Dodaj do ulubionych

...trudna decyzja

23.11.03, 14:56

W watku "Piate dziecko" Pani Beata mowi, cytuje :

"Mam klopoty z sercem, w chwili gdy dowiedzialam sie o ciazy, bylam
w trakcie diagnozowania drugiej choroby. Okazalo sie, ze to guz mózgu.
Moze bede zdrowa, moze bede sparalizowana. Jestem ciagle zmeczona.
Nie czuje sie na silach byc mama noworodka. Lekarz namawial mnie
na aborcje, moglam ja zrobic legalnie..."

Krotko, interesuje mnie wasza decyzja, czy w przypadku TAKIEJ diagnozy
posluchalybyscie/liscie lekarza czy zdecydowalybyscie sie jednak urodzic
juz z mysla, aby dziecko (chore???) oddac do adopcji...?"
Obserwuj wątek
    • Gość: melmire Re: ...trudna decyzja IP: *.w80-8.abo.wanadoo.fr 23.11.03, 15:25
      Dlaczego chore?
      Ja bym sie raczej nie zdecydowala, ale rozumiem ludzi wierzacych ze sie
      decyduja.
    • Gość: Triss Merigold Re: ...trudna decyzja IP: *.acn.waw.pl 23.11.03, 18:42
      W przypadku takiej diagnozy zdecydowałabym się na aborcję. W ogóle gdyby
      istniało ryzyko, że płód może być upośledzony nie chciałabym urodzić. W takim
      wypadku byłoby mi obojętne czy postępuję zgodnie z prawem czy nie.
    • anahella Re: ...trudna decyzja 23.11.03, 18:46
      Trudno mowic co by bylo gdyby. Teraz to mozemy sobie poteoretyzowac. Ale - nie
      daj Boze - gdyby ktoras z nas znalazla sie w takiej sytaucji to nie wiadomo jak
      by postapila.
      • zalotnica Re: ...trudna decyzja 24.11.03, 02:55
        anahella napisała:

        >Trudno mowic co by bylo gdyby. Teraz to mozemy sobie poteoretyzowac. Ale - nie
        >daj Boze - gdyby ktoras z nas znalazla sie w takiej sytaucji to nie wiadomo jak
        >by postapila.

        Niby teoria, ale takie rzeczy powinno sie wiedziec. Przeciez
        to nie chodzi o nasze zdrowie, ale wlasnie o zdrowie naszego
        dziecka. Rozumiem , mozna sie jeszcze zastanawiac kiedy
        dziecko zostaje z matka, ale rodzic w TAKIM STANIE z mysla
        o oddaniu dziecka do adopcji, po prostu nie rozumiem...


        • anahella Re: ...trudna decyzja 24.11.03, 09:05
          zalotnica napisała:

          > Niby teoria, ale takie rzeczy powinno sie wiedziec. Przeciez
          > to nie chodzi o nasze zdrowie, ale wlasnie o zdrowie naszego
          > dziecka. Rozumiem , mozna sie jeszcze zastanawiac kiedy
          > dziecko zostaje z matka, ale rodzic w TAKIM STANIE z mysla
          > o oddaniu dziecka do adopcji, po prostu nie rozumiem...

          Powinno sie wiedziec ale sie nie wie i tylko zycie moze pokazac na ile nasze
          deklaracje sa prawdziwe. I dlatego nie potepiam ani tych kobiet, ktore dokonuja
          aborcji ani tych, ktore oddaja dzieci do adopcji.
          • zalotnica Re: ...trudna decyzja 25.11.03, 03:22

            Ale prosze, zastanow sie przez chwile... po raz kolejny znalazlas sie
            w nieplanowanej ciazy, chorujesz na serce, malo tego, lekarz oznajmia,
            ze masz guz na mozgu, namawia na aborcje, ukochana czworka dzieci
            moze zostac sierotami...zostalo Ci niewiele czasu na podjecie decyzji...
            • kochanica29 I dlatego nie odpowiem 25.11.03, 23:04
              zalotnica napisała:

