olu, ale to nie jest moj maz. Na szczescie moj chlopak pochodzi z wielodzietnej
                  rodziny, mniej szczescia, ze jest najmlodszy w rodzinie, tak jak ja:)!
                  Ta sprawa dotyczy bliskiej mi osoby, o ktora sie martwie, ale ona jest silna i
                  na pewno da sobie z sepem-mezem rade.
    • frywolna Re: jak sobie radzić ze sknerą? 08.10.03, 14:56
      No tak, ale co robić? jak sobie radzić? Jak zmniejszyć "dotkliwość" tej cechy u
      pratnera? A może jak zwalczyć???
      Pomóżcie!!!
      • Gość: ola Re: jak sobie radzić ze sknerą? IP: *.u.mcnet.pl 08.10.03, 19:29
        moim zdaniem chyba się nie da, ja walczę juz 10 lat i nic.Mój mąż ma wyniesione
        pewne zasady z domu, np. jak jego ojciec kupi mleko to każe sobie matce oddać
        za nie pieniądze. Ostatnio pomyślałam sobie, ż emoże niby od niechcenia
        powiedzieć coś przy osobach trzecich, ale tak, żeby było delikatnie, a mężowi
        żeby się zrobiło głupio.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka