szalona.manuela
06.02.09, 23:16
Jest małżeństwo 4letnie. Jego rodzice mieli dwa mieszkania, jedno
stare. Jak syn się żenił dali mu je i jego żonie, tzn. powiedzieli,
że jest ich i żeby zamieszkali. Małżeństwo wyremontowało mieszkanie
włąsnymi środkami, umeblowało. Koszt ok 50 tys.
Żona na początku nie naciskała na akt własności, ale rok temu
zaczęła i zaczęły się schody. Mąż wstydzi się, albo mu się nie chce
porozmawiać z rodzicami, żeby załatwić wszystko formalnie. Żona chce
mieć zabezpieczenie, mimo dobrych kontaktów z teściami. Oprócz tego
dochodzi wiele spraw urzędowych, jak rachunki przychodzące na
teścia, jak chociażby niemożność odliczenia internetu od podatku.
Żona chce mieć kapitał, nie ma postawy roszczeniowej, co tłumaczy
mężowi, chce mieć jasność. Powiedziała mu, że albo załatwi sprawę z
rodzicami, albo chce wziąć kredyt na własne mieszkanie i
zacząć "budować" coś na własny rachunek.
Czy to jest jakaś dziwna sytuacja, czy normalna? Mąż nie chce się
zgodzić na kredyt, podejrzewa żonę o złe intencje - o to, że nie ufa
jego rodzicom. Małżeństwo jest bezdzietna i istnieje podejrzenie, że
teściowie mogą uzależniać wszystko od pojawienia się wnuka na
świecie, czy to jest fair?
I co ma zrobić ta żona, która chciałaby czuć się niezależna i
chciałaby pracować na "swoje" - od początku do końca "swoje" ?