palinka75
13.10.08, 10:59
Temat pokrewny poruszałam niedawno, ale jeszcze raz proszę o opinie.
Sytuacja: oni rozwiedzeni bardzo dawno, mieszkali pod jednym dachem,
żeby wspólnie wychować dziecko (teraz już dorosłe!) i prowadzili
takie trochę wspólne, trochę osobne zycie. Są "przyjaciółmi". Ja i M
spotykamy się już prawie osiem lat, początkowo mieszkał z żoną, a
kilka lat temu przejął mieszkanie po swojej siostrze, niedaleko od
starego mieszkania. My nie mieszkamy razem. I czy to jest normalne,
że:
- eks dzwoni do niego kilka razy dziennie, pytając, czy zrobić mu
zakupy (i to robiła kiedyś z premedytacja, gdy wiedziała, ze ja u
niego jestem, teraz jej jakoś przeszło), zapraszając go na obiady,
często przychodzi do niego i przynosi gary z żarciem (na moje lekkie
zdziwienie odparł niby żartem, że on musi tak robić, bo ja mu nie
gotuję)
- gdy żonie zepsuła się pralka, latała co drugi dzień do jego
mieszkania i prała swoje i przy okazji też jego skarpety i majtki
- kilka razy chciałam mu pomóc posprzątać mieszkanie, które przeciez
też jakoś współużytkuję, zawsze kończyło się awanturą, że nie
powinnam tego robić, a potem - pod moją nieobecność - przychodziła
żona i robiła mu porządki ku wielkiemu jego zadowoleniu
- on cały czas czuje się odpowiedzialny za jej sytuację finansową,
płaci jej telefony, czynsz, głowi się, jak jej znaleźć pracę itd. No
i jak wspomniałam w innym wątku, ofiarowuje jej na urodziny
samochód, który chiał mi wczesniej sprzedać.
- ja mam uczucie, że ona jest zawsze i wszędzie, wszyscy jego
nowopoznani znajomi znają ją także, jej faceci są też pierwszej
linii przedstawiani byłemu, czyli mojemu M
Nie wiem, jak to jest w innych tego typu układach? Oczywiście w
takich, gdzie ludzie nie rozstali sie w nienawiści, tylko żyją w
jakiejś przyjaźni - tu mie się ona wyaje cokolwiek za daleko
posunięta, ale gdy o tym mówię, słyszę, że jestem zazdrosna,
zakompleksiona, niewdzięczna (argument M podczas rozmów o praniu i
sprzątaniu: nie widzisz, że chronię cię przed domową robotą? Niech
ona to robi!) i ewentualnie jestem materialistką (bo miałam
pretensje o sposób rozegrania tej sprawy z samnochodem, nie o sam
samochód).