whitney85
11.03.09, 19:31
Sprawa wyglada nastepujaco:
Z A. przyjaznie sie od wielu lat, mieszkamy obok siebie, wiele razem
przezylysmy. Z kazdym jej ex zylam w zgodzie,choc nie kazdego
lubilam. Ona rowniez nigdy nie wpadala w konflikty z moimi facetami
chociaz o niektorych miala niezbyt dobre zdanie.
Wszystko zaczelo sie psuc ok 2 lat temu, kiedy A. poznala aktualnego.
On jest 7lat starszy i w zwiazku z tym zalezy mu juz bardzo na
zalozeniu rodziny. Bardzo szybko sie zareczyli a on przekonal ja, ze
zaraz po slubie beda mieli dzieci. Ale to nie jest glowny problem.
Problemem jest to, ze on stopniowo ale bardzo skutecznie izoluja ja
od swiata i delikatnie podkopuje jej samoocene. Juz na poczatku ich
zwiazku kilka razy dziennie dzwonil, by spytac gdzie i z kim jest,
co robi itd. Pozniej przekonal ja, ze kolezanki to istoty zawistne i
ze ona, kazda wolna chwile, ma spedzac tylko z nim. Jak juz cudem
uda mi sie z nia spotkac, ona jest zawsze w jego towarzystwie, wiec
nici ze szczerej rozmowy. Wiem, ze gosciu mnie nie lubi. Mimo, ze
wobec siebie jestesmy uprzejmi,czuje sie jakos te niechec wzajemna.
Niedlugo maja ze soba zamieszkac i mysle, ze wtedy strace
przyjaciolke bezpowrotnie.
I teraz tak - wiem, ze glowna przyczyna jest ten manipulujacy
desperat ale czy ona moglaby sie tak mu podpozadkowac i odciac ode
mnie, gdyby na prawde uwazala mnie za przyjaciolke?
Moze po prostu nie specjalnie juz jej zalezy na znajomosci ze mna?
Czy widzac jak jest zakochana, jest sens, bym powiedziala jej co z
nia robi jej ukochany?