mruff
15.01.09, 08:35
Pocieszcie mnie dziewczyny bo inaczej padnę:)Napiszcie jakieś
psikusy losu to głośno pośmieję się z siebie:)
Kilka miesięcy temu poznałam fajnego faceta J (w przerwie związkowej)
i uznałam,że super gość.Przegadaliśmy pół nocy przy ognisku.
Ale mój facet do mnie wrócił i tak...mieliśmy z J tylko kontakt
smsowy(taki kumplowski, 1-2 smsy w tygodniu).Potem,jak drugi raz
zostawił mnie facet, próbowaliśmy z J spotkać się w górach.Jesteśmy
maniakami gór ale nie mogliśmy zgrać się ze względu
na "dziwne"okoliczności.Np. kiedyś dzwonił żeby zabrać mnie w góry a
ja połączenia nie widziałam i słyszałam,dopiero po tygodniu
zauważyłam w rejestrze połączeń :(
No i jak postanowiłam wyjechać na 5 m-cy (stąd 600km, zmiana pracy,
tutaj mam drzwi otwarte na powrót)napisałam J,że wyjeżdzam za 2
tygodnie daleko stąd.
I znajomość nabrała tempa...On był niemal pewien,że nasze drogi
skrzyżują się w górach (ja dużo chodzę, on mniej ze względu na dużo
pracy ale oboje kochamy góry).5razy umawialiśmy się w góry ale
zawsze coś nam przeszkadzało spotkac się :/
Wiem,że znajomość może rozwijać się pomimo 600km, ale jest to duże
utrudnienie. Szlag mnie trafia. Pieprzona IRONIA LOSU!
Cieszę się,że w wakacje będę miała gdzie zatrzymać się w górach(ma
domek w górach w pięknym miejscu) i naprawdę świetnego kompana
górskiego.Tyle dobrego na ten cały komizm :)