Gość: iw
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
22.10.03, 14:07
Witajcie!
Postanowiłam się wyżalić na tym forum, bo już mam dosć! Nie wiem czy ktoś
jest w takiej sytuacji jak ja.....jeżeli tak to współczuję. NIe wiem, może
jakoś przesadzam, bo zawsze może być gorzej, ale od poczatku.........
W kwietniu złożyłam w pracy wypowiedzenie, od czerwca jestem bezrobotna. Nie
będę wyjaśniać dlaczego złożyłam wypowiedzenie....po prostu padłam ofiara
mobbingu i swoją walkę z pracodawca przegrałam....żeby nie zapaskudzić
papierów i nie łazić po sądach pracy złożyłam wypowiedzenie i od czerwca
szukam pracy. Jak na razie bezskutecznie:( Zastanawiam się czasami po co były
potrzebne te studia i kursy skoro szukają jedynie ekspedientek i fryzjerów.
Do takiej pracy nie puści mnie mąż (zresztą sama jakoś tez nie wyobrażam
siebie w takiej roli), a nie puści z dwóch powodów....nieźle zarabia i mamy
kasę na godne życie no i drugi powód to taki, ze wstydziłby się za mnie.
Tak więc siedze w domu i o ile jeszcze w trakcie wakacji miałam zapał do
uczenia się języków i pisania własnej ksiażki, tak teraz nic mi się nie chce,
jestem załamana.
Wymysliłam więc pomysł na siebie taki, ze zajdę w ciażę (i wiek- 27 lat, i
sytuacja finansowa nam ku temu sprzyja). No i tu, jak nietrudno domyślić się
z tytułu postu, okazało się ze nie bedzie łatwo, bo mam PCO i czeka mnie
mozolne lecznie. Biorę jakies hormony co cykl to inne i nie wiem, ale chyba
one wprowadzają mnie w coraz większą depresję.
Moi rodzice i teściowie ciągle dopytują sie dlaczego nie pracuję i jak mogę
siedzieć bez zajęcia w domu (matka i teściowa nigdy nie szukały pracy i nie
sądzę żeby w ogóle wiedziały jak kształtuje się obecnie rynek pracy)i
dlaczego nie mamy w końcu dzieci, bo czas najwyższy i wszyscy się w koło
rozmnażają. A ja jak słysze o kolejnej ciąży to 2 dni jestem chora i
zastanawiam się gdzie tu sprawiedliwosć????
MOja teściowa dodatkowo jeszcze opowiada perfidnie historie o znajomych jak
to oboje pracuję, czekają na dziecko i już mieszkają we własnym mieszkaniu.
Więc jak to słysze to po prostu krew mnie zalewa.....
Dodam, ze mieszkamy oddzielnie w wynajętym mieszkaniu, 300 km od rodziców i
teściów, a w grudniu odbieramy w końcu swoje M. Co z tego, ze dzielą nas 3
setki km skoro i tak wydzwaniają i coraz bardziej mnie dołują.
NIe wiem czy to wpływ tych leków, które biorę, ale do zera spadło mi libido i
już mi nawet głupio co wieczór opowiadać mężowi, ze źle się czuje...na razie
mnie wspiera ale boję się, co bedzie dalej???? Mam wyrzuty z tego powodu, ze
go odrzucam, a z drugiej strony nie umiem się przełamać...
Nie mam pracy, nie mogę mieć dziecka (a przynajmniej nie teraz kiedy chcę) i
mam dosć siedzenia w 4 ścianach. Wiem, ze może ktoś jest w gorszej sytuacji:
mieszka kątem u rodziców, oboje nie mają pracy...albo jedno i za marne
pieniądze. My mamy kasę, niedługo własne M.....ale nie umiem się z tego
cieszyć...nie o to mi w zyciu chodziło!
Pocieszcie mnie choć trochę, może są osoby, które mają podobną sytuację do
mojej? Napiszcie, co robicie? czy inwestujecie w siebie? czym wypełniacie
nadmiar czasu wolnego? jak spędzacie przykładowy dzień?
Może zainspiruję się czymś?
Pozdrawiam ciepło!