irinkaa
19.11.08, 12:41
Podejrzewam, że mnie od razu zjedziecie z góry na dół za to, co planuję
zrobić, ale niech tam – piszę... Zamierzam się spotkać z kochanką mojego
męża. Całkiem niedawno odkryłam, że mój mąż coś kręci... Był jakiś tajemniczy,
nieuważny, niespokojny, słyszałam wciąż, że dostaje jakieś smsy, sygnały – nie
chciał powiedzieć, od kogo... Przeczytałam w końcu jednego smsa z jego
komórki. "Smutno mi bez Ciebie, koteczku"... Po prostu wryło mnie w ziemię.
Pamiętam, że stałam z tym telefonem jak skamieniała... Potem zajrzałam do jego
komputera. Znalazłam tam zdjęcia ze "służbowych wyjazdów" z miasta, do którego
często jeździł... Kilka zdjęć z kolegami i wiele fotografii jakiejś
dziewczyny. I to była ona. Młodsza. Młodsza, ale nie ładniejsza, jakieś
paskudztwo z krótką szyją, krótkimi serdelkowatymi palcami, przetłuszczonymi
włosami, grubawa... nie mam bladego pojęcia, co on w niej widział. Zrobiłam
awanturę, to było koszmar... Nie jestem w stanie nawet sobie przypomnieć, co
mówiłam, to była wyłącznie rozpacz. Po kilku dniach zadzwoniłam do niej.
Okazało się, że ona w ogóle nie miała pojęcia, że W. jest żonaty, poznali się
w jej mieście na jednym z tych służbowych wyjazdów... I wiecie co? Mimo tego,
że usłyszała, że jest kochanką żonatego faceta, powiedziała, że nie
zrezygnuje. Mąż przyrzekł po karczemnej awanturze, że to skończy
(postanowiłam dać mu kolejną szansę, błagał na kolanach, zresztą... nie
umiałabym tego tak zakończyć), ale ona wciąż szuka z nim kontaktu, co gorsza
chyba nadal go z nim czasem utrzymuje. Umówiłam się z nią na rozmowę w jej
mieście – chcę uzyskać tyle, żeby dała nam spokój. Zgodziła się. Jak się
zachować? To będzie dla mnie i tak trudne, dziewczyna (tak, dziewczyna... po
dwudziestce, podczas gdy ja o trzydziestych urodzinach dawno zapomniałam) jest
bezczelna, potrafiła zapytać przez telefon "jak sądzisz, kogo będzie wolał"?
Sytuacja mnie przerasta, dawno przestałam mierzyć już ile wylałam łez, bo za
wiele by tego było. Jestem wciąż na prochach, moje życie to dramat. Jest
młodsza, świeższa, zobaczy smutną kobietę po trzydziestce z szarą cerą,
zapuchniętymi do cna oczami, której zrujnowała życie i która nie ma tak
naprawdę sił, by cokolwiek argumentować... Macie jakiś pomysł? Jak z nią
rozmawiać, co powiedzieć osobie, która świadomie rozbija rodzinę? Boję się. Po
prostu się boję, że ona spełni swoje zapowiedzi i nie zrezygnuje.