ona_515
02.04.09, 22:40
jak byscie ocenili taka sytuacje:
facet dzwoni rano, umawia sie na popoludnie, ze przyjdzie. ona sie zgadza,
choc srednio jej to na reke. po poldniu facet znow dzwoni, ze spotkal kolegow
na miescie i jednak nie przyjdzie. ona przyjmuje infromacje, przynajmniej
bedzie miec czas dla siebie. Mijaja godziny, spokanie sie przedluza, bo faceci
jeszcze pare knajp musza zaliczyc. ona sie wkurza, bo jednak miala nadzieje ze
wieczorem sie spotkaja. Okazuje sie, ze kolega ma urodziny wiec kolejne
godziny mijaja. nagle ona dostaje syglal od faceta, ale po 4h nie ma choty
sluchac kolejnych tlumaczen. dochodzi godzina 23, zdenerwowana kobieta lapie
za tel, bo co facet moze robic 9h z kolegami na miescie??? albo w knajpie???
po 3h zrozpaczonej walki kobiety z sama soba,facet jakby nigdy nic sie odzywa,
z tekstem ze rozladowana kom, ale przeciez dzwonil od kolegow (oczywiscie
sciema, bo przeciez w telefonie wyswietla sie czy ktos dzwonil..) i zdziwiony
pretensjami kobiety. do tego sam ma pretensje ze nie zadzwonila, w koncu
wysylal sygnala do niej, aby oddzwonila...
rozpetala sie klotnia, nerwowa kobieta nawrzucala facetowi i vice versa.
naturalnie te 12h spedzil z kolegami przy piwie, meczu itp. do tego tesknil,
probowal sie kontktowac tylko zla kobieta nie raczyla oddzwonic.
kobiete czekal ciezki dzien w pracy, jednak po nieprzespanej nocy nie byla w
stanie funkcjonowac i wziela wolne.
a facet sie ''regenerowal'' nastepnego dnia ze spokojem.
pytanie:
zla kobieta czy zly facet?