"Chcesz rozśmieszyć pana boga, opowiedz mu o swoich planach"
Masz dość nieudanych prób, odpuszczasz, mówisz sobie: lepiej mi samej. Może nie lepiej, ale spokojniej. A spokoju mi trzeba jak mało czego... Wczoraj piszesz, że i tak nie masz szans poznać kogoś sensownego. Wczoraj! I pyk, bum, bam... poznajesz świetnego faceta. A przynajmniej takie jest twoje pierwsze wrażenie. A starasz się ufać swojej intuicji, bo co ci pozostało, jeśli wybory rozumne zawodziły? I oczywiście (!!!) okazuje się, że on jest tu tylko na chwilę, tylko przejazdem, a mieszka parę setek kilosów stąd

No oczywiście! Chichot losu. Śmiejesz się wewnątrz i płaczesz jednocześnie, bo jak to inaczej odebrać? Przecież mógłby być stąd, nie? Myślisz, że na tym koniec, bo chyba nie zadzwoni? A jednak dzwoni... I pisze. Żadnych wielkich słów, tylko krótkie wiadomości z podziękowaniem za piękny wieczór. I co aktualnie porabia. Wreszcie jeden normalny ci się trafił? Nie chce cię jutro wozić po rodzinie... Ale jak tu się angażować w coś, co na starcie wydaje się bez szans? Nie chcesz się oszukiwać, że facet po 50 (tak, tak, to też się zgadza

))) może zmienić dla ciebie całe swoje życie. Tak ci podpowiada rozum. A serce? Cholera. Cholera. Cholera

Niech ktoś napisze, żeby uciszyć ten głos w mojej głowie. Normalnie głosy już słyszę..