Dodaj do ulubionych

mój mąż się zakochał

26.01.09, 09:10
jesteśmy małeżeństwem prawie 10 lat, mamy 7letnią córkę. Prawie od
początku wiedziaąłm, że wychodzę za mąż bez miłości, po toksycznym
ziwązku myślałam, że nie musze kochać, wystarczy że będę kochana, bo
tego mi brakowało.

Jakoś to życie się toczyło, choć wciąż czułam, ze tak być nie
powinno, że skoro nie kocham męża to ani jemu ani mnie nie jest
dopbrze w tym małżeństwie. Pochodze z rozbitej rodziny, mam
popaprane życie emocjopnalne i nierówno pod sufitem. WWierzę, że nie
jestem żłym człowiekiem, ale wiele złego jednak wyrządziłam. Komu?
Mężowi, który mnie zwyczajnie kochał i wierzył, że może być dobrze.
A ja nie pozwalałam mu zapomnieć, że nie odwzajemniam jego uczucia i
że rozstanie jest tylko kwestią czasu aż podejmę decyzję.
Raz nawet ją podjęłam, byliśmy osobno przez pół roku - nigdy
wczesniej nie mieliśmy ze sobą takiego kontaktu, nie rozmawiało nam
się tak dobrze jak wtedy - jak poznał kogoś i zaczął się spotykać,
trzepnęło mnie tak mocno, że pomyślałam oho, skoro jestem tak
zazdrosna to może jednak go kocham, tylko o tym nie wiedziałam?
Wróciłam wtedy do niego z wiarą, że będzie dobrze.

Nie było zbyt długo, wróćiło do normy i znowu, on zył w upokorzeniu
i pogardzie do samego siebie a ja w żalu za jakąś mrzonką,
zapatrzona we własne nieszczęście, a slepa na jego cierpienia.

Pół rokutemu postanowiłam się od niego wyprowadzić i wrócić z córką
do rodzinnego miasta, ale bez rozstawania się znim, pomyślałam, że
odległość nas zabije albo wzmocni, zawsze to jakiś ruch.
Przyzwyczaiłam się do myśli, że on po prostu jest elementem mojego
zycia i jak do nas dołączy z czasem (ze względu na pracę na razie
nie mógł) to jakoś pociągniemy ten wspólny wózek.

No i 2 tygodnie temu on przyjedża i informuje mnie, że się zakochał
i chce rozwodu jak najszybciej. W pierwszym odruchu poczułam ulgę i
nawet mu pogratulowałam.
A potem się zaczęło. Czuję złość, żal i ból, jestem zazdrosna o to
jak o niej mówi, jak się uśmiecha na dźwięk smsa, jak wiele marzen i
nadziei z nią wiąże. I gubięsię, bo część tcyh uczuć rozponaję z
poprzedniego razu, to taki pies ogrodnika połączony z obawą, że mnie
się to już nie przytrafi, jednak 35 facet po rowodzie to cenniejszy
kąsek na rynku niż jego była żona z dzieckiem. Zaczęłam nawet
myśleć, że potrzebuję terapii, zaczęłam chodzić do psychologa, może
mi pomoże poukładać sobie w głowie, bo popieprzone mam tam równo.

A mój mąż jest zakochany. Wiąże z tą dziewczyną mnóstwo planó,
strasznie się boi, żeby ona się nie rozmyśliła, więc usuwa jej spod
nóg wszelkie przeszkody (czyli mnie oraz naszą córkę) Trafia mnie
najjasniejszy szlaq jak widzę co z nim się stało. Jest na
endorfinowym haju i wywraca nasze życie do góry kołami.

znają się, uwaga - niespełna 2 miesiące. Ona mieszka 600 km od niego
więc widują się tylko w weekendy i to nie wszystko, bo on przyjeżdża
do córki.

nie wiem właściwie po co tu piszę, czego od Was oczekuję. Po prostu
muszę to wywalić z siebie, bo sama się pogubiłam w emocjach, z
jednej strony zycze mu szczęścia, bo na nie zasługuje, jest
porządnym facetem a ze mną miał ciężkie lata, z drugiej - mam ochotę
zrobić coś, żeby tę laskę wystraszyć. On mnie wtedy znienawidzi,
wiem, ale kij, nie będę ja szczęsliwa, nie będzie i on.

już wiecie, czemu taki nick sobie załozyłam. Psycholożka mi
powiedziałą, że mnóstwo we mnie eogizmu. Staram się pracowac nad
tym, ale czasem nie wychodzi.

a dobra, kończę. piszcie co myślicie o sytuacji, może będę umiała
dzięki temu spojrzeć na nią z boku.
Obserwuj wątek
    • tytus_flawiusz masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 09:12
      i tak dostałaś od życia więcej niż sama dałaś i więcej niż zasługujesz.

      wolno mielą młyny sprawiedliwości ! ale mielą !
      • leelane Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 09:30
        Daj sobie spokój i odpuść, w końcu ci przejdzie. A w końcu to ojciec twojego
        dziecka. Po co psuć relacje? Najlepiej dla ciebie byłoby poznać kogoś. Wyrwij
        się z domu, idź poszaleć. Oderwij się od tych zwariowanych myśli. To zawsze pomaga.
        • kraq wszystko ok ale co to k... jest psycholożka?? 05.02.09, 09:50
          co to za jakaś pieprzona gazetowa nowomowa???? jak słyszę
          psycholożka, to mi się wszystko w środku przewraca. to jakiś nowy
          zawód jest, coś od pierożka może?
          • zetpl Re: wszystko ok ale co to k... jest psycholożka?? 06.02.09, 23:18
            To rodzaj zenski od psychologa; etymologicznie - jak najbardziej poprawny.
            Feministki domagaja sie teraz, by kazdy zawod mial forme zenska i w sumie nie
            widze w tym nic karygodnego.
            • viking2 Re: wszystko ok ale co to k... jest psycholożka?? 07.02.09, 00:53
              zetpl napisał:

              > To rodzaj zenski od psychologa; etymologicznie - jak najbardziej poprawny.
              > Feministki domagaja sie teraz, by kazdy zawod mial forme zenska i w sumie nie
              > widze w tym nic karygodnego.

              To jaki bedzie ten rodzaj zenski od kata? Katka?
              • pretensjaa Re: wszystko ok ale co to k... jest psycholożka?? 07.02.09, 15:04
                może "kacica" .... ;)
      • misiu.stefan Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 09:44
        Zgadzam się.

        Żeby coś otrzymać, musisz najpierw dać.

        Teraz spłacasz dług wobec męża.


        Przepraszam za dosadnosć, ale to tylko Twoja wina, że on odszedł.

        Najlepsze co teraz możesz zrobić to jak najszybciej dać mu rozwód i
        pozwolić, zeby był szczęśliwy. A od jego nowej kobiety trzymaj się z
        daleka.
        Pozwól mu ułożyć sobie życie, bez żalu, nienawiści i przepychanek.
        Myslę, że możesz sama sobie pomóc jak przynajmniej w tej sytuacji
        nie będziesz egoistką.
        • dzikoozka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 12:07
          Zgadzam sie z przedmówczynią.
          Jest tylko jeden aspekt, który mnie niepokoi.
          Jak radzisz sobie z córką? Czy ona nie obrywa od ciebie za Twoje
          niepowodzenia? Czy nie byłoby dla niej lepiej, gdyby córką opiekował
          się ojciec? Nie musiałabyś obwiniać córki o swoją
          mniejsza "atrakcyjnośc na rynku" a córka nie czułaby się piatym
          kołem u wozu. Wcale nie jest tak, że opiekę nad dzieckiem MUSI
          otrzymać matka.
          • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 12:17
            chyba sobie żartujesz?

            Moja córka to priorytet dla mnie i dla męża i zadne z nas nigdy nie
            zrobi niczego, co mogłoby się na niej niekorzystnie odbić. I
            oczywiście, że zostaje ze mną, bo ze mną jest jednak bardziej
            związana, zresztą na pewno nie dopuściłabym do sytuacji, że z nową
            panią taty czułaby się jak piate koło u wozu.
            Zakochany tatuś i jakaś obca baba, no jasne, żarty sobie ze mnie
            stroisz.

            Nawet mój mąż, zakochany w córce, zdaje sobie sprawę, że taka opcja
            zwyczajnie nie istnieje.

            I nie martw się o nią, nigdy nie bedzie nic ważniejszego od niej,
            żaden facet, żaden rynek, nie obwiniam jej o nic. Ona jest jedynym
            pozytywnym efektem tego małżeństwa, jedynym znakiem, że miało
            jakikolwiek sens.
            • dzikoozka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 12:41
              wrednaegoistka napisała:

              > chyba sobie żartujesz?
              Nie, nie żartuję, To nie ja określiłam Cie mianem egoistki.
              To powiedziała osoba trzecia, obiektywnie oceniająca sytuację. Skoro
              jesteś egoistką, nie wiem, jak wyglada Twoja relacja z dzieckiem. O
              nic Ciebie nie oskarżam, tylko twierdze, że TAK SAMO kochacie
              dziecko i macie do niego równe prawo.
              >
              > Moja córka to priorytet dla mnie i dla męża i zadne z nas nigdy
              nie
              > zrobi niczego, co mogłoby się na niej niekorzystnie odbić. I
              > oczywiście, że zostaje ze mną, bo ze mną jest jednak bardziej
              > związana, zresztą na pewno nie dopuściłabym do sytuacji, że z nową
              > panią taty czułaby się jak piate koło u wozu.

              Myślę, ze jej ojciec także nie dopuściłby do takiej sytuacji. A
              czemu tak negatywnie z góry coeniasz "nową panią"? Co o niej wiesz?
              Nie masz pojęcia, jak mogłaby traktować waszą córkę a maż, skoro
              kocha córkę, nie dopuściłby do złego traktowania dziecka.
              Jak Ty zwiążesz sie z jakimś panem, to co, on bedzie traktowal Twoja
              córke jak piate koło u wozu? Jesli już pojdziemy w statystyki, to o
              wiele częściej ojczymowie krzywdzą dzieci partnera (zwłąszcza córki)
              niż macochy....


              > Zakochany tatuś i jakaś obca baba
              OBCA BABA? pies ogrodnika sie sie w Tobie odezwał...nie znasz jej
              przecież. Jest Twoim wrogiem tylko dlatego, ze mąż sie w niej
              ośmielił zakochać?
              , no jasne, żarty sobie ze mnie
              > stroisz.
              >
              > Nawet mój mąż, zakochany w córce, zdaje sobie sprawę, że taka
              opcja
              > zwyczajnie nie istnieje.
              Oczywiście że istnieje, raczej moze jest to dla niego niewygodne?
              Albo Ty nie dopuszczasz takiej możliwości. Ja tego nie krytykuję,
              sama miałabym problem z oddaniem dziecka pod opiekę ojcu, gdyby miał
              miejsce rozwód, ale w sytuacji gdyby np. było to lepsze dla
              dziecka... np. gdyby psychiatra stwierdził u mnie depresję,
              wolałabym aby dzieckiem zajmował sie ojciec, przynajmniej do czasu
              wyzdrowienia, bo może taka choroba spowoduje cos złego ...nie wiem,
              złe podejście do wychowania, nerwy, agresję, nieodpowiedzialność,
              moze leki moga zmieniać moje zachowanie? nie wiem. Ale potrafie
              zrozumieć że dobro dziecka ma priorytet.


              > I nie martw się o nią, nigdy nie bedzie nic ważniejszego od niej,
              > żaden facet, żaden rynek, nie obwiniam jej o nic. Ona jest jedynym
              > pozytywnym efektem tego małżeństwa, jedynym znakiem, że miało
              > jakikolwiek sens.
              • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 13:17
                dzikoozka napisała:

                > Myślę, ze jej ojciec także nie dopuściłby do takiej sytuacji. A
                > czemu tak negatywnie z góry coeniasz "nową panią"? Co o niej
                wiesz?

                Np tyle, że wskoczyła do łóżka z facetem, z którym 2 razy się
                dotychczas widziała, wiedząc, że ma on rodzinę.
                Mnie to wystarczy, żeby ją ocenić. Negatywnie.

                > Nie masz pojęcia, jak mogłaby traktować waszą córkę a maż, skoro
                > kocha córkę, nie dopuściłby do złego traktowania dziecka.

                Pojęcia nie mam, racja, ale nawet nie zamierzam się tego dowiadywać.

                > Jak Ty zwiążesz sie z jakimś panem, to co, on bedzie traktowal
                Twoja
                > córke jak piate koło u wozu?


                Niechby spróbował ;-)


                > OBCA BABA? pies ogrodnika sie sie w Tobie odezwał...nie znasz jej
                > przecież.


                No nie znam, zatem jest obca, gdzie widzisz sprzeczność?
                A dla mojego dziecka bedzie zawsze obca i ono dla niej, nie mam
                złudzeń.


                > Jest Twoim wrogiem tylko dlatego, ze mąż sie w niej
                > ośmielił zakochać?

                Nie jest moim wrogiem, jest obcą osobą. Nie znam jej a widząc jej
                uczynki, równiez nie ufam.


                > Oczywiście że istnieje, raczej moze jest to dla niego niewygodne?

                Nie wiem, nie pytałam. Odkąd rozmawiamy o rozwodzie ten temat się
                nawet niepojawił, tak był oczywisty.

                > dziecka... np. gdyby psychiatra stwierdził u mnie depresję,

                Nie mam depresji, wałkuję temat i analizuję własne emocje od dwóch
                tygodni i naprawdę już jest lepiej niż było. Więc jestem na dobrej
                drodze, żeby się pogodzić sama ze sobą i tak jak mi wszyscy radzą,
                pomachać na drogę mojemu mężowi i jego dziewczynie, życząc im
                szczęścia.

                • dzikoozka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 13:29
                  "Np tyle, że wskoczyła do łóżka z" facetem, z którym 2 razy się
                  dotychczas widziała, wiedząc, że ma on rodzinę.
                  Mnie to wystarczy, żeby ją ocenić. Negatywnie."

                  Ale napisałaś wcześniej, że nie mieszkaliscie razem? Że praktycznie
                  byliście w separacji, to w czym problem? Czy naprawdę trzeba z
                  kimś "chodzić" parę miesiecy żeby "przyzwoicie" pojść z kimś do
                  łózka? Ludzka przyzwoitośc nie mierzy się numerem randki, na której
                  idzie sie z kims do łóżka....Nadal mam wrażenie, że zachowujesz sie
                  jak przysłowiowy "pies ogrodnika"...tym bardziej, ze jakoś nie
                  wypowiadasz się negatywnie o przyzwoitoiści swojego męża, który sam
                  wiedział o tym że jest żonaty dzieciaty i sam wskoczył tamtej do
                  łóżka na drugiej randce etc. MOżna to wałkować ale to bez sensu,
                  Zwiazek praktycznie nie istniał, nie byliście razem, a sam papier
                  moim zdaniem nie narzuca obowiazku wierności w takim przypadku.
                  Zresztą, Twoj mąż nie puszczał sie na prawo i lewo tylko wszystko
                  wzkazuje na to, ze poważnie sie zakochał...

                  Samo określenie obca baba jest pejoratywne, gdybyś napisała obca
                  kobieta, ok rozumiem.

