Dodaj do ulubionych

(chyba) nienawidze mojego meza (dlugie)

17.05.09, 15:21
z mezem mieszkamy u moich rodzicow, on przyczepil sie do mnie jak
rzep wiecie do czego...nie kochamy sie juz od dawna, ani fizycznie
ani emocjonalnie, mamy jedno dziecko, nasze malozenstwo generalnie
to porazka...
JA GO NIENAWIDZE!!!
on niekidy jak jest lepiej mowi ze mnie kocha, ale to tylko
gadanie...

maz nie pracuje w ciagu 4 lat mial 4 prace, teraz nie pracuje od
misiaca, w kazdej pracy mu zle, wszyscy sa glupi, beznadziejni itp...
a jak sie pozniej okazuje od szefostwa maz po prostu sobie nie
radzi, jest leniwy, klotliwy itp

podczas klotni ubliza mi, zdarzylo sie ze mnie uderzyl,(choc
przyznam, ze ja tez nie bylam bierna, jednak jego wyzwiska i sila sa
znacznie bardziej mocniejsze)

przed slubem byl bardzo kochajacy, na prawde zupelnie inny
czlowiek... byl zawsze za mna i wogole...
teraz nawet mnie nie broni przy znajomych

znalismy sie krotko(rok) przed slubem...zaszlam w ciaze poronilam i
postanowilismy wziasc slub bylam zalamana poronieniem i pod wplywem
emocji, nie z racjonalnego punktu widzenia, pobralismy sie

maz za moja namowa skaczyl technikum

ja w obecnie koncze studia magisterskie i zczynam 2 fakultet

nie bylo zle miedzy nami do czasu nastepnej ciazy, niby obydwoje
chcielismy miec dziecko, jednak on jeszcze nie dorosl do dziecka, w
trakcie ciazy klocil sie ze mna, olewal mnie, popijal dosyc czesto,
oklamywal, a nawet nawiazal internetowo znajomosc z dziewczyna, z
ktora rowniez widywal sie w rzeczywistosci, ja nie moglam
powstrzymac nerwow, synek mimo, ze jest wspanialym dzieckiem
doslownie idealnym- jest bardzo nerwowy, mysle ze to za sprawo moich
ciazowych nerwow

ja narazie siedze w domu, nie pracuje, choc chcialabym, ale
wczesniej nie mial kto z synkiem zostac, a teraz jak on nie pracuje,
pisze prace magisterska i nie zdarzylabym jej skonczyc gdybym
podjela prace, podejme zaraz po obronie, albo nawet zdaniu pracy mgr

maz nie ma wogole honoru, liczy na moich rodzicow, bo jego rodzice
nigdy nam nie pomogli, ani w ogole nie interesuja sie ani nim, ani
wnuczkiem, nie szuka pracy bo mu wygodnie, codziennie piwko
codzienne odwiedziny znajomych lub u znajomych, i zycie na koszt
moich rodzicow
moi rodzice sa kulturalni, ale juz maja dosyc utrzymywania trojki
osob, nie lubia mojego meza, nie szanuja go!!!choc nie daja tego po
sobie poznac, a poza tym on sam sie nie szanuje...

nie jestem bez winy, wiem, ale chcialabym miec normalna rodzine,
chcialabym zyc samodzielnie a nie tak na czyjs koszt- jak moj maz...
nie wiem co mam zrobic???
z jednej strony pamietam jaki kiedys byl kochajacy
z drugiej jednak nie wiem czy on sie kiedys zmieni???

jeszcze napisze o relacjach miedzy nami
jest tak jak jest dobrze to jest dobrze, ale on szybko i latwo
wybucha, jest uzalezniony od gier komputerowych(z czym tez walcze,
ale bezskutecznie) czesto sie drze, wtedy ja go wyzywam i powstaje
klotnia

ja chce zmiany, czesto mu mowilam ze chcialabym zaczac zyc jak
szanujaca sie rodzina, ale njwyrazniej on nie chce sie zmienic,
czesto prowokuje klotnie, dodam rowniez ze klamie!!!nigdy nie
dotrzymuje umowionej godziny, wychodzi mowi na 30 min wraca po 2
godz np. fakt nie chce by wychodzil, ale on rowniez nie chce bym
wyhodzila ja skoro ja sie stosuje do jego zalecen to dlaczego on do
moich nie???

co byscie zrobily w mojej sytuacji??
jest jakas szansa
dodam ze dziecko bardzo kocha i jest dostatecznie dobrym ojcem...
Obserwuj wątek
    • mary_an Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:25
      > co byscie zrobily w mojej sytuacji??

      Wzielabym rozwod juz na samym poczatku. Wyrzuc go z domu zloz pozew rozwodowy i
      moze jeszcze znajdziesz jakiegos porzadnego faceta w zyciu. Im szybciej go
      wyrzucisz tym lepiej dla ciebie.
      • mary_an Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:26
        Aha, jeszcze krotkie uzasadnienie: facet cie nie szanuje, ma cie gdzies, potrafi
        uderzyc, jest leniwy i to sie nie zmieni, bedzie uprzykrzal ci zycie, jesli
        znajdziesz prace to bedziesz go utrzymywala, pracowala, sprzatala, gotowala, a
        on jak bedzie mial zly humor to ci jeszcze na to wszystko przylozy, bo "zupa
        byla za slona". Przynajmniej tak mi to wyglada.
        A to, ze jest mily dla dziecka? Ludzie zwykle sa mili dla malych dzieci.
        Poczekaj az dziecko troszke podrosnie, zacznie miec humory, pyskowac, to pewnie
        tez bedzie je tlukl.
        • lil-y Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:35
          tzn nie ma tak, ze ja sprzatam- obowiazki sa podzielone, ze ja
          gotuje- wszystko na pol, a i pobic bym sie nie dala uderzyl mnie
          moze dwa razy, podczas porzadnych klotni, gdyby zrobil to trzeci raz-
          nie recze za siebie

