buglady
01.06.09, 17:39
Czesc,
od jakiegoś czasu mam jakiś ogolny kryzys- mialam bardzo cięzki i stresujący
maj: zaliczenia na uczelni, dosc odpowiedzialna praca i jeszcze ciągle chorowalam.
Teraz juz ostatni trudny tydzien przede mną i trochę luzu- ale przez to
wszystko czuję, ze oddalilam sie od mojego chlopaka, jakby w ogole przestal
mnie rozumiec. Czuję, że nie jest między nami tak dobrze jak kiedys a on to
kompletnie bagatelizuje. Caly czas uwaza, że jestem histeryczką, ze
przesaadzam stresując się tyle itd.
Wczoraj oglądalismy u niego film, ktory mnie bardzo wzruszyl, na koncu się
poplakalam a on w czasie finalowej sceny mowil, ze nowe piwo, które kupil,
jest niezbyt dobre...Jak zobaczyl, ze plakalam to stwierdzil: 'Oj, ty moja
bekso' czy cos takiego. W drodze do domu jakos mi przykro bylo ogolnie i moze
nie bylam zbyt mila dla niego dlatego rozstalismy sie w srednio fajnej
atmosferze. Potem mialam wyrzuty sumienia, ze tak go potraktowalam i napisalam
szczerego maila, przeprosilamgo i powiedzialam, ze nie jest mi ostatnio
dobrze, ze chyba przezywamy jakis kryzys itd. I ze proszę go o wyrozumialosc,
ze ostatnio bylam trudna przez tą sesję i pracę ale myślę, co zrobic,zeby bylo
nam lepiej. Na co on...napisal mi sms-a, że 'fajny ten twoj mail, taki
prawdziwy i szczery, dzięki temu wiem, ze warto się dla nas starac'. Kurczę,
czuję się tak, jakby napisal mi cos zdawkowego i nawet nie chcialo mu się
wysilić i zdobyc na chwilę refleksji... Jak rozmawiamy to on zawsze probę
mojej rozmowy konczy ' Kochanie, zobaczysz, ze bedzie dobrze'.
Nie wiem, jakies zniecęcenie do niego czuje...Probuję mu powiedzieć, że jes mi
zle i zebysmy cos z tym zrobili, a on chyba jest jakis zaslepiony...