                  W sumie - oceniając z boku - Twoja wypowiedz brzmi dosć zawistnie,
                  zazdroscisz meżowi, ze ośmielił sie chcieć być szczęśliwy,
                  jakkolwiek byś temu nie zaprzeczała...
                  Ale rozumiem, ze sprawa nie jest Ci obojetna i w jakiś sposób rani
                  Twoje ego, dlatgo sam fakt, że potrafisz sie do tego rpzyznać,
                  wzbudza moj szacunek. Życze Ci powodzenia na nowej drodze, obyś
                  spotkałą kogoś, kogo pokochasz.
                  • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 14:48
                    dzikoozka napisała:


                    > Ale napisałaś wcześniej, że nie mieszkaliscie razem?


                    To napisałam.

                    > Że praktycznie
                    > byliście w separacji,

                    A tego nie.


                    > to w czym problem?

                    W tym właśnie problem, że mimo nie mieszkania razem to nie było
                    rozstanie. Tylko chwilowe rozdzielenie i z mojej strony widziane
                    było całkiem fajnie. Dużo mniej się kłócilismy, mieliśmy jakieś
                    plany. A okazało się, że mąż, z natury mocno skryty, już w tym
                    czasie zaczął powątpiewać w sens naszego małżeństwa. Lepiej późno
                    niż wcale, ale nie podzielił się ze mną tymi wątpliowściami I
                    dlatego właśnie to co potem nastapiło ak mnie zaskoczyło. I
                    zszokowało. Bo było niespodziewane.

                    >Ludzka przyzwoitośc nie mierzy się numerem randki, na której
                    > idzie sie z kims do łóżka....


                    Jak dla mnie elementarna przyzwoitość to nie ładowanie się w cudzą
                    rodzinę.

                    > Nadal mam wrażenie, że zachowujesz sie
                    > jak przysłowiowy "pies ogrodnika"...

                    To nie wrażenie, to fakt. Już do tego doszłam, że to mój główny
                    problem, obok zazdrości, że coś takiego spotkało kogoś a nie mnie i
                    obok strachu, że mnie nie spotka.

                    > tym bardziej, ze jakoś nie
                    > wypowiadasz się negatywnie o przyzwoitoiści swojego męża, który
                    sam
                    > wiedział o tym że jest żonaty dzieciaty i sam wskoczył tamtej do
                    > łóżka na drugiej randce etc.

                    Ponieważ mam powody, bo go usprawiedliwiać.

                    > Zresztą, Twoj mąż nie puszczał sie na prawo i lewo tylko wszystko
                    > wzkazuje na to, ze poważnie sie zakochał...

                    Zanim się zakochał, wziął ją kilka razy do łóżka ;-)

                    > W sumie - oceniając z boku - Twoja wypowiedz brzmi dosć zawistnie,
                    > zazdroscisz meżowi, ze ośmielił sie chcieć być szczęśliwy,
                    > jakkolwiek byś temu nie zaprzeczała...

                    Ależ skąd pomysł, że będę zaprzeczała? I nie chodzi o to, że się
                    osmielił cokolwiek, tylko o to, ze coś mu się przytrafiło o czym już
                    nawet nie marzył. A ja marzyłam, owszem i dlatego zazdroszczę.
                    Plus boję się, ze zostanę sama, plus boli mnie, że element mojego
                    zycia, który był granitem i pewniakiem, nagle runął. Bo mimo, że
                    między nami było jak było, byłam mojego męża pewna.


                    > Ale rozumiem, ze sprawa nie jest Ci obojetna i w jakiś sposób rani
                    > Twoje ego, dlatgo sam fakt, że potrafisz sie do tego rpzyznać,
                    > wzbudza moj szacunek. Życze Ci powodzenia na nowej drodze, obyś
                    > spotkałą kogoś, kogo pokochasz.

                    dzięki.

                    • animka25 Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 15:02
                      No jeżeli nadal coś razem planowaliście, to rozumiem, że czujesz się
                      rozczarowana. Co innego, gdy ludzie miesiącami/latami juz nic nie
                      łączy, a nawet nie mogą na siebie patrzeć. Wtedy rozstanie to tylko
                      formalność.
                      Pytanie co dalej?
                      Ja widze jedynie 2 wyjścia.
                      Jeżeli w Tobie sie coś naprawdę przełamało i uważasz, że możecie byc
                      jeszcze szczęśliwi, to powinnaś jak najprędzej porozmawiac o tym z
                      mężem, rozumiem, że tamta znajomość to dopiero zauroczenie.
                      Jeżeli jednak jesteś pewna, że go nie kochasz, to powinnas pozwolić
                      mu odejść, tak poprostu i bez wyrzutów. Tak bywa....
                      • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 15:15
                        animka25 napisała:

                        > Pytanie co dalej?
                        > Ja widze jedynie 2 wyjścia.

                        Nie, nie ma ich dwóch. Jest tylko jedno.

                        > Jeżeli w Tobie sie coś naprawdę przełamało i uważasz, że możecie
                        byc
                        > jeszcze szczęśliwi,

                        Raz, że wcale nie jestem pewna, że po tyluzłych latach moglibyśmy
                        byc szczęśliwi. A jeśli - wymagałoby to od nas obojga morza dobrej
                        woli i oceanu ciężkiej pracy. Nie sądzę, że podołalibyśmy.
                        Tym bardziej, że:

                        > rozumiem, że tamta znajomość to dopiero zauroczenie.

                        Zauroczenie, zakochanie, jak zwał tak zwał, ale facet wsiąkł na
                        amen. Nie wiem jak u niej, ale z jego strony to mam wrażenie, nie
                        tylko zauroczenie osoba, ale szansą, nadzieją, jakie ona wnosi w
                        jego zycie. Blask od niego bije, jeśli rozumiecie co piszę.
                        Zatem jakakolwiek próba sklejania mojej strony byłaby
                        a) skazana na niepowodzenie
                        b) nie w porządku wobec niego.

                        Bo nawet gdyby z jakiegoś pwoodu, nie wiem, dla dziecka, on podjął
                        decyzję o zrezygnowaniu z niej, to już zawsze, nad każdą naszą próbą
                        wspólnego zycia polatywał by duszek tego utraconego ideału. O nie,
                        ja się na to nie piszę. Wolę być sama.

                        > Jeżeli jednak jesteś pewna, że go nie kochasz, to powinnas
                        pozwolić
                        > mu odejść, tak poprostu i bez wyrzutów. Tak bywa....

                        I tak się właśnie stanie.
                        Dziękuję wszystkim, którzy się odezwali. Właściwie reakcje obcych
                        ludzi tylko mnie utwierdziły w tym, co do mnie zaczęło docierać
                        wczoraj, po 2 tygodniach miotania się we własnych emocjach i
                        problemów ze zrozumieniem ich źródła.


                        pozdrawiam

                        • animka25 Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 15:30
                          No cóż, zawsze możesz teraz "puścić" go wolno i ew. przeczekać...
                          Skoro widzisz swoje winy, to podejrzewam, że w pewnym sensie go
                          usprawiedliwiasz i być może przyjęłabyś go za jakis czas spowrotem?
                          O ile oczywiście sama sobie kogoś nie znajdziesz, no i jemu padnie
                          tamten związek.
                          Z drugiej strony, jeżeli on jest teraz tak silnie zauroczony, to
                          pewnie mu szybko nie minie. Mojemu minęło po 2 miesiącach od naszego
                          rozstania, choć ja już wtedy byłam na "nie".
                          No ale tak jak mówisz, nowa sytuacja, nowa kobieta, szansa na
                          szczęście, tym bardziej jeśli między Wami było nie ajnie, jest
                          bardzo wciągająca.
                          • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 10:45
                            gdybym miała obstawiac to prędzej bym powiedziałą, że to jej minie.

                            Minie pierwsze zauroczenie i endorfiny opadną, zobaczy lalunia
                            wszystkie przeszkody (odległość, rozwód, dziecko itd) i zwieje.
                            On się chyba tego boi, dlatego tak prze naprzód, z klapkami na
                            oczach.

                            Ale cóż, nie ja mu te klapki bedę zdejmować. Jest dorosły.
                            • tarantinka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 10:55
                              tak sobie to czytałam to sercem jestem po jego stronie. mam nadzieję
                              że tak jak nie doceniałaś swojego meza tak i niedoceniasz tamtej
                              kobiety.
                        • mareczekk77 Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 04.02.09, 13:42
                          Bardzo, ale to bardzo podziwiam Twoją szczerość wobec siebie, to że widzisz u
                          siebie problem a nie u innych - jesteś znacznie zdrowsza psychicznie i na pewno
                          duchowo, niż miliony Polek żyjących w obłudzie, naprawdę jestem pod wrażeniem.
                          Weź zeszyt, długopis, i pisz "ja (imię i nazwisko swoje) dziękuję za (imię i
                          nazwisko męża) i wszystko co między nami było, i dziękuję za coś ZNACZNIE
                          LEPSZEGO" pisz to ile wlezie, az poczucie wdzieczności wypłuka z Ciebie pokłady
                          egoizmu i syndromu DDA który masz. Pozdrawiam słonecznie i życze powodzenia.
                          • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 04.02.09, 14:32
                            mareczekk77 napisał:

                            > syndromu DDA który masz

                            a skąd ten pomysł?
                            Żadne z moich rodziców nie naduzywało alkoholu nigdy;)

                            Tak sobie diagnozujesz przez sieć, z brzucha czy z powietrza?

                            wr
                            • mareczekk77 Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 04.02.09, 20:19
                              DDA nie oznacza że rodzice pili, moglo byc emocjonalnie niedostepni, sama
                              zresztą napisałaś że masz popieprzone w głowie, prawda? to co opisujesz to jest
                              typowe DDA.
                              • tysiamama21 DDA to skrót od Dorosłe Dziecko Alkoholika, khe kh 05.02.09, 19:19
                                .
                    • nawrotka1 Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 15:14
                      >W tym właśnie problem, że mimo nie mieszkania razem to nie było
                      rozstanie. Tylko chwilowe rozdzielenie i z mojej strony widziane
                      było całkiem fajnie. Dużo mniej się kłócilismy, mieliśmy jakieś
                      plany. A okazało się, że mąż, z natury mocno skryty, już w tym
                      czasie zaczął powątpiewać w sens naszego małżeństwa.


                      Trzeba przyznać, że jesteś wyjątkowo zaślepiona w swoim egoizmie.
                      Z Twojej strony "widziane było całkiem fajnie" takie małżeństwo, gdzie męża nie
                      musisz oglądać na oczy, ale zachowujesz status mężatki.
                      W dodatku zaskoczyło Cię, że on zaczął powątpiewać w sens takiego związku.
                      A dlaczego miałoby mu odpowiadać coś takiego? Jest pewnie normalnym człowiekiem
                      i ma normalne oczekiwania.
                      >

                      >A ja nie pozwalałam mu zapomnieć, że nie odwzajemniam jego uczucia i
                      że rozstanie jest tylko kwestią czasu aż podejmę decyzję.

                      Gdybys Ty się w kims zakochała, nie zastanawiałabys się 5 minut nad porzuceniem
                      go, prawda?
                      Osoba jego wybranki nie ma najmniejszego znaczenia, tak samo jak fakt kiedy
                      poszli do łóżka. Doszukiwanie się okoliczności obciążających jest żałosne.

                      • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 15:19
                        nawrotka1 napisała:

                        > Osoba jego wybranki nie ma najmniejszego znaczenia, tak samo jak
                        fakt kiedy
                        > poszli do łóżka. Doszukiwanie się okoliczności obciążających jest
                        żałosne.


                        No wybacz, ale uważam, że akurat ona ma tu najwięcej na sumieniu.
                        Jego nie obwiniam, bo miał powody. Ona poszła do łóżka z obcym,
                        zonatym facetem, nie mając pojęcia o jego prawdziwej sytuacji.

                        znaczy lafirynda. I taka ma z moim dzieckiem spędzać kiedyś czas? Tu
                        mnie już nosi, nie powiem.

                        • facettt dwie sprawy nie maja na swiecie granic... 26.01.09, 15:34
                          wrednaegoistka napisała:
                          > znaczy lafirynda. I taka ma z moim dzieckiem spędzać kiedyś czas?
                          Tu mnie już nosi, nie powiem.

                          >
                          dwie sprawy nie maja na swiecie granic...

                          ludzka mysl i ludzka .......
                        • croyance Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 15:42
                          Jego prawdziwa sytuacja byla taka, ze zyl z zona, ktora go nie
                          kocha. Widocznie poczula, ze nalezy mu sie od zycia cos wiecej, i
                          ona moze to zaoferowac.

                          Przesadzasz ostro, i krzywdzisz swoim egoizmem corke. Opanuj sie.
                        • zygmund Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 17:57
                          > No wybacz, ale uważam, że akurat ona ma tu najwięcej na sumieniu.
                          > Jego nie obwiniam, bo miał powody. Ona poszła do łóżka z obcym,
                          > zonatym facetem, nie mając pojęcia o jego prawdziwej sytuacji.

                          Ale co ma na sumieniu? Twój mąż jest przez nią nieszczęśliwy? Chyba
                          nie o to chodzi.

                          Nie kochałaś go, czyniłaś nieszczęśliwym, praktycznie porzuciłać a
                          teraz chcesz mu jeszcze zrobić jakieś kuku?
                          • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 10:47
                            zygmund napisał:

                            > teraz chcesz mu jeszcze zrobić jakieś kuku?

                            Ale gdzie wyczytałeś, ze ja mu chcę cokolwiek zrobić?
                            Pisałam wyłącznie o swoich emocjach, o tym jak próbuję się w nich
                            połapać. Żadnych działań nie zamierzam podejmować.

                        • adela38 Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 18:31
                          Mylisz sie... napewno juz na poczatku jej powiedzial jaka z ciebie wredna suka,
                          i ze praktycznie nie jestescie malzenstwem, bo go kolejny raz porzucilas...o czy
                          napewno przekonala sie naocznie...
                          Zapewne jest tez od ciebiie mlodsza i atrakcyjniejsza , a na dodatek kocha
                          twojego meza, a po jakims czasie beda miec wlasne dzieci, gdzie twoja laska
                          odnosnie twojej corki bedzie im w glebokim powazaniu...
                          No i jak- czy nie czujesz sie teraz lepiej?
                          • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 10:51
                            adela38 napisała:
                            > Zapewne jest tez od ciebiie mlodsza i atrakcyjniejsza ,

                            Młodsza jest, fakt, a atrakcyjność? Fizycznie jest do mnie bardzo
                            podobna, a z tego co opowiada mi mąż widzę sporo podobieństw w
                            innych kwestiach.


                            > a na dodatek kocha
                            > twojego meza,

                            Kocha? Zlituj się, spędziła z nim słodkie kilkanaście dni w
                            hotelowych pokojach, na tiu tiu i ajlowju bejbi. Żeby kogoś kochać
                            trzeba go poznać.
                            On nawet nie wiem jakie ona studia skończyła, hehe.

                            > a po jakims czasie beda miec wlasne dzieci, gdzie twoja laska
                            > odnosnie twojej corki bedzie im w glebokim powazaniu...

                            Mówisz, że mój mąż, kochający tatuś zapomni o swojej pierworodnej
                            jak zrobi kochance nowe maluszki?
                            No nie wiem, nie wiem ;-)

                            > No i jak- czy nie czujesz sie teraz lepiej?


                            Ja to mniejsza, ale jestem pewna, że ty się czujesz doskonale.

                            • para-noir Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 04.02.09, 20:03
                              nikt, kto czyta twoje posty, nie czuje sie dobrze! jestes okropnym, egoistycznym
                              babskiem.

                              "Żeby kogoś kochać trzeba go poznać" a ty skad wiesz? przeciez nie kochasz, ani
                              nie kochalas swojego meza.

                              niedobrze sie robi przy czytaniu zlosliwosci pod adresem dziewczyny twojego
                              jeszcze-ale-na-pewno-juz-nie-dlugo-meza.

                              jemu zycze lat spedzonych na "tiu tiu i ajlowju bejbi", a tobie uczciwosci wobec
                              siebie, bo ta niby szczerosc na forum nie przekonuje.

                              • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 04.02.09, 20:19
                                para-noir napisała:

                                > niedobrze sie robi przy czytaniu zlosliwosci pod adresem dziewczyny twojego
                                > jeszcze-ale-na-pewno-juz-nie-dlugo-meza.

                                Palec w gardło zatem.


                                > siebie, bo ta niby szczerosc na forum nie przekonuje.

                                Niektórych przekonuje, o ile się chce przeczytać cały wątek, zamiast pluć jadem
                                po pierwszym, przedawnionym poście.

                                uważaj na żyłkę.

                                wr
                              • maria-assunta Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 04.02.09, 20:24
                                para-noir napisała:

                                > nikt, kto czyta twoje posty, nie czuje sie dobrze! jestes
                                okropnym, egoistyczny
                                > m
                                > babskiem.

                                Nie zgadzam sie, ja sie czuje bardzo dobrze. A ty moze jestes
                                jeszcze za mloda, albo juz za stara, zeby rozumiec rozterki innych
                                ludzi.

                                a tobie uczciwosci wobe
                                > c
                                > siebie, bo ta niby szczerosc na forum nie przekonuje.

                                Nie wiem, czy wielu z was byloby w stanie tak uczciwie opisac samych
                                siebie. Latwiej jest " uczciwie" komentowac innych i oburzac sie na
                                ich "sku......synstwo. Czego wy od niej chcecie?
                        • rozbojniczekk Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 12:01
                          taaak? to ta dziewczyna jest winna, maz nie, bo mial "powody"?

                          sorry, ale ona cie nie zna, nie jest z toba spokrewniona, spowinowacona, nie
                          jest twoja kolezanka, nie ma wobec ciebie dlugu wdziecznosci - nie musi byc
                          wobec ciebie lojalna.

                          to maz ci przysiegal milosc, wiernosci i uczciwosc malzenska. jego sie czepiaj,
                          on zdradzil, od niej sie odczep.

                          a ze zasluzylas na to, ze cie zdradzil, to inna sprawa.
                          • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 12:25
                            rozbojniczekk napisała:


                            > taaak? to ta dziewczyna jest winna, maz nie, bo mial "powody"?

                            taaak.


                            > sorry, ale ona cie nie zna

                            Ciekawe co by pomyślała o swoim nowym ukochanym, gdyby mnie poznała.
                            Jesteśmy tak do siebie podobne, że na jej miejscu uciekłabym z
                            krzykiem, ha ha ha


                            > od niej sie odczep.

                            bo co?





                            • wanilinowa Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 12:30
                              > > od niej sie odczep.
                              >
                              > bo co?
                              >
                              >

                              bo skiśniesz do reszty
                        • viking2 Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 07.02.09, 01:16
                          wrednaegoistka napisała:
                          > No wybacz, ale uważam, że akurat ona ma tu najwięcej na sumieniu.
                          > Jego nie obwiniam, bo miał powody. Ona poszła do łóżka z obcym,
                          > zonatym facetem, nie mając pojęcia o jego prawdziwej sytuacji.


                          Cytujac Twoje wlasne slowa:
                          "...ale wiele złego jednak wyrządziłam. Komu?
                          Mężowi, który mnie zwyczajnie kochał i wierzył, że może być dobrze.
                          A ja nie pozwalałam mu zapomnieć, że nie odwzajemniam jego uczucia i
                          że rozstanie jest tylko kwestią czasu aż podejmę decyzję...
                          ...Wróciłam wtedy do niego z wiarą, że będzie dobrze.
                          Nie było zbyt długo, wróćiło do normy i znowu, on zył w upokorzeniu
                          i pogardzie do samego siebie a ja w żalu za jakąś mrzonką,
                          zapatrzona we własne nieszczęście, a slepa na jego cierpienia..."

                          Czy nie pomyslalas, ze ona doskonale znala jego sytacje - z jego wlasnych
                          opowiadan? I w tym akurat przypadku wszystkie stereotypy o facetach krecacych
                          cos o "zonach, ktore ich nie rozumieja i z ktorymi nic ich nie laczy" nie moga
                          miec zbyt szerokiego zastosowania, bo w koncu - przedstawiajac jej sytuacje
                          taka, jaka jest - mowil prawde.
                          Inaczej mowiac, tak poszla do lozka z facetem, ale czy naprawde - NAPRAWDE -
                          zonatym facetem? A jesli ona zaoferowala mu to wszystko, czego oczekiwal a nigdy
                          nie dostal od Ciebie? Czy to takie zaskakujace, ze w zamian zaczal zywic do niej
                          uczucie, ktore - tym razem - zostanie (jak rozumiem, zostalo?) odwzajemnione?
                          Spojrzmy prawdzie w oczy, w sytuacji, ktora opisywalas, facet jest wprawdzie
                          "zonaty", ale tylko na papierze. W rzeczywistosci zas ciagnie sie za nim slad
                          toksycznego zwiazku, ktory nalezaloby jak najpredzej odciac.
                          Nie zamierzam tu dyrygowac waszym zyciem i dyktowac jak tez macie oboje
                          natychmiast zrobic (bo to nie moja rola i nie mnie pisane osadzac innych), ale
                          nieodparcie nasuwa sie refleksja typu "co ja bym zrobil w takiej sytuacji" - i w
                          zasadzie jedno, co moze zrobilbym inaczej, niz Twoj maz, to najpierw
                          zakonczylbym nieudany i pusty zwiazek z jedna kobieta, a potem wiazalbym sie z
                          inna. Ale coz, w zyciu nie zawsze wszystko przebiega wedlug niczym nie
                          zakloconego harmonogramu...
                    • ranita_08 egoistka to mało w twoim przypadku 04.02.09, 12:08
                      Przepraszam jeśli cię to urazi ale walisz głową prosto w mur. I
                      widac że nie bardzo wiesz o co ci chodzi albo nie umiesz sama się do
                      tego przyznać przez sobą.

                      Piszesz o "elementarnej przyzwoitości". Ok rozumiem. Jedni czekają z
                      sexem inni nie. Ale wybacz, alementarna przyzwoitość nakazuje nie
                      niszczyć komuś życia wychodząc za mąż i mając gdzieś uczucia tej
                      osoby.

                      Jak ty uważasz? Jak długo on miał obowiązek znosić twoje himery?
                      Sama pisałaś że cały czas żył w poczuciu zagrożenia że kiedyś ty
                      odejdziesz. I wtedy to byłoby ok tak?

                      Bo ty biedaczka masz prawo użalać się nad sobą i katować człowieka
                      ktory cię kocha.

                      Bo niestety- katowałaś go.


                      A teraz żal ci bo wreszcie spotkał kobietę która czyni go szczęśliwą
                      i nazywasz "babą". A ona naprawia to co ty spieprzyłaś. I
                      przyczepiasz się o ich sex. I oceniasz.

                      A domyśl się jak ona oceni ciebie? Chyba znacznie znacznie gorzej.

                      Wiesz ile osób znam z rozbitych rodzin? I są normalni. A nawet jeśli
                      mają problemy to najpierw je rozwiązują a potem zakładają związki.
                      Tak jest uczciwiej.

                      A teraz swojemu dziecku zafundowałaś replay. Takie samo życie jak
                      twoje. Taką samą dziurę w emocjach i żal do rodziców. Ona ci tego
                      nie powie. Sama wiesz jak to jest.

                      ale ty jej to zrobiłaś z pełną świadomością. Wyszłaś za faceta bo
                      sie bałaś być sama, bo tak wypadało, wypadało mieć dziecko, a teraz
                      wypada dalej niszczyć życie innym.

                      Sama powiedziałaś że jedynym sensem tego związku jest wasza córka.
                      To daj facetowi wreszcie święty spokój. On cie już nie chce. Zresztą
                      przepraszam ale kto by chciał taką zimną kobietę.


                      Pewnie zaraz na mnie wsiądziesz ale wisi mi to. Napisałam co myślę.

                      • wrednaegoistka Re: egoistka to mało w twoim przypadku 04.02.09, 13:29
                        ranita_08 napisała:

                        > Pewnie zaraz na mnie wsiądziesz ale wisi mi to. Napisałam co
                        myślę.


                        Otóż to, wszyscy piszecie to co myslicie, albo Wam się wydaje.
                        A wiecie tyle ile zjecie.

                        Ale na zdrowie ;-)


                        wr
                        • ranita_08 jesteś niespójna sama ze sobą 04.02.09, 15:16
                          Cytuję twoje słowa :

                          "a dobra, kończę. piszcie co myślicie o sytuacji, może będę umiała
                          dzięki temu spojrzeć na nią z boku."

                          a potem piszesz, że "wiem ile zjem"- no może to i zabwny tekst ale
                          chyba do sytuacji i twojego postu nie pasuje.

                          Jesli ładujesz się na forum, wywalasz tutaj kawę na ławę w postaci
                          twojego problemu i piszesz abyśmy pisali co o tym myślimy to my
                          forumowicze piszemy. Zgodnie z opisem przedstawionym przez CIEBIE (
                          jeśli czegoś nie wiemy to dlatego że TY nie napisałaś) oceniamy
                          sytuację ( o co prosiłaś)


                          Jesteś niespójna sama ze sobą. I widać w życiu też tak masz.
                          Najpierw czegoś chcesz a potem się tego boisz albo cię to drażni.

                          Tylko tutaj na forum generalnie ludzie się wylogują i będą mieli
                          gdzieś twój problem a twoja córka i mąż muszą cię znosić w taki czy
                          inny sposób.

                          Skoro wiesz że jesteś egoistką to czego się po nas spodziewasz?
                          Przekonywania że ci współczujemy? Że jesteś taka biedna i
                          pokrzywdzona a facet ..cóż...urodził się pewnie po to by ci służyć.

                          Przeanalizuj swojego posta. To jest tragifarsa z serii dramat. "Nie
                          kocham go ale inna go mieć nie może bo uderza to w moje Ego", " On
                          żyje w niepewniości bo mogę go zostawić, ale jak się zakocha to mnie
                          skrzywdzi" jesus....

                          Napisz sobie słowo "JA" na ścianie. I na drzwiach wejściowych żeby
                          każdy wiedział kto tu jest najważniejszy.


                          Sama byś nie chciała być z kimś takim jak ty.

                          Jesteś niepoważna.



                          • wrednaegoistka Re: jesteś niespójna sama ze sobą 04.02.09, 19:43
                            ranita_08 napisała:

                            > Cytuję twoje słowa :

                            Dobra, a teraz popatrz _kiedy_ to napisałam. Wątek spadł i został zapomniany ale
                            dzisiaj wyciągnięto go na stronę główną i sztucznie ożył.
                            Tamte emocje już dawno opadły a różni domorośli psychoanalitycy odpisują jak na
                            świeżo.


                            > oceniamy
                            > sytuację ( o co prosiłaś)

                            Ponownie - popatrz kiedy prosiłam ;-)

                            > Najpierw czegoś chcesz a potem się tego boisz albo cię to drażni.

                            Dziękuję za diagnozę. Ile płacę?


                            > Skoro wiesz że jesteś egoistką to czego się po nas spodziewasz?

                            Hm, może żebyście nie ożywiali umarłego wątku?

                            > Przeanalizuj swojego posta.

                            Ależ po co. Tyle osób już go analizuje, że ja mogę się spokojnie skupić na
                            prawdziwym życiu.


                            > Sama byś nie chciała być z kimś takim jak ty.

                            Oczywiście, dokładnie wiesz, czego ja bym chciała lub nie. Brawo.

                            > Jesteś niepoważna.

                            Żyłka Ci pęknie zaraz.

                            Wr
                    • owocoskala Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 08.02.09, 08:06
                      Napisałaś powyżej że robiłas łaskę mężowi że z nim byłaś, że go
                      upokarzałaś, że rozstania były z twojej inicjatywy i dawałas do
                      zrozumienia że i tak prędzej czy później go zostawisz na dobre.
                      Ludzie potrafią się rozstac na emeryturze więc lepiej wcześniej i
                      nie męczyc się wzajemnie. Nie pisz więc o rozwalaniu rodziny bo mam
                      wrażenie że ty nie wiesz na czym rodzina polega, ani związek. Jest
                      takie powiedzenie "jeśli kogoś nie stać na miłość, zawsze stac go na
                      zazdrość" - i to tyle w tym temacie
                • croyance Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 15:39
                  Skoro nawet nie zamierzasz sie dowiadywac, to faktycznie jestes
                  egoistka - bo myslisz o sobie, a nie o corce, ktora moze zyskac
                  fajna przyjaciolke i zobaczyc wreszcie ojca szczesliwego. Moze tez
                  zyskac rodzenstwo i UCZESTNICZYC w zyciu taty.

                  Co do tych zludzen, przesadzasz. Moj maz ma syna z pierwszego
                  malzenstwa, i bardzo go lubie: jezdzimy w trojke na wakacje,
                  spedzamy ze soba czas, mlody wysyla mi maila i gada ze mna na
                  czacie, czesto radze mu w sprawach, w ktorych nie chce albo krepuje
                  sie pytac matki etc.

                  Nakrecilas sie, a to niczemu dobremu nie wrozy. Meza nie kochalas,
                  wiec nie dziwie sie, ze odszedl - prawdopodobnie tamtej kobiecie na
                  nim zalezy, daj mu byc szczesliwym.
                  • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 10:54
                    croyance napisała:

                    > Skoro nawet nie zamierzasz sie dowiadywac, to faktycznie jestes
                    > egoistka - bo myslisz o sobie, a nie o corce, ktora moze zyskac
                    > fajna przyjaciolke i zobaczyc wreszcie ojca szczesliwego. Moze tez
                    > zyskac rodzenstwo i UCZESTNICZYC w zyciu taty.

                    Przyjaciółkę? Ja dziękuję za takie przyjaciółki. Nie będzie
                    lafirynda mojegpo dziecka uczyć takich zachowań.


                    > Co do tych zludzen, przesadzasz. Moj maz ma syna z pierwszego
                    > malzenstwa, i bardzo go lubie: jezdzimy w trojke na wakacje,
                    > spedzamy ze soba czas, mlody wysyla mi maila i gada ze mna na
                    > czacie, czesto radze mu w sprawach, w ktorych nie chce albo
                    krepuje
                    > sie pytac matki etc.

                    Widocznie jesteś innym typem niż kochanka mojego m.


                    Masz rację, że się nakręciłam, ale co zabawne, najbardziej w
                    ubiegłym tygodniu. Tego posta wczoraj napisałam juz w owiele
                    spokojniejszym nastroju i głównie po to, żeby potwierdzić to co mi
                    już zakiełkowało w główie. Że przemawia przez mnie pies ogrodnika i
                    powinnam dać chłopakowi spokój i zająć się spobą i córką.

                    Internaucie jednakowoż są niezawodni. Przeczytają co drugie zdanie
                    co drugiej wypowiedzi, dołożą sobie drugie tyle i dadzą popalić
                    obcej osobie. Dobrze, że mam to gdzieś, bo mogłabym się przejąć
                    jeszcze ;-)

                    • croyance Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 13:20
                      Skad wiesz, jakich zachowan? Poznala mezczyzne, ktory jest
                      nieszczesliwy w malzenstwie, nie wiadomo, co bylo miedzy nimi i jak
                      to wyglada. Po co sie nakrecasz?

                      > Widocznie jesteś innym typem niż kochanka mojego m.

                      Alez jak mozna byc w ogole innym typem? Ja mojego meza poznalam jak
                      juz byl po rozwodzie, to faktycznie roznica; ale u Was de facto w
                      sensie emocjonalnym malzenstwo juz dawno nie istnialo. Zreszta nie
                      ma znaczenia: Twoje relacje z kobieta meza to jedno, relacje corki
                      nie maja z tym nic wspolnego.

                      Znam wiele kobiet, ktore funckjonuja jak ja, i w ogole w glowie mi
                      sie nie miesci, ze moze byc inaczej. Nigdy nie spotkalam sie z czyms
                      takim, jak Ty opisujesz.

                      I jesli masz wszystko gdzies, jak sama piszesz, to po co bijesz
                      piane proszac o rade na publicznym forum?
                      • croyance Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 13:24
                        A, i corka nie jest tylko Twoja - ojciec ma takie samo prawo do
                        tego, by z nim byla i uczestniczyla w jego zyciu, jak i Ty. I ojciec
                        ma prawo zadecydowac, z kim bedzie sie stykala - Ty masz tu do
                        powiedzenia zaledwie 50% - co TY bys powiedziala, gdyby Twoj maz
                        zabronil Ci przedstawienia corki Twojej kolezance, kuzynce czy
                        nowemu mezczyznie? Usmialabys sie, prawda? To dziala w dwie strony.
                        • animka25 Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 13:39
                          To naturalne, że autorka jest rozgoryczona i czuje się w pewnym
                          sensie oszukana, choć sama na ta sytuację mniej, czy bardziej
                          pracowała. Chyba nie ma nic gorszego niż poczucie straty, a raczej
                          tej nieodwracalności sytuacji.... i to na własne życzenie. No cóż,
                          czasami niektóre rzeczy docierają do nas zbyt późno.

                          Nie widzę jednak sensu tego potępiania i dodatkowego dołowania
                          autorki, w końcu miała odwagę przyznać się do własnych błędów...

                          A ta druga... może się okazać wredna, a może to super babka, tego
                          nie wiemy.Minie trochę czasu, to i autorka wątku ochłonie i pewnie
                          spojrzy na wszystko z większej perspektywy.
                      • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 13:32
                        croyance napisała:

                        > Skad wiesz, jakich zachowan? Poznala mezczyzne, ktory jest
                        > nieszczesliwy w malzenstwie, nie wiadomo, co bylo miedzy nimi i
                        jak
                        > to wyglada. Po co sie nakrecasz?

                        Alez wiadomo. Poznała faceta, wiedziałą o nim tyle, że jest
                        przystojny i ma żonę. Umówiła się na kolejne spotkanie i wylądowała
                        w jego łóżku. O tym, że jego małżeństwo jest nieudane dowiedziała
                        się już PO daniu dupy. Nad czym tu deliberować? Lafirynda.


                        > Alez jak mozna byc w ogole innym typem? Ja mojego meza poznalam
                        jak
                        > juz byl po rozwodzie, to faktycznie roznica;

                        No o tym mówię. Ma żonę, znaczy z daleka obchodzić, bo jak mói, że
                        niedobratażona, to wcale nie musi być prawda. Każdy tak mówi.


                        > ma znaczenia: Twoje relacje z kobieta meza to jedno, relacje corki
                        > nie maja z tym nic wspolnego.

                        mają wiele. Dopóki ani on ani ona nie są pewni tego związku, będzie
                        się musiała trzymac od mojego dziecka z daleka. Mój mąż podziela
                        pogląd, więc nie wiem po co Ty dyskutujesz.


                        > Nigdy nie spotkalam sie z czyms
                        > takim, jak Ty opisujesz.

                        Ja niczego nie opisuję, ja tylko nie znam tej dziewczyny i wolę być
                        nieufna. Bo jeśli się okażę w porządku to tylko lepiej dla
                        wszystkich. Ale muszę też brać pod uwagę, że jest zwykłą lafiryndą.


                        > I jesli masz wszystko gdzies, jak sama piszesz, to po co bijesz
                        > piane proszac o rade na publicznym forum?

                        Bo mogę.

                        • croyance Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 13:37
                          Nawet, jesli jest lafurynda, to i tak niestety nie Ty jedna masz tu
                          cos do powiedzenia. Ojciec ma prawo przedstawic corke lafiryndzie,
                          tak samo jak i Ty masz prawo znalezc sobie nowego faceta i sie do
                          niego z corka przeprowadzic.

                          'Mój mąż podziela
                          > pogląd, więc nie wiem po co Ty dyskutujesz.'

                          Bo moge :-P
                          • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 13:40
                            croyance napisała:

                            > Bo moge :-P


                            he he. jeden zero dla Ciebie ;-)
                            • croyance Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 13:56
                              Hi Hi :-)

                              Tu jest fajny watek, moze jakos Cie to pocieszy, ze nie wszyscy zle
                              mysla:

                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=90368983
                        • septemberro Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 13:55
                          wrednaegoistka napisała:

                          > croyance napisała:
                          >
                          > > Skad wiesz, jakich zachowan? Poznala mezczyzne, ktory jest
                          > > nieszczesliwy w malzenstwie, nie wiadomo, co bylo miedzy nimi i
                          > jak
                          > > to wyglada. Po co sie nakrecasz?
                          >
                          > Alez wiadomo. Poznała faceta, wiedziałą o nim tyle, że jest
                          > przystojny i ma żonę. Umówiła się na kolejne spotkanie i
                          wylądowała
                          > w jego łóżku. O tym, że jego małżeństwo jest nieudane dowiedziała
                          > się już PO daniu dupy. Nad czym tu deliberować? Lafirynda.

                          Ale o co ci chodzi? Że skoro ty męczyłas sie w tym małzeństwie, to
                          chciałabyć żeby on męczył sie razem z tobą? We dwójke raźniej? Jeśłi
                          odejdzie do tamtej, to nie będziesz miała powodów do narzekań, ze
                          jesteś niespełniona w małzeństwie, wiec nie rozumiem o co ci chodzi.
                          Na pewno znajdziesz sobie inne powody, żeby ponarzekać i poużalać
                          się nad swoim życiem, po co chcesz go zatrzymywac?
                          • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 13:57
                            septemberro napisał:


                            > po co chcesz go zatrzymywac?

                            Następny wie czego ja chcę.
                            To fajnie w sytuacji, kiedy ja sama jeszcze tego nie rozkminiłam.


                            • septemberro Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 14:09
                              Postawię pytanie inaczej. Czy mozesz napisać jasno i wyraźnie czego
                              w obecnej sytuacji oczekujesz? zwłaszcza od męża?
                              • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 14:15
                                septemberro napisał:

                                > Postawię pytanie inaczej. Czy mozesz napisać jasno i wyraźnie
                                czego
                                > w obecnej sytuacji oczekujesz? zwłaszcza od męża?

                                Nie mogę.
                                Cały mój problem to właśnie ta niwiedza.

                                Gdybym coś wiedziała na pewno, czego chcę i czego oczekuję,
                                działałabym zgodnie z tym.
                                Gdyby mnie olsniło, że kocham go i chcę go z powrotem, zrobiłam
                                coś, żeby choć spróbować.
                                Gdybym miała pewność, że nie chcę tego małżeństwa i stało się
                                najlepiej jak mogło - sama bym do tych prawników poszła i podsunęła
                                gotowy pozew do podpisania (mąż koniecznie chce być stroną
                                pozywającą, ze względów chyba honorowych i ja mysle, że nalezy mu
                                się to ode mnie, przynajmniej tyle)
                                Gdyby mi było wszystko jedno, bez emocji obserwowałabym sobie jak
                                się sprawy potoczą. Itd.

                                Ale nie wiem, nie wiem, do ciężkiej deutery i dlatego tak mi źle. Ze
                                sobą mi źle. Stąd psycholog, stąd post na forum, stąd nie jem i nie
                                śpię od 2 tygodni.


                                I ponieważ nie wiem, jestem w patowej sytuacji, nie mogę nic
                                zrobić,niczego żądać, niczego przedsięwziąć. A emocje mam różne,
                                mieszane i dziwne. Bo i sytuacja jest niezwykła.

                        • nualka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 28.01.09, 12:01
                          no to chociaż raz jeden powiedział prawde :)))))

                          "No o tym mówię. Ma żonę, znaczy z daleka obchodzić, bo jak mói, że
                          niedobratażona, to wcale nie musi być prawda. Każdy tak mówi.
                • tygrysio_misio Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 26.01.09, 15:49
                  nie mial rodziny... zostawilas go, wiec byl sam... samotny mezczyzna ma prawo do
                  szczescia

                  rozumie, ze teraz Ty nie bedziesz do konca zycia spotykac sie z innymi facetami?
                  Przeciez sytuacjia,ze obcy facet bedzie obecny przy wychowywaniu dziecka jest
                  nie do pomyslenia...
                  • wrednaegoistka Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 27.01.09, 10:55
                    tygrysio_misio napisała:

                    > rozumie, ze teraz

                    ale kto rozumie?

                    ;-)

                • asdaa Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 06.02.09, 13:23
                  > Np tyle, że wskoczyła do łóżka z facetem, z którym 2 razy się
                  > dotychczas widziała, wiedząc, że ma on rodzinę.
                  > Mnie to wystarczy, żeby ją ocenić. Negatywnie.
                  Jeśli w związku pojawia się ta/ten trzecia/i, to winne są wszystkie strony,
                  czyli Ty i Twój mąż a nie tylko ona.
      • 69wiosen Re: masz co chciałaś, o co te żale i lamenty 04.02.09, 13:11
        to przykre ale czasami doceniamy wszystko zbyt późno.kiedy coś
        tracimy nie dowierzamy a jak się to stanie to lament i rozpacz nas
        ogarnia. W uczuciach nalezy być szczerym bo żyć w zakłamaniu nie
        wypada
      • bszalacha Re ta odpowiedż jest PODŁA !!! 08.02.09, 18:38
        Wiele osób dokopuje podobnym do Ciebie,ale nie trać nadziei.Mąż jest
        wg mnie łatwym łupem dla podobnych kobiet/takich,które jak Ty,czują
        jego słabośc/.Piszę z autopsji,nie dla pogrążenia Ciebie.
        Jeżeli widzisz to,co piszesz-działaj!Usuń tę babę natychmiast ze
        swojego życia.Obojetnie jak,ale usuń.A jego przywiąz do
        kaloryfera.Musisz mu wreszcie pokazać,ze naprawdę Ci zależy.
    • terazkasia Re: mój mąż się zakochał 26.01.09, 09:53
      Jeśli się kogoś depcze całymi latami, nie należy się potem dziwić.
      Odpuść sobie czepianie się tej dziewczyny, daj facetowi żyć - może
      chociaż zachowasz resztki szacunku dla samej siebie. To może być
      twój jedyny zysk, bo resztę z własnej woli rozwaliłaś.
      A wszystko, co wypisujesz, świadczy, że powinnaś raczej iść do
      psychiatry, nie do psychologa (to nie jest złośliwość z mojej
      strony).
    • adzia1984 Re: mój mąż się zakochał 26.01.09, 10:04
      Droga Autorko!

      Wcześniej jak pisałaś, to było tam coś takiego, że ty go nie
      kochalas, ale on Cie kochal i myslalas ze to wystarczy. Po tym co
      tutaj napisałaś wnioskuje, że on jest dobrym czlowiekiem. Ale jak
      dlugo mozna byc z kims, kto nie tylko człowieka nie kocha ,ale na
      kazdym kroku daje mu odczuć, że tak wlasnie jest?

      Twoj mąż znalazł w koncu osobę ,która też go kocha, fascynuje,
      odzwzajemnia jego uczucia- co dla niego jest naprawde ważne. Ty
      boisz sie tego jego szczęscia- boli cie to jak widzisz jego radośc i
      szczęscie.

      Ale zrozum jak on zostanie z tobą- to ani on ani Ty nie bedziecie
      szczęsliwi- tego chcesz? Teraz ci to przeciez nie odpowiada, bo nie
      raz od niego odeszlas!

      Jak pozwolisz mu odejsc to on bedzie szczesliwy- ale na Was to tez
      sie przelozy. Pamietaj o swoim dziecku ,ktoremu takie przepychanki i
      brak milosci rodzicow nie slużaa niczemu dobremu.


      Moze za jakis czas sama spotkasz kogos kto na dobre bedzie potrafil
      wzruszyc Twoim sercem- czego Ci bardzo serdecznie życze. Ale
      przestan napędzać to koło nieszczęśc- masz okazje w koncu postapic
      jak należy to zrób to- mąż moze juz wtedy były napewno to doceni.

      Rozstanie dwojga ludzi nie musi zakonczyc sie wojna i brakiem
      kultury.Pokaz klase i powodzenia zycze!
    • mamba8 Re: mój mąż się zakochał 26.01.09, 12:17
      Dobrze, że to z siebie wyrzucilaś. Koniecznie idź do psychologa, czas minie
      będzie lepiej jeżeli popracujesz nad sobą. Kto wie....może jeszcze poznasz
      miłość swojego życia i będziesz się cieszyła z takiego obrotu sprawy.

      Wyobraź sobie jak bardzo nieszczęśliwa z nim byłaś i uświadom sobie, że to co
      się stało jest najlepszym rozwiązaniem.
    • rahamin Re: mój mąż się zakochał 26.01.09, 12:20
      Nie kochałaś go i nie nie kochasz, więc mu odpuść i życz mu
      szczęścia. Kieruje Tobą strach, że Tobie nie ułoży się tak jak jemu,
      ale właściwie skąd ta pewność? Są mężczyźni, ktorzy chcieliby mieć
      dziecko już podrośnięte i nie jest powiedziane, że nie trafisz na
      kogoś takiego, kto pokocha Ciebie i będzie chciał opiekować się
      Twoją Małą. Dla Małej ważne jest też to, żeby miała dobry kontakt ze
      swoim ojcem i żeby nieporozumienia między wami nie rzutowały na jej
      samopoczucie. Nie skupiaj się na pielęgnowaniu złych emocji i
      rozsiewaniu ich po świecie. Wprost przeciwnie - w sobie i na
      zewnątrz szukaj szczęścia. Jak wiesz, miłość nie rządzi się czystą
      logiką i nie warto kalkulować i oceniać swoich szans wg. kryteriów
      rynkowych.
    • karcia85 Re: mój mąż się zakochał 26.01.09, 12:58
      Dobrze wiesz co zrobić.
      Daj mu życ z tą kobietą, zasługuje na to, po tylu latach takiego życia (wiem o czym piszę:/). Szanuj siebie i męża.
      I Tobie, i jemu życzę szczęścia bo każdy na nie zasługuje.
    • tygrysio_misio Re: mój mąż się zakochał 26.01.09, 15:23
      1) dziecko jest po rowno Twoja jak i jego... nie widze podstaw,zeby mialo byc
      przy Tobie.. nie widze podstaw,zebys to Ty z corka wyjerzdzala.. zdecydowalas
      sie odejsc to odchodz sama

      2) nie wiedzilam,ze mozna byc az tak sukowatym

      3) idz nie do psycholozki, ale do porzadnego psychologa... te wszytskie
      nowo-modowe psycholozki sa gowno warte
      • biedronkamala Re: mój mąż się zakochał 26.01.09, 15:26
        po prostu pies ( a może suczka) ogrodnika :(
    • filona.may Dla swojego dobra rozwiedź się jak najszybciej 27.01.09, 12:17
      Skoro myślisz egoistycznie, to myśl tak dalej (bo pewnie na coś innego trudno Ci
      się będzie zdobyć), z pożytkiem dla siebie i męża. A wyjdzie Ci wtedy, że trzeba
      mu zwrócić wolność już teraz.

