Gość: Chris
IP: *.sed.pl / *.internetdsl.tpnet.pl
11.11.03, 13:19
Facet, ktory chce czegos powaznego i kobieta, ktora w ogole o tym nei chce
myslec...
To sytuacja, ktora sie rzadziej zdarza niz odwrotna.
Wyobrazcie sobie, ze jest chlopak. Gdzies tak na ukonczeniu studiow,
wyszumialy, spowaznialy, odpowiedzialny. Ma dziewczyne. Niby dojrzala, ale
mloda- gdzies na poczatku studiow... Jest im razem bardzo fajnie.
Nie wiem do konca, co ona mysli o nim, na ile powaznie, bo nie siedze w jej
glowie, ale zdaje sie, ze jest do niego bardzo przywiazana, twierdzi, ze go
kocha itd.
Facet- wie, ze moglby z nia spedzic reszte zycia. I nawet chcialby. Czuje, ze
to juz jego wiek na podejmowanie powaznej decyzji. Nie umie ocenic, co jest
dla niego wazniejsze- bycie z "malolata" bez realnych szans na rozmowe o
czymkolwiek powaznym, czy malzenstwo, ustatkowanie sie itd.
Wiadomo- koncza sie studia, konczy sie pewien okres w zyciu, po ktorym by
chcial, zeby nastapilo cos powaznego. Fajnie byloby miec do kogo wracac, dla
kogo pracowac, starac sie- a nie prowadzic kawalerskie zycie, bo z jego
charakterem... Za para lat bedzie ciezko go sobie wychowac na kochanego
mezunia.
I co on ma zrobic? Jesli nie chce czekac w nieskonczonosc (3-4 lata), a z
drugiej strony nie jest w stanie znalezc w swojej maloletniej kobiecie
zadnych wad?
Jest tez swiadomy, ze moze sie latwo zakochac w kims innym, starszym (rownie
super) pchany checia stworzenia rodziny.
Gdzie tu jest dziura w mysleniu?
Kiedy kobieta zaczyna odczuwac potrzebe "bycia", a nie "chodzenia"?