Dodaj do ulubionych

O co chodzi z doplatami? Prosze o wytlumaczenie.

08.06.04, 00:18
Moze cos konkretnego wiecie, jestem ciekawy jak to jest naprawde.
Bardzo prosze o jakies wyjasnienie.

Najpierw ten komentarz:

" Uwaga na dopłaty to pułapka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP:
*.neoplus.adsl.tpnet.pl

Przeczytaj komentowany artykuł »
Gość: Lepperowiec 07.06.2004 23:54 odpowiedz na list

Uwaga na dopłaty to pułapka - dzwoniłem do ARiMR -powedzino mi ,że jesli
dostane dopłaty to musze obsiewac pole przez 5 lat nawet jak nikt nie bedzie
brał żyta i ceny spadną poniżej opłacalności, jeśli tego niezrobie to oddam
dopłaty z odsetkami karnymi !!A jak nieoddam bo niemam to przyjdzie KOMORNIK
i zlicytuje mi ziemię!! Mało tego -bedzie kontrola URZEDOWA!! jak bedzie za
duzo chwastów w polu oddam dopłaty z odsetkami to Horror !! Bedziemy
nieugięci i nieprzekupni grzmiał Pan z ARiMR."

Potem ten artykul:

"Na tydzień przed upływem terminu prawie 60 proc. rolników nie złożyło
wniosków o unijne dopłaty"

gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,2119142.html
Obserwuj wątek
    • przycinek.usa Re: 09.06.04, 18:44
      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,52981,2119144.html?v=0&f=30
      Krystyna Naszkowska 07-06-2004, ostatnia aktualizacja 07-06-2004 21:10

      Bo pieniędzy i tak nie dadzą, a jak dadzą, to opodatkują, córce zabiorą
      stypendium, a chłopa ukarzą za błędne wypełnienie wniosku - tak rolnicy
      tłumaczą "Gazecie", dlaczego nie składają wniosków o dopłaty.

      Na tydzień przed upływem terminu prawie 60 proc. rolników nadal nie złożyło
      wniosków o dopłaty. Najmniej chętnych (30 proc.) mieszka na Śląsku, gdzie jest
      najwięcej gospodarstw do 3-4 ha.

      Drwinia: Bo kary i podatki...

      - Mam 2 ary pszenicy, 5 arów żyta, trochę kartofli, trochę łąki i pastwisk,
      wszystkiego po trochu - mówi rolnik z gminy Drwinia. - Poszedłem do gminy, a
      oni mi mówią, że musi być chociaż 10 arów każdego, to pieniądze dostanę. Jakbym
      wcześniej wiedział, tobym inaczej to zagospodarował.

      Większość tych, którzy nie zamierzają wystąpić o dopłaty do Agencji
      Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, obawia się ujawnienia dochodów i
      opodatkowania oraz kar za błędne wypełnienie wniosków. - Jak już raz się trafi
      do tych ich komputerów, to wszystko będą o człowieku wiedzieli - uważa jeden z
      rolników. - A moja córka na ten przykład ma stypendium w szkole. Pewnie jej to
      zabiorą. Na jedno wyjdzie.

      - Mówią, żeby sobie te działki policzyć samemu, a jak się człowiek pomyli, to
      będą karać. A pytałem, jakie to będą kary, to mówią, że jeszcze nie wiedzą. To
      ja głupi nie jestem, lepiej nie brać - opowiada inny.

      Wyszogród: Bo przekażą do finansowego...

      Rolnicy zgromadzeni na targu w Wyszogrodzie w Płockiem boją się przede
      wszystkim tego, że biorąc dopłaty, automatycznie trafią do oficjalnych
      rejestrów finansowych, a ich dochody staną się jawne.

      - Przecież ta Agencja Rozwoju zaraz to przekaże do finansowego i teraz każdy
      będzie wiedział, ile ja mam dochodu. Dla tych paru groszy nie warto się
      podkładać - mówi młody rolnik sprzedający truskawki.

      Hasło "dopłaty" sprawia, że szybko otacza nas wianuszek najbliższych sąsiadów.

      - Przecież one to zaraz zabiorą jako podatek. U nas we wsi to mało kto płaci
      podatek gruntowy, bo go nie stać. To teraz ty się chłopie natrudzisz, a oni ci
      te pieniądze i tak zabiorą na podatki - przerzucają się wiadomościami.

      - W Słowacji to już z tego wejścia do Unii 25 proc. rolników zbankrutowało.

      Skąd rolnicy to wszystko wiedzą? - Z telewizji, a przecież telewizja nie
      kłamie - mówi ten od truskawek.

      W telewizji minister rolnictwa Wojciech Olejniczak zapewnia rolników, że
      pieniądze z dopłat nie będą opodatkowane. - Ja tego nie słyszałem, a zresztą
      teraz mówi tak, a będzie co innego.

      Czosnów: Bo nie wiedzą, nawet w urzędzie

      Urzędniczka agencji w gminie Czosnów - oddelegowana tu z powiatowego biura
      ARiMR na kilka dni - przyznaje, że rolnicy mają solidny mętlik w głowie. I to
      mimo licznych szkoleń, jakie agencja w gminie przeprowadzała. A do tego nie
      wierzą, że dopłaty dostaną. Ci, którzy składają wnioski, robią to "na wszelki
      wypadek".

      Jednak urzędnicy też nie potrafią na wiele pytań rolnikom odpowiedzieć. Przed
      powiatowym biurem agencji w Pomiechówku spotykam rolnika, który uprawia
      wiklinę. Po wizycie w agencji nadal nie wie, czy mu się dopłaty należą do tej
      uprawy.

      - Ja hektar łąki pozwoliłem sąsiadowi skosić, a teraz się pytam, kto dostanie
      za nią pieniądze. W gminie mówili, że jak nie ma umowy dzierżawy na piśmie, to
      ja dostanę. Teraz słyszę, że jak on złoży wniosek nawet bez umowy, to żaden z
      nas dopłat nie dostanie. Sami nie wiedzą, a nas uczą - denerwuje się z kolei
      właściciel 2,5-hektarowego gospodarstwa.

      Kieleckie: Bo trzeba uprawiać...

      W Kieleckiem większość pytanych przez "Gazetę" rolników mówi, że po dopłaty nie
      sięgnie. - Ziemię trzeba uprawiać, jak się chce dostać dopłaty, a nas nie stać
      nawet na opryski - mówi rolnik, pokazując mi pole porośnięte chwastami.

      I dodaje: - Tu ziemia jest tak pofałdowana, że trudno pomierzyć. Niektórzy mają
      takie urządzenia do pomiaru, ale to podobno 1500 zł kosztuje. To kogo na to
      stać, jak u nas we wsi najbogatszy rolnik ma cztery krowy.

      Inny rolnik: - Nie jestem żebrakiem, nie chcę jałmużny. Niech oni najpierw
      zrobią, żeby mnie się opłacało gospodarzyć. Przyznaje jednak, że ma inne,
      pozarolnicze źródło dochodu, więc na dopłatach do dwóch hektarów mu nie zależy.

      Wielkopolska: Tu się opłaca

      W Wielkopolsce, gdzie są duże gospodarstwa, liczba chętnych na dopłaty jest
      dużo większa. W niektórych gminach sięga już 60 proc. i stale rośnie. W gminie
      Mrocza w powiecie nakielskim tylko dziesięciu rolników na 340 nie wystąpiło
      dotychczas o nadanie numeru ewidencyjnego (to pierwszy krok do wystąpienia o
      dopłaty).

      - To jest 97 proc. naszych rolników i myślę, że tyle samo zgłosi się po
      dopłaty, tyle tylko że odkładają to na ostatnią chwilę. Jeszcze dwa tygodnie
      temu przychodziło pięciu rolników dziennie, by pobrać wniosek, teraz jest do 15
      dziennie. Ludzie czują już presję czasu - mówi burmistrz Mroczy Wiesław Gozdek.

      Dlatego oprócz urzędników ARiMR w gminie dyżuruje też dwóch oddelegowanych
      przez burmistrza do pomagania rolnikom w wypełnianiu wniosków. Do tego
      Wielkopolska Izba Rolnicza kupiła urządzenia GPS do satelitarnego mierzenia
      pól, by ułatwić rolnikom pomiary działek.

      - Obłożenie mamy takie, że ten GPS pracuje dzień i noc - mówi szef Izby
      Krzysztof Ardanowski.

      Mrocza to gmina, w której średnie gospodarstwo ma ponad 22 ha, a ok. 60 ma
      ponad 50 ha. Została zaliczona do obszarów o niekorzystnych warunkach
      gospodarowania. To oznacza, że tutejszy rolnik, jeśli podpisze zobowiązanie, że
      przez następne pięć lat nadal będzie rolniczo użytkował ziemię (nie zamieni jej
      na działki budowlane), ma prawo do dodatkowych 38 euro na hektar.

      W sumie więc przeciętny rolnik w Mroczy (czyli ten z 22 ha) może otrzymać w tym
      roku prawie 15 tys. zł dopłat, zaś ponad 60 rolników, czyli 15 proc. wszystkich
      mieszkających w gminie, dostanie co najmniej 84 tys. zł.

      To są już duże pieniądze i być może dlatego dopłatami jest tu zainteresowanych
      tak wielu rolników.

      Fakty i mity

      • Dopłaty będą opodatkowane. Mit. Nie podlegają opodatkowaniu.

      • Za błędne wypełnienie wniosku ARiMR nałoży kary. Mit. Jeśli agencja wykryje
      błąd, poprosi o poprawienie wniosku. Kary w postaci zmniejszenia dopłat będą
      wówczas, kiedy kontrola wykryje świadome oszustwo - np. rolnik uprawia buraki,
      a napisał, że pszenicę, bo do pszenicy są większe dopłaty.

      • Do uprawy wikliny i wierzby energetycznej dopłaty się nie należą. Fