Dodaj do ulubionych

Związek z rozsądku - moja historia

02.01.09, 02:02
Jeszcze do całkiem niedawna uważałam, że jeśli z kimś się zwiążę, to tylko z miłości. Chciałam poczuć te przysłowiowe "motylki w brzuchu", chciałam zafascynować się swoim chłopakiem, chciałam, żeby bycie z kimś było wynikiem prawdziwego porozumienia dusz - jednym słowem chciałam, żeby to było naprawdę "coś"
Niestety życie zweryfikowało mój pogląd. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że coś mnie w życiu mija - że koleżanki wokół są w coraz poważniejszych związkach, a nawet zakładają rodziny, a ja nadal nie mam doświadczenia "w byciu w związku". Zauważyłam, że ja tutaj czekam na swojego "księcia z bajki", a ludzie obok mnie nabierają doświadczenia w relacjach damsko-męski, a ja zostaję w tyle... Zaczęłam się nawet bać, że jeśli dłużej będę sama, zajdą w mojej psychice jakieś nieodwracalne zmiany ;) i już nie będę potrafiła wejść z kimś w związek.
Postanowiłam więc coś zmienić, może zmniejszyć trochę wymagania... Zainteresowałam się chłopakiem, z którym wcześniej tylko się kolegowałam, mieliśmy wspólne zainteresowania, byliśmy do siebie dość podobni. W dodatku zdawało mi się, że mu się podobam. :) Jednym słowem zupełnie logicznie i bez uczuciowo wybrałam sobie kandydata na chłopaka. Udało się, faktycznie podobałam mu się, zaczęliśmy się ze sobą spotykać. Myślałam, że może z czasem, tak jak trochę "labolatoryjnie" Go sobie wybrałam, tak też pojawi się miłość. Oczywiście tak się nie stało. Byliśmy ze sobą, a we mnie coraz bardziej narastała frustracja, kumulowały się zawiedzione nadzieje. Po roku na szczęście dla nas obojga rozstaliśmy się.
Ogólnie nie żałowałam swojej decyzji o związku z rozsądku, bo uważałam, że nabrałam doświadczenia w relacjach damsko-męskich. Mimo wszystko nie mogę uwolnić się czasami od niemiłego uczucia, że ten związek był jakiś taki "sztucznie wygenerowany", że to nie było prawdziwe. Mimo że mój chłopak był inteligentnym, pomocnym i zabawnym facetem. Ogólnie miał cechy mojego ideału, a jednak to nie było to, zabrakło po prostu uczucia z mojej strony...
Podczas trwania związku zaczęłam pracować, poznałam nowych ludzi, w tym kilku ciekawych chłopaków - a jednak nie angażowałam się w żadne flirty, bo chciałam być fair wobec chłopaka. Czasami myślę, że może właśnie wtedy ominęła mnie szansa na prawdziwe uczucie...
Zastanawiam się, skąd może wynikać to moje obsesyjne pragnienie miłości? Może żyję w micie idealnej miłości rodziców? Moi rodzice podobno bardzo się kochali, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Nie wiem, jak by było teraz, bo moja mama umarła, gdy byłam młoda. Może więc tata teraz tylko idealizuje, podobno wdowcy mają skłonność do takiego zachowania po śmierci małżonka...
A teraz - u progu nowego roku - znów zastanawiam się, czy angażowanie się w związek, gdy od początku nie czuje się motylków w brzuchu - ma sens? Może macie jakiś limit randek, na których dajecie sobie szansę, żeby coś zaiskrzyło? ;) Ciekawa jestem co sądzicie o związkach z rozsądku?
Uff, uzewnętrzniłam się. Dziękuję za doczytanie do końca :) Może komuś da do myślenia moja historia...
Obserwuj wątek
    • naina Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 02:43
      Jest takie hinduskie powiedzenie : małżeństwo na wzór zachodni jest
      jak czajnik elektryczny. Woda w nim szybko dochodzi do wrzenia, a
      potem staje się letnia.
      Małżeństwo na wzór hinduski to czajnik postawiony na małym
      płomieniu,gdzie woda z czasem staje się bardziej gorąca aby po
      jakimś czasie wesoło bulgotać.

      Każdy preferuje inny model związków. Jedni nie wchodzą w relacje
      jeśli nie uderzy ich tzw.sycylijski piorun, a inni do wszystkiego
      podchodzą z dystansem. Trzeba po prostu wybrać co się lubi.
      Ja nie jestem zwolenniczką "szalonych miłości",już z tego
      wyrosłam.Wydaje mi się,że jeśli kontroluję sytuację to rozczarowanie
      nie spadnie nagle gdy feromony przestaną działać tak jak na początku.
      Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę,że znaleźć osobę "idealną" dla
      nas jest bardzo trudno,bo patrzymy przez pryzmat naszych oczekiwań i
      wyobrażeń.
      Pragnienie miłości ma w sobie każdy, więc nie jesteś inna.

      Pozdrawiam Cię serdecznie i pamiętaj,że wszystko co robimy ma jakiś
      sens.

      naina
      • winomusujace Re: Związek z rozsądku - moja historia 03.01.09, 12:24
        ciekawe przysłowie,chyba dość współczesne ...
    • pogaduchydopoduchy Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 04:59
      wczoraj ogladalam taki film 'the new world'. tam jest taka historia o milosci 'z
      zaiskrzenia' i o milosci 'z rozsadku' - polecam Ci ten film, chociaz jak to
      film, pewnie niczego nie rozwiaze w zyciu:)
      a tak z ciekawosci, to ile masz lat?
      ja wychdze z zalozenia, ze nie ma czegos takiego, jak dwie osoby przeznaczone
      sobie w calym wszechswiecie :) spotykasz ludzi roznych, jedni podobaja Ci sie
      bardziej, inni mniej, jedni sa bardziej interesujacy, inni wcale - to zalezy od
      Twojej hierarchii wartosci. To co wazne, co musi sie zgadzac miedzy partnerami,
      to wlasnie ta hierarchia wartosci, tak mi sie wydaje. A reszta to 'lasy
      mieszane, krecia robota i wiatr...' ;)
      • kasiaaaa24 Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 09:13
        No nie wiem... Jak widzę niektóre małżeństwa, to mam wrażenie, że
        byli sobie pisani. Np. moi teściowie, urodzili się w tym samym roku
        w ten sam dzień, a ich rodzice mają tak samo na imię (!) Mój teść
        przyjechał z Bydgoszczy do Krakowa na jeden dzień i poznł moją
        teściową. Przeprowadził się do Krakowa po 3 tygodniach.
        Ja jak poznałam mojego męża, to też nie iskrzyło. Spotykalismy sie,
        a potem pokochalam Go tak, ze nie wzobrazam sobie zycia bez Niego.
        Po 4 latach pobralismy sie 3 miesiace temu.
    • jan_hus_na_stosie Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 11:26
      To może teraz jak to wygląda z punktu widzenia faceta. Inteligentni faceci
      zwykle (piszę zwykle bo to pewne uogólnienie) szukają kobiety z którą będzie im
      po prostu dobrze. U nas kobieta nie musi mieć "tego czegoś", wystarczy, że
      będziemy mieli wspólny język, zainteresowania, wzajemne zaufanie, wyznawać
      podobne wartości.

