flesh_for_lulu
02.09.09, 21:51
Byli ze sobą 4 lata, rozstali się jakieś 4 miesiące temu w niezbyt miłej
atmosferze (ona rzuciła go dla innego, on cierpiał, nie mógł się z tym
pogodzić). Potem poznał mnie. To była miłość od pierwszego wejrzenia - szał
ciał, namiętność, kwiatki, motylki, cud, miód. Nawet dzielące nas kilometry
nie były dla nas przeszkodą, choć nigdy wcześniej nie podejrzewałabym siebie o
pakowanie się w związek na odległość. Pojawiły się obustronne deklaracje, że
traktujemy się bardzo poważnie i właściwie było idealnie. Do czasu...
Wczoraj nie bez ociągania oznajmił mi, że w mieszkaniu, które zamierza wynająć
z kumplem ma zamieszkać również jego była dziewczyna. "Bo nam płakała, że nie
ma gdzie mieszkać." Szok.
Powiedzcie mi - CZY TO JEST NORMALNE? Czy ja robię z igły widły? Nijak nie
mogę sobie tego wyobrazić. Przed oczami stają mi czarne scenariusze,
zwłaszcza, że ona jakiś czas temu chciała do niego wrócić. Mieliby jak gdyby
nigdy nic pić razem rano herbatę w kuchni, jeść razem obiad, mijać się każdego
dnia w przedpokoju? A gdybym przyjechała, to mielibyśmy uprawiać seks, podczas
gdy ona byłaby za ścianą? A co tam, pójdźmy na całość i zamieszkajmy we trójkę
jak jedna wielka rodzina. :(
Dla mnie to jest chore i patologiczne. On tego nie rozumie.
Najpierw zrobiłam mu karczemną awanturę, że nie zgadzam się na coś takiego i
że, owszem - może z nią mieszkać, ale wtedy niech o mnie zapomni. Chyba się
przestraszył, bo zasypał mnie lawiną sms'ów, dzwonił, przepraszał, mówił, że
wszystko odkręci, że może nawet przeprowadzi się do mnie...
Trochę się uspokoiłam i dziś znowu rozmawialiśmy. Po tych wszystkich
zapewnieniach, że mu przykro, że wszystko naprawi, znów zaczął mnie
przekonywać, że przecież to nic takiego. Jego argumenty - ona nic dla niego
nie znaczy, jest mu obojętna, a ja wszystko psuję, bo jestem zazdrosna,
czepiam się i mu nie ufam. Ewidentnie próbuje wywrócić kota ogonem, ale nie
jestem taka naiwna. Postawiłam ultimatum i teraz czekam co będzie dalej.
I nawet jeśli każe jej spadać, to i tak pozostanie niesmak i rozczarowanie.
Myślałam, że trafił mi się ideał, ale jak zwykle musiałam się dotkliwie
przekonać, że ideałów nie ma.
Sorry, musiałam się wygadać.