Dodaj do ulubionych

Ja chce do PRL-u .......

08.11.05, 16:50
Polacy są jednymi z najszybciej bogacących się ludzi w Europie


Aleksander Piński
Małgorzata Zdziechowska

Zadbane ogródki, wystające z okien anteny satelitarne, a przed domami dobrej
klasy samochody - taki obraz zobaczyli w sierpniu tego roku we wsi Serokomla
dziennikarze tygodnika "Die Zeit". Plan reportażu o najbiedniejszej wsi
najuboższego regionu Europy trafił do kosza. "Ludzie mają tutaj wystarczająco
dużo pieniędzy, żeby odnowić stare albo nawet wybudować nowe domy" - napisali
reporterzy "Die Zeit". Dziennikarze trafili do Serokomli, bo uwierzyli
statystykom. Z danych Eurostatu wynika, że Polak jest unijnym biedakiem. Sześć
z dziesięciu najbiedniejszych regionów w Unii Europejskiej leży w Polsce.
Najbiedniejszym regionem jest właśnie Lubelszczyzna, w której najgorzej żyje
się ponoć właśnie w Serokomli. Statystykom umyka fakt, że mieszkańcy wsi,
formalnie bezrobotni, wyjeżdżają do pracy do krajów UE, skąd przywożą do domu
pieniądze. To nie przypadek, tylko reguła. W Polsce bieda, chociaż istnieje
(jak w każdym państwie), jest sztucznie wyolbrzymiana. Nawet z oficjalnych
statystyk wynika, że wzbogaciliśmy się najszybciej ze wszystkich krajów
postkomunistycznych. Jesteśmy prawie trzykrotnie bogatsi niż w 1989 r. Przed
zmianą ustroju PKB na osobę w Polsce wynosił (według parytetu siły nabywczej)
6 tys. USD, dziś sięga 12,2 tys. USD. Przed końcem dekady PKB w Polsce sięgnie
15 tys. USD na osobę, czyli będzie wynosił tyle, ile w 1989 r. w RFN. Dane te
nie uwzględniają dochodów osiąganych w szarej strefie i pieniędzy zarabianych
przez Polaków za granicą. O sile pieniędzy trzymanych "w skarpetach", świadczy
fakt, że w ciągu pierwszych sześciu miesięcy polskiego członkostwa w UE do
Polski z unii sprowadzono pół miliona aut. Zakładając, że przeciętna wartość
takiego auta to 2,5 tys. USD, wydano na nie 1,25 mld USD, czyli prawie 4 mld
zł. W tym czasie dane o oficjalnych oszczędnościach Polaków się nie zmieniły.
Wzrost PKB to nie statystyczna sztuczka, jak chcą kultywujący mit polskiej
biedy Lepper czy politycy PiS, ale faktyczny wzrost zamożności. Jeszcze w 1993
r. 74 proc. Polaków twierdziło, że brakuje im na bieżące potrzeby, dziś do
tego przyznaje się tylko co trzeci Polak. Poparcie dla populistycznych haseł
obiecujących powszechną równość i socjalne bezpieczeństwo bierze się z
cwaniactwa i z zawiści. Polacy ukrywający swoje dochody przed fiskusem (jedna
trzecia naszego PKB powstaje w szarej strefie), traktują państwo jako źródło
grantów, za które płacą legalnie pracujący "jelenie". Nawet nieźle sytuowanych
Polaków denerwują jednak zamożni sąsiedzi, z którymi ktoś "powinien zrobić
porządek.
=======================
a mówią że za PRL-u było lepiej
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka