m.ilena
15.11.08, 18:35
powiedźcie mi jakbyście się zachowały w stosunku do swojego partnera
w takiej sytuacji ...
Wasza połówka wyjeżdża na weekend na studia. Tam wynajmuje
mieszkanie z kolegami. Po zajęciach urządza sobie z nimi popijawę w
wynajętym domu. Obiecuje wam, że zadzwoni o tej i o tej godzinie.
Niestety słowa nie dotrzymuje. Zniecierpliwione Wy dzwonicie ale
wasza połowa nie odbiera tel. nawet nie odpisuje na esa ... ale za
to odbiera telefony od dzwoniących kolegów - wiem bo nasz wspólny
kumpel zadzwonił przy mnie do niego – od tak aby sprawdzić czy
odbierze – no i odebrał. A moich telefonów w dalszym ciągu nie
odbiera aż wreszcie telefon wyłącza. Na drugi dzień wraca ze szkoły.
Na domiar złego jechał pod wpływem alkoholu 60 km (tyle ma do
miasta gdzie studiuje). Zaczyna przepraszać, że nie zadzwonił, że
nie odpisał. Obiecuje, że to był ostatni raz itd.
Mija 3 tygodnie i znów jest weekend, kiedy to ma zjazdy. Wyjeżdża i
znów to mieszkanie, ci sami współlokatorzy. I historia się powtarza.
Miał zadzwonić i nie dotrzymał słowa. Więc Wy dzwonicie bo jesteście
zniecierpliwione „co jest grane” i złe bo przecież obiecał, że już
czegoś takiego nie zrobi. Po głosie słyszycie, że atmosfera na
mieszkaniu wesoła, mąż chyba ma już wypite a w tle słychać chichoty
kolegów. Mąż kończy rozmowę mówiąc „zadzwonię później”. Mija 30 min.
godzina, 1 ½ godziny i cisza. Wreszcie o godz. 1.00 w nocy
dzwoni ... ale z prośbą abym jego koledze powiedziała ile ma wędek w
domu bo kolega mu nie wierzy. Więc mu mówię, że nie chcę rozmawiać z
jego kolegą a po drugie nie mam pojęcia ile wędek jest w domu. Mąż
kończy rozmowę z tekstem „zadzwonię za chwilę”. No ale cisza – w
takim razie dzwonię ja. A tu mąż z nerwami na mnie, że po co
dzwonię, że widocznie go sprawdzam, że traktuję go materialnie i że
jest na mnie zły bo ja nie wiem ile wędek ma. Powiedziałam mu, że
nie sprawdzam go, bo przez telefon się nie da. Bo na dobrą sprawę
może być gdzieś na imprezie i tylko wyszedł na zewnątrz abym nie
słyszała muzy i może wmawiać że jest w domu. Zezłościł się, zaczął
mnie oskarżać że mu nie wierzę itd. ale mi o to nie chodziło, że nie
wierzę tylko chciałam mu wytłumaczyć dlaczego uważam, że przez tel
nie da się sprawdzić, gdzie dana osoba w tym momencie jest. Nie
chcąc sie z nim kłócić rozłączyłam się. Zdążył tylko powiedzieć, że
zadzwoni rano. No i dziś cisza, nie dzwoni i tele ma wyłączony.