      Zauważyłem, że u kobiet zwykle wygląda to inaczej, ciągle szukają tej
      romantycznej miłości tak jakby nie potrafiły pokochać mądrego i dobrego faceta,
      który chce z nimi być za to jaki jest, a nie za to, że ma "to coś".

      Widziałem wiele zakochanych po uszy dziewczyn, których związki rozlatywały się z
      hukiem, widziałem też wiele związków, gdzie kobiety wiązały się z tzw.
      rozsądku i dziś są szczęśliwymi żonami i matkami.

      Jest w moim sercu pewna kobieta, na której mi bardzo zależy. Powiem szczerze, że
      nie powala mnie swoją urodą, ale jest niesłychanie inteligentną osobą o bardzo
      dobrym sercu, lubię jej towarzystwo, lubię jej dotyk. Ona wie co do niej czuję.
      Twierdzi nawet, że jestem niemal chodzącym ideałem, ale nie mam "tego czegoś".
      Przykro mi z tego powodu, po tym wszystkim chciałem nawet zerwać z nią znajomość
      aby nie cierpieć, ale nie pozwoliła mi na to. W sumie dobrze zrobiła :)
      Przyjaźnimy się, a ta przyjaźń jest naprawdę wyjątkowa. Mamy do siebie pełne
      zaufanie, możemy rozmawiać o wszystkim, nawet o tym co jest między nami :)Jest
      dla mnie naprawdę wyjątkową osobą. Niemniej nie mogę pojąć jej sposobu myślenia,
      priorytetami jakimi się kieruje.

      Jestem przeciętnej urody, niektóre kobiety, nawet te ładne umawiają się ze mną
      na randki, a inne nie.

      Zarabiam przyzwoicie, mam poczucie humoru, z inteligencja też nie jest źle,
      czasem tylko skromności mi brak, no ale nikt nie jest doskonały ;)

      Nie rozumiem czemu dziewczyna na której mi zależy nie chce się związać ze mną,
      ale jednocześnie tak bardzo zależy jej na mojej przyjaźni.

      A może za dużo rzeczy próbuję zrozumieć u kobiet, skoro one same się często nie
      rozumieją :) Tak czy inaczej cieszę się, że jest moim przyjacielem, może kiedyś
      jeszcze zakocham się w kimś równie wyjątkowym i ze wzajemnością :)
      • madziczek1 Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 11:53
        Ja dałam szansę związkowi, gdzie nie widziałam "tego czegoś" w facecie. Problem
        pojawił się bardzo szybko: seks z nim stał się dla mnie męką. Nie rozumieliśmy
        się w ogóle, chociaż jemu bardzo zależało, mnie trochę mniej. Zerwaliśmy i teraz
        jesteśmy dobrymi znajomymi, ale już bez myśli o wspólnej przyszłości.
        Myślę, że kobieta musi być zakochana, przynajmniej trochę, żeby w ogóle móc się
        kochać z facetem.
        • jan_hus_na_stosie Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 12:37
          Czyli prawie zawsze sprawa u kobiet, choć zwykle otwarcie o tym nie mówią
          sprowadza się do seksu. Oczywiście inne cechy partnera też się liczą, ale seks
          jest najważniejszy...
          • whateverrr Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 12:54
            Chodzi o to, czy ma się ochotę tę osobę dotknąć. Jeśli nie, związku z tego nie
            będzie.
        • jan_hus_na_stosie Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 12:40
          a co on Tobie takiego robił, że seks z nim był dla Ciebie taką udręką? był
          nieproporcjonalnie zbudowany? Brzydko pachniało mu z buzi? nie pieścił
          delikatnie Twojego ciała?
          • madziczek1 Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 12:49
            Nie pień się tak proszę.
            Wszystko robił, obiektywnie ujmując, dobrze. Po prostu go nie kochałam. Nie
            chodzi o seks, lecz o to, że w seksie wychodzi niedopasowanie. Nazwij je sobie
            jak chcesz: duchowe, cielesne, niewiemjeszczejakie.
            • jan_hus_na_stosie Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 13:05
              Nie pienię się, po prostu miałem o kobietach lepsze mniemanie...
              Teraz już wiem dlaczego tyle kobiet zadaje się z draniami, alkoholikami,
              facetami, którzy je zdradzają... Po prostu ci faceci mają "to coś", seks z nimi
              jest dla tych kobiet bardzo przyjemny, więc tkwią w chorych związkach... Cała
              reszta ma czwartorzędne znaczenie. Potem jak już wezmą ślub z takim delikwentem,
              emocje i pierwsza miłość opadnie zaczynają się żalić, choćby na tym forum, że
              inaczej to sobie wyobrażały. Że ich facet się zmienił z charakteru (tja, jasne,
              wcześniej pewnie był aniołem...), a fajny seks nie jest w stanie rozwiązać
              wszystkich problemów jakie pojawiają się w związku.
              • whateverrr Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 13:13
                Wiele kobiet z tego wyrasta. (Dorośleje?). Mówię o szukaniu "tego czegoś".

                Jeśli przyjaźnicie się tak długo - a ona odczywa to podobnie jak Ty, nie nudzi
                się w Twoim towarzystwie, nie irytujesz jej jakimiś cechami charakteru - to
                możliwe, że po przejechaniu się kilka razy na "motylkach", zwróci się do Ciebie.
                Powodzenia. Co nie znaczy, że masz czekać... Ja bym nie czekała, życie jest krótkie.
              • madziczek1 Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 13:14
                Nadinterpretujesz to, co mówię, a poza tym, obrażasz mnie.
                Nie napisałam, że "to coś" jest jedynym kryterium, wedle którego kobiety
                wybierają sobie faceta. Ale przynajmniej cień zafascynowania czy zainteresowania
                tą osobą musi być.
                Dlaczego Ty trzymasz się tak swojej przyjaciółki, która nie chce z Tobą być? Bo
                obiektywnie widzisz jej pozytywne cechy, czy czujesz miętę? Myślę, że
                dostrzegłeś w niej "to coś" ;), dlatego cierpisz. Nie przejmuj sie, bedzie dobrze.
                • jan_hus_na_stosie Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 13:18
                  Przepraszam jeśli Cię obraziłem. A że będzie dobrze to wiem, jak nie z nią to z
                  inną :)
              • ranita_08 jan_hus_na_stosie nie strasz mnie:-) 05.01.09, 14:09
                Mam wrażenie że nie do końca zrozumiałeś o co biega z tym sexem. Nie
                wiem jak to jest u mężczyzn ale u większości znanych mi kobiet, w
                tym u mnie samej jest tak, że aby kochać się z mężczyzną muszę coś
                do niego czuć.

                I nie musi on być wcale piękny, bogaty, inteligentny ect. Ja muszę
                mieć w sobie uczucie, ponieważ jak dobrze zauważyłeś wcześniej
                kobiety są romantyczne, i to o wiele bardziej romantyczne i
                uczuciowe niż większość mężczyzn. Taka natura.

                Dla większości kobiet sex to nie czynność fizyczna służąca tylko
                zaspokojeniu pożądania ale również,a właściwie przede wszystkim
                zbliżenie psychiczne i otwarcie się całkowite na faceta.


                Dlatego tak ważne jest uczucie. Jeśli kobieta męzczyzny nie kocha
                (nawet najwspanialszego), nic do niego nie czuje po prostu- to go
                nie pragnie. Ponieważ u kobiet pożądanie ma zarodek w sercu a nie
                gdzie indziej

                A powiedz czy ty wszystko pojmujesz tylko rozumowo.Czy nie jest tak,
                że mogłaby się przed tobą pojawić mądra, dobra, przepiękna kobieta
                ale ty wybrałbyć na żonę tę do której cię jakoś ciągnie.... chociaż
                wcale nie ma 10 pkt. w skali 1-10

                nie strasz mnie że mężczyznom obce są uczucia:->>>




          • madziczek1 Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 12:52
            Jeśli Twoja znajoma uważa, że jesteś chodzącym ideałem, tylko nie masz "tego
            czegoś", to trochę źle to ujmuje. Po prostu ona nie potrafi tego dostrzec, lecz
            uda się to kiedyś innej. To nie zawsze jest zależne od Ciebie.
            • jan_hus_na_stosie Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 13:10
              Masz rację, jednak trochę się pienię :), ale to dlatego, że nikt nie lubi być
              oceniany na podstawie cech na które nie ma żadnego wpływu.
              • madziczek1 Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 13:15
                ;)
      • wawrzyniecpruski Sprawa jest bardzo prosta... 02.01.09, 13:32
        Pytałeś Janie dlaczego Twoja przyjaciółka nie chce zakończyć
        związku/przyjażni? Otóz dlatego, ze trzyma Ciebie w rezerwie. Jeśli
        jeszcze przez określoną ilośc czasu nie pozna faceta, który "ma to
        coś" to łaskawie zostaniesz jej wybrankiem. Dostąpisz łaski
        poślubienia księżniczki i spłodzenia z nia dziecka albo dzieci. Jak
        najmłodsze dziecko będzie miało tak około 4 lat Twoja wyśniona pani
        zacznie walić Cie po rogach z jakimś kolesiem, który "ma to coś".
        Pani wejdzie sobie na jakieś forum kobiece i bedzie szukała
        usprawiedliwienia dla swego wiarołomstwa. Znajdzie je bez problemu
        wśród kobiet, bo przecież "ona ma prawo do szczęścia"
        ;-))
        Jeśli Twoj post jest obiektywny a zakładam, że jest (nie mam podstaw
        by sądzić inaczej) to wygląda na to, że jesteś dobrym człowiekiem.
        Dobry człowiek będzie dobrym mężem ale pamiętaj, ze dobrych mężów
        kobiety zdradzają, bo nie kręcą ich tacy okey kolesie tylko tacy
        trochę gorsi, co to w morde potrafi dac jak zupa za słona a i
        kochanek ma sześć. Dobrzy mężowie używani są przez żony do
        zarabiania pieniędzy i wychowywania potomstwa, dobrze jeszcze jeśli
        są to dzieci tego dobrego męża a nie tego, który miał "to coś".

        Janie- to co odczuwasz w stosunku to Twojej przyjaciółki to
        szlachetne uczucie ale uwierz-ona tego nie doceni. Rozejrzyj sie
        wokół. Na świecie połowa populacji ma interesujące męzczyzn
        drugorzędowe cechy płciowe, 25% ma feromony, które bedą Ci
        odpowiadały a 5% ma inteligencję, którą akceptujesz. Wychodzi z
        tego, że co 100 kobieta jest w Twoim typie. Jadac autobusem do pracy
        mijasz 100 kobiet. Przez miesiac jest to 20 teoretycznych wybranek.
        ;-))
        Jesli jedna z nich Ci sie spodoba to masz 12 pewnych szans w roku na
        udany strzał...
        Oczywiście masz rację jesli chodzi o seks. Prawda jest taka, ze
        jesli facet myłsi o sekscie co 5 minut to kobieta co minutę.
        I jest tak nie dlatego, że kobiety są złe, one po prostu tak mają.
        Niektórzy widzą w tym nawet zaletę, ale są to właśnie ta grupa
        facetów, którzy tak bardzo sie od Ciebie różnia, bo są "źli".
        Albo po prostu bardziej doświadczeni.
        powodzenia
        "chamstwu należy się w życiu przeciwstawiać siłom i godnościom
        osobistom"
        • tlustakrowa Re: Sprawa jest bardzo prosta... 02.01.09, 13:54

          wesmar?
          mareczek77?
          Poziom zakompleksienia widzę, że jest podobny.


          • wawrzyniecpruski Re: Sprawa jest bardzo prosta... 02.01.09, 14:04
            Zakomplesienie? Hmm. To nieporozumienie, tłustakrowo.
            ;-))
            Ja nie mam problemów z kompleksami bo nie jestem dobrym czlowiekiem
            i dobrym mezem. Należę raczej do drani i dobrze mi z tym.
            I bardzo dobrze znam kobiety. Zreszta Twoja reakcja jest typowa,
            jeśli tylko ktoś wyrazi tutaj opinię podważającą boskość kobiet od
            razu zarzuca mu sie kompleksy....
            Wyraziłem swój punkt widzenia i swoje rady, które jan może
            wykorzystać lub nie. Pozwól mu na samodzielną decyzję. I nie wmawiaj
            mi kompleksów. Juz sam Twój nick może bowiem wskazywać, że jest
            odwrotnie. A jeśli nie zgadzasz sie z moim zdaniem to oczekuję
            raczej kontrargumentów a nie tekstów o kompleksach.
            • tlustakrowa Re: Sprawa jest bardzo prosta... 02.01.09, 14:12
              Mój nick jest ironiczny.
              Lubię prowokować.


              Śmieszą mnie komentarze panów, znawców kobiet, którzy swoją wiedzę o kobietach
              opierają głownie na tej, którą zdobyli w dzieciństwie obserwując swoją matkę.
              Styczność z żywą kobietą ostatni raz mieli dawno temu, ale i tak nie pamiętają
              jak to jest, bo ciemno było i byli troszkę wstawieni.

              Piszę o wszystkich mareczkach77, kochamkobiety, jak również wesmarach i tym
              podobnych.

