bugmenot2008_2
10.08.09, 11:15
Mam ten sam problem, tyle ze moge go ukazac od drugiej strony. "On" to ja.
Wszelkie zblizenia inicjuje ja, laska jedynie czeka na rozwoj sytuacji. Dalem
z siebie nie wszystko ale duzo, pieszczoty, przytulanie, glaskanie, seks taki,
smaki i owaki. Dziewczynie jest b dobrze, nie zaluje jej orgazmow ani innych
przyjemnosci. A z drugiej strony... niewiele, zeby powiedziec ze nic.
Dziewczyna lezy i jedynie "bierze", liczac chyba na to ze sam sie obsluze. Nie
czuje sie przez to pozadany, ze ona tego chce. Ostatnie kilka razy robie
dobrze tylko jej, bez stosunku, ja zostaje w ubraniu ale i tak widac jak
reaguje moje cialo. Obserwuje, moze sie zreflektuje ze cos jest nie tak, jesli
nie to w koncu jej to powiem. Dla mnie wydaje sie to naturalne ze chce dac
drugiej osobie przyjemnosc a tu taka niespodzianka w postaci damskiego egoizmu
bo w niedomyslnosc nie chce mi sie wierzyc.
Czy to takie uwlaczajace dla kobiety zeby wziac "sprawe" w swoje rece? Czy ta
czesc ciala mezczyzny jest taka obrzydliwa? Moje poprzednie doswiadczenia
mowia mi ze nie ale moze mialem szczescie i trafialem na same "nienormalne" do
tej pory? A moze to problem dumy kobiecej? Wiem ze jej zachowanie nie jest
normalne. Lapie sie na tym ze co raz czesciej zaczynam myslec o niej jak o
kolezance, milo spedzic czas, miec z kim pojsc do kina, etc. Seksu unikam,
najzwyczajniej w swiecie wisi mi to - trace nadzieje ze mamy jakas szanse mimo
iz wszyscy dookola pieja jak to do siebie pasujemy i ladnie wygladamy razem.