      !!!!! Rozwiedź się jak najszybciej !!!!!

      To dobre i dla Niego, a i dla Ciebie.
      Jeśli się teraz nie rozwiedziecie, to albo będziecie gnuśnieć w beznadziejnym
      małżeństwie jeszcze kilkadziesiąt lat, ale on Cię zostawi za np. 5-10 lat.

      Pomyśl, lepiej zyskać wolność teraz, kiedy jesteś jeszcze atrakcyjna na rynku
      damsko-męskim, niż za 10 lat.
      Jeśli będziecie się rozwodzić za 10 lat, to on będzie miał jeszcze spore szanse
      na ułożenie sobie życia z nową kobietą (być może całkiem młodą, będą mieć
      wspólne dzieci itp.), a Ty już marne i szlag będzie Cię trafiał większy, niż
      teraz. A teraz i Ty masz jeszcze szanse na poznanie fascynującego Cię faceta i
      ułożenie sobie z nim życia.
      • wrednaegoistka Re: Dla swojego dobra rozwiedź się jak najszybcie 27.01.09, 12:27
        filona.may napisała:


        > !!!!! Rozwiedź się jak najszybciej !!!!!

        Najprawdopodobniej tak własnie się stanie.
        Choć od tamtej rozmowy i podjęcia decyzji, ba, nawet omówienia już
        szczegółów mija właśnie 3 tydzień a mój mąż nawet do prawnika się
        nie wybrał. Dziwnie.


        > To dobre i dla Niego, a i dla Ciebie.

        Coraz bardziej jestem o tym przekonana.


        > A teraz i Ty masz jeszcze szanse na poznanie fascynującego Cię
        faceta i
        > ułożenie sobie z nim życia.

        Nie wiem, czy przypadkiem obawa o to, czy masz powyżej rację nie
        jest jednym z powodów moich rozterek.


        • uhu_an Re: Dla swojego dobra rozwiedź się jak najszybcie 27.01.09, 12:42
          to ty idz. :) skoro on nie moze.
        • animka25 Re: Dla swojego dobra rozwiedź się jak najszybcie 27.01.09, 13:44
          > A teraz i Ty masz jeszcze szanse na poznanie fascynującego Cię
          > faceta i
          > > ułożenie sobie z nim życia.
          >
          > Nie wiem, czy przypadkiem obawa o to, czy masz powyżej rację nie
          > jest jednym z powodów moich rozterek.
          >

          Tez tak myślałam na początku, jednak okazło się, że życie takze i
          tej stronie porzuconej daje nową szansę:)
          Kiedy się zakochasz/zauroczysz, tak jak mąż, to wszystko stanie się
          o wiele łatwiejsze.
          Najważniejsze jest to, żeby nie popełniać dawnych błedów.
    • septemberro A właściwie to czego ocekujesz od męża? 27.01.09, 13:49


      A właściwie to czego oczekujesz od męża? Że zostawi tamta kobietę i
      będzie z żoną, która go nie kocha i nie szanuje. Liczysz że zrobi
      tak dla dobra córki? A ty dalej zamierzasz pielegnowac w sobie
      syndrom nieszczesliwej żony tęskniącej za miłoscią? Czego właściwie
      od niego oczekujesz? Sorry za szczerość, ale nawet z twoich
      uładzonych postów przebija że jesteś wyrachowaną suk.ą.

      Podobnie jak moja żona. Zachowywała się podobnie jak ty, z tym ,że
      ja wyszedłem najpierw z propozycja rozwodu, zanim pojawiłaby sie
      inna. Takie uczciwe zachowanie z mojej strony. To sprowadziło ją do
      pionu, przepraszała, kajała się ze będzie jak dawniej, no i niby
      jest, ale na jak długo? Zniszczonego uczucia nie da się odratować. I
      ja tez jestem teraz na zewnątrz miły, ale wewnatrz stałem sie taki
      wyrachowany jak ona. Ok, dalejjesteśmy razem, ale jak pojawi się
      ktoś wyjątkowy, to zostawię ją bez skrupułów.
      • wrednaegoistka Re: A właściwie to czego ocekujesz od męża? 27.01.09, 13:56
        septemberro napisał:

        > A właściwie to czego oczekujesz od męża? Że zostawi tamta kobietę
        i
        > będzie z żoną, która go nie kocha i nie szanuje. Liczysz że zrobi
        > tak dla dobra córki?

        A przeprasam, gdzież to wyczytałeś, o mędrny?
        Ja piszę wyłącznie o swoich emocjach i pisanie jest jednym ze
        sposobów radzenia sobie z nimi, tak jak psycholog. Gdzie wyczytałeś,
        że mam oczekiwania wobec męża, nie wiem.

        Jedyne czego ewentulanie oczekuję, to że skoro powiedział "a" powie
        też "b" i "c", bo na razie wałkujemy sprawę teoretycznie, godzinami
        gadami co się dzieje, co się ma dziać, jak i co i kiedy zrobić i na
        tym sie kończy. Tak się spieszył a do prawnika jak nie poszedł tak
        nie poszedł. Chciałby mieć ciastko i zjeść ciastko, ale niestety,
        nie ma tak dobrze.



        > A ty dalej zamierzasz pielegnowac w sobie
        > syndrom nieszczesliwej żony tęskniącej za miłoscią?

        Za to uwielbiam internet. Każdy właściciel komputera wie lepiej ode
        mnie czego oczekuję, pragnę, zamierzam. Sweet.


        > Sorry za szczerość, ale nawet z twoich
        > uładzonych postów przebija że jesteś wyrachowaną suk.ą.

        mlask.


        > ja wyszedłem najpierw z propozycja rozwodu, zanim pojawiłaby sie
        > inna. Takie uczciwe zachowanie z mojej strony.

        A widzisz, ja z tą propozycją wychodziłam wielokrotnie, właśnie żeby
        nie było trzeciech osób zamieszancyh.
        O nie, wtedy nie, prosił, groził, płakał, byle zostać. Zostawałam.

        I czuję się oszukana właśnie dlatego, że jak ja chciałam to nie
        byłomowy. A teraz on chce i ja mam się w trymiga zgadzać. I jeszcze
        jego lalunię pokochać.


        > ja tez jestem teraz na zewnątrz miły, ale wewnatrz stałem sie taki
        > wyrachowany jak ona. Ok, dalejjesteśmy razem, ale jak pojawi się
        > ktoś wyjątkowy, to zostawię ją bez skrupułów.

        Powinieneś pogawędzić sobie z moim mężem.


      • septemberro Re: A właściwie to czego ocekujesz od męża? 27.01.09, 14:13
        septemberro napisał:

        >
        >
        > A właściwie to czego oczekujesz od męża? Że zostawi tamta kobietę
        i
        > będzie z żoną, która go nie kocha i nie szanuje. Liczysz że zrobi
        > tak dla dobra córki? A ty dalej zamierzasz pielegnowac w sobie
        > syndrom nieszczesliwej żony tęskniącej za miłoscią? Czego
        właściwie
        > od niego oczekujesz? Sorry za szczerość, ale nawet z twoich
        > uładzonych postów przebija że jesteś wyrachowaną suk.ą.
        >
        > Podobnie jak moja żona. Zachowywała się podobnie jak ty, z tym ,że
        > ja wyszedłem najpierw z propozycja rozwodu, zanim pojawiłaby sie
        > inna. Takie uczciwe zachowanie z mojej strony. To sprowadziło ją
        do
        > pionu, przepraszała, kajała się ze będzie jak dawniej, no i niby
        > jest, ale na jak długo? Zniszczonego uczucia nie da się odratować.
        I
        > ja tez jestem teraz na zewnątrz miły, ale wewnatrz stałem sie taki
        > wyrachowany jak ona. Ok, dalejjesteśmy razem, ale jak pojawi się
        > ktoś wyjątkowy, to zostawię ją bez skrupułów.

        Muszę się tylko jeszcze troche podszkolić w wyrachowaniu. Na
        razie "kocham cię' nie przechodzi mi przez gardło. Ale jej
        przechodzi, chociaż jeszcze iles miesiecy temu przez to samo gardło
        przechodziły steki wyzwisk i pretensji wziętych z sufitu, mam więc
        dobrego nauczyciela. Kto z kim przestaje...
        • eit.hel Re: A właściwie to czego ocekujesz od męża? 05.02.09, 03:08
          septemberro napisał:

          > Muszę się tylko jeszcze troche podszkolić w wyrachowaniu. Na
          > razie "kocham cię' nie przechodzi mi przez gardło. Ale jej
          > przechodzi, chociaż jeszcze iles miesiecy temu przez to samo gardło
          > przechodziły steki wyzwisk i pretensji wziętych z sufitu, mam więc
          > dobrego nauczyciela. Kto z kim przestaje...



          A co jeżeli ona naprawdę Cię kocha? Zrozumiała swój błąd i chce wszystko naprawić? Skoro tylko czekasz na okazję do zemsty, na to gdy ktoś się pojawi i zostawisz żonę, to wydaje mi się to jeszcze gorsze niż wcześniejsze zachowanie Twojej żony. Jeżeli wiesz, że jej nie kochasz i nie pokochasz na nowo, że nie chcesz z nią być to rozstań się z nią i daj Wam obojgu szansę zamiast zatruwać wasze wspólne życie złymi emocjami, chęcią odwetu...Życie macie tylko jedno.
    • stara-a-naiwna Re: mój mąż się zakochał 27.01.09, 16:27
      Nie kochałaś go, zostawiłaś to co ty byś chciała?
      żeby całe życie za Tobą latał do śmierci jak pies za właścicielem i
      błagał o okazywanie czułości?

      nie badź (raz) egoiską i pozwól mu odejść bez scen zawiści.
      Sama nie chciałas z nim być, ale szlak cię trafia, bo on moz ebyć z
      kims innym i być szcześliwym.

      mało - zastanów się jak to zrobić, zeby nie skrzywidzić bardziej
      emocjonalnie dziecka.
      To, ze przestaniecie być małżeństwem, nie znaczy, ze przestaniecie
      być rodzicami.

      Takie mam zadnie na ten temat.


      • wrednaegoistka Re: mój mąż się zakochał 28.01.09, 09:00
        stara-a-naiwna napisała:


        > Nie kochałaś go, zostawiłaś to co ty byś chciała?

        Ludzie, czytajcie zanim odpowiecie. Toż piszę od kilku dni, że
        właśnie NIE WIEM czego bym chciała!


        > nie badź (raz) egoiską i pozwól mu odejść bez scen zawiści.

        E tam, posycholożka kazała mi uzewnętrzniac emocje i onich móic
        wprost, rozmawiac z mężem szczerze. Więc uzewnętrzniam, mówię i
        rozmawiam, czasem to wygląda jak scena, niestety.


        > Sama nie chciałas z nim być, ale szlak cię trafia, bo on moz ebyć
        z
        > kims innym i być szcześliwym.

        Nie, to nie tak, chciałabym, żeby był szczęśliwy, ale
        a) nie z taką lafiryndą
        b) nie tylko on ;-)


        > To, ze przestaniecie być małżeństwem, nie znaczy, ze przestaniecie
        > być rodzicami.

        A to doprawdy odkrywcze stwierdzenie.
        O moje dziecko, pozwól, że będę się sama martwić i wraz z jego tatą
        zrobimy wszystko, żeby nie ucierpiało.


        > Takie mam zadnie na ten temat.

        Dziękuję.


        • nawrotka1 Re: mój mąż się zakochał 28.01.09, 09:10
          > Nie, to nie tak, chciałabym, żeby był szczęśliwy, ale
          > a) nie z taką lafiryndą

          To bardzo pięknie , że znalazłaś temat zastępczy.
          Oczywiście wszyscy zaraz uwierzą Ci, że troskliwa żona się w Tobie odezwała i że
          nie przzeszkadza Ci sam fakt istnienia innej kobiety, tylko że to jest akurat TA
          kobieta :DDD


          • gazeta-tylko no tak 04.02.09, 16:13
            ona nprawde jest niebezpieczna
            Myslicie, ze ona kocha swoje dziecko.
            Kiedy on zacznie rozwod i odejdzie na 100%...
            nie, no nie chce nawet myslec co bedzie z dzieckiem
            • wrednaegoistka Re: no tak 04.02.09, 19:44
              nie myśl, bo się zmęczysz, złotko.

              wr
        • croyance Re: mój mąż się zakochał 28.01.09, 11:20

          Ta 'lafirynda' przynajmniej kocha Twojego meza; a jak nazwalabys
          kobiete, ktora idzie do lozka z mezczyzna, ktorego nie kocha?
          • eit.hel Re: mój mąż się zakochał 05.02.09, 03:13
            Hmmm ja bym raczej powiedziała, że tamtą "lafiryndę" w mężu autorki coś pociągało niż, że to była miłość (po 2 spotkaniach). A przecież nie wiemy, czy przy pierwszyszych spotkaniach autorki z wtedy przyszłym mężem, on jej nie pociągał w ogóle.
        • stara-a-naiwna Re: mój mąż się zakochał 05.02.09, 21:16

          >
          > > Nie kochałaś go, zostawiłaś to co ty byś chciała?
          >
          > Ludzie, czytajcie zanim odpowiecie. Toż piszę od kilku dni, że
          > właśnie NIE WIEM czego bym chciała!

          dałaś mu wolną rękę
          nie wiedziałaś czego chcesz i "kopnełaś go w d..."