              • wawrzyniecpruski Re: Sprawa jest bardzo prosta... 02.01.09, 14:18
                Twój nick jest bardzo fajny. Wiem, że jest ironiczny. Nie mogę sie
                wypowiadać na temat osób, o których piszesz ponieważ ich nie znam.
                Ja mogę odpowiadać tylko za swoje opinie a nie za opinie ludzi,
                których nie znam i których wypowiedzi nie czytalem lub nie pamietam
                bym czytał. Nie zmuszaj mnie do oceny wypowiedzi i ludzi, ktorych
                nie znam.
                A z tym doświadczeniem...Nie mam zamiaru i nie jestem w stanie
                udowodnić Ci czy je mam czy też nie. Nie zależy mi zresztą na tym.
                Możesz mi wiezryzć lub nie. Twój problem.
            • ranita_08 Re: Sprawa jest bardzo prosta... 05.01.09, 14:19
              Jakby to ująć.......wrzucając wszystkich do jednego worka (w tym
              wypadku kobiety) wykazujesz się ograniczeniem i ignorancją.

              Z pewnością są na świecie takie kobiety o jakich ty piszesz, ale
              jest i wiele innych mniej lub bardziej dobrych a są i te całkowicie
              dobre.

              Może ty miałeś akurat szczęście lub nieszczęście do złych ludzi ale
              to nie znaczy że tak świat wygląda. Tak wygląda twój świat i miej
              tego świadomość.


              I tak prawdę mówiąc tacy jak ty powinni trafiać właśnie na złe
              kobiety. Dobrych dla ciebie szkoda.
      • tlustakrowa Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 13:51
        >
        > Jest w moim sercu pewna kobieta, na której mi bardzo zależy. Powiem szczerze, ż
        > e
        > nie powala mnie swoją urodą

        Za często jej to mówisz
        • jan_hus_na_stosie Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 14:03
          Może źle się wyraziłem. Nie o to chodzi, że mi się nie podoba, podoba mi się i
          to bardzo. Ale jak ją poznałem nie było w niej nic wyjątkowego, ot taka
          dziewczyna jak tysiące innych.

          Zresztą ona wie, że mi się podoba i do tego nie jest taka złośliwa jak Ty :)
          • tlustakrowa Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 14:21
            Znam ten syndrom, to jest taka wzbudzająca zaufanie kaczuszka.
            Ani ładna, ani brzydka.

            Moja koleżanka też tak ma, zawsze przyciąga specyficzny typ facetów - tych
            niedopieszczonych przez matkę.
            • jan_hus_na_stosie Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 14:42
              Co Ty z tą matką? :) Ja naprawdę nie jestem przez nikogo niedopieszczony. Po prostu kobieta która jest dla mnie wyjątkowa i z którą chętnie związałbym swoją przyszłość ma inny pogląd na ten temat, to wszystko :) Ale staram się nie rozczulać nad sobą z tego powodu. Jeszcze nie wiem co zrobię, być może zacznę niedługo rozglądać się za innymi kobietami, ale na razie samotność aż tak mi nie dokucza więc mogę jeszcze trochę z tym poczekać.

              Po tonie Twoich wypowiedzi mogę jedynie przypuszczać, że masz jakiś uraz do facetów. No cóż, pewnie tego nie zmienię, ale życzę Ci abyś spotkała mężczyznę, który przywróci Tobie wiarę w ludzi. Tacy naprawdę istnieją, serio :)
              • jj1978 Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 15:42
                z twoich wypowiedzi wynika ze faceci widza to dokladnie tak samo tylko uzywaja
                innej nomenklatury:)
                mozna to nazwac 'tym czyms', 'zalezy mi' zakochalam/le sie' itd - wazne ze albo
                sie jest na tym etapie albo nie, nie sa to decyzje do konca racjonalne i nigdy
                nie beda sie podobac osobom ktore maja do nas samych podobne acz nie
                odwzajemnione podejscie:)
                gdyby wzajemne dopasowanie i zrozumienie bylo meritum zwiazki heteroseksualne
                podobno nie mialyby szans:)))
              • tlustakrowa Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 22:43
                > Co Ty z tą matką? :)
                Janie Husie na stosie prawda Cię wyzwoli.

                Jeszcze nie wiem co zrobię, być może zacznę niedług
                > o rozglądać się za innymi kobietami, ale na razie samotność aż tak mi nie dokuc
                > za więc mogę jeszcze trochę z tym poczekać.

                Zacznij się rozglądać, tylko tym razem nie baw się z nimi ( tymi kobietami ) w
                chowanego, podglądanego, czy podsłuchiwanego.
                Jak to miedzy kobietą i mężczyzną napisz jednego maila, wykonaj jeden telefon,
                później drugi, może być jeszcze trzeci i umówcie się na spotkanie. Zaczniecie
                się poznawać powoli, dzięki temu nie będziesz musiał przy pomocy swojej fantazji
                stwarzać jej doskonałego obrazu w swojej głowie, a potem się rozczarowywać.
                I będziecie żyć w harmonii i szczęśliwości.
                Czego serdecznie życzę.
                • tlustakrowa Re: Faceci inaczej to widzą 04.01.09, 17:57
                  > Zacznij się rozglądać, tylko tym razem nie baw się z nimi ( tymi kobietami ) w
                  > chowanego, podglądanego, czy podsłuchiwanego.
                  > Jak to miedzy kobietą i mężczyzną napisz jednego maila, wykonaj jeden telefon,
                  > później drugi, może być jeszcze trzeci i umówcie się na spotkanie. Zaczniecie
                  > się poznawać powoli, dzięki temu nie będziesz musiał przy pomocy swojej fantazj
                  > i
                  > stwarzać jej doskonałego obrazu w swojej głowie, a potem się rozczarowywać.
                  > I będziecie żyć w harmonii i szczęśliwości.
                  > Czego serdecznie życzę.

                  To też było poważnie.
                  I tego z całego serca Ci życzę.
                  • tlustakrowa Re: Faceci inaczej to widzą 04.01.09, 18:53
                    Tylko tym razem w realu proponuję się rozglądać.

                    • tlustakrowa Warsztaty z komunikacji werbalnej też się 05.01.09, 00:51
                      przydadzą.

                      > Tylko tym razem w realu proponuję się rozglądać.
          • tlustakrowa Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 14:23
            złośliwa?

            Nie spotkałeś chyba nigdy złośliwej osoby.
            • jan_hus_na_stosie Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 14:48
              Raz spotkałem, ale było to jakieś 7 lat temu :) W ramach złości na mnie pewna
              dziewczyna wysłała mi ładnie opakowany prezent, w środku był karton ze
              skorupkami z jajek i dołączona karteczka z napisem - "dla faceta bez jaj" :)
              • ee.e Re: Faceci inaczej to widzą 02.01.09, 14:58
                zlośliwe? przecież to piękne było :) muszę zapamiętać patent.

                > skorupkami z jajek i dołączona karteczka z napisem - "dla faceta bez jaj" :)
      • saraisa Re: Faceci inaczej to widzą 04.01.09, 01:09
        jan_hus_na_stosie napisał:

        > To może teraz jak to wygląda z punktu widzenia faceta. Inteligentni faceci
        > zwykle (piszę zwykle bo to pewne uogólnienie) szukają kobiety z którą będzie im
        > po prostu dobrze.

        Dzięki za pogląd faceta :) nie myślałam, że faceci są aż tak logiczni :) Ale jak ktoś tu już napisał nie wiem, czy mogę Ci do końca wierzyć :) może po protu facetom trudniej jest się przyznać do poszukiwania tego "czegoś" w kobiecie. Bo przecież "coś" decyduje o tym, że akurat z tą kobietą jest Ci dobrze, a nie z inną?
    • mama.olci Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 13:01
      Ja również czekałam zawsze na "motylki w brzuchu", co więcej wiele
      razy je czułam. Problem polegał jednak na tym, że uczucie to
      towarzyszyło mi zawsze jak poznawałam faceta, który zupełnie nie
      nadawał się na partnera życiowego. Byli to zazwyczaj panowie którzy
      żyli dniem dzisiejszym, czerpali z życia garściami i nie poddawali
      się monotoni. Wszystko było fajnie.. do czasu kiedy dorosłam i
      zaczęło brakować mi ciepła, rodziny, domowego ogniska. Wszystkie
      dotychczasowe związki pomimo iż zaczynały się "motylkami w brzuchu"
      prowadziły do nikąd a "motylki" szybko odfruwały. Wtedy poznałam
      mojego obecnego mężą, na którego jeszcze kilka miesięcy wcześniej
      nie zwróciłabym uwagi. Spokojny, opanowany, stateczny (wcześniej
      powiedziałabym NUDNY). Nasza znajomość rozwijała się długo i
      bez "motylków". Dopiero po upływie ponad 3 miesięcy zaczęłam
      czuć "to coś". Za to jakim okazał się człowiekiem, za to ile ciepła
      mi dawał i jak czułam się przy nim bezpiecznie. Dziś z perspektywy
      czasu wiem, że te wszystkie "motylki w brzuchu" nie były nic warte w
      porównaniu z tym co czuję teraz mogąc dzielić z nim życie :)
      • kri.sta Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 13:09
        Związek z rozsądku: rozwodnik z dzieckiem z zużytą czterdziestką z dzieckiem.

        Nie wierzę w miłość po czterdziestce, wiadomo dzieci potrzebują matki / ojca.
        Czysta kalkulacja i wyrachowanie.

        Nie znoszę obecności niektórych osób w swoim otoczeniu, a co dopiero dotyku.

        _____________________
        • kri.sta Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 13:30
          Paradoksalnie takie małżeństwa mają zdecydowanie dużo większą szanse na
          przetrwanie w zgodzie długie lata.

          Podobne cele zyciowe, zainteresowania, większa tolerancja partnerów na
          potencjalne skoki w bok ( można przełknąć upokorzenie, przecież i tak wróci, bo
          gdzie pójdzie ).

          Nie ma chemii nie ma związku, nie ma związku.

          Uroda dla mnie miałam zawsze znaczenie drugorzędne, zawsze istotniejszy był
          charakter. Na tym opierała się ta chemia.

          Gdy dostrzegałam negatywne cechy ( autorytaryzm, chorobliwa zazdrość, czy
          choroby jak alkoholizm, skłonność do konfabulacji ),
          dyskwalifikujące w moich oczach oznaczały koniec.

          Powtarzanie rodzinnego scenariusza, to jest ostatnia rzecz jak mam ochotę zrobić.

          ___________________________
          Bardzo prosta zależność im częściej dzwonisz i komunikujesz się za moimi plecami
          z moją rodziną, tym mniejszą mam ochotę na rozmowę.
          • kri.sta Re: Związek z rozsądku - moja historia 04.01.09, 17:55
            > Bardzo prosta zależność im częściej dzwonisz i komunikujesz się za moimi plecam
            > i
            > z moją rodziną, tym mniejszą mam ochotę na rozmowę.

            To było poważnie.
        • kri.sta Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 13:46
          przepraszam za tą zużytą
          W istocie tak nie myślę.

          Wyszło chamsko i agresywnie, nie o to mi chodziło.
          Niektóre kobiety dopiero po czterdziestce rozkwitają.
    • annjen Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 13:04
      ja kiedy poznałam mojego męża (A.), spotykałam się z innym facetem (B.)i to przy
      tamtym miałam motylki w brzuchu. pierwsze spotkania z A. zupełnie nie rokowały,
      ze coś z tego będzie. zerwałam wiec z nim i zaczęłam snuć wspólne plany z B. A.
      nie odpuścił. niedługo zaczęłam dostrzegać miedzy nimi różnice: A. stanowczy,
      poważny, znający życie, introwertyk, ale jeśli chce zdobyć kobietę, nie ma dla
      niego granic (w tym finansowych). B. - romantyk, trochę niezaradny, nadwrażliwy,
      nie za wiele mogący zaoferować kobiecie... przy tym nazwisko, którego nigdy bym
      nie przyjęła. co zadecydowało o moim wyborze? B. robił mi sceny zazdrości, kiedy
      gadaliśmy przez GG i nie poświęcałam mu należytej uwagi, gdyż akurat malowałam
      paznokcie, a A. jechał prawie 100 km, aby mi przywieźć ciepłą piżamę, bo na
      wycieczce nocowałam w strasznie zimnym pensjonacie... jestem z A., kochamy się
      jak dzieciaki ( a mamy swoje lata) i jestem szczęśliwa. pierwszy raz w życiu
      czuję się bezpiecznie przy facecie i poza miłoscią mam do niego wielki szacunek
      za to, kim jest. pierwsze wrażenie nie zawsze jest nieomylne. moi rodzice
      zresztą są również potwierdzeniem tej tezy.
      • tlustakrowa Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 14:46
        > ja kiedy poznałam mojego męża (A.), spotykałam się z innym facetem (B.)

        Jest stara jak świat zasada, że dwóch się bije tam trzeci korzysta.
        Szkoda, że nie spotkałaś C. prawdopodobnie byłby doskonałym kompromisem pomiędzy
        A. i B. Byłby rozważnym i romantycznym.