      • lil-y Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:28
        tez coraz bardziej sklaniam sie do takiego rozwiazania...
        ale z drugiej strony szkoda mi tych lat... i synek bedzie bez ojca,
        a i kobiecie z dzieckiem ciezej znalesc faceta...

        a myslisz, ze zadna terapia malozenska czy cos w tym sensie nie
        przynioslaby rezultatu?
        • mary_an Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:46
          Kiedys bylam na weekendowych warsztatach i bylo tam duzo zajec o malzenstwie,
          zajecia byly prowadzone przez dwie panie psycholog, ktore wlasnie zajmuja sie na
          co dzien terapia malzenska.

          Oto, czego sie dowiedzialam o terapii:
          Wiele malzenstw nie potrafi sie dogadac, nie potrafi spokojnie porozmawiac,
          proby rozmow koncza sie awantura. Dlatego terapia polega glownie na tym, ze para
          sobie siedzi razem z psychologiem i otwarcie rozmawia o swoich problemach,
          psycholog ewentualnie pomaga, zadajac pytania itp. Ale nie daje gotowych
          rozwiazan ani odpowiedzi, bo takich nie ma.

          Zastanow sie, w czym w twoim przypadku jest problem. Moze maz ma rzeczywiscie
          jakas depresje i problemy psychiczne i terapia by mu pomogla. Ale jesli chodzi o
          to, ze sie juz od dawna nie kochacie, ze nie mozecie sie nawzajem zniesc i masz
          wrazenie, ze wrecz go nienawidzisz, to nie wiem, na ile taka terapia moze pomoc.
          Jesli uwazasz, ze jeszcze nie jest za pozno, to zawsze mozna sprobowac.

          Ja bym byla pesymistka szczegolnie ze wzgledu na to, ze jestes ambitna, konczysz
          studia, chcesz robic kariere, pewnie kupic mieszkanie, moze potem dom, prowadzic
          zycie na jakims poziomie. Moze wyjsc raz po raz do kina, do restauracji, do
          teatru. Jesli jestes z facetem bez wyksztalcenia, bez pracy, ktory zajmuje sie
          piciem piwa przed telewizorem calymi dniami to jaka widzisz tutaj mozliwosc
          pogodzenia waszych interesow?

          Moja kolezanka byla w takiej sytuacji i bardzo, ale to bardzo to przezyla. Nie
          wiem, jak to sie skonczylo, bo zerwala ze wszystkimi kontakt, totalnie sie
          zalamala. Ja wyjechalam za granice, wiec nie wiem, co z nia jest dalej. A to
          byla(jest) super dziewczyna, studia na najlepszej uczelni, praca w
          ministerstwie, jezyki, zainteresowania, miala wiele pasji. Potem sie zakochala,
          wyszla za maz w 2 miesiace, on nagle sie zmienil, zaczal sie na niej wyzywac,
          rzucil prace ona go utrzymywala, chyba tez ja bil, zabranial wychodzic z domu,
          siedzial przed TV, pil piwo i sie na nia wydzieral. Wiem, ze ona tez nie mogla
          sie zdecydowac zeby go wykopac za drzwi, czym doprowadzila swoje zdrowie
          psychiczne do ruiny. Nie wiem, czy go zostawila, czy nie, ale na pewno im
          szybciej to zrobila/zrobi, tym lepiej.

          A ze kobieta z dzieckiem nie znajdzie dziecka? Moze tak, moze nie. Mam
          znajomych, co pozenili sie z dziewczynami z dziecmi. Milosc nie wybiera :) A
          nawet jesli nikogo nie znajdziesz to zastanow sie, co jest lepsze - byc z nim,
          takim jaki jest i pewnie sie nie poprawi a raczej pogorszy, czy byc sama z
          dzieckiem, ale przynajmniej bez faceta, ktory rujnuje ci zycie.
          • lil-y Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:54
            masz racje, sama juz do tego doszlam, ze raczej nic z tego nie
            bedzie, utwierdzilas mnie w przekonaniu, ale mimo to postaram sie z
            nim jeszcze pogadac i damu ostatnia szanse jak ja spieprzy to juz
            definitywnie koniec!

            dziekuje za rady
            i pozdrawiam serdecznie
          • cytrynka_ltd też byłaby. i to samo napisałam. 25.05.09, 17:00
            mary_an napisała:

            Ja bym byla pesymistka szczegolnie ze wzgledu na to, ze jestes ambitna, konczysz
            studia, chcesz robic kariere, pewnie kupic mieszkanie, moze potem dom,


            ale, on jednak coś zrobił. skończył w tym czasie technikum. a, przy jej ambicji
            i braku chęci brania za siebie odpowiedzialności, zawsze będzie jej mało.
            to ona zatruwa mu życie i doprowadziła do depresji.
            • lil-y Re: też byłaby. i to samo napisałam. 25.05.09, 20:17
              heh pani psycholog od siemiu bolesci

