south.beach
25.05.09, 18:10
W liceum bylismy kumplami, z czasem narodzila sie przyjazn. Mnie Piotrek zawsze sie podobal, ale bylam zbyt niesmiala, by zrobic jakis krok. Mialam wprawdzie podejrzenia, ze ja tem mu sie podobal, ale byly to tylko podejrzenia, bo on nie zrobil nigdy zadnego kroku w moja strone. Po skonczeniu liceum nasze drogi sie rozeszly. Wyjechalam na studia do innego miasta i kontakt sie urwal. Skonczylam studia, zaczelam prace i po kilku latach wrocilam do mojego miasta rodzinnego. Przez przypadek odnowil mi sie kontakt z Piotrem. Okazalo sie, ze jest zonaty, bez dzieci. Dzis mamy oboje po 28 lat. Wymienilismy sie nr telefonu i gadu gadu. Czesto do siebie pisalismy na gg- rozpadl sie moj zwiazek i Piotr okazal sie byc fantastycznym przyjacielem, pocieszal mnie itd. Bylismy ze soba blisko, chociaz nie spotykalismy sie na zywo. Tylko pisanie na gg. No i zakochalismy sie w sobie. Piotr wyznal mi w koncu, ze zawsze mu sie podobalam, ale nie mial odwagi mi tego wyznac. On takze nie chcial psuc naszej przyjazni w tamtym czasie. Do tej pory do niczego miedzy nami nie doszlo. Tzn spotkalismy sie na miescie w sekrecie, w kawiarni, ale nie zdradzil zony ze mna. Twierdzi, ze ozenil sie z zona z milosci, ale z czasem uczucie stawalo sie coraz mniej intensywne, a jak pojawilam sie ja w jego zyciu, to zakochal sie we mnie i chcialby zostawic zone. Ja nie wiem, co w tej sytuacji robic. Nigdy nie przyszloby mi do glowy, ze moge sie zakochac w zonatym mezczyznie. Kochamy sie ale nie chcielibysmy skrzywdzic jego zony. Naprawde nie wiem, co dalej z nami bedzie. Jak z tego wybrac, czy walczyc o wlasne szczescie? Czy moze mamy negowac to co do siebie czujemy, zeby nie skrzywdzic tamtej dziewczyny? Ale z drugiej strony czy watro by on na sile utrzymywal to malzenstwo, kochajac mnie? Ja jeszcze mu nie dalam odpowiedzi, czy zdecyduje sie z nim byc. Mam powazny dylemat.