agaoki
31.08.08, 21:13
byłam dzisiaj u znajomego. jakoś tak wyszło, że przyznałam mu się, że biorę
leki antydepresyjne od kilku miesięcy. on mnie zaatakował, że leki to głupota,
bo tylko się można uzależnić. jego zdaniem depresja bierze się ze zbytniego
skupienia na sobie. i że nie wolno się poddawać takim nastrojom, tylko trzeba
walczyć, być silną itp.itd. i dał mi do zrozumienia, że tak naprawdę ja
chciałam mieć depresję. że jakbym nie chciała, to bym nie miała. co????
ja mu tłumaczę, że depresja nie była zależna ode mnie. i na pewno się nie
poddałam. od początku próbowałam sobie pomóc (przyjaciele, rozmowy, wyjścia z
domu, spacery, kąpiele, zakupy, deprim), ale nic, absolutnie nic nie pomagało.
w końcu nie widziałam innego wyjścia jak psychiatra i leki. nawet moja
psycholog mnie chwaliła, że dobrze umiem sobie sama poradzić, umiem sobie
wiele wytłumaczyć. to chyba świadczy o tym ,że walczyłam, że chciałam z tego
wyjść. jestem osobą wrażliwą, ale nie przesadnie skupioną na sobie. zajmuję
się domem, wspieram męża, pomagam przyjaciołom. zawsze byłam optymistką i
uważałam, że wiele problemów można pokonać śmiechem i optymizmem. uważałam się
za osobą dość silną. nikt ze znajomych nie mógł uwierzyć, że coś takiego mi
się przytrafiło. nagle ktoś taki jak ja nie widzi sensu w życiu, na nic nie ma
siły, ciągle płacze, chce popełnić samobójstwo... nie wzięło się to znikąd, bo
poprzedził to silny długotrwały stres.
niestety, jak grochem o ścianę. znajomy uważa, że nie ma czegoś takiego jak
depresja i koniec.
ja wiem, że trudno to zrozumieć komuś, kto tego nie przeżył. ale on w ogóle
nie chciał mnie wysłuchać, totalnie zaprzeczał wszystkiemu co mówiłam. ma
swoją teorię i koniec. doradzał mi tarota i akupunkturę!
uważa, że jak coś takiego sie z nami dzieje, to trzeba sobie pomyśleć, że to
minie. łatwo powiedzieć...
nie mam siły na takich ludzi.. ale mnie wkurzył!
musiałam się wygadać.
może wypowie się ktoś, kto mnie rozumie?
a może wy też uważacie, że depresja to tylko fanaberie?