white-lizette
18.03.09, 17:34
W zeszlym semestrze zaczelam studia podyplomowe. Jako ze jest to wymagajacy
program i ze dodatkowo pracuje i wracam do domu dopiero po 6, prawie wogole
nie mam czasu na zycie towarzyskie. Najgorsze jest jednak to, ze zaczelo sie
to wszysko odbijac na moim malzenstwie. Moj maz jest osoba bardzo towarzyska,
ma pelno znajomych, lubi imprezy i nigdy nie odmawia np. wyjscia z kumplem na
piwo. Pol roku temu zaczal nowa prace i w sumie od poczatku co najmniej raz w
tygodniu wychodzil po pracy z kolegami na piwo. Ostatnio zaczelo sie to
zdarzac coraz czesciej, 2-3 razy w tygodniu i zaczal mi mowic, ze poniewaz ja
sie ciagle ucze to on i tak sie nudzi wiec woli sobie wyjsc. Jak sie zaczelam
troche dopytywac o szczegoly to okazalo sie ze on zazwyczaj wychodzi z dwoma
kumplami z pracy i z kolezankami jednego z nich tak dla towarzystwa. Ja
oczywiscie myslalam, ze jest to jakies szybkie piwko po pracy, a okazuje sie
ze oni ida sobie najpierw na jakas fajna kolacje a potem do knajpy. No i
wczoraj w koncu nie wytrzymalam. Powiedzial mi ze po pracy idzie na piwo bo to
Sw. Patryka itd. i ze bedzie w domu po 9. Okolo 10 dzwoni do mnie, ze jest juz
pozno i ze chyba zostanie na noc u kolegi bo bedzie mial blizej do pracy.. Nie
ukrywam, wkurzylo mnie to na maxa. Powiedzialam, mu ze mam to gdzies i niech
robi co chce, do domu jednak w koncu przyjechal.
Powiedzcie mi, mialam prawo sie zdenerwowac? Nie za bardzo wiem co robic, na
studiach mi naprawde zalezy, ale z drugiej strony ciagle musze sie uczyc, i
perspektywa tego, ze tak to ma wygladac najplizsze poltora roku poprostu mnie
doluje. Czy mam prawo od meza wymagac, aby w pracy wracal do domu skoro ja i
tak siedzie w ksiazkach? Poradzcie cos.