Gość: chłop
IP: *.dip.t-dialin.net
09.12.03, 15:27
Pełno jest tu wątków o zdradach i nieszczęśliwej miłości.
Pozwolę sobie więc na swoją historię i proszę o Wasze odczucia i poradę.
Wykryłem bliskie kontakty swojej żony z obcym facetem, co zwaliło mnie z
nóg, gdyż jesteśmy razem klikanaście już lat i nic się nam nie przydarzyło.
Trudno mi powiedzieć, czy nasz związek był szczęśliwy, ale na pewno
brakowało nam porozumienia - nie rozmawialiśmy otwarcie i zbyt często i w
zasadzie wydaje mi się, że to była moja wina, bo bardziej koncentrowałem się
na pracy i świecie zewnętrznym. Zapewniłem nam godziwe warunki życia, nie
spędzałem czasu poza domem i wydawało mi się, że to wystarczy. Jestem
wysportowanym facetem, więc i uważałem, że nie mam specjalnej konkurencji.
Tymczasem, żona wdała się w romans (?), którego nie potrafiła zakończyć
przez 8 miesięcy. Nie wiem jak często się spotykali, zona mówi że na
początku dość często, a potem nie. On nie atrakcyjny i nie bogaty, ale
okazał się tym, który potrafił do nie znależć drogę - czułość i komplementy,
słuchał jej jak księżniczki.
Potem zaczął być obsesyjnie zazdrosny,sledził ją i krytykował jej
zachowanie. Jej to nie przeszkadzało początkowo, ale potem zaczęło drażnić,
ale nie potrafiła się od niego uwolnić , mimo krytyki naszych znajomych (oni
nic mi nie powiedzieli, o co mam zresztą pretensję).Ograniczyła te kontakty,
w pewnym momencie zerwała, a potem znowu się zaczęło. Zona twierdzi, że
liczyła iż on się odczepi i zostaną przyjaciółmi, ale to była złuda, bo on
był na jej tle opętany.Jej to imponowało, poza tym myślała, że z czasem mu
przejdzie.Mówi, że on zawsze znalazł do niej klucz, nawet nie widziała w nim
wielu wad, to że ją wyzywał, bo potem płakał i prosił o litość.
To opowieść żony, ptwierdzona częściowo przez znajomych. Ja nie wiem co o
tym sądzić. Mówiła mi, że nigdy u niego nie była, a po paru miesiącach
zdobyła się na wyznanie, że jednak tak, ale poza czułościami, do niczego nie
doszło. Przysięgała mi. Z drugiej strony zadała mi pytanie, czy ja bym się
przyznał, gdyby bardzo mi zależało na współmałżonku i nie chciałbym go
utracić? Ja mówię, że chcę znać nawet najgorszą prawdę, ale jednak, bo to ma
wpływ na nasze przyszłe stosunki i zachowanie. Ona, po wykryciu, nie ma z
nim kontaktów, jest jej bardzo wstyd i sama się dziwi, że ktoś taki mógł ją
zbałamucić, ale czuła się taka samotna i nie kochana, że pierwszy przybłęda,
który nie pchał się tylko okazała czułość, podszedł ją.A jest piękną
kobietą. Przy awanturach z tego powodu zona płacze i pyta czy jej nie
zostawię,choć jeszcze wcześniej próbowała mnie obarczać jako głównego
winowajcę.
Dziś wiele rozmawiamy, żona się cieszy ze zmian jakie we mnie zaszły, widzą
to też znajomi - jestem czuły, interesuje się nią, chodzimy do znajomych ,
kolacje itp.Nie szuka szczęścia poza domem, choć i wtedy nigdy nie było tak,
żeby nie wróciła na noc, czy zaniedbała obowiązki rodzinne.
Dziś pytam się:
- czy mam prawo jej zaufać,
- czy mogę żądać od niej wyznania czy znajomość została skonsumowana, czy
też przejść nad tym do porządku dziennego i określić się, czy chcę być z
nią, czy też dalej drążyć temat. Tego żąda ode mnie moja żona i mówi, żebym
ją zrozumiał, że nie jest w stanie opowiadać takich intymności.Wcześniej
zarzekała się, że do tego nie doszło i dostawała wręcz histerii, gdy ją o to
posądzałem. Dziś nie mówi tego z przekonaniem, ale jej koleżanki mówią mi,
że skoro tak ją maltretuję tymi pytaniami, to ona wreszcie przyzna się i do
tego czego nie zrobiła.
No i co Wy na to?