          To co teraz chcesz (o ile już o tym wiesz) jest chyba najmniej wazne



          > > nie badź (raz) egoiską i pozwól mu odejść bez scen zawiści.
          >
          > E tam, posycholożka kazała mi uzewnętrzniac emocje i onich móic
          > wprost, rozmawiac z mężem szczerze. Więc uzewnętrzniam, mówię i
          > rozmawiam, czasem to wygląda jak scena, niestety.

          rzerażają mnie tacy ludzie jak ty - i zastanawiam się na ile chcesz
          być z nim naprawde a na ile udowodnić, że "nie bedzie z nia" i jak
          się z tamtą mu nie uloży (w jakiś sposób przez Ciebie; dzięki Tobie)
          znowu przestaniesz chcieć z nim być.

          trudno szanowac kogoś takeigo jak Ty.
    • justysialek Re: mój mąż się zakochał 28.01.09, 12:35
      Przeczytałam wszystko w miarę uważnie.
      Jeśli jeszcze interesuje cię opinia innych to: moim zdaniem egoizm
      to tylko jeden z twoich problemów i to jeden z mniejszych. Sądzę, że
      masz bardzo poważne problemy emocjonalne, których objawem jest twoje
      okrutne chwilami i nieracjonalne zachowanie - pytałaś o obiektywne
      spojrzenie, więc piszę szczerze, jak to wygląda z mojego punktu
      widzenia.
      Uważam, że w zaistniałej sytuacji tylko ty jesteś winna - w żadnym
      wypadku twój mąż ani jego nowa partnerka. Odczuwasz złość ale jedyną
      osobą, na która mogłabyś się złościć, jesteś ty sama. Przenosisz tą
      złość na tamtą kobietę ale to błędna droga. Powinnaś się raczej
      skupić na tym, dlaczego nie potrafisz kochać, otworzyć się! Czemu
      nie pozwalasz sobie samej na szczęście i odrzucasz dobre rzeczy,
      jakie spotykają cię w życiu?
      To, jak dotąd traktowałaś męża było okropne (tak! małżeństwo z
      osobą, której się nie kocha to coś strasznego ale wymaganie od tej
      osoby miłości, partnerstwa i szczerości to już niewyobrażalne
      okrucieństwo!) - postaraj się choć teraz to zmienić i nie stawiaj mu
      więcej przeszkód na drodze - to oznacza również tolerowanie jego
      nowej wybranki!

      Jeszcze coś: pomyśl o własnej córce... To przykre co napiszę - ale
      to ty jesteś dla niej największym zagrożeniem - nie twój mąż ani
      żadna - nawet największa - lafirynda na świecie!!! To ty w tej
      chwili uczysz ją ogromnego egoizmu i okrucieństwa w kontaktach z
      najbliższymi ludźmi. Uczysz ją zawiści, wyrachowania, zamknięcia się
      na uczucia, braku zaufania. Jeśli tak dalej pójdzie to wyrośnie na
      lodową księżniczkę, która będzie całe życie odpychała od siebie
      ludzi i będzie nieszczęśliwa. Sposób w jaki żyjesz, układasz sobie
      relacje z ludźmi i jakiego ją uczysz - jest tak daleki od
      normalnego, powszechnego, że nawet trudno mi to ująć w słowa.
      • puszysta_gimnazjalistka Re: mój mąż się zakochał 28.01.09, 13:21
        Zgadzam się, w takich warunkach jest na najlepszej drodze aby z córki zrobić
        doskonałą, a może nawet lepszą kopię samej siebie.

        To co z kolei mnie zastanawia, a widziałem to już kilka razy wcześniej, to te
        pokłady złości wobec nowej partnerki męża.

        Wydaje mi się, że autorka (też starałem się przeczytać jej post dokładnie),
        uważając, że nie jest złym człowiekiem, myli się. Z tego co pisze wynika raczej,
        że jest złym człowiekiem.
      • belli_sima Re: mój mąż się zakochał 28.01.09, 13:26
        Oczywiście sytuacja, która zaistaniała jest wynikiem wieloletniego
        sposobu postępowania autorki. Trudno się spodziewać, że rezultat
        byłby inny. Z postów wrednej egoistki wyłania się dość pozytywny
        obraz męża, aż dziw, że tyle lat zył z żoną, ktora otwarcie mówiła,
        że go nie kocha. Widać on kochał bardzo.
        Ale do rzeczy: przyczyną główną, według mnie, jest psychika autorki,
        ukształtowana przez brak prawidlowych wzorców. Kobieta stąpa we
        mgle, nie wie, jak postępować, poza tym jest chyba typem raczej
        oziębłym emocjonalnie (to też m.in. rezultat wychowania). Brak
        empatii w stosunku do innych (jak mozna nie mieć empatii w stosunku
        do własnego męża, który na dodatek nie zrobił jej żadnej krzywdy a
        sam był krzywdzony). Uważam, że te emocjonalne problemy są powodem
        niewiedzy, jak postępować, co zrobić ze swoim życiem. Trzeba dużego
        wysiłku, aby się zmienić, może pomoże w tym psycholog, ale ja
        osobiście uważam, że zmienić sie tak, aby lepiej zarządać swoim
        życiem można tylko obserwując innych i wyciągając wnioski,
        przekładając je na swoje życie i warunki.
        Wiele osób tu pisze, ze autorka jest egoistką, ktoś wspomniał o
        problemach komunikacyjnych - ja uważam, że są naprawdę spore. Nie
        można dysutować z ludźmi tak jak autorka, gdy odpowiada "Bo co?" na
        jakies czyjes stwierdzenie. Jeśli tak dyskutuje z mężem - jeszcze
        bardziej się dziwię, że tkwił w tym układzie.
        Jeśli chodzi o córkę, to właśnie tego obawiałabym się najbardziej,
        że niestablina matka, bez jasnego poczucia jak się poruszać w zyciu
        i w którą stronę iść, nie będzie też umiała przekazać tego córce.
        Bezradni rodzice często wychowują bezradne dzieci.
        I jeszcze jedno: Autorka wskazuje, że jest pochopnie rozumiana i
        osądzana w postach innych a robi to samo w stosunku do nowej
        dziewczyny męża.
        • razlemongrass Re: mój mąż się zakochał 28.01.09, 14:00
          Wredna Egoistko proponuje najpierw spojrzec na własne zachowanie (małżeństwo bez
          miłości) nie usprawiedliwaic sie przed sobą że byłaś w dołku psychicznym a
          dziewczynę męża zostawić w spokoju. Dla niej nie ma usprawiedlienia w twoich
          oczach ze wpakowala sie mezowi do łożka a oczekujesz zrozumienia własnych błedów?
          • xwanker Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 13:23
            typowe dla 17 latki:
            "niewiem czego chce"
            kobieto dorośnij trochę...
    • dannybailey Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 12:48
      dobra rada: spytaj czy widział ewentualną teściową...

      "and in the end the love you take is equall to the love you've made"
    • men_53 To mało ważne, czego Ty teraz chcesz. 04.02.09, 13:07
      W gruncie rzeczy to mało ważne, czego Ty teraz chcesz. Przez całe
      dotychczasowe zycie miałaś dużo więcej, niż zasługiwałaś. Miałaś
      kochajacego męża, którytrzymał się Ciebie pomimo, że go raniłaś, w
      oczy mówiłaś, że go nie kochasz. Byłaś z nim tylko z
      przyzwyczajenia, w rzeczywistości z wyrachowania. Zarządzałaś
      rozstania, takie odpoczynkowe. Bo tak chciałaś, a jego chęci wogóle
      Cie nie obchodziły. Do czasu, aż próbował się urwać ze sznurka,
      który sam założył sobie na szyję. Bo w tym momencie budziło sie
      Twoje "prawo własności". Gdybyś choć przez całe życie oszukiwała go,
      że go kochasz. Ale nie, Ty raniłaś, a on jak wierny pies trzymał się
      Ciebie nie wiadomo dlaczego. Masochista??? Aż wreszcie sznurek
      znikł. Mąż przestał Cię kochać. Szkoda, że tak późno, ale lepiej
      późno niż wcale.
      Piszesz - lafirynda. A Ty niby co? Byłaś z chłopem nie z miłości,
      ale z wyrachowania, zapewniał Ci dobre życie, opiekę. Nie utrzymanka?
      A ona nie weszła w szczęśliwy związek, ale związała się z facetem
      porzuconym przez żoną. Do tego na tyle wredną, że porzuciła, ale
      jednocześnie nie dała wolności. Może po prostu uwierzyła, że mąż
      stanowi "mienie porzucone"? Miała pełne prawo!
      Przeczytałem cały wątek, chciałem też zobaczyć, jak całą sytuację
      oceniają inni.. Twój pierwszy post nie budził ani cienia sympatii do
      Ciebie. Ale każdy kolejny pogarszał Twój image. "Wrednaagoista" to
      stanowczo zbyt łagodne określenie.
      Mam nadziej, że Twojemu mężowi udało się otrząsnąć z ponurej
      historii Waszego związku i będzie jeszcze umiał żyć normalnie. Dla
      Ciebie nie mam żadnego dobrego słowa.
      • wrednaegoistka Re: To mało ważne, czego Ty teraz chcesz. 04.02.09, 13:27
        men_53 napisał: >

        Dla
        > Ciebie nie mam żadnego dobrego słowa.


        o jeju, wyciągnęli mi wątek na główną i teraz sie będzie stado
        domorosłych psychologów nade mną trzęsło.

        Informuję wszystkich, że nie wiem jak mąż ale ja sie już
        otrząsnęłam, przyspieszam rozwód, bo się boję, że się kolega
        rozmysli, gdyby tak lafirynda postanowiła zmienić łózko ;-)

        a ja wróciłam na rynek i latam na randki.

        ściskam wszystkim

        zadowolona wredna
        • men_53 Re: To mało ważne, czego Ty teraz chcesz. 04.02.09, 13:49
          Cóż, kto sieje wiatr, zbiera burze.
          • bszalacha Re: To mało ważne, czego Ty teraz chcesz. 08.02.09, 18:42
            Głupi/a/ jesteś .To,co ONA PISZE jest dla niej NAJKWAZNIEJSZE.Jak
            sobie chcesz jej kosztem coś załatwić to wyp....z tego forum!
        • men_53 Re: To mało ważne, czego Ty teraz chcesz. 04.02.09, 13:51
          A pisałaś, że to "tamta" jest dziwka... .
          Masz męża i latasz na randki?
          Twój mąż prawie nie miał żony, więc o co do niego miałaś pretensję?
          • wrednaegoistka Re: To mało ważne, czego Ty teraz chcesz. 04.02.09, 14:38
            men_53 napisał:

            > A pisałaś, że to "tamta" jest dziwka... .
            > Masz męża i latasz na randki?

            No latam i co?
            Nie mam męża, bo mnie zostawił dla lafiryndy, mam teraz siedzieć w
            domu i płakać? Już mi przeszło.
            Z Zonatymi się nie zadaję, jakieś zasady trzeba mieć, nie? ;-)

            wr
            > Twój mąż prawie nie miał żony, więc o co do niego miałaś
            pretensję?
    • kolejnebezpoczty Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 13:16
      wrednaegoistka napisała:

      > Prawie od
      > początku wiedziaąłm, że wychodzę za mąż bez miłości, po toksycznym
      > ziwązku myślałam, że nie musze kochać, wystarczy że będę kochana,

      No i? Byłaś kochana, sama nie kochałaś, i dalej byłaś nieszczęśliwa.
      Czyli starałaś się ten deficyt miłości podzielić na 2, tak żeby mniej przypadało
      na ciebie samą... I teraz pokazujesz nam, że nie potrafiłaś skorzystać z miłości
      tobie ofiarowanej. Może z tego dałabyś radę coś wyciągnąć, z takej informacji?
      W czym masz problem, w tym, że nie potrafiałś się nauczyć Jak kochać kogoś od
      kogoś kto ciebie kocha? Czy problem masz w tym, że nie potrafiłaś nauczyć kogoś
      kto ciebie kocha, żeby przestał kochać w ogóle? Czy te dwa problemy występują na
      raz :-)
      ?
      • wrednaegoistka Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 13:30
        kolejnebezpoczty napisała:

        > W czym masz problem,


        a Ty w czym?

        Ja już mam pozamiatane a wątek widzę, żyje własnym zyciem ;-)

        wr
        • kolejnebezpoczty Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 13:36
          wrednaegoistka napisała:

          > kolejnebezpoczty napisała:
          >
          > > W czym masz problem,
          >
          >
          > a Ty w czym?
          >
          > Ja już mam pozamiatane a wątek widzę, żyje własnym zyciem ;-)
          >
          > wr

          :-) W czym ja mam problem? No znalazło by się kilka solidnych, ale jakoś se
          radzę :-)

          Skoro więc jak piszesz masz pozamiatane, Pani Zamiatajko, to życzę żeby Ci się
          wiodło jak najlepiej. Żebyś miała easy life. Podobno sa na easy life amulety, to
          ja ci go daję, tudzież od-daję. Masz dobre słowo i żyj zdrowo :-)
      • roterro Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 13:41
        czlowiek jest istota, ktora moze (nie musi) uczyc sie na wlasnych
        bledach. Zamiast wsciekac sie na to ze okazalo sie, ze maz nie jest
        twoja wlasnoscia, ze moze byc kochany i jest, najlepsze co mozesz
        zrobic to nauczyc sie czegos z tej sytuacji. I koniecznie kontynuowac
        wizyty u psychologa, tego rodzjau problemy nie rozmywaja sie same w
        powietrzu, trzeba nad soba popracowac. Chyba ze chcesz reszte zycia
        przezyc bez milosci

        • wrednaegoistka Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 14:43
          pełna zgoda, zaczęłam terapię i będe ją kontynuować, ale zmęczyło
          mnie roztrząsanie kto komu i co zrobił i kto do czego miał w związku
          z tym prawo.
          Mój mąz popełnia ten sam błąd kolejny raz w życiu, spieszy się do
          czegoś, co jest niepewne, mało poznane i ulotne. Tak samo było ze
          mną i niczego się nie nauczył.

          ja za to zamierzam na własnych błędach nauczyć się ile wlezie i w
          nowym zyciu ich nie popełniac ponownie. Głównie dla mojej córki ale
          tez dla siebie samej.

          zrobiłam wiele złego, popełniłam grube błędy, zapłaciłam za nie i
          nie pozwolę sobie wmówić, ze muszę płacic dalej. Mam prawo żyć tak,
          jak sobie wymarzyłam.

          • ranita_08 Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 15:44
            Masz prawo. Oczywiście. Ale twój mąż też. Skoro się z tym zgadzasz
            to w czym jest problem??

            Ty chcesz swoje problemy załatwiać w wybrany przez siebie sposób,
            ale może on widzi to inaczej? Jeśli jednak uratujecie wasz związek
            to świetnie, nie może być to jednak na twoich zasadach.

            Może wy się już po prostu nie kochacie? Inaczej, może on cię już nie
            kocha? I nie chcę być złośliwa, ale taka możliwość też istnieje.

            Miłość nie jest dana raz na zawsze i czasami się wypala. Daj mu
            wolną rękę. Jak się jednak kochacie, to wrócicie do siebie.

            • wrednaegoistka Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 19:46
              ranita_08 napisała:

              > Masz prawo. Oczywiście. Ale twój mąż też. Skoro się z tym zgadzasz
              > to w czym jest problem??

              Ale to chyba Ty masz jakiś problem? Bo ja już nie ;-)

              wr
              • maria-assunta Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 19:54
                hej wredna!
                Pozdrawiam serdecznie!
                Bardzo dokladnie cie rozumie, chociaz dla czytajacych,
                tzw "postronnych" to wielki kogiel-mogiel...
                Ja akurat wiem o co ci chodzi i ciesze sie, ze dalas sobie rade.
                Mialam kiedys podobny problem, ale to nie specjalnie temat na forum
                bo zamiast "normalnej wymiany mysli" musisz sie bronic i ciskac jak
                zraniona psica. No a potem jestes wredna, okrutna, msciwa, samo
                zycie. Zycze ci duzo szczescia no i OCZYWISCIE: Wielkiej milosci w
                twoim przyszlym zyciu. Dla ciebie i mlodej:Trzymym kciuki i dzieki
                za post, dal mi znowu wiele do myslenia
                • wrednaegoistka Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 20:04
                  dzięki.
                  Miło jednak znaleźć w wątku kilka zrównoważonych wypowiedzi osób, które czasem
                  myślą, zamiast wyłącznie reagować i to stereotypowo.

                  Ta cała sytuacja dla nikogo nie jest łatwa, ale powoli, powoli, oboje dajemy
                  sobie jakoś radę.

                  I wierzę mocno, że w ostatecznym rozrachunku wszyscy uczestnicy tej telenoweli
                  wyjdą na prostą i odnajdą szczęście.
                  • para-noir Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 20:44
                    ooo nareszcze post, ktorego TAAAAK oczekiwalas :-)))
    • stinefraexeter Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 13:45
      Wszyscy tu naskoczyli na autorkę, jakby reprezentowała zło wcielone. Ja mam
      trochę inne odczucia.
      Po pierwsze, od dawna nie czytałam tak ciekawego wątku. Nie chodzi już nawet o
      samą historię, lecz o otwartość z jaką autorka opowiada o swoich własnych
      błędach i pobudkach. Czytając forum ma się nieraz wrażenie, że niemal wszyscy
      piszący chcą dobrze i się starają, a ewentualne błędy wynikają nie z
      wyrachowania, lecz co najwyżej z dobrych intencji (lub zawsze mają dobre
      wytłumaczenie). W tym wypadku autorka pisze wprost o tym, że zachowuje się
      egoistycznie. Nie ukrywa, jak wyglądało ich małżeństwo. Nie zauważyłam, aby
      próbowała się wybielić. Brawo za odwagę!

      Po drugie, związane z powyższym, uważam, że nie ma w jej działaniu aż tak dużo
      "zła". Działa i działała z pobudek egoistycznych, ale nie oszukujmy się, któż z
      nas nie jest, do pewnego przynajmniej stopnia, egoistą i psem ogrodnika? Emocje
      jakie towarzyszą autorce są znajome każdemu z nas. Więc skąd ta krytyka? Skąd ta
      nagonka?

      Nie uwierzę, że wszyscy forumowicze zawsze byli w związkach z miłości. Nie
      uwierzę, że nikt w głębi duszy nie rozumie, przynajmniej do pewnego stopnia,
      tego co czuje autorka.

      Bo jej pobudki i osobowość to jedna sprawa. Mnie najbardziej intryguje jej mąż.
      Kto decyduje się na małżeństwo z kobietą, która nie ukrywa swoich uczuć? Kto
      reaguje przerażeniem na jej wzmianki o odejściu i błaga o to, by została? Skoro
      było mu tak źle przez wszystkie lata, to czemu sam nie odszedł wtedy, zanim
      jeszcze pojawiła się ta druga? Coś mu nasza autorka musiała jednak dawać w
      związku. Co to było, nie wiem.

      A teraz co się dzieje? Mąż, przynajmniej te kilka dni temu, wciąż nie wniósł
      sprawy o rozwód. Czyżby nagle się przestraszył? Czyżby stwierdził, że jednak żal
      mu tych lat spędzonych razem? A może jego małżonka, "wredna egoistka", była
      jednak dla niego swego rodzaju oparciem? Nie wiem, nie wnikam.

      Moja "domowa analiza" wygląda tak: autorka jest niezwykle zagubiona i zawsze
      taka była. Znalazła męża, który, z jakiś powodów, zgodził się na układ, w którym
      siłą rzeczy musiał zająć pozycję słabszego (tego, któremu zależy). To musiało,
      tak sobie myślę, w pewnym sensie wzbudzić lekką pogardę do niego. No bo jak
      szanować osobę, która wchodzi w taki układ będąc świadoma jego charakteru i
      jeszcze nie godzi się na rozstanie?
      Mam wrażenie, że autorka jest zła na męża za to, że przez te wszystkie lata nie
      "powiedział" jej, co ona ma robić. Te odejścia i awantury miały pozwolić autorce
      zrozumieć swoje własne uczucia, ale jak je zrozumieć bez pomocy męża? A on ani
      nie uderzył pięścią stół, ani nie powiedział "Dość! Jak ty mnie traktujesz??".
      Myślę, ze autorka podświadomie na to czekała. A tu nagle, bach, on chce rozwodu,
      bo kogoś spotkał. Autorka w pewnym sensie czuje się oszukana, bo on przez te
      wszystkie lata nauczył ją niemal, że mimo wszystko ich małżeństwo jest dla niego
      ważne.

      Teraz zaś autorka ponownie czeka na "wskazówkę" od męża, czyli, innymi słowy, na
      jego działanie. On na razie nie podejmuje działań, co sprawia, ze autorka cały
      czas pozostaje w zawieszeniu, bo po prostu nie ma pojęcia, czego ona sama chce i
      co powinna zrobić.

      I to jest chyba największy problem: jej kompletne i totalne zagubienie, które
      sprawia, że zwraca się ona o "pomoc" do męża, który akurat żadnych działań
      (przynajmniej aż do teraz) nie podejmuje! Czyli zagubienie się pogłębia i koło
      się zamyka.

      Pomysł z psychologiem jest dobry, ale wydaje mi się, że autorka powinna po
      prostu w pewnym momencie "wziąć sprawy w swoje ręce" i sama zacząć decydować o
      własnym życiu. Odnoszę bowiem wrażenie, że w ich małżeństwie, wbrew pozorom, ona
      wcale nie była tą "silniejszą jednostką".
      • kolejnebezpoczty Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 14:04
        stinefraexeter napisała:


        > Teraz zaś autorka ponownie czeka na "wskazówkę" od męża, czyli, innymi słowy, n
        > a
        > jego działanie. On na razie nie podejmuje działań, co sprawia, ze autorka cały
        > czas pozostaje w zawieszeniu, bo po prostu nie ma pojęcia, czego ona sama chce
        > i
        > co powinna zrobić.
        >
        > I to jest chyba największy problem: jej kompletne i totalne zagubienie, które
        > sprawia, że zwraca się ona o "pomoc" do męża, który akurat żadnych działań
        > (przynajmniej aż do teraz) nie podejmuje! Czyli zagubienie się pogłębia i koło
        > się zamyka.

        Ależ ta dziewczyna to jest oczekiwaczka :-)
        Ona jest przekonana, że ma patent na bycie zagubioną, że ma patent na życie w
        zawieszeniu, że innym ludziom takie stany są zupełnie obce i ich nie
        doświadczają :-)

        Pozdrawiam was i zmykam, bo nie chce mi się bić piany. Aloha!
        • stinefraexeter Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 14:07
          Nie sądzę, by tu chodziło o jakikolwiek "patent".
          Jest zagubiona, szuka porady u najbliższej osoby, a ta osoba w niczym nie pomaga.

          To wielki problem, z którym należy sobie bezwzględnie poradzić, by móc samej być
          szczęśliwą i uszczęśliwiać innych.
          • eka30 Re: mój mąż się zakochał 05.02.09, 15:24
            Wzbudzasz we mnie wiele sympatii :-)Chyba Cię rozumiem :-(.
            Trudno spotkać kogoś, kto tak otwarcie i surowo siebie ocenia.
            Ten Twój związek to takie "Przeminęło z wiatrem", co?

            Teraz się może zastanawiasz, czy to jednak nie jest miłość, tylko Ty
            wszystko zepsułaś. Piszesz o nim tak dobrze, mimo, że łatwo byłoby
            coś znaleźć, więc może Ty jednak go kochasz?
            Może chodzi o to, że pozwolił Ci na zbyt wiele, a Ty zakochujesz się
            w tych co kochają Ciebie mniej?
            Może gdyby mniej Cię kochał, zmusiłby Cię, żebyś się starała?
            No nie wiem, mi się wydaje, że Ty go jednak kochasz. Może to jego
            sposób na Ciebie - ta dziewczyna?
            Dzięki za ten post. Wiele mi uświadomiłaś i naprawdę mocno trzymam
            za Ciebie kciuki, za Was.


            • wrednaegoistka Re: mój mąż się zakochał 08.02.09, 18:25
              dzięki.

              Nie, jednak go nie kocham.
              Od prawie miesiąca nic innego nie robiłam, tylko się nad tym zastanawiałam,
              gadałam ze sobą, z psychologiem, z przyjaciółką.
              Nie, niemożliwe kochać kogoś i nie wiedzieć o tym tyle lat.

              Oby ta laska okazała się kimś fajnym, kto go uszczęśliwi. Przecież ja nie muszę
              jej kochać, za to ona powinna kochać jego, jeśli będą razem. Zasłużył na to,
              żeby być kochanym.


              Mnie te najgorsze stany już przeszły, głupoty do głowy też już nie przychodzą,
              żadnych ruchów nie zamierzam wykonywać, poza tymi, mającymi na celu uporanie się
              z własną psychiką.

              Dziękuję za te kilkanaście postów, po których widać, że autor faktycznie
              przeczytał co piszę i spróbował zrozumieć.
              Reszcie towarzystwa właściwie też dziękuję, pozwoliło mi to otworzyć oczy na to,
              jak wiele zależy od doboru słów. Mogłam napisać, jesteśmy razem 10 lat,
              kochaliśmy się a teraz mąż znalazł młodszą i chce odejść. Wszyscy by mnie wtedy
              kochali i pocieszali, nie?

              pozdrawiam i miłego życia

              wredna


              • bszalacha Re: mój mąż się zakochał 08.02.09, 19:01
                W twojej sytuacji zawsze popada sie w poczucie winy.Nie wymagaj od
                siebie więcej niż człowiek może unieść.Nie naduzywaj słowa "kocha"bo
                niby cóz takiego to słowo znaczy poza faktem,że chce się z
                kimś/kochanym/byc,miec go dla siebie z róznych waznych dla siebie
                powodów.Masz teraz taką sytuację,że ktoś zauwazył"duża
                przydatność"faceta i NIE OBCHOPDZI go,ze gośc ma
                dziecko,zonę,zobowiązania itp.Dlaczego więc Ciebie obchodzi taki
                babuch?Albo to,że mężulek nie potrafi zarządzać swoim seksem,tylko
                idzie na każdą,która się napaliła.
                Prymitywnego gościa trzeba traktować prymitywnie!On nie rozumie,że
                ma obowiązki rodzicielskie,małżenskie.Wmawia Ci,że go nie kochasz,bo
                nie jesteś w każdej wolnej chwili gotowa do współzycia.JEST
                BEZNADZIEJNY!!!
                Pomimo to uwazam,że nie powinnas odpuszczać.I za zadne skarby nie
                dawaj rozwodu,nie lituj się nad kurewkami bez wychowania.Przecież
                Twojej matce też ktoś to zrobił i wiesz doskonale jak się potem
                paprze zycie rodzinne.
                Niech on też idzie na terapię małzeńską,niech wyrazi swoje "tęsknoty
                za miłością kobiety"ale NIE WOLNO POZWOLIĆ MU PORZUCAĆ RODZINY !!!
                Trzymaj się.
      • wrednaegoistka Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 14:47
        o ja, jestem pod duzym wrażeniem trafności Twojego posta.
        Psycholog powiedziała nam z grubsza to samo co piszesz.

        Czas, który minął pozwolił mi spojrzeć na wszystko z odrobiną
        dystansu i widzę, że to co się dzieje, to najlepsze co nam wszystkim
        mogło się przytrafić. I już się tak nie miotam, pogodziłam się z
        nieuchronnym i zamierzam na tym wyłącznie skorzystać.

        A pozwu nadal nie złozył, BTW.

        dziękuję!
        wr
        • stinefraexeter Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 16:52
          No to jesteś na dobrej drodze. Rzeczywiście, ta sytucja w pewnym sensie to
          okazja do tego, by dojść do ładu z samą sobą, co może przynieść jedynie
          korzyści - dla ciebie, rzecz jasna, ale również dla innych ludzi, z którymi się
          zetkniesz i z którymi już żyjesz (vide: córka, rodzina, itd.).

          Życzę powodzenia.

          PS. Ten brak pozwu wcale nie wydaje mi się taki dziwny, w kontekście obrazu
          męża, jaki wyłania się z twojej opowieści.
      • ranita_08 nie zgadzam sie 04.02.09, 15:35
        Jej mąż rzeczywiście jest postacią zastanawiającą. Sądzę że oboje
        mają ze sobą spore problemy, jednak mnie biją po oczach głownie
        intencje.

        On- jak mniemam- zakochał się bez pamięci w dziewczynie. Ona go nie
        kochała, ale zgodziła się za niego wyjść. On liczył na to że kiedyś
        go pokocha. Można to zrozumieć. Takie oczarowanie drugą osobą się
        zdarza.

        Ona- skrzywdzona przez rodziców, toksycznego partnera wreszcie
        poznaje jakiegoś spokojnego i bezpiecznego faceta, którego co prawda
        nie kocha, ale na miłość już nie ma sił, więc decyzuje się na
        związek. O nim nie mysli. Myśli o sobie. O swoich ranach i złych
        emocjach. O tym by wreszcie znaleźć spokojną przystań.


        Wynik: Facet chociaż czuje nadal sentyment do żony i przede
        wszystkim dziecka długo tkwił w układzie. wreszcie jednak, (przecież
        jest młody) zmobilizował się i postanowił zawalczyć o siebie.
        Wreszcie o siebie a nie o kogoś. Spotkał kobietę, której może nie
        pokocha tak jak pierwotnie żonę, ale która da mu to o czym każdy z
        nas marzy- miłość i ciepło. Żona się czuje urażona. I zaczyna walkę
        o coś czego i tak nie chce (już tak było) ale robi to ze strachu
        przez mianą status quo. ( kobietę mogł mieć, mogła sie od niego
        wyprowadzac non stop ale rozwód? To już pewna stała zmiana)

        Dla mnie to jest proste: Oni oboje (mąż i autorka) przez lata
        małżeństwa kochali tylko jedną osobę- ją. Ona siebie kochała i on ją
        też kochał.

        Może się ze mną nie zgodzisz, ale szczerość autorki wcale nie jest
        tak wspaniała ( to anonimowe forum doprawdy...)natomiast mniej
        wspaniałe jest to że niestety jej egoizm zdecydowanie nie mieści się
        w normie.

        I powiem ci że jednak większość ludzi jest w związkach z miłości.
        Przynajmniej z początku. I nie znam aż takich egoistów.

        Intencje tej kobiety były i są złe. Jej jedyną intencją
        jest "ja", "moje", " mnie", " ze mną", "dla mnie".

        Czegoś takiego nie można akceptować. To jest patologia.
        • stinefraexeter Re: nie zgadzam sie 04.02.09, 17:01
          W ogólnym zarysie zgadzam się z tobą.
          Ja nie przeczę, że autorką kieruje i kierował egoizm. Nie chcę nikogo wybielać
          (żona), ani obwiniać (mąż).
          Zwracam jedynie uwagę na to, że ten egoizm wcale nie musi wynikać z bezwstydnego
          samolubstwa autorki. Dla mnie ona jest przede wszystkim niezwykle zagubioną
          osobą, która sama nie wie, czego chce i w którą stronę podążyć. A że można było
          nie wychodzić za mąż bez miłości itd., to już zupełnie inna sprawa.
          Wydaje mi się jednak, że wieszanie psów na autorce i nazywanie jej życia
          "patologią" jest nieco przesadzone. W końcu, jeśli chcemy trzymać się suchych
          faktów, to ona wcześniej chciała odejść (jak rozumiem tak po prostu, a nie do
          kogoś), on się nie zgadzał, ale ten sam człowiek dopuścił się zdrady i teraz
          chce rozwodu (choć nic w tym kierunku nie robi).
          Kobieta mówi przecież o swoich emocjach - zawiści, samolubstwie, itd, ale nie o
          tym, że będzie mu utrudniać rozwód. Emocje te są znane każdemu z nas, ale nie
          każdy potrafi się do nich przyznać.
          • wrednaegoistka dziękuję. nt 04.02.09, 19:55
      • eit.hel Re: mój mąż się zakochał 05.02.09, 03:31
        Przeczytałam Twój post i pomyślałam, że wreszcie ktoś napisał coś sensownego i zbliżonego do tego, co ja myślę o tej sprawie :)
        Wszyscy prowadzący akcję "nagonka" każą zrozumieć jej coś, co ona już rozumie. Sami zaś wydają się nie zdawać sobie sprawy, że wiedzieć a czuć to dwie różne sprawy.
    • timurek1 Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 13:51
      jak jesteś głupia, to teraz cierp. Proste.
    • jurek.powiatowy Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 13:54

      Ty nie potrzebujesz naszej rady. Wyrzuciłaś to z siebie. W porządku, my to
      przeczytaliśmy, i może dzięki temu zrozumiemy, jak bardzo egoizm może zniszczyć
      związek. Czasem nawet bardziej niż alkohol.
    • buraczana.lejdi bardzo ci wspolczuje 04.02.09, 14:00
      nie zazdroszcze takiej sytuacji; wydaje mi sie, ze miotasz sie w zyciu juz
      dobrych pare lat; szukasz szczescia, ale znalezc go nie mozesz; probujesz rozne
      sposoby jednoczesnie sie asekurujac; cos mi sie zdaje, ze dopoki nie wytyczysz
      sobie celu, dopoki nie uswiadomisz sobie czego chcesz i nie przestaniesz sie bac
      to spokoju ducha nie osiagniesz
    • senta.fa No dobra, fajnie - jesteś zagubiona 04.02.09, 14:04
      No dobra, fajnie - jesteś zagubiona, nie radzisz sobie z emocjami, chadzasz do "psycholożki" (cokolwiek to słowo znaczy) i sama nie wiesz, czego chcesz. Ok. Ja nie mam zamiaru Cię oceniać w kategoriach dobra i zła ani na Ciebie naskakiwać, krytykować itp.

      Ale z drugiej strony, prócz Twojego problemu z samą sobą, jest też Twój mąż, któremu zmarnowałaś kawał życia. Daj gościowi też trochę pożyć. Lepiej późno niż wcale, oczywiście powinien był od Ciebie odejść dawno temu, ale cieszmy się, że w ogóle to zrobił. A Ty mu tego nie utrudniaj z łaski swojej, bo wbrew temu, co sądzisz, nie jesteś pępkiem świata.

      Zresztą czego oczekujesz? Że on nadal będzie tkwił przy kobiecie, która go nie kocha, tylko po to, żeby się komfortowo czuła i nie była zazdrosna? A może jeszcze frytki do tego, co? :)
      • wrednaegoistka Re: No dobra, fajnie - jesteś zagubiona 04.02.09, 14:48
        senta.fa napisał:



        Nie, wolę makaron ;-)
    • kominiek Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 14:06

      Jesteś wredną egoistką!!!!! Nie lubię Cię!
      • senta.fa A Ty masz chu.jowy design bloga 04.02.09, 14:11
        A Ty masz chu.jowy design bloga. Najbardziej Cię nie lubię za rozmyty obrazek u góry w formacie jpg (który jest przeznaczony do zdjęć), pasztecie jeden.
    • lesnik5 To fakt, nieźle jesteś popaprana 04.02.09, 14:31
      To fakt, nieźle jesteś popaprana
    • lemonna Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 15:11
      daj mu tez rozwod i sie od niego odpieprz
    • shamsa Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 15:15
      nie martw sie. jestes tak samo cenna jak on. zaslugujesz na milosc i
      niepotrzebnie tak dlugo zwlekalas krzywdzac siebie i jego. rozwiedziesz sie i
      znajdziesz tego jedynego, o ile bedziesz na niego otwarta. wielu swietnych
      facetow marzy o madrej i kochajacej kobiecie z dzieckiem. chocby tacy, ktorzy
      maja juz swoje i nie chca wiecej.
      • senta.fa To prawda. Problem jest tylko jeden. 04.02.09, 15:21
        "wielu swietnych facetow marzy o madrej i kochajacej kobiecie z dzieckiem"

        To prawda. Wielu o takiej marzy. Problem jest tylko jeden: o ile założycielka wątku rzeczywiście jest kobietą z dzieckiem, to ciężko ją nazwać kochającą i mądrą.
        • shamsa Re: To prawda. Problem jest tylko jeden. 04.02.09, 15:26
          nie oceniam. i nikomu nie zycze bycia ocenianym.
          kazdy moze zaczac od nowa i byc kim chce.
          • senta.fa Ale ja nie oceniam przecież, a jedynie stwierdzam 04.02.09, 15:45
            Ale ja nie oceniam przecież, a jedynie stwierdzam fakty. Przecież założycielka sama napisała, że nie jest kochająca. Była z kimś, kogo nie kochała, 10 lat. Owszem, nie oznacza to, że nikogo nie pokocha, ale jednak nie świadczy to o jej uczuciowości najlepiej.

            Po drugie - mądrość. Oczywiście nie oceniam poziomu intelektualnego założycielki wątku, możliwe, że jest całkiem konkretny. Chodziło mi raczej o mądrość życiową, emocjonalną, umiejętność bycia w związku, i tak dalej.

            Generalnie, jak czytam jej wypowiedzi, to nie mam obrazu "mądrej i kochającej kobiety", przykro mi.

            --
            „Żyj tak, byś mógł powiedzieć Bogu w dniu Sądu Ostatecznego: Byłem bardzo dobrym człowiekiem, choć w Ciebie nie wierzyłem.” — Kurt Vonnegut

            „Lewicowość jest czymś w rodzaju fantazji masturbacyjnej, dla której świat faktów nie ma większego znaczenia.” — George Orwell
            • animka25 Re: Ale ja nie oceniam przecież, a jedynie stwier 04.02.09, 15:56
              Moim zdaniem większość z Was strasznie upraszcza "problem". On -
              dobry, ona - zła, on chciał dobrze, ona zmarnowała mu życie.
              Ja dotąd uważałam, że dwoje dorosłych ludzi może decydować o sobie i
              nikt nie musi być z nikim na siłę. Skoro mąż wiedział od poczatku,
              że ona go nie kocha, to mógł się decydować na taki "układ" lub urwać
              to, jak tylko klapki spadły mu z oczu.
              Marnowanie życia i związku jest moim zdaniem wtedy, kedy się komuś
              szepcze czułe słówka, a za plecami robi zupełnie co innego. Trudno
              więc oceniać kto w tym przypadku jest "winny", żadna sytuacja nie
              jest czarno-biała.
              Naprawdę trudno jest żyć w związku bez miłości, tak samo trudno,
              jeżeli się samemu nie kocha.
              O mnie także mój partner starał się bardziej, niż ja o niego, choć
              ja początkowo byłam sceptycznie nastawiona do tego związku. W
              większości związków jednej ze stron zależy bardziej niż tej drugiej.
              • senta.fa Re: Ale ja nie oceniam przecież, a jedynie stwier 04.02.09, 16:11
                > O mnie także mój partner starał się bardziej, niż ja o niego, choć
                > ja początkowo byłam sceptycznie nastawiona do tego związku.

                No dobra... początki początkami, ale chyba na etapie małżeństwa jednak ludzie powinni być tak samo zaangażowani.

                > W większości związków jednej ze stron zależy bardziej niż tej drugiej.

                Hmm... to ja chyba jestem jakimś wyjątkowym szczęściarzem. :)
            • gazeta-tylko jejku 04.02.09, 15:59
              dziewczyno, ty masz powazne zaburzenia
              Koniecznie psychiatra, i zabrac ci dziecko
              ty jestes niebezpieczna
              • wrednaegoistka Re: jejku 04.02.09, 19:58
                uważaj, bo cię dorwę ;-)))
            • animka25 Re: Ale ja nie oceniam przecież, a jedynie stwier 04.02.09, 16:04
              senta.fa napisał:

              > Ale ja nie oceniam przecież, a jedynie stwierdzam fakty. Przecież
              założycielka
              > sama napisała, że nie jest kochająca. Była z kimś, kogo nie
              kochała, 10 lat. Ow
              > szem, nie oznacza to, że nikogo nie pokocha, ale jednak nie
              świadczy to o jej u
              > czuciowości najlepiej.

              A ja uważam, że czasami będąc długo w "jałowym" związku tak bardzo
              jesteśmy spragnieni uczucia, ze własnie budzi się ta wylewność i
              uczuciowość.
              >
              > Po drugie - mądrość. Oczywiście nie oceniam poziomu
              intelektualnego założycielk
              > i wątku, możliwe, że jest całkiem konkretny. Chodziło mi raczej o
              mądrość życio
              > wą, emocjonalną, umiejętność bycia w związku, i tak dalej.
              >
              > Generalnie, jak czytam jej wypowiedzi, to nie mam obrazu "mądrej i
              kochającej k
              > obiety", przykro mi.

              Na szczęście przeważnie ludzie uczą się na własnych błędach.
              Najgorsze co może być, to zaszufladkowanie.
              >
              > --
              > „Żyj tak, byś mógł powiedzieć Bogu w dniu Sądu Ostatecznego: Byłem
              bardzo
              > dobrym człowiekiem, choć w Ciebie nie wierzyłem.” — Kurt Vonnegut
              >
              > „Lewicowość jest czymś w rodzaju fantazji masturbacyjnej, dla
              której świa
              > t faktów nie ma większego znaczenia.” — George Orwell
            • eit.hel Re: Ale ja nie oceniam przecież, a jedynie stwier 05.02.09, 03:44
              Nie sądzę, żeby można było powiedzieć, że wredna nie jest kochająca. Bo co to w ogóle znaczy? Chyba tak najbardziej upraszczając, być kochającą to być zdolną czuć miłość do kogoś. Jednych kochamy innych nie, a przecież ona kocha swoją córkę. Po prostu do tego mężczyzny nie była w satnie poczuć miłości. Co nie znaczy, że teraz nie będzie mogła zapałać wielkim uczuciem do innego. Czego z całego serca życzę.
    • sparxx Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 16:04
      >Ludzie, czytajcie zanim odpowiecie. Toż piszę od kilku dni, że
      >właśnie NIE WIEM czego bym chciała!

      Piszesz o mężu: Chciałby mieć ciastko i zjeść ciastko, ale niestety,
      nie ma tak dobrze.

      A z Twoich postów wynika że Ty też byś chciała zjeść i mieć.
      I wcale nie piszę że wiem co chcesz. Jestem przerażona Twoim podejściem.
      Nie ma sensu pisać tutaj co byś mogła zrobić, bo i tak tego nie zrobisz,
      publiczne forum to nie jest poradnia tego rodzaju. Może Twój psycholog poleci
      jakiś program motywacyjny, który nauczy Cię jak TWORZYĆ a nie niszczyć. Niszczyć
      jest łatwo, ale spróbuj coś stworzyć z niczego - hoho, to jest sztuka...
      Ale możesz się zastanowić, co mogłabyś NIE zrobić, żeby nie spaskudzić sytuacji
      i potem nie żałować i nie wstydzić się np. przed córką.
      Nie wylewać jadu na przykład.
      Nie dokuczać.
      Nie użalać się nad sobą.
      Nie zwalać odpowiedzialności za swoje życie na innych (np. na dziecko, męża)
      Nie pozwalać sobie na agresję słowną i emocjonalną.
      Nie nakręcać się w nienawiści.

      To są przykłady, żeby nie było, że mądrzejsza jestem od Ciebie. Swoją drogą,
      ciekawe, skąd na forum takie zarzuty?
      Napisałam, bo mogłam. Jak będziesz chciała to sobie skorzystasz. Albo nie.
      Pozdrawiam.
      Jeszcze tylko dodam, że przeżywanie silnych negatywnych emocji strasznie niszczy
      psychikę i przebywanie w obecności takich osób do przyjemności nie należy.
      • wrednaegoistka Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 19:59
        sparxx napisała:


        > Jeszcze tylko dodam, że przeżywanie silnych negatywnych emocji strasznie niszcz
        > y
        > psychikę i przebywanie w obecności takich osób do przyjemności nie należy.

        już mi minęły negatywne emocje, do wątku nawet nie zaglądałam a tu się pojawił
        na głównej i kurde, afera.
        Wyluzujcie, ludzie.

        • borru Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 21:58
          wrednaegoistka napisała:

          > sparxx napisała:
          >
          >
          > > Jeszcze tylko dodam, że przeżywanie silnych negatywnych emocji strasznie
          > niszcz
          > > y
          > > psychikę i przebywanie w obecności takich osób do przyjemności nie należ
          > y.
          >
          > już mi minęły negatywne emocje, do wątku nawet nie zaglądałam a tu się pojawił
          > na głównej i kurde, afera.
          > Wyluzujcie, ludzie.
          >
          Wrednoegoistko- postawmy sprawę jasno- Ty na nic już nie masz wpływu -jeśli
          chodzi o relację z mężem- więc chociaż teraz ma szansę chłop na odrobinkę szczęścia.
          Bo co przeżył - mogę się tylko domyśleć- ale najgorsze w związku jest
          odrzucenie- to taka codzienna dawka pogardy i upokorzenia którą od Ciebie
          otrzymywał.

          Może wreszcie miał szczęście i spotkał kobietę która potrafi także dawać? Dobro
          za dobro, wierność za wierność, miłość za miłość.
          Żal mi tylko Twej córki, ale to już zupełnie inna bajka.
          • wrednaegoistka Re: mój mąż się zakochał 04.02.09, 22:23
            borru napisał:

            > Może wreszcie miał szczęście i spotkał kobietę która potrafi także dawać?


            Co prawda to prawda. Potrafi lalka dawać, oj, potrafi. he he

            > wierność za wierność, miłość za miłość.

            Naprawdę wierzysz, że tak jest w życiu? Naiwność.

            > Żal mi tylko Twej córki, ale to już zupełnie inna bajka.

            alez odczepcie się w końcu od mojej córki wszyscy. Krzywda jej się nie dzieje i
            nie stanie, bo jej rodzice do tego nie dopuszczą.


          • eit.hel Re: mój mąż się zakochał 05.02.09, 03:50
            borru napisał:
            > Wrednoegoistko- postawmy sprawę jasno- Ty na nic już nie masz wpływu -jeśli
            > chodzi o relację z mężem- więc chociaż teraz ma szansę chłop na odrobinkę szczę
            > ścia.
            > Bo co przeżył - mogę się tylko domyśleć- ale najgorsze w związku jest
            > odrzucenie- to taka codzienna dawka pogardy i upokorzenia którą od Ciebie
            > otrzymywał.


            Wręcz przeciwnie. Wredna ma teraz ogromny wpływ na dalsze kontakty z mężem i powinna bardzo zatroszczyć się o to, jak one będą w przyszłości wyglądały, aby ani córka, ani nikt inny z ich rodziny nie czuł urazy. Ale to wymaga również czasu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka