pani.niunia
13.10.08, 17:06
... przyznać się do błędu, albo to tego że jednak żona miała rację.
Otóż mój mąż ma 26 lat i teraz nagle zachciało mu się studiować. Dodam, że
prowadzi własną działalność i kierunek studiów ma się nijak do jego zawodu ...
ale nie o to chodzi.
Wybrał sobie jedną z lepszych uczelni. Studia zaoczne 6-letnie (budownictwo).
Od samego początku mówiłam mu, że na tej uczelni nie jest łatwo, sporo osób
przyjmują ale już na pierwszym roku co najmniej połowa studentów odpada. Mąż
mi nie uwierzył. Tłumaczyłam, że tam jest sporo trudnej matematyki, chemii i
fizyki. Mąż zareagował śmiechem, zapewniał mnie że da sobie radę. Skoro udało
mu się skończyć Liceum dla dorosłych to i te studia będą pikuś. I taką myślą
żył od chwili złożenia dokumentów w dziekanacie. Przyjęli go.
Dwa zjazdy już odbył. I ... zaczyna się łamać, widać po nim że coś mu nie daje
spokoju, coś mu zaprząta myśli. Ja się domyślam, że chodzi o studia, że pomału
do niego dochodzi iż miałam rację mówiąc, że będzie ciężko. Drugą noc z rzędu
ma problemy ze snem. Stał się nerwowy. Z rysunku technicznego mam już zadania
do wykonania w domu. Jakieś rysunki w skali i takie tam. Fizyka rzekomo
trudna. W zeszłym roku na 250 osób za pierwszym razem zdało ją tylko 30 osób!!
Mąż zaczyna to przeżywać, ale w sposób nerwowy. A mnie zaczyna to powoli
drażnić ponieważ swoje nerwy i frustracje wyżywa na mnie. Stał się nie miły,
uszczypliwy. A co najgorsze nie potrafi przyznać się, że jednak miałam rację.
Dogryza, czepia się z byle powodu. Niby mówi otwarcie, że ciężko na uczelni
itd. ale nie przyznaje się że te nerwy spowodowane są właśnie tym. Prosiłam go
aby swoje nerwy nie wyładowywał na mnie bo to był jego wybór, sam sobie tą
uczelnię wybrał mimo iż ja mu ją odradzałam ... ale on udaje, że nie o to
chodzi. Już nie wiem co z tym zrobić. Chyba wyjdę z siebie i stanę obok.