              diagnoza mierna

              ja CHCE SIE WYPROWADZIC I CHCE ZYC NA WLASNY RACHUNEK, prace mialam
              ALE WOBRAZ SOBIE ZE W CIAZY MNIE ZWOLNIONO, A TERAZ DZIECKO MA
              ROCZEK I wyobraz sobie (wiem ze ci ciezko, ale sprobuj) ze nie mam z
              kim malego zostawic, w takiej sytuacji jak siedze ja z malym to
              wydaje mi sie ze maz powinine nas utrzymac i darzyc do tego by pojsc
              na swoje...
              no ale moze to jakies utopijne wizje...
    • jane-bond007 Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:31
      no chyba tak mi wyglada ze nie chcesz z nim byc, tak?
      to z nim nie badz
      • lil-y Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:38
        ale jak mu powiedziec, zeby sie wyniosl,
        pare razy ze 3 podczas wiekszych klotni krzyczalam pakoj sie i
        wynos, raz go nawet zaczelam pakowac, ale on sie rozpakowal:)

        jak mu powiedziec, zeby wzial mnie na powaznie, zeby zrozumial?!
        • jane-bond007 Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:52
          jesli zdecydujeszz sie na taki krok to powiedz mu ze ma tydzien na
          wyprowadzke, potem spakuj jego rzeczy i wystaw za furtke, zamknij
          drzwi - wszystko to w porozumieniu z rodzicami

          inna opcja zaloz sprawe rozwodowa, dostaniesz nakaz eksmisji i papa
    • niebieski_lisek Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:38
      > synek (...) jest bardzo nerwowy, mysle ze to za sprawo moich
      > ciazowych nerwow

      A ja myślę że to za sprawą waszych awantur już po jego urodzeniu. Naprawdę
      chcesz dziecku fundować takie dzieciństwo"?
      • lil-y Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:46
        po urodzeniu byl wzgledny spokoj, jezeli klotnie to nie przy synku
        • mary_an Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:48
          Dzieci wyczuwaja nastroje rodzicow, nawet jak nie klocicie sie przy nim to
          wyczuje. Jak malutkie dziecko to po prostu wyczuje, jak wieksze, to tez zauwazy,
          ze cos jest nie tak.
    • sauber1 Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:40
      lil-y napisała:

      > z mezem mieszkamy u moich rodzicow, on przyczepil sie do mnie jak
      > rzep wiecie do czego...nie kochamy sie juz od dawna, ani fizycznie
      > ani emocjonalnie, mamy jedno dziecko, nasze malozenstwo generalnie
      > to porazka...


      To co Ty jeszcze się z nim męczysz, tracisz najpiękniejsze chwile życia, gdy
      tylu sympatycznych ludzi na świecie ?
      • lil-y Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:45
        nie wiem, chyba boje sie to skonczyc:(
        boje sie, ze bede sama, ze dziecko bedzie wychowywac sie bez ojca...
        licze na to, ze moze kiedys sie zmieni...
        choc w zasadzie, skonczylabym to, ale nie chce wychodzic na osobe
        nie dotrzymujaca slowa, jestem dosyc stanowcza, ale on nie chce ode
        mnie odejsc, nawet jak mu to mowie!
        nie chce robic scenek, chce poprostu by sie wyniosl, ale nie chce mu
        w tym pomagac, chce by posluchal moich slow!
        glupie nie???
        • jane-bond007 Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:49
          o co chodzi z tym: dziecko bedzie sie wychowywalo bez ojca? ze niby
          bedzie gorsze/nienormalne i wytykane palcami do tego?
        • mary_an Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:50
          Przeciez bedzie mialo ojca. On nie umiera, tylko sie wyprowadza. Z ojcem bedzie
          sie przeciez spotykal?
          • sauber1 Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:55
            mary_an napisała:

            > Przeciez bedzie mialo ojca. On nie umiera, tylko sie wyprowadza. Z ojcem bedzie
            > sie przeciez spotykal?

            No i to jest najgorsze dla kobiet właśnie, nigdy nie uwolnią się od obecności
            niechcianego nawet już byłego męża.
        • durneip Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 15:55
          > boje sie, ze bede sama, ze dziecko bedzie wychowywac sie bez ojca...

          na razie to ładujesz dzieciaka w niezły kanał. już ma nerwicę, a hodujesz
          przyszłego nastolatka dorastającego w poczuciu winy, że jest jedynym co trzyma
          przy sobie rodziców, którzy się nienawidzą.

          hodujesz także faceta, który widzi, że agresja jest dozwolonym narzędziem w
          życiu codziennym, lenistwo jest ok, kłamstwo też, a jak się coś komuś nie
          podoba, to może dostać w ryj.

          no ale jasna sprawa, boisz się zostać sama...
          • lil-y Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 16:04
            macie racje, wiem o tym, sadze, ze nic juz z tego nie wyjdzie, ale
            mimo to postaram sie jeszcze raz uratowac ten zwiazek, jak tym razem
            cos sie zawali to po poprostu go skoncze.

            dziekuje za to co piszecie to ostre slowa, ale przecieraja oczy
            • sebalda Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 16:44
              Trwam w podobnym związku ponad 20 lat. Początkowo decydowały względy religijne i
              lęk przed pozostaniem samotną, szukałam w nim pozytywów, ktore też oczywiście
              były, bo nikt nie jest do konca zly. Byłam, i jestem, jak żona alkoholika, po
              każdej kłótni następował okres spokoju i liczyłam, że może tym razem to była
              ostatnia awantura. Potem przyszły dzieci, które stały się całym moim światem. To
              też źle, kłótnie o to, że dzieci są dla mnie ważniejsze, zwykła zazdrość o moje
              uczucia do dzieci. Łykałam kolejne poniżenia, wyzwiska, znosiłam awantury. To
              znaczy nie do końca, też się broniłam, pewnie podobnie jak Ty, stąd awantury i
              krzyki, pewnie gdybym znosiła to z pokorą, może aż tak by się nie nakręcał, ale
              kto jest w stanie znosić z pokorą najgorsze wyzwiska? Znasz to, prawda?
              Teraz syn jest w wieku dorastania, moja cierpliwość i naiwna nadzieja, że mąż
              jeszcze się zmieni wyczerpały się całkowicie. Ale syn na słowo rozwód reaguje
              taką rozpaczą, że pęka mi serce. Mam 46 lat. Jak teraz mam podjąć radykalne
              kroki: syn nie zrozumie, bo mąż wyrobił w nim potrzebę uciekania przed tyranią,
              syn jest wobec ojca pokorny i zawsze schodzi mu z oczu.Ode mnie oczekuje tego
              samego, uważa, że ojca nie wolno drażnic, dlatego nie zrozumie, że ja już tak
              dalej nie mogę żyć i winą za rozwód będzie mnie obwiniał może do końca życia.
              Poza tym w tym wieku potrzebuje ojca szczególnie. No i rozwodząc się teraz,
              skazuję się prawdopodobnie na samotność do końca życia, jestem jednak już za
              stara na nowy związek.
              Cała ta historia ma posłużyć ku przestrodze: lepiej zakończyć taki związek
              wcześniej, póki dziecko nic nie rozumie i nie będzie tak cierpieć i póki masz
              szansę na rozpoczęcie innego, lepszego życia. Mężczyzna się nie zmienia, raczej
              z wiekiem robi się coraz gorszy, wiem co mówię.
              • brak.slow Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 25.05.09, 16:33
                a ja dam rade Tobie. nigdy nie jest za pozno na rozwód. i nie rob tego dla syna,
                bo syn ma juz 20 lat! niedlugo pojdzie z domu i zalozy wlasną rodzine a Ty
                zostaniesz sama z sadystą. chcesz tego?
                • sebalda Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 26.05.09, 16:11
                  Jeśli to było do mnie (trochę się pogubiłam), to syn ma niecale 14 lat i tu jest
                  właśnie największy problem. Jest w najtrudniejszym wieku, choć nie sprawia
                  problemów wychowawczych, i myślę, że teraz szczególnie potrzebuje ojca, choć
                  rzeczywiście taki ojciec jest średnim przykładem.
                  Gdyby syn miał teraz 20 lat chyba bym się nie zastanawiała. Byłby może na tyle
                  dorosly, że by zrozumiał.
                  • blue_ula Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 27.05.09, 00:18
                    a ja uważam, że 14 lat, to bardzo dobry wiek, by ocenić postępowanie ojca. Teraz może być już tylko lepiej. Uwolnicie się oboje od tyrana. Musisz dbać o zdrowie psychiczne swoje i swojego syna.
                    Wyobraź sobie, co by było, gdybyś odeszła od męża, gdy syn był mały i ojca nie pamiętał z czasów wspólnego z nim zamieszkiwania. Być może wtedy miałby do ciebie pretensje, że pozbawiłaś go ojca.
                    A tak ma prawdziwy ogląd sytuacji.
    • delayla pieniądze na pwio 17.05.09, 18:02
      dają mu Twoi rodzice, tak?
    • black-emissary Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 18:05
      Mieszkacie u Twoich rodziców, oni Wasz utrzymują. Rozwodząc się tylko zyskujesz,
      nic nie tracisz.

      Nie rób tego dla siebie, zrób to dla synka. Nie ma nic gorszego dla dziecka niż
      nienawidzący się rodzice zostający z sobą "dla dobra dziecka".
    • varna771 Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 18:12
      masz bardzo tolerancyjnych i wyrozumiałych rodziców... weź go spakuj
      i niech spada do swojej mamuski. ja wolałabym być sama z dzieckiem
      niż miec w domu takiego darmozjada...
      • cytrynka_ltd jak wy widziecie jednostronnie,jak ona chciała to 25.05.09, 16:57
        przedstawić.

        na jego szczęście, wyrzuciła go ta rozkapryszona córeczka.
        teraz będzie mu lżej bez niej.
        w związku wina zawsze jest po obu stronach. nawet czasami przez czyjąś bierność.
        • lil-y Re: jak wy widziecie jednostronnie,jak ona chciał 25.05.09, 20:19
          lepsza rozkapryszona coreczka, niz jadliwa wredna zolza, ktora daje
          upustw swej irytacji i beznadziejnemu zyciu na forum
    • erillzw Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 17.05.09, 18:12
      Rozwiedz sie.
      Krzywdzisz dziecko, ktore widzi jak nienawidzisz ojca. Pomysl chodziaz
      o tym. Albo przede wszystkim.
    • lil-y Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 25.05.09, 12:49
      wygonilam go, dzis znow wypil i wyzywal...

      poszedl sobie
      wcale nie jest mi smutno...

    • brak.slow Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 25.05.09, 16:36
      współczuję Twoim rodzicom, pewnie starsi, może juz nie tak sprawni, a muszą
      takiego dziada utrzymywac. az sie dziwie, ze dwoje doroslych ludzi, z
      doswiadczeniem zyciowym daje sie tak wodzić za nos jakiemus pierdkowi,,,, im
      dluzej w tym tkwisz tym wieksze rany sobie zadajesz, z ktorych ciezko bedzie ci
      sie wylizać.
      lil-y ile masz lat?
      • cytrynka_ltd właśnie,a ile ona ma lat? 25.05.09, 16:53
        ona tak samo wykorzystuje swoich rodziców.
      • lil-y Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 25.05.09, 20:22
        ja mam 27 lat rodzice 48, 49

        rodzice nie chca wtracac sie do naszego zwiazku, uwarzaja ze sama
        musze to wszytsko rozegrac,
        chca po prostu pomoc, ja tez bym chciala mieszkac oddzielnie,
        sprobowac jak bedziemy na swoim, ale on nie chce jemu jest tak
        wygodnie
        • brak.slow Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 25.05.09, 21:30
          ojej,,,,jestes jeszcze bardzo młoda...uwierz mi i nie słuchaj kretynskich textow
          ze to juz starosc i 30 stka na karku i "gdzie ty chlopa znajdzie" ....nie moge
          uwierzyc ze 27 letnia mloda kobieta, wyksztalcona, jeszcze tkwi w czymś
          taki....przeczytaj swoj post jeszcze raz i jeszcze raz az zrozumiesz w jakim
          tkwisz bagnie..TAK bagnie,,bo naprawde mozna mieć duzo lepiej.. pytasz co bysmy
          zrobili na twoim miejscu....ROZWÓD i to wszystko, aha z zasądzeniem konkretnych
          alimentów na dziecko, może to zmusi szanownego pana przemocowca, lenia, sadyste,
          niebieskiego ptaka do roboty, bo jak nie, to komornik mu bedzie do konca zycia
          wisiał na glowie. pozdrawiam i siły życzę. a jak to najlepiej przeprowadzic to
          radź się ludzi na forum "rozwód i co dalej" wygogluj.
          • lil-y Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 26.05.09, 08:09
            dzieki, bo po slowach innych juz powoli dochodzilam do wniosku, ze
            nawet gdyby nie wiem co... to mam byc przy mezu...
            pozdrawiam
    • cytrynka_ltd idzcie oboje na terapię małżeńską. 25.05.09, 16:52
      dla dobra waszego synka.
      zgodziłaś się kiedyś na ślub, to teraz weź za to odpowiedzialność.
      sama wiesz, jaka jest jego rodzina i on nawet nie jest winien tego, że nie umie
      poprawnie budować relacji w pracy.
      jest nadwrażliwy, a ty też byłaś niedojrzała, kiedy pobraliście się.
      nie zwalał winy na to, że poroniłaś.
      on stara się i jeśli mówi, że kocha, to znaczy, mówi prawdę.
      skończył technikum i powinnaś to docenić.
      ale, ty skończywszy studia i robiąc 2 fakultet, jesteś bardzo ambitna i na pewno
      wywierasz na niego straszną presję.
      niszczysz ten związek i jego.
      jeśli widziałaś po pierwszym dziecku, że on ma problem z pracą, to dlaczego
      podjęłaś decyzję o drugiej ciąży?
      z czego macie na to wszystko pieniądze, kiedy ty nie pracujesz?
      po co ci 2 fakultet, jeśli powinnaś iść do pracy?
      po prostu nie chcesz, a znalazłaś sobie jelenia i od niego teraz za tego
      wszystkiego wymagasz.
      dorośnij w końcu i weź się sama do pracy!
      wymyślając nowy fakultet i nie idąc do pracy, unikasz jedynie dorosłego życia.
      są kobiety, które wychowują dzieci, pracują i jeszcze kończą studia.
      i jakoś mogą. nawet nie pasożytują na swoich rodzicach.
      • zonka77 cytrynka_ltd 26.05.09, 10:16
        co ty wypisujesz??
        > sama wiesz, jaka jest jego rodzina i on nawet nie jest winien tego, że nie umie
        > poprawnie budować relacji w pracy.
        no biedny żuczek!
        > nie zwalał winy na to, że poroniłaś.
        no taaak, cóż za łaskawość
        > skończył technikum i powinnaś to docenić.
        biedactwo pomęczył się więc teraz kilka lat powinien odpocząć...
        > po co ci 2 fakultet, jeśli powinnaś iść do pracy?
        > po prostu nie chcesz, a znalazłaś sobie jelenia i od niego teraz za tego
        > wszystkiego wymagasz.
        Ten jeleń byłby może jeleniem gdyby PRACOWAŁ i zarabiał a jego żona pomimo
        odchowania dziecka i skończenia studiów nadal nie zamierzałaby iść do pracy.

        > dorośnij w końcu i weź się sama do pracy!
        Cudowny tekst :D W kontekście tego ze ona ma małego dzieciaka i kończy studia
        a on nie robi NIC

        > są kobiety, które wychowują dzieci, pracują i jeszcze kończą studia.

        Ale cytrynka bo ja dzisiaj mam słaby dzień - to była ironia czy to tak na serio? :)
    • ada2308_71 Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 25.05.09, 16:55
      O tempora, o mores! Opisy czystej patologii.Bijatyki, w których aktywnie kobieto
      uczestniczysz.Żenada. W dodatku jesteś dowodem żenującego poziomu jakiejś
      nazwijmy to - wyższej - uczelni. Drugi fakultet. Praca magisterska.Z uczelni
      typu szkoła podstawowa powinnaś wynieść umiejętność pisania. Nie chce mi się
      więcej pisać. Świat zszedł na psy.
      • lil-y Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 25.05.09, 20:24
        slyszalas o takim czym jak emocje?
        a pisanie pod wplywem emocji???
        pewnie nie bo wystawilas juz ocene i myslisz ze swiecisz!!!

        ale masz racje swiat zszedl na psy, a wlasciwie suki wszechwiedzace
        wredne i zlosliwe
        • ada2308_71 Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 26.05.09, 06:38
          Idź dziecko i zacznij sobie dwa następne fakultety na podobnie wysokiej
          uczelni.Będziesz jeszcze mądrzejsza. Będziesz umiała kulturalnie wyzywać ludzi,
          nie tylko od suk.
          • lil-y Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 26.05.09, 07:49
            gratuluje samokrytycyzmu i umiejetnosci obiektywnej oceny
            ciesz sie ze od suk nie psow
            "pewno sznowna pani" jest arcy-kulturalna hehehehehe
            tylko calkiem przypadkowo szuka potencjalnych offiar na forum by w
            ten sposb zrekompensowac sobie nieudane zycie,
            ale przy tym panienko nie ucz innych kultury bo samej tobie kultury
            brak.
            a o uczelniach moich: no coz jesli uwazasz najlepsza uczelnie
            rolnicza w Polsce za jakas tam szkolke
            coz, to tylko twoje zdanie, czyli zdanie nikogo.
            • zonka77 lil-y 26.05.09, 10:18
              pojechałaś nieładnie...

              "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
              niemożliwe"
            • ada2308_71 Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 05.06.09, 10:39
              ha- wiedziałam że to szkoła rolnicza:D
    • jendza1 kolejnosc uczuc 25.05.09, 17:45
      Duzo tego i wszystko pomieszane:(. Zacznijmy moze od nienawisci, ktora czujesz
      do meza. Znaczy, ze jestes zaangazowana emocjonalnie. Gdybys nie byla, czulabys
      po prostu obojetnosc. Gdy jest nienawisc - bardzo latwo o milosc. I odwrotnie.
      Taka jest anatomia emocji.

      PRzy tym - milosc malzenska to duzo wiecej, niz 'uczucie'. To przede wszystkim
      decyzja o wspolnym budowaniu. A potem praca nad tym 'byciem jednym' dwojga.
      Ktorego to 'jednego' owocem jest dziecko.
      Jak Ty budujesz swoje malzenstwo?

      Niby wszystko macie. A nie macie nic.
      Trudno budowac te jednie, gdy jest sie u rodzicow. U Twoich rodzicow to TY
      jestes z Twoimi rodzicami. On jest na doczepke. Z laski, bo nie pracuje. Wasze
      bycie, wasza rodzina to ty, on, synek - nie rodzice.
      NIe w domu rodzicow i nie za ich pieniadze. Bo wtedy dalej jestescie dziecmi.
      Troche duzymi, ale dziecmi.

      On traci cierpliwosc, traci panowanie nad soba - co robisz? Reagujesz agresja.
      Czyli nakrecacie sie nawzajem.
      Do czego dojdziecie? Moze do takiej eskalacji, ze sie bedziecie bic? ALbo nawet
      pozabijacie?

      Przyznaj - lubisz to?
      Jestes skoncentrowana na sobie, na wlasnych planach, meza sobie wymyslilas, a
      fakt, ze jest w rzeczywistosci inny, niz ten wymyslony, wkurza Cie. Dziwisz sie,
      ze maly jest nerwowy?

      Myslisz, ze rozwod cos da?
      Nastepny facet tez - szybko sie okaze - nie bedzie taki, jakim bys go chciala
      miec. I tez bedziesz chciala z nim mieszkac u rodzicow?

      Hm, fakt, gdy zabawka sie zepsuje, nalezy ja wyrzucic...

      Przejrzyj na oczy, obejrzyj sie w lustrze. Porozmawiaj z mezem jak z
      czlowiekiem, nie jak z inwestycja, ktora Cie rozczarowala. Dotrzyj do zrodla
      jego problemu. A moze to fakt, ze mieszkacie u rodzicow? A moze fakt, ze jestes
      agresywna, wymagajaca i niedostepna? A moze on sie 'zmienil', bo Ty sie zmienilas?
      Stancie na wlasnych nogach, zacznijcie zyc na wlasny rachunek.
      Ile mozna byc coreczka mamusi i tatusia?
      Hm - wlasciwie cale zycie... Tylko ze wtedy nie jest sie zona...

      Ty wybierasz.
      • lil-y Re: kolejnosc uczuc 25.05.09, 20:34
        pislam chwile po klotni...

        masz racje cos do niego czuje, brak mi go i jest mi smutno

        juz pisalam, ze nie jestem bez winy, wiem ze go nakrecam na klotnie,
        czasami

        ale ja bym chciala sie zmienic, a on... chyba nie
        czesto prosilam go by byl inny- zmienial sie na tydzien,

        i rozmawiam z nim zawsze z nim rozmawiam, a on sie zgadza a i tak za
        chwile robi to co robil, ma taki slomiany zapal,

        a klocic sie nie lubie, nie trafilas:), to ze sie szarpalismy
        zdarzylo sie dwa razy na 5 lat zwiazku, wiec chyba nie mam jakis
        zbytnich sklonnosci to tego typu akcji???
        ale wy chyba panie wiecie lepiej w koncu wiecie wszytsko lol

        chce zmiany, chce mieszkac sama z nim- sprobowac,

        ALE JAK MAM TO ZROBIC SKORO ON NIE CHCE ISC DO PRACY????
        przeciez do cholery nie bede utrzymywala chlopa???
        ja mam juz prace nagrana ide od poczatku lipca,
        • jendza1 Re: kolejnosc uczuc 25.05.09, 21:25


          Popatrz, ja sie nad Twoja sprawa pochylilam, staralam zrozumiec.
          A Ty sie wobec mnie zachowalas..., hm - jednak nie w porzadku.
          Zdanie
          > ale wy chyba panie wiecie lepiej w koncu wiecie wszytsko lol
          jest znow wyrazem Twoich emocji, ale niewlasciwie ukierunkowanych.
          Czemu mnie atakujesz?
          Nie znasz mnie, nic CI nie zrobilam zlego, a wrecz przeciwnie... Zadalam Ci
          tylko pytanie...