              >
              > Ale prosze, zastanow sie przez chwile... po raz kolejny znalazlas sie
              > w nieplanowanej ciazy, chorujesz na serce, malo tego, lekarz oznajmia,
              > ze masz guz na mozgu, namawia na aborcje, ukochana czworka dzieci
              > moze zostac sierotami...zostalo Ci niewiele czasu na podjecie decyzji...
              Wiele przeszłam ale tego nie
              Zawsze reaguje wściekloscia kiedy ktos mówi:wiesz, nie przezylem tego co ty,
              ale na twoim miejscu bla bla bla...
              Jak bede w takiej sytuacji to sie bede martwic.
              Dlaczego nie jestem bezplodna?
              • zalotnica Re: ...a szkoda.... 26.11.03, 02:22
                kochanica29 napisała:

                >Zawsze reaguje wściekloscia kiedy ktos mówi:wiesz, nie przezylem tego co ty,
                >ale na twoim miejscu bla bla bla...
                >Jak bede w takiej sytuacji to sie bede martwic.

                *Uwazam, ze sa z zyciu sytuacje, o ktorych sie nie mysli , ale
                sie po prostu WIE jak postapic...Ta zaliczam wlasnie do takich...
                • kochanica29 Re: ...a szkoda.... 26.11.03, 17:15
                  zalotnica napisała:

                  > kochanica29 napisała:
                  >
                  > >Zawsze reaguje wściekloscia kiedy ktos mówi:wiesz, nie przezylem tego co ty
                  > ,
                  > >ale na twoim miejscu bla bla bla...
                  > >Jak bede w takiej sytuacji to sie bede martwic.
                  >
                  > *Uwazam, ze sa z zyciu sytuacje, o ktorych sie nie mysli , ale
                  > sie po prostu WIE jak postapic...Ta zaliczam wlasnie do takich...
                  No wlaśnie, i to jest ten punkt widzenia, który mnie wkurza...
                  A jakie jeszcze koleżanka by zaliczyla?(sytuacje)
                  Np. czy chorą na Parkinsona babcie/matke(dla mojej Mamy byla to matka) oddac do
                  domu starców?
                  Przedtem zatrudnialyśmy przez kilka lat trzy po kolei opiekunki, ale stan babci
                  wymagałby gotowości całą dobę i rezygnacji przez opiekunkę ze snu...
                  alternatywa: trzy opiekunki naraz, zmianowo.
                  No, to WIESZ po prostu?
                • bubster Re: ...a szkoda.... 30.12.03, 10:39
                  to ze się "wie" to nie znaczy że jak już się znajdzie w takiej sytuacji, to się
                  tak postąpi
    • mary_ann Re: ...trudna decyzja 24.11.03, 08:15
      Ja bym urodziła - przynajmniej tak mi się teraz wydaje.
      Może to forma egoizmu, ale nie umiałabym dalej żyć ze świadomością, że
      przetrwałam dzięki czyjejś śmierci.
      Natomiast jeśli pewne byłoby, ze za parę miesięcy i tak umrę, a byłaby jeszcze
      szansa donoszenia ciązy, to sytuacja stałaby się jeszcze prostsza.
      • zalotnica Re: ...trudna decyzja 25.11.03, 03:25
        mary_ann napisała:

        > Ja bym urodziła - przynajmniej tak mi się teraz wydaje.
        > Może to forma egoizmu, ale nie umiałabym dalej żyć ze świadomością, że
        > przetrwałam dzięki czyjejś śmierci.

        Ciekawe spostrzezenie, bo ja akurat w tym przypadku nie pomyslalam
        o sobie, tylko o moich "krasnoludkach", a Beata ma przeciez ukochana
        czworke...co z nimi...?



        • mary_ann Re: ...trudna decyzja 25.11.03, 11:07
          zalotnica napisała:

          > mary_ann napisała:
          >
          > > Ja bym urodziła - przynajmniej tak mi się teraz wydaje.
          > > Może to forma egoizmu, ale nie umiałabym dalej żyć ze świadomością, że
          > > przetrwałam dzięki czyjejś śmierci.
          >
          > Ciekawe spostrzezenie, bo ja akurat w tym przypadku nie pomyslalam
          > o sobie, tylko o moich "krasnoludkach", a Beata ma przeciez ukochana
          > czworke...co z nimi...?


          Nie myśl, że nie bralam tego pod uwagę - po prostu myślę, że nie zyjemy w
          dżungli ani na pustyni, i rodzina, przyjaciele, dobrzy ludzie nie pozwolili
          by im zginąć.


          • charade Re: ...trudna decyzja 25.11.03, 12:25
            No jasne, ta kobieta na pewno ma wielu wszechmogących przyjaciół, którzy na
            pewno z nieopisaną radością zajmą sie czwórką dzieci. Ludzie, jacy jesteście
            naiwni...
            • mary_ann 1ɜ ? 25.11.03, 22:56
              charade napisała:

              > No jasne, ta kobieta na pewno ma wielu wszechmogących przyjaciół, którzy na
              > pewno z nieopisaną radością zajmą sie czwórką dzieci. Ludzie, jacy jesteście
              > naiwni...

              A ile znasz dzieci, ktore umieraja w dzisiejszych czasach z głodu na ulicy?
              Widziałas choć jedno?

              Dwoje dzieci Beaty jest już prawie dorosłych, to tak dla przypomnienia. Gdyby
              nawet tak nie było, to chyba lepiej, żeby cała czwórka w ostateczności (w
              która prywatnie nie wierzę) wyladowała w domu dziecka, niż zyła z mamusią,
              która zabiła najmłodsza siostre, bo dla niej nie starczyło miejsca.

              Sorry, ale to nie jest buchalteria, w jednej kolumnie CZTERY, w drugiej
              JEDEN, więc wynik niby oczywisty, tę "jedynkę"poswięcic dla czwórki.
              Nie ma żadnej odpowiedniości miedzy najbardziej nawet drastycznym obnizeniem
              standardu zycia jednego człowieka (ani nawet czworga) a unicestwieniem
              drugiego. Oczywiscie jesli dla kogos aborcja nie jest zabójstwem człowieka, to
              widzi to inaczej.


              W tym watku autorka pytała nas o nasze decyzje, a nie rozsadzenie, co miała
              uczynić p. Beata. Moja decyzja byłaby taka, jak w pierwszym poście.
          • Gość: Ania Re: ...trudna decyzja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.11.03, 12:55
            Dzisiaj nawet na rodzinę liczyć nie mozna, a co dopiero na znajomych.
            Może to nie na temat, ale sama jestem w tragicznej sytucji , mąż w szpitalu
            chory na depresję, a nasze dochody starczają tylko na opłaty. Żyjemy z tego co
            da mi moja mama emerytka, ale 4 osobowej rodziny nie jest w stanie wyżywić.
            Poprosiłam o pomoc teściową, która oprócz emerytury ma jeszcze dochody z
            czynszów w swojej kamienicy i jest sama, ale powiedziała, że nie ma pieniędzy
            zresztą w szpitalu jej syn wyżywienie ma to po co mam u coś nosić. A on chce i
            jedzenie, i kawę i herbatę, coś do picia.Jak mam mu odmówić? Powiedzieć że jego
            wredna matka nie chce nawet jemu nic dać? Nie mówiąc już o wnuczkach? Tak
            dzisiaj można liczyć na najbliższą rodzinę!
          • zalotnica Re: ...trudna decyzja 26.11.03, 02:26
            mary_ann napisała:
            > Nie myśl, że nie bralam tego pod uwagę - po prostu myślę, że nie zyjemy w
            > dżungli ani na pustyni, i rodzina, przyjaciele, dobrzy ludzie nie pozwolili
            > by im zginąć.

            ...ale przeciez nikt nie zastapi dzieciom matki.
            Czy pomyslalas jak ubogie byloby Twoje zycie bez niej...?


            • mary_ann Re: ...trudna decyzja 26.11.03, 09:17
              > ...ale przeciez nikt nie zastapi dzieciom matki.
              > Czy pomyslalas jak ubogie byloby Twoje zycie bez niej...?
              >
              >
              Zdarza się z wielu powodów, ze dzieci dorastaja bez matek. Dla scisłości
              zdarza się tez wcale nie rzadko (wpadnij na Forum psychologia), że niedojrzale
              psychicznie matki, za przeproszeniem, spiep... ają skutecznie zycie swoim
              córkom i synom.

              Wolałabym dorastać bez matki, niz ze świadomością, że powodzi nam się
              wzglednie dobrze, bo najmłodsza siostrę mamusia "wyeliminowała".

              Naprawdę sądzę, że nie ma sensu się spierać, bo to kwestia hierarchii
              wartosci, która jest sprawą indywidualną i nikt nikogo tu zapewne nie
              przekona. Nie o to zresztą chyba chodzio, tylko o cos w rodzaju sondażu?
              Autorka prosiła jak rozumiem o podanie SWOJEJ decyzji, co tez uczyniłam.
              Szanuję i rozumiem (choć nie zawsze łatwo mi to przychodzi) inne wybory i
              nikogo nie potępiam.

              Z wyrazami szacunku
              Mary_ann
              • Gość: aly Re: ...trudna decyzja IP: 62.121.128.* 30.12.03, 10:44
                > Wolałabym dorastać bez matki, niz ze świadomością, że powodzi nam się
                > wzglednie dobrze, bo najmłodsza siostrę mamusia "wyeliminowała".

                mary_an -z tego co pamietam z tamtej historii- to najmlodsza siostra i tak
                zostala "wyeliminowana" z tej rodziny ktorej sie "wzglednie dobrze powodzilo".
                ale dla nowej siostrzyczki juz nie starczylo miejsca i przeznaczono ja do
                adopcji.. nie wiem czy chcialabym dorastac w takiej "normalnej" rodzinie.
          • bubster Re: ...trudna decyzja 30.12.03, 10:42
            mary_ann napisała:

            >
            > Nie myśl, że nie bralam tego pod uwagę - po prostu myślę, że nie zyjemy w
            > dżungli ani na pustyni, i rodzina, przyjaciele, dobrzy ludzie nie pozwolili
            > by im zginąć.

            i zgodziłąbyś się na to wiedząc, że tak na prawdęnie możesz być pewna że ktoś
            się nimi zaopiekuje? nie wiedząc co sie z nimi stanie po Twojej śmierci? że z
            powodu nie najlepszej opieki w domu dziecka mogą nie rozwijać się prawidłowo a
            potem wyrosnąć na młodocianych przestepców?
    • mamalgosia Re: ...trudna decyzja 24.11.03, 13:26
      skoro ma być krótko, to krótko: urodzić
      • zalotnica Re: ...trudna decyzja 25.11.03, 03:28
        mamalgosia napisała:

        > skoro ma być krótko, to krótko: urodzić

        ...i tak lekko moglabys zostawic swoja czworke dla
        jednego dziecka (moze chorego...?) , ktore i tak
        postanowilas oddac do obcych ludzi...?
        • charade Re: ...trudna decyzja 25.11.03, 09:49
          Kobiety, jesteście po prostu tak dziwnymi stworzeniami i głosicie takie
          poglądy, że szczęka po protu opada, a pośladek zsuwa się z krzesła.

          Z Waszych wypowiedzi rozumiem, że wolicie uspokoić swoje sumienie kosztem
          własnego życia oraz uczynienia czwórki własnych dzieci sierotami. Nie ma to jak
          dobre samopoczucie bez wyrzutów sumienia ! Albo nie przeczytałyście dokładnie
          tekstu, albo już nie wiem co. Paranoja...
          • Gość: Anton Re: ...trudna decyzja IP: *.acn.waw.pl 25.11.03, 11:05
            > Kobiety, jesteście po prostu tak dziwnymi stworzeniami i głosicie takie
            > poglądy, że szczęka po protu opada

            I nawzajem, i nawzajem. Ludzi się NIE ZABIJA, bo to nieładnie. Czy tak trudno
            zrozumieć tę prostą zasadę? Równie dobrze mogłaby zaszlachtować jedno z tej
            czwórki, co już urodzone - bo za małe mieszkanie albo za dużo zjada.

            Zastanów się trochę, zanim coś napiszesz. Spokojne sumienie to nie jest jakiś
            tam luksus dla wybrednych. To gwarancja, że robisz dobrze, a nie źle. Całe
            szczęście, że są jeszcze ludzie, których bawi robienie dobrze.
            • charade Re: ...trudna decyzja 25.11.03, 12:23
              Do Antona - a jednak nie czytacie dobrze tego, co się pisze. Przeczytaj jeszcze
              raz całą dyskusję, popatrz jakie mogą być konsekwencje tego, gdyby babka
              kopnęła w kalendarz (wraz z nia tez dziecko) i może wtedy porozmawiamy.
              • Gość: Anton Re: ...trudna decyzja IP: *.acn.waw.pl 25.11.03, 13:26
                Konsekwencje bywają znaczące, ale niewiele rzeczy usprawiedliwia zabójstwo.
                Także zabójstwo dziecka, które jeszcz się nie urodziło.
                • zalotnica Re: ...trudna decyzja 26.11.03, 02:46
                  Gość portalu: Anton napisał(a):

                  >I nawzajem, i nawzajem. Ludzi się NIE ZABIJA, bo to nieładnie. Czy tak trudno
                  >zrozumieć tę prostą zasadę? Równie dobrze mogłaby zaszlachtować jedno z tej
                  >czwórki, co już urodzone - bo za małe mieszkanie albo za dużo zjada.

                  *Ciesze sie, ze i Pan, jako glowa rodziny wypowiedzial sie. Ale wydaje
                  mi sie, ze marzy sie Panu XIIIV wiek...
                  Bardzo prosze jeszcze raz, ale uwaznie przeczytac pierwszy post...


                  > Całe szczęście, że są jeszcze ludzie, których bawi robienie dobrze.

                  ** Ale przeciez nikt nie jest przeciwko rodzicom adoptujacych dzieci...

                  >Konsekwencje bywają znaczące, ale niewiele rzeczy usprawiedliwia zabójstwo.
                  >Także zabójstwo dziecka, które jeszcz się nie urodziło.


                  ***bardzo prosze wymienic te rzeczy...
            • bubster Re: ...trudna decyzja 30.12.03, 10:59
              >
              > . Ludzi się NIE ZABIJA, bo to nieładnie.

              ciekawe określenie :-)


              _____________________________________
              Bubster rulez!
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15384
          • zalotnica Re: ...trudna decyzja 26.11.03, 02:33
            charade napisała:

            >>Albo nie przeczytałyście dokładnie tekstu, albo już nie wiem co. Paranoja...

            Tez mam takie wrazenie, ze tak do konca nie zrozumialy textu. Opetala je tylko
            jedna mysl "Nie zabijac" i pozostaly gluche na wolajacy rozsadek. Swoim uporem,
            wiara i nie wiem jak to jeszcze nazwac, moga zabic siebie, plod i osierocic
            czworke. Jestem zdumiona, ze nawet w tak drastycznym przypadku zdania nie
            zmienia. hmmm......
        • mamalgosia Re: ...trudna decyzja 25.11.03, 14:38
          po pierwsze: kto powiedział, że lekko.
          A po drugie: uważasz, że odebranie komuś życia jest dla niego takim wielkim
          błogosławieństwem?
          • zalotnica Re: ...trudna decyzja 26.11.03, 02:43
            mamalgosia napisała:
            > po pierwsze: kto powiedział, że lekko.

            *co w takim razie powiedzialabys swojej czworce...?
            Czy uwazasz , ze rola kobiety - matki konczy
            sie z chwila urodzenia dziecka...?

            >A po drugie: uważasz, że odebranie komuś życia jest dla niego takim wielkim
            >błogosławieństwem?

            ***
            wcale tak nie uwazam, decyzja jest bardzo trudna, ale w takim
            przypadku powinien zwyciezyc zdrowy rozsadek...
            Nie sztuka jest urodzic dziecko, sztuka jest go wychowac...
    • aguszak Re: ...trudna decyzja 25.11.03, 12:43
      Po raz kolejny zdziwię się, że nie można było zapobiec "klopotliwej" ciąży, ale
      cóż - stało się :(
      Po pierwsze nie jest powiedziane w tym krótki tekściuku, że matka umrze, a
      dziecko, jeżeli się urodzi, to będzie chore, upośledzone - to wszystko już w
      innych rękach.
      A ponieważ każdy scenariusz jest możliwy, to napisze krótko: donosić ciążę i
      urodzić, a potem - oddać wszystko w boskie ręce, skoro poczęcie też oddano w te
      właśnie ręce :)
      • charade Re: ...trudna decyzja 25.11.03, 15:17
        Ech, nie przekonamy się nawzajem, bo jak wchodzi gdzieś temat aborcji, to
        awantura gotowa i konsensusu ni cholery nie będzie. Uważam, że każda kobieta ma
        prawo do aborcji, jesli ciąża zagraża jej życiu lub zdrowiu. Oczywiście każdy
        postepuje jak chce, jeśli ktoś chce ryzykować lub liczy się ze swoją śmiercią -
        wolna wola. Autorka wątku pytała się, jakbyśmy my postąpili. Ja bym przerwała
        ciążę, no cóż chcę żyć.
      • zalotnica Re: ...trudna decyzja 26.11.03, 02:40
        aguszak napisała:
        >Po pierwsze nie jest powiedziane w tym krótki tekściuku, że matka umrze, a
        >dziecko, jeżeli się urodzi, to będzie chore, upośledzone - to wszystko już w
        >innych rękach.

        ***ale jest guz na mozgu i lekarz sam namawia na aborcje...
        Zreszta sama ciaza jest juz niebezpieczna dla kobiety, a w takim stanie
        wszystko moze sie wydarzyc i wlasnie dlatego jestem ciekawa waszych
        decyzji...
        Byly burzliwe watki o aborcji, no ale nie myslalam, ze przeciwniczki
        beda tak uparcie bronily swojego stanowiska, az do utraty
        tchu...doslownie...


        >A ponieważ każdy scenariusz jest możliwy, to napisze krótko: donosić ciążę i
        >urodzić, a potem - oddać wszystko w boskie ręce, skoro poczęcie też oddano w
        >te właśnie ręce :)

        ***ale wlasnie w tym rzecz, ze nie wiadomo , czy szczesliwie donosisz do
        konca i czy dziecko, teraz lub w przyszlosci nie zaplaci za Twoja decyzje
        (i pozostala czworka rowniez)
    • lola211 Re: ...trudna decyzja 25.11.03, 23:06
      Jezeli lekarz powiedziałby mi, ze ciąza zagraza mojemu zyciu i jest wielce
      prawdopodobne, ze moge umrzec, to ciaze usunełabym.

    • jackie.brown Re: ...trudna decyzja 25.11.03, 23:19
      ja bym sie zapytala jeszcze innyhch lekarzy. czy konsultowalas sie tylko z
      jednym lekarzem?
      • lola211 Re: do jackie.brown 25.11.03, 23:24
        O to by trzeba pytac Beate z watku "piate dziecko" która tak pisala o sobie.Ze
        mogłaby ciaze usunąc bo było ku temu wskazanie, ale tego nie zrobiła, tylko
        urodzila i oddała dziecko do adopcji
    • Gość: a_n_d_z_i_a Re: ...trudna decyzja IP: *.gawex.pl / *.Gawex.PL 25.11.03, 23:32
      Ja rozumiem Pania Beate, ale to dziecko jest istota zywa.Jak mozna je tak
      usunac.Wyrzuty sumienia potem moga byc bolesniejsze jak sam fakt iz dziecko
      moze byc chore...Nie mozna byc takim egoista.Moja siostra wiele by dala aby
      miec dziecko.Niedawno je stracila...
      • zalotnica Re: ...trudna decyzja 26.11.03, 02:36
        Gość portalu: a_n_d_z_i_a napisał(a):
        >Ja rozumiem Pania Beate, ale to dziecko jest istota zywa.Jak mozna je tak
        >usunac.Wyrzuty sumienia potem moga byc bolesniejsze jak sam fakt iz dziecko
        >moze byc chore...

        *czy w takim przypadku moglabys spokojnie myslec, ze Twoje dziecko
        dzieki Tobie meczy sie cale zycie...?

        >Nie mozna byc takim egoista.Moja siostra wiele by dala aby
        >miec dziecko.Niedawno je stracila...

        * Rozumiem, ze dzielisz bol razem ze swoja siostra...
      • ada296 Andzia i Charade 26.11.03, 02:41
        to nie tak
        życie tak już nam robi, że gdy chcemy to nie mamy
        gdy nie chcemy - mamy
        ale to ma się nijak do egoizmu
        i do aborcji
        współczuję Twojej Siostrze
        sama dziecka nie straciłam ale były koszmarne komplikacje
        cudem obydwaj moi młodzi panowie żyją
        cudem
        ale gdy była w ciąży nie wiedziałam, że obie ciąże są co najmniej wątpliwe
        nie mogę powiedzieć czy bym ciążę usunęła gdybym wiedziała jakie będą problemy
        bo obaj żyją i są super facetami
        i nie chcę zapeszać
        ale generalnie jestem za aborcją
        zwłaszcza gdy wiadomo, że matka może porodu nie przeżyć
        ale taka wiedza przychodzi z wiekiem
        gdy pod koniec pierwszej ciąży lekarz powiedział, że są problmy i że w razie
        problemów będzie ratował moje zycie najpierw a poteż życie dziecka uważałam,
        że to koszmar i nieporozumienie
        teraz odbieram to inaczej
        ale przy czwórce dzieci i jakimkolwiek zagrożeniu....
        pewnie zdecydowałabym się na aborcję
        ze świadomością, że robię...
        nie tak
        wiem, że wszelkie życiowe decyzje są złe
        sztuka polega na wyborze mniejszego zła
        i aborcja byłaby mniejszym złem
        tak myślę teraz
        pozdrawiam
    • Gość: jaka Re: ~decyzja IP: *.spray.net.pl 26.11.03, 02:33
      nie wierzyć lekarzom, nie poddawać się. Urodzić, zrobić wszystko dla zdrowia
      siebie i dziecka, nie ulegać bezsilności i stresowi, nie myśleć o zagrożeniu.
      To jedyne wyjście jak dla mnie.
    • matylda12 Re: ...trudna decyzja 26.11.03, 10:39
      choć jeszcze nie mam dziecka wiem, że nigdy w życiu nie oddałabym go do adopcji
      a co do aborcji w takiej sytuacji - naprawdę nie potrafię jednoznacznie się
      okreslić, nie mam pojecia jaka decyzje podjęłabym na Twoim miejscu,

      bądź dzielna
      pozdrawiam

      • otryt Dlaczego adopcja większym złem dla Ciebie? 30.12.03, 10:22
        matylda12 napisała:

        > choć jeszcze nie mam dziecka wiem, że nigdy w życiu nie oddałabym go do
        >adopcji
        > a co do aborcji w takiej sytuacji - naprawdę nie potrafię jednoznacznie się
        > okreslić,

        Nie mogę zrozumieć dlaczego tak wiele osób nie dopuszcza w ogóle myśli o
        oddaniu do adopcji urodzonego przez siebie dziecka? Adopcja może być dobra dla
        dziecka. Wiele małżeństw przyjęłoby adoptowane dzieci jak swoje. Więc dlaczego
        ten opór? Dlaczego aborcja tak wielu ludziom wydaje się być lepszym
        rozwiązaniem? Myślę, że może warto zmienić swój stosunek do adopcji.

        Pozdrawiam:)
        • Gość: renia Re: Dlaczego adopcja większym złem dla Ciebie? IP: *.ath.spark.net.gr 30.12.03, 10:28
          Bo aborcja jest decyzja bardziej definitywna, ostatezna. usuwasz i starasz sie
          jak najpredzej zapomniec. Oddajac dziecko do adopcji zyjesz ciagle w stanie
          wiedzy, ze to twoje dziecko (krew twoja i kosc Twoja preciez) chodzi po
          wiecie, moze mijasz sie z nim na ulicy, pewnie nie wiedzac jsk ono wyglada
          wpatrujesz sie uporczywie w tarze spotykanych dzieci, ze moze dostrezesz
          podobienstwo do siebie, nie, to musi byc naprawde okropne, pewnie budza sie
          uczucia, tesknota, wyrzuty, pragnienie spotkania tgo dziecka chociaz na
          chwile, przekonania sie, czy jest mu dobrz, czy go kochaja, czy ma wszystko.
          No i dochodzi jeszcze presja spoleczna, wiesz chyba jak spogladaloby otoczenie
          na matke, ktora oddala dziecko do adopcji - o zmianie nastawienia poki co
          moemy przeciez tylko pomarzyc. Moim zdaniem naprawde ciezko zyc komus, kto
          oddal dziecko do adopcji. Aborcja wydaje sie byc latwiejszym rozwiazaniem.
          • otryt Re: Dlaczego adopcja większym złem dla Ciebie? 30.12.03, 10:43
            Gość portalu: renia napisał(a):

            > Bo aborcja jest decyzja bardziej definitywna, ostatezna. usuwasz i starasz
            >sie
            > jak najpredzej zapomniec.

            Myślę, że masz rację. Ale z tym łatwym zapomnieniem o dokonanej aborcji to
            chyba nieprawda. Wchodzi to w podświadomość i daje znać o sobie od czasu do
            czasu...
            • nglka Re: Dlaczego adopcja większym złem dla Ciebie? 30.12.03, 10:49
              Po pierwsze: o aborcji nie da się zapomnieć
              Po drugie: Adopcja w naszym kraju jest tak utrudniona, że nikt praktycznie nie
              ma szans na otrzymanie zgody. Wymagania są tak wielkie, że nie chce mi się tu
              wszystkiego przytaczać.
              Po trzecie: Jeśli dziecko będzie chore, na 99,(9)% NIKT się nim nie zainteresuje
              jako kandydatem do adopcji. Rodziny zwyczajowo chcą jedynie normalne i
              całkowicie zdrowe dzieci.

              Proponowałabym, żebyście zapoznali się bardziej z faktem jak przebiega adopcja a
              dopiero później twierdzili, że to przecież takie dobre rozwiązanie.
              • otryt Re: Dlaczego adopcja większym złem dla Ciebie? 30.12.03, 10:54
                Ja odniosłem się do wypowiedzi Matyldy: młodej, zdrowej kobiety, która z góry
                zarzeka się, że adopcja nigdy a aborcja niewiadomo.Chcę zrozumieć dlaczego wg
                niej adopcja jest gorszym rozwiązaniem. Mowa o hipotetycznym przypadku w
                nieokreślonej przyszłości. Matylda mówiła o sobie, nie o Beacie.

            • Gość: renia Re: Dlaczego adopcja większym złem dla Ciebie? IP: *.ath.spark.net.gr 30.12.03, 10:59
              Myślę, że masz rację. Ale z tym łatwym zapomnieniem o dokonanej aborcji to
              > chyba nieprawda. Wchodzi to w podświadomość i daje znać o sobie od czasu do
              > czasu...


              Oczywiscie, ze daje znac od czasu do czasu, ale adopcja tym bardziej.
    • tralalumpek Re: ...trudna decyzja 30.12.03, 10:37
      zalotnica napisała:

      >
      > W watku "Piate dziecko" Pani Beata mowi, cytuje :
      >
      > "Mam klopoty z sercem, w chwili gdy dowiedzialam sie o ciazy, bylam
      > w trakcie diagnozowania drugiej choroby. Okazalo sie, ze to guz mózgu.
      > Moze bede zdrowa, moze bede sparalizowana. Jestem ciagle zmeczona.
      > Nie czuje sie na silach byc mama noworodka. Lekarz namawial mnie
      > na aborcje, moglam ja zrobic legalnie..."
      >
      > Krotko, interesuje mnie wasza decyzja, czy w przypadku TAKIEJ diagnozy
      > posluchalybyscie/liscie lekarza czy zdecydowalybyscie sie jednak urodzic
      > juz z mysla, aby dziecko (chore???) oddac do adopcji...?"





      pytanie z serii "co by bylo gdyby slonce sie z ksiezycem zderzylo"
      mysle, ze nikt z nas nie jest w stanie przewidziec jak zachowalby sie gdyby
      naprawde znalazl sie w takiej sytuacji
      wszystkie gdybania sa bezsensowne
    • nglka Re: ...trudna decyzja 30.12.03, 10:44
      Hm bardzo ciężka decyzja, tak na prawdę żadna z nas nie może na[pisać, że jest
      pewna co by zrobiła w takiej sytuacji o ile sama takiej nie przeszła.
      Ja przypuszczam, że zdecydowałabym się usunąć. Będąc na miejscu tej kobiety
      miałabym na wychowaniu jeszcze pięcioro dzieci, które potrzebują matki a jeśli
      dziecko urodzi się chore... Nie. aborcja. Co wcale nie znaczy, że byłoby to
      podjęte bez uczuć. Właśnie dlatego, że jako człowiek jestem obdarzona uczuciami
      - nie mogłabym zaryzykować życia 5ciorga (wówczas) sierot czy życia chorego
      dziecka na którego utrzymanie nie byłoby mnie stać. Chore dziecko wymaga
      specjalnej troski, wiele czasu i pieniędzy... do adopcji nie miałabym serca
      oddać, takie dzieci (upośledzone) nie mają szans na normalną kochającą rodzinę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka