avital84
06.09.09, 03:27
Mój chłopak na mojej imprezie pracowniczej, na której byli moi
koledzy z biura, w tym moja przełożona, powiedział przy stole, z
pełnym przekonaniem, że jestem faszystką. Chyba wydawało mu się to
zabawne i miało być jednym z elementów jego brylowania na imprezie.
Tymczasem mi nie było do śmiechu. W oczach stanęły mi łzy, ale
zacisnęłam zęby. Oczywiście po powrocie do domu okazałam swoją
wściekłość. Uważam, że jeszcze nikt mnie tak nigdy nie obraził
publicznie. W dodatku zrobił to przy moich znajomych z pracy, a to
nie jest neutralny grunt. Poza tym mnie zranił. Nie uważam się za
faszystkę. Chciał przez to pokazać różnicę między nim niby bardzo
liberalnym, a mną bardzo konserwatywną, chociaż to nie jest prawda.
Faszyzm kojarzy mi się z nazizmem. Jeżeli ktoś przez to pomyśli, że
jestem nietolerancyjną rasistką, antysemitką itp...
Tymbardziej mnie dotknęło, że wśród moich najbliższych przyjaciół są
Żydzi. Przyjaźnie się z osobami odmiennej orientacji seksualnej.
Nienawidzę konfliktów i wojny. Nie uważam się za faszystkę...
Ale on jeszcze dodał, że w czterech ścianach padają czasem takie
słowa, które to udoadniają.
Dla mnie równie dobrze mógł nazwać mnie dziwką. Jestem załamana i
ryczę, a on chyba nie zdaje sobie sprawy jak przesadził.
A może ja przesadzam?
Mam straszne myśli, bo w końcu on okazał taki brak szacunku...
Także byście tak zareagowały czy może każdy ma prawo wydać swoją
opinię, a to, że mnie to tak zabolało to dowód na to, że jestem
faszystką?