          Zwazywszy styl Twojego reagowania na osobe obca i zupelnie dla Ciebie
          abstrakcyjna - jak to musi wygladac w zyciu codziennym?
          Zrozum - chce CI jakos pomoc, ale widzi mi sie, ze problem z mezem w pewnym
          sensie jest drugorzedny. Najpierw musisz sie zmierzyc sama ze soba. I to dla
          dobra Twego, Waszego dziecka, calej Waszej rodziny.
          Najpierw Ty - zrozum, co CI doskwiera, ale Tobie, nie Tobie-mezowi, podejmij
          decyzje i zmien sie.
          A potem, juz 'na spokojnie' - bedziesz mogla podjac wlasciwe kroki w walce z nim
          - o niego, albo w kierunku rozstania. Ale to dopiero pozniej.

          Wiesz, przez duza czesc dziecinstwa skazana bylam na rozchwianych emocjonalnie
          rodzicow, wrzeszczacych na siebie i na dzieci. Mamie ten wrzask zostal jeszcze
          dlugo po rozwodzie, gdy juz bylam bardzo dorosla.
          Ja naprawde WIEM - jak to jest.
          I tym lepiej rozumiem - ze tak byc nie powinno. I dlaczego. Dla dobra wszystkich
          zainteresowanych. W mojej rodzinie, ktora budujemy z mezem, nie krzyczymy na
          siebie. A jesli jednak komus puszcza nerwy - przeprasza. I mi tez sie to zdarza.
          I tez przepraszam. Najlepiej od razu, w momencie, gdy krzykne. Rekoczynow sobie
          w tym kontekscie nie wyobrazam - po prostu dlatego, ze sa niemozliwe
          'technicznie'. Trzeba umiec zapanowac nad soba ZANIM przejdzie sie do
          rekoczynow. Zrozum - agresja rodzi agresje. Nakrecajac sie niczego nie
          poprawisz, bedzie tylko gorzej.
          Hm - a poza wszystkim - poradz sie lekarza. Moze trzeba sprawdzic na przyklad
          hormony tarczycy?
          Jeszcze raz powtarzam - problem z mezem to jedna sprawa, a Twoje style reakcji -
          to druga.
          Zrob cos z tym, Dziewczyno, bo tego nikt za Ciebie nie zrobi.
          A jesli sobie w duszy nie posprzatasz, cierpiec bedziesz Ty i Twoi tez.

          Pozdrawiam i kciuki trzymam
          j
          • jendza1 Hm, a moze 25.05.09, 21:42
            uda CI sie, zmieniajac 'scenariusz'?

            Wiesz, a teraz mam 'pomysl' techniczny niejako. Moze - skoro on nie chce
            pracowac, a malego kocha, Ty idziesz do pracy...- tO ustawcie sie 'odwrotnie',
            znaczy niech on sie zajmie domem i dzieckiem i za to odpowiada, a Ty bedziesz
            pracowac i Was utrzymywac. Wtedy tez powinniscie dac rade sie wyprowadzic od
            rodzicow, stanac samodzielnie na nogi.

            ALe najpierw TY sie musisz rozpoznac/uspokoic/wziac w garsc.
            Ja bym z mezem potem rozmawiala spokojnie, przedstawiajac mu w sposob bardzo
            jasny logicznie uporzadkowana analize Waszej sytuacji. I swoiste 'ultimatum' -
            czyli informacje, co jestem w stanie zniesc, a czego po prostu nie. I co mu/Wam
            grozi, jesli sie - on tym razem - nie wezmie w garsc. I bylabym konsekwentna.
            Najpierw w drobiazgach, a potem w sprawach coraz wiekszych.
            NIe wrzaskiem i eskalacja agresji osiagniesz porzadek i spokoj w swojej
            rodzinie, ale spokojem wlasnie. I konsekwencja.
            Tak przynajmniej wynika z moich przemyslen. I doswiadczen tez.
            • lil-y Re: Hm, a moze 26.05.09, 08:03
              moje slowa byly w podobnym tonie do Twoich, dokladnie do tych z
              pytaniem czy to lubie i dalszym ciagiem slow,

              a co do mnie nie jestem nerwowa tzn w ostatnim czasie bylam, ale to
              tylko moj maz dzialal mi na nerwy, bez niego bede spokojna jak
              zawsze bylam, nie ma sensu dawac nastepnej szansy komus kto jej nie
              chce
              • jendza1 Widze, ze 26.05.09, 09:24

                stracilam czas. Trudno, nie raz pierwszy, nie ostatni...

                TY za to mozesz stracic znacznie wiecej.

                Pewnie, jestes idealna - a wszystkiemu winien jest on, zwlaszcza Twojemu stylowi
                reagowania oraz obrazania ludzi.
                On i wszyscy inni. Ty - nie, co to, to nie!

                Rzuc go. I to natychmiast. TO najczesciej dawana rada na forum.
                A zeby CI bylo latwiej - zostaw mu i dziecko. Po co masz sie nadliczbowo
                obciazac bachorem? Przeciez to Twoja wygoda jest najwazniejsza! Twoja
                samorealizacja, Twoje wyobrazenie o tym, co dobre dla Ciebie, jedyny, istniejacy
                swiat, czyli TWOJ swiat.
                Tata i mama na pewno sie uciesza i beda CIe nadal radosnie nianczyc.
                Milej zabawy w zycie.
                • march_ewus Re: Widze, ze 26.05.09, 12:12
                  lil-y... współczuję, że znajdujesz się w takiej a nie innej
                  sytuacji, ale... to nie usprawiedliwia Twojej niegrzeczności wobec
                  osób, które chcą Ci tu coś poradzić. Doceń to. Mogłyby przecież nie
                  pisać nic. Widocznie w jakiś sposób przejęły się Twoim problemem.
                  Pisały Ci dziewczyny, żebyś go zostawiła to miałaś "ale". Napisała
                  Ci mądrze jendza, że może warto poszukać trochę "winy" w sobie i
                  może walczyć, to też źle.
                  Dajesz jasny sygnał, że i tak wiesz najlepiej.
                  Jendza - pozdrawiam. Mądra kobieta z Ciebie.
                  • smutas13 Re: Widze, ze 26.05.09, 14:10
                    march_ewus napisała:

                    > Jendza - pozdrawiam. Mądra kobieta z Ciebie.

                    Ja też pozdrawiam "Jendzę".
                    Jestem pod wrażeniem Twojej mądrości.
    • twojabogini Dorośnij dziewczyno, dziecko masz... 26.05.09, 13:22
      lil-y napisała:

      JA GO NIENAWIDZE!!!

      Przeczytałam twoją wypowiedź i pozostałe posty. Nie tylko
      krytykujesz męża, ale i wszystkich ludzi, którzy starali ci się
      pomóc. Zarzuty są najczęściej prymitywne - zaskakujące jak na osobę,
      która przymierza się do drugiego fakultetu.
      Synek w takiej atmosferze,jaką stwarzasz swoją osobą, na pewno
      spokojny nie będzie.
      Mąż jak mąż - żadne z was nie pracuje, więc jesteście siebie warci.
      A że masz studia...dużo kobiet ma dzieci na studiach i pracują przy
      tym i sobie dają rady. Z tego co piszesz, w domu mąż sprawuje się w
      porządku, zajmuje się dzieckim i domem, czyli w rodzinę jest
      zaangażowany.
      W kłótnie angazujecie się oboje i nie sądzę, abyś była taka w nich
      pokrzywdzona, jak opisujesz - widać małą próbkę twojej spokojnej
      natury tu na forum.
      Naradźcie się oboje jak podjąć pracę i wyprowadźcie się od rodziców,
      bo tak, to się po prostu bawicie. W tym wieku juz nie wypada.
      Niektóre twoje zarzuty są śmieszne:
      "byl zawsze za mna i wogole...teraz nawet mnie nie broni przy
      znajomych"
      Biją cię ci znajomi czy jak?
      chcialabym miec normalna rodzine,

      I jeszcze to: "chcialabym zyc samodzielnie a nie tak na czyjs koszt-
      jak moj maz..."

      A ty na czyj koszt żyjesz, na swój? Moze napisz prosto z mostu:
      oczekiwałaś, że mąż podobnie jak rodzice, będzie siedział cicho i
      spełniał zachcianki? Że będziesz zyć na jego koszt, najpierw bo
      studia, potem dzidziuś, drugi fakultet, dzidziuś i zleci?

      Jeśli jednak ten twój mężczyzna bije, pije i cię zdradza - to go
      zostaw, bo to patologia. Źle trafiłaś.

      "a i kobiecie z dzieckiem ciezej znalesc faceta..."
      A ten "facet" to taki wyznacznik statusu? To, czy sobie kogoś innego
      znajdziesz, nie zależy od ilości dzieci, tylko od tego co sobą
      prezentujesz. Mam kolezankę, która miała trójkę dzieci (mąż ją
      olał): zakochała się z wzajemnością, ma teraz fajną rodzinę i
      kochającego męża. Ja mam jednego synka i nigdy nie było dla mnie
      problemem znaleźć partnera.
      Na etapie, gdy zapragnęłam poważnego związku, dziecko było świetnym
      filtrem na tych, którzy chcieli się tylko zabawić. Połowę roboty mi
      to zaoszczędziło, a ile rozczarowań...

    • butterflymk biedne wasze dziecko n/t 26.05.09, 13:29
    • justen1204 Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 26.05.09, 20:09
      sprawa jest prosta. jeżeli zdecydujesz się kontynułować życie z tym człowiekiem, zawsze będziesz nieszczęśliwa. twój mąż to specyficzny typ, tacy rzadko się zmieniają. ale ty najlepiej będziesz wiedziała co zrobić, decyzja należy do ciebie
    • grassant Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 05.06.09, 10:42
      wszyscy sa glupi, beznadziejni itp...

      to prawda, a Ciebie wybrał !
    • ravny Re: (chyba) nienawidze mojego meza (dlugie) 05.06.09, 11:12
      Sam fakt czucia do kogoś bliskiego nienawiści i to w formie tak
      agresywnej jak to przedstawiasz w kłótniach z nim - świadczy , że to
      ty nie radzisz sobie z sobą i swoimi emocjami
      Kwestia czy byc dalej z takim mężem czy nie być to sprawa drugorzędna.
      Cokolwiek zadecydujesz teraz w temacie rodziny - będąc w takim stanie
      emocjonalnym i umiejąc rozmawiac z mężem tylko wrzaskiem i agresją
      , będzie przesycone twoimi chorymi emocjami.
      Pierwsze co, to powinniście iść z mężem na terapię rodzinną i oboje
      nauczyć się panowac nad sobą w imię tego, że kontakty ze sobą będziecie mieć już
      zawsze, nawet po rozwodzie, bo macie wspólne dziecko. Jeśli mąż nie wyrazi
      zgody, to twoim obowiązkiem choćby wobec dziecka jest iśc samej do
      psychologa i unormować swoje ,chore na dzień dzisiejszy , emocje.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka