pankracka
15.04.09, 19:29
Witam.
Chciałam tutaj przedstawić nietypową sytuację w jakiej się znalazłam
i prosić o radę (watek jest dość długi)
Mam 43 lata i jestem wdową. Mam dwoje dzieci - syna 18letniego i
córkę 6letnią. Mój mąz zginął w wypadku ponad dwa lata temu. Przez
cały czas po tym wydarzeniu nie miałam ani ochoty ani głowy
interesowac się innymi mężczyznami. Ale niedawno, w styczniu,
spotkałam mężczyznę, który takie zainteresowanie wzbudził.
Jest to mój kolega ze szkoły podstawowej, którego nie widziałam od
tamtych czasów, a na którego przypadkiem wpadłam w czasie wywiadówki
szkolnej starszego syna. Okazało się że jego córka też chodzi do
tego samego liceum, tylko do niższej klasy. Zaprosił mnie na kawę,
żeby pogadac co tam słychać, no i okazało się, że on również stracił
żonę, tylko na skutek choroby, ponadto ma dwie córki gdzie również
jest dosyć spory odstep wieku.
Być może te podobieństwa sprawiły, że trochę zbliżyliśmy się do
siebie i zaczęliśmy spotykac. Czasem raz w tygodniu czasem co dwa
tygodnie, w każdym razie żeby było to jasne - między nami do niczego
nie doszło w sensie erotycznym - spotykamy się i sprawia nam to
przyjemność, przy tym nasze młodsze córki polubiły się, ponieważ
przeważnie zabieramy je na te spotkania. Nie wiem, jak ta znajomość
się rozwinie, na razie nie o tym chcę pisać.
Problem jest inny. Po śmierci jego żony (a nawet wcześniej, ponieważ
kobieta ta długo chorowała) opiekę nad dziećmi przejęla teściowa
mojego znajomego. Była to i jest dla niego bardzo duża pomoc, babcia
jest wnuczkom całkowicie oddana i poświęca im chyba cały swój czas,
w kazdym razie mieszka razem z nimi, ponieważ było to najlepsze
rozwiązanie, zwłaszcza ze względu na młodszą córkę, która w chwili
śmierci mamy była malutkim dzieckiem. Niestety, jest również
apodyktyczna i przekonana, że zięc powinien zostac nie tylko
samotnym wdowcem do końca życia, ale wręcz nie uznaje żadnych kobiet
w jego otoczeniu. Oczywiście przez pamięć dla zmarłej żony.
Dano mi to było wyrażnie odczuć podczas mojej jak na razie jedynej
wizyty w jego domu. Teściowa na moje powitanie nawet na mnie nie
spojrzała (ani na moją córke), i demonstracyjne wyszła z domu
podkreślając że wraca za godzinę.
I wygląda na to, że może to zepsuć całkiem miłą znajomość.
Jak przekonać do siebie tę kobietę? czy to ma sens?