nie.mam.tipsow
27.06.09, 20:09
Prawie 4 miesiące temu poznałam przez internet faceta.Wszystko szło
dobrze, codziennie rozmawialiśmu na gg do nocy, od rana do spotkania
na gg smsy w ilościach ogromnych.Miód malina.Facet-mój ideał. Ja-jak
wynikało z jego słów - także byłam dla niego ważna w jakiś sposób
(nawet napisał,że chyba się we mnie zakochał,ale temat szybko
ucichł ;) ).I tak to się toczyło do momentu, w którym zdałam sobie
sprawę,ze koleś za każdym razem, gdy mieliśmy się spotkać,
wykombinował coś,przez co do randki nie dochodziło (pominę drobny
szczegół,że w międzyczasie zaliczał jakąś babkę, na chwilę wróciła
jego była, a ostatnio poszedł na wesele z nowo poznaną koleżanką,
którą ostatecznie przeleciał:/). Chłopak jest szczery, bo mówi mi
nawet o tych bolesnych dla mnie przygodach. Wierzę mu,ale
kurczę..nie wiem czy wierzyć, gdy podaje powód, dla którego się ze
mną nie spotyka: twierdzi on bowiem,że się boi. Boi się samego
spotkania (wiecie: trema pierwszorandkowa etc;) ).Ale także
twierdzi,że boi się,że mnie straci,że jak coś nie wyjdzie, to
skończy się kontakt na gg no i w realu też nie będzie na co
liczyć.Nie rozumie jednak,że i tak mnie straci, bo ja już dłuzej
ciągnąć w takiej formie nie mam siły.A i kłocimy się ciągle o coś
ostatnio, rozstajemy po czym znów do siebie piszemy..Nie mogę też
pominąć jakże uroczego nawyku nie odbierania moich telefonów przez
mojego "lubego":)Wiem,że relacja jest toksyczna,ale najbardziej
nurtuje mnie jego argumentacja. Czy można tak bardzo bać się
randki,że się na nią nie umówi nawet kosztem utraty tej osoby??