        > gadaliśmy przez GG i nie poświęcałam mu należytej uwagi, gdyż akurat malowałam
        > ( a mamy swoje lata)
        Macie swoje lata?
        Rozmawialiście na GG na początku znajomości?
        ( coś tu się kupy nie trzyma ).
        • annjen Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 14:53
          jesteśmy po 30-tce, mieszkaliśmy dość daleko. czy GG jest tylko dla młodych?
          ktoś tu ulega jakimś stereotypom....
    • mahadeva Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 14:21
      na razie jestes mloda, przezywasz ten zwiazek, z wiekiem bedziesz
      miala wiecej roznych relacji i zaczniesz inaczej na to patrzec
      mialam milosc od pierwszego wejrzenia kilka lat temu, facet byl
      idealny, a mimo to drobne problemy i nuda spowodowaly, ze zerwalam
      teraz mam milosc nie od pierwszego wejrzenia, po prostu dobrze nam
      sie gadalo na pierwszym spotkaniu :) troche to z rozsadku, ale od
      kilku lat nie spotkalam nikogo odpowiedniejszego
      w ogole mysle, ze zwiazki sa raczej z rozsadku - patrzysz na goscia
      i oceniasz, czy sie nadaje, jesli tak - bierzesz i jestes
      szczesliwa :)
      gdy ktos mowi, jak Ty, ze milosci nie bylo - podejrzewam, ze to
      znaczy, ze sie zupelnie zmuszalas, ze gosc Ci nie pasowal... tu
      nawet nie chodzi o jakies durne motylki, ale zeby facet cos soba
      reprezentowal
      • animka25 Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 15:09
        Mogę się wypowiedzieć z pozycji podobnej do przyjaciółki Jana....
        Znamy się i przyjaźnimy z moim partnerem od 4 lat, mniej starał się
        o to żeby być ze mnątrochę ponad rok, razem jesteśmy od wiosny,
        obecnie jestem w ciąży.
        Podobno jest takie powiedzenie, że każdy mężczyzna może zdobyć każdą
        kobietę, ja się z tym nie do końca zgadzam;)
        Fakt, po 2 poważnych związkach z "motylkami w brzuchu" postawiłam na
        rozsądek, przyjaźń oraz wzajemne wsparcie, wydaje mi się, że dobrze
        zrobiłam.
        • mahadeva Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 15:29
          po pierwsze trzeba sie dobrze rozumiec i miec podobny temperament,
          potrzeby
    • brak.polskich.liter Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 14:57
      saraisa napisała:

      > A teraz - u progu nowego roku - znów zastanawiam się, czy angażowanie się w zwi
      > ązek, gdy od początku nie czuje się motylków w brzuchu - ma sens? Może macie ja
      > kiś limit randek, na których dajecie sobie szansę, żeby coś zaiskrzyło? ;) Ciek
      > awa jestem co sądzicie o związkach z rozsądku?

      Za malo ognia u zarania (albo - jak w Twoim przypadku - zero ognia) to raczej
      niedobrze, aczkolwiek ludzie sa rozni i rozne maja potrzeby.

      Rozsadek w dobieraniu partnerow? Jak najbardziej. Po to, zeby zwiazek w ogole
      zaistnial, trzeba dac danej osobie (i potencjalnemu uczuciu) szanse. Dawanie
      owej szansy alkoholikowi, dziwkarzowi, alimenciarzowi, patologicznemu skapcowi,
      fanatykowi, nieodpepnionemu mamincycowi, czy innemu odpadowi atomowemu uwazam za
      strzal w stope. Inna sprawa, ze ignorowanie wlasnego pozadania i preferencji
      oraz tego, czy dany pan nas kreci/nie kreci, rowniez nie wydaje sie jakos
      szczegolnie rozsadne. To raczej wyraz poboznych zyczen i chowania glowy w
      piasek. Czasem - asekuranctwa, strachu, kompleksow, zanizonej samooceny.
      Idz na forum "Brak seksu w malzenstwie". Pisza tam, miedzy innymi ludzie, ktorzy
      na poczatku znajomosci olali czynnik pozadania i po paru latach obudzili sie z
      reka w przyslowiowym nocniku. Bardzo rozsadne rzeczy pisza. Dajace do myslenia.

      Po to, zeby z dana osoba wejsc w satysfakcjonujacy zwiazek i zeby ow zwiazek
      przetrwal dluzej, niz pare lat, owa osoba musi mnie fizycznie krecic. Musze jej
      pozadac. Obiektywnie (o ile w ogole istnieje cos takiego jak czynnik obiektywny)
      facet nie musi przypominac Apolla, wielu paniom moze sie kompletnie nie podobac.
      Grunt, ze MNIE sie podoba.
      Bez tego ani rusz, obawiam sie.
      Ale to ja.

      Przyslowiowe motylki w brzuchu nie sa najwazniejsze, na pewno nie stanowia
      fundamentu, na ktorym mozna zbudowac cokolwiek, ale sa mile. Daja fajnego kopa,
      taki "pakiet startowy", a po wielu latach jest co wspominac. W imie czego z nich
      rezygnowac?
      • tlustakrowa Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 15:13
        słuszna uwaga
        • jj1978 Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 15:51
          nawet wiecej, doskonale podsumowanie.
    • titta4 Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 15:45
      Nigdy, nigdy w zyciu zwiazku bez miłości!!!Własnie kończe małżeństwo-po 10
      latach, które właśnie było zqawarte z rozsądku....Są cudne dzieci, mieszkanie,
      samochód itp....
      Krótko opowiem moja historię- ku przestrodze.Małżeństwo z rozsądku- bo to dobry
      chłopak był, porządny i kochał mnie bardzo....Wszystko- niby-było dobrze,
      przyszły na świat dzieci....Niestety- im dzieci były starsze, tym bardziej
      odczuwałam pustkę....nie chciałam sie z nim kochać, uciekałam w pracę...To że
      mnie kochał nie pomagałoo- ja go nie kochałam i kilkakrotnie mu to mówiłam.W
      końcu- on nie wytrzymał....zdradził mnie z panienka z portalu erotycznego-szukał
      seksu:(((Potem jeszcze próbowalismy to ratować, poszedł do seksuologa na
      terapię, brał leki obniżające libido, psychotropy....ale przyczyny nie udało sie
      nam zmienić.Na jesieni próbował popełnic samobójstwo, miał ataki agresji( jeden
      zakończony pobiciem młodego chłopaczka)...wtedy zrozumiałam że to sie nie uda.bo
      on potrzebuje miłosci...a ja mu moge dac wszystko oprócz tego.Dlatego- nigdy
      wiecej...
      • tlustakrowa Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 15:53
        > Krótko opowiem moja historię- ku przestrodze.Małżeństwo z rozsądku- bo to dobry
        > chłopak był, porządny i kochał mnie bardzo....

        miłe złego początki
      • jan_hus_na_stosie Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 15:54
        No cóż, znam podobne historie do Twoich, z tym że początek tych historii był
        inny, tzn.

        Oboje byli w sobie po uszy zakochani, świata poza sobą nie widzieli - takie dwa
        gruchające gołąbki, a po kilku latach nagle stwierdzili, że są całkiem sobie
        obcy, a to co ich kiedyś łączyło wyparowało. Więc ni e ma chyba reguły.

        A tak w ogóle to współczuję mężowi i dzieciom, którym wyrządziłaś krzywdę.
        • kri.sta Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 22:23
          jak nie ma nic na początku
          to nic nie będzie też później

          jak jest coś to jest szansa, ze to się uchowa
          • titta4 Re: Związek z rozsądku - moja historia 03.01.09, 10:36
            kri.sta napisał:

            > jak nie ma nic na początku
            > to nic nie będzie też później
            >
            > jak jest coś to jest szansa, ze to się uchowa
            Dokładnie. A tak, to pozsotaje żal i nie ma nic do uratowania
    • panismok Re: Związek z rozsądku - moja historia 02.01.09, 21:47
      A ja będę wredna i napiszę, że do dobrych związków dochodzi się przez praktykę :-)
      Raz spróbujesz z rozsądku, potem dasz się na chwilę ponieść "chemii", by potem zdjąć różowe okulary i zobaczyć kolejnego popaprańca; potem trafisz na słodkiego misia, potem na eksperta seksualnego...

      I w końcu człowiek nabiera jakiegoś pojęcia, czym ta miłość jest, kogo powinien szukać, jak ważne jest pożądanie i jak przydaje się zdrowy rozsądek.

      Może niektórzy się szybko uczą - ja tam tępa jestem i potrzebowałam trochę eksperymentów, w większości spontanicznych. :-)
      Oczywiście podstawowa rada niani OGG, by podczas eksperymentów pamiętać o dobrej antykoncepcji :-)

      A Ty podejdź do sprawy bardziej spontanicznie, nie podnoś za wysoko poprzeczki - normalni ludzie, nie idealni, też nadają się do związków. A jak popełnisz błąd w wyborze, to przecież można zerwać, nikt nikogo pod pistoletem nie trzyma. A na błędach się uczymy.
      Nie podchodź do tego tak śmiertelnie poważnie, że tylko ten jedyny,
      ludzie zakochują się w życiu dziesiątki razy, odkochują się, zrywają i większość z tego powodu z okna nie skacze...

      Pozdrawiam
      • winomusujace Re: Związek z rozsądku - moja historia 03.01.09, 12:52
        Dobrze napisane, ocena tego czego potrzebujemy, od tego czego
        naprawdę potrzebujemy jest czasem bardzo rozbieżna - wydaje nam się
        że szukamy kogoś o takich cechach, po czym po związku z taką osobą
        wiemy że ktoś z takimi cechami wcale nie jest dla nas, potem
        próbujemy związku z kimś z innymi cechami, które wcześniej wydawały
        nam się pożądane i znowu rozczarowanie i weryfikacja naszych
        potrzeb, i tak powoli powoli, metodą prób i błędów trafiamy na
        właściwą osobę.
      • saraisa Re: Związek z rozsądku - moja historia 04.01.09, 01:14
        Panismok, chyba mnie przekonałaś :) Może rzeczywiście zbyt wiele oczekuję od związku i przez to zamykam się na doświadczenia, które mogłyby mnie rozwinąć... Jak tak patrzę na swoje dotychczasowe doświadczenia to rzeczywiście po końcu jakiejś znajomości wiem już, czego NIE szukam w swoim partnerze i zazwyczaj szukam wtedy przeciwieństwa poprzedniego chłopaka.
    • anaisanais Re: Związek z rozsądku - moja historia 03.01.09, 11:45
      mnie ciut dziwi twoj post - w zwiazek sie wchodzi jak sie pojawiaja jakies
      uczucia, nie wiem co tu analizowac.
      ja z moim misiem nie mialam motylkow, zaczelismy sie spotykac, bo byl fajnym
      facetem, a potem stopniowo to uczucie sie pojawilo, po tym jak sie zachowywal,
      jaki jest wobec mnie, jak traktuje moje sprawy itp. Caloksztalt bycia razem

      • saraisa Re: Związek z rozsądku - moja historia 04.01.09, 01:32
        Ja też zaczęłam się z Nim spotykać, bo był fajnym chłopakiem, jednak potem
        uczucie się nie pojawiło... Czekałam i czekałam, a ono nie nadchodziło,
        nadchodziła tylko coraz większa frustracja, że przecież miało być inaczej...
        Trochę sama się zapętliłam w tym związku...
    • winomusujace Re: Związek z rozsądku - moja historia 03.01.09, 12:48
      Ja nigdy nie miałam związku bez uczucia, zafascynowania, "motylków".
      No ale ja dość kochliwa jestem :). Z moim mężem miałam jak
      najbardziej dobrą chemię, emocje - coś co powodowało że czekałam na
      każde spotkanie, ale.. co innego romansowanie, a co innego
      mieszkanie ze sobą, budowanie czegoś - tu zawsze pojawiał się mój
      racjonalizm - dość długo byłam zakochana i byłam z facetem który był
      totalnie nieodpowiedzialny, nie typ drania, ale raczej wielkiego
      dziecka - podświadomie wiedziałam że życie z nim to będzie jedna
      wielka udręka tak jakbym na wstępie miała duże dziecko w domu, na
      dodatek nieposłuszne i uparte :) dlatego jeśli już decydowałam się
      zamieszkać z facetem i miało to być coś więcej niż "randokowanie"
      oceniałam partnera zdroworozsądkowo. Także mój związek dziś to
      połączenie uczucia i racjonalnej oceny dopasowania, podobnie
      żyjemym, lubimy te same rzeczy, tak samo spędzać wolny czas, mamy
      podobne priorytety, a nasze cechy charakteru uzupełniają się (bo
      charaktery mamy inne).

      W moim wypadku, nie wyobrażam sobie jedak rozpoczęcia związku z kimś
      kim nie jestem zafascynowana. Ktoś fajnie napisał, że takie
      zafascynowanie najbardziej wychodzi przy dotyku osoby której się nie
      pragnie, która nas nie fascynuje to coś okropnego. I nie mówię tu
      tylko o seksie, ale o zwykłym objęciu, przytuleniu.
      • envi Re: Związek z rozsądku - moja historia 03.01.09, 14:59
        a ja jednak odkrylam ze te motylki w brzuchu to jednak lipa.
        Najwazniejsze zeby mi z facetem bylo dobrze, zeby mi imponowal i
        zeby potrafil o mnie zadbac...no oczywiscie musi mi sie podobac i w
        lozku musimy byc dograni (jak seks jest beznadziejny to kazdy
        zwiazek sie rozleci). A motylki w brzuchu...hmm...no nie wiem, ja
        juz nie pamietam kiedy tak mialam?? ostatni raz chyba jak mialam ze
        20 lat.
        Kiedys mialam taka sytuacje ze chociaz juz nic kompletnie nie
        widzialam w facecie jakis mi sie schizol uruchomil ze mam juz te 25
        lat i ze powinnam z nim zostac z rozsadku i ze nie jest tak
        najgorzej, jakos sie ulozy...nie ulozylo sie. Rozpadlo z wielkim
        hukiem. Zwiazki z razsadku to najgorsze klamstwo na swiecie!!!
        • winomusujace Re: Związek z rozsądku - moja historia 03.01.09, 15:34
          to jak w końcu, bo początek i koniec postu sobie przeczą.
          • jan_hus_na_stosie Re: Związek z rozsądku - moja historia 03.01.09, 15:36
            winomusujace napisała:
            > to jak w końcu, bo początek i koniec postu sobie przeczą.

            No właśnie, też to zauważyłem :)
            • idac_swoja_droga Re: Związek z rozsądku - moja historia 04.01.09, 01:46
              Ciekawy temat wiec dorzucę swoje trzy grosze. Cofając się w czasie -
              kiedys poznałem dziewczynę. Pod wzgledem tematów do rozmow,
              zainteresowan - idealnie. I po jakims czasie, zdarzyl sie okreslony
              moment ze zrozumiałem ze mi sie nie podoba, nie kręci mnie i przede
              wszystkim nic do niej nie czuję. Od tego momentu wszystko sie dla
              mnie skonczylo. Byłem wczesniej zakochany i gdy tego nie czuje się w
              zwiazku jest tragedia. Takze związek z rozsądku dla mnie odpada
              kompletnie. Ale było minęło. Do rzeczy, bo przytoczę moze ciekawy
              przypadek.
              Jestem z żoną w zwiazku 3 lata. Mamy małe dziecko. Praktycznie
              identycznie potoczyly się losy mojej szwagierki i jej faceta.
              Roznica polega u nich na tym ze sa mlodsi o kilka lat. Co
              zaobserwowałem (choc wiadomo ze to nie jest pelny obraz).
              Ja z zona po 3 latach nie mozemy bez siebie wytrzymac. Jesli sie nie
              widzimy dzwonimy co godzine. Czasem az myslimy czy to normalne :)
              Seks idealny, pozadanie itp tak samo. Uczucie jak na początku. Nie
              oszukujemy sie itp. U nas był żar, motyle od samego początku.
              Oczywiscie łatwo nie jest bo mozemy liczyc tylko na siebie, sa
              klotnie, problemy, roznice w rozmowie i pewnych cechach charakteru.
              Ale tak naprawde to wszystko jest na dalszym planie. I jesli po tym
              co przetrwalismy tak sie kochamy (a latwo nie bylo i nie jest) to
              wierze ze ta milosc bedzie trwała do konca :)
              I teraz szwagierka: zaszła w ciaze no i potem slub. Prawie
              identycznie w przeplywie czasu (jesli tak mozna napisac). Z tym ze
              ich poznanie wygladało tak ze to jej facetowi ona sie podobala. Był
              kolegą. Latał za nią az wylatał :) Nie wiem jak to z jej uczuciami
              bylo ale jak mowila "był taki dobry". Jak pisałem mysmy sami musieli
              sobie radzic co powodowalo i stresy i klotnie. Oni wszystko dostali,
              na nic nie musieli zapracować i nadal mają jak pączki w masle dzieki
              tesciom. Takze powinni miec w zwiazku jak w bajce. A z tego co wiem
              to miodu tam nie ma w zwiazku. On zazdrosny, dziewczyna zwykle sama
              wieczorami na gg, porobily sie u niej juz tajemnice (niektore tematy
              za jego plecami bo sie wkurzy), tesknic to ona do niego juz nie
              teskni. Jakos w pewnym momencie skojarzylo mi sie to ze starym
              malzenstwem.

              Takze jakies porownanie mam i to co tam sie dzieje mowi nam ze my
              naprawde mamy szczescie. Bo jesli u szwagierki sa takie sytuacje po
              3 latach zwiazku to rewelacyjnie to raczej nie rokuje. Bo mozna byc
              razem "z rozsądku" i niektórym to wystarcza (i moze u szwagierki tak
              jest). Ale mnie i zonie zdecydowanie nie. Reguly nie ma, ale jesli
              na poczatku nic sie nie czuje to tego żaru raczej potem nie będzie.
    • saraisa Re: Związek z rozsądku - moja historia 04.01.09, 01:51
      Dziękuję wszystkim za posty :) Widzę, że wywołałam niemałą burzliwą dyskusję wśród forumowiczów ;)
      Co do dotyku - to rzeczywiście, nie sądziłam, że jako kobieta jestem tak skomplikowana... Muszę czuć fascynację mężczyzną, żeby zwykły kontakt cielesny był przyjemny... U mnie tego nie było...
      janie_husie_na_stosie - nie burz się tak :) Od razu uprzedzam, że mój były chłopak nie zrobił mi nic złego, ani nie pachniało mu brzydko z buzi... ;)
      Nie napisałam tego, ale słusznie odgadliście, że pod względem erotycznym (że tak to nazwę) nie układało się u nas najlepiej...
      Było w zasadzie coraz aż gorzej, aż pod koniec zrezygnowaliśmy z jakichkolwiek "uciech cielesnych". To było dla mnie namacalnym dowodem, że nie jest między nami dobrze i raczej już nie będzie. Wcześniej sądziłam, że może coś sobie wmawiam, może nie jest aż tak źle między nami...
      brak.polskich.liter - "Za malo ognia u zarania (albo - jak w Twoim przypadku - zero ognia) to raczej niedobrze, aczkolwiek ludzie sa rozni i rozne maja potrzeby."
      Hmmm, dziwnie się czyta taką ocenę mojego zachowania, ale po to przecież napisałam na forum, więc teraz zbieram tego plony... ;)
      Czy za mało ognia? Na początku znajomości byłam do Niego nastawiona pozytywnie, byłam ciekawa, czy coś się z tego rozwinie. Chciałam, żeby się rozwinęło, bo - jak wcześniej napisałam - miałam wrażenie, że coś mnie w życiu omija przez to, że nie byłam w dłuższym związku... Nie rozpatrywałam tego więc w kategoriach ognia lub jego braku, tylko właśnie logicznie, czy mamy ze sobą coś wspólnego, czy on jest w moim typie... Wydawało mi się, że tak. Ale gdy poznałam go bliżej, okazało się, że jego cechy charakteru nie bardzo mi pasują i wtedy nawet to - że był w moim typie jeśli chodzi o wygląd czy zainteresowania - przestało mieć znaczenie.
      Podsumowując - wydaje mi się, ze teraz już wiem, czego szukam. :) A zatem trochę ognia plus logika w wyborze partnera. :)
      Dzięki za pomoc :)
      • brak.polskich.liter Re: Związek z rozsądku - moja historia 05.01.09, 14:41
        saraisa napisała:

        > Na początku znajomości byłam do Niego nastawiona pozytywnie,
        > byłam ciekawa, czy coś się z tego rozwinie. Chciałam, żeby się
        > rozwinęło, bo -
        > jak wcześniej napisałam - miałam wrażenie, że coś mnie w życiu
        > omija przez to, że nie byłam w dłuższym związku... Nie
        > rozpatrywałam tego więc w kategoriach ognia lub jego braku,
        > tylko właśnie logicznie, czy mamy ze sobą coś wspólnego, c
        > zy on jest w moim typie...

        Piszac o braku ognia u podstaw, wlasnie o to mi chodzilo. Mam wrazenie, ze Ty w
        nim nie bylas zakochana. "Pozytywne nastawienie" jest fajne w stosunku do
        kolegow z pracy, w kontekscie partnera zabrzmialo dosc letnio. IMO Facet okazal
        sie po prostu byc milym i stosownym kandydatem i tyle. Na dluzsza mete to troche
        za malo, jak zreszta sama sie przekonalas.

        > Podsumowując - wydaje mi się, ze teraz już wiem, czego szukam. :)
        > A zatem trochę ognia plus logika w wyborze partnera. :)

        Amen. Ognia moze byc nawet troche wiecej niz troche ;) - co serdecznie polecam.

        Powodzenia,

        BPL
    • tygrysio_misio Re: Związek z rozsądku - moja historia 04.01.09, 18:57
      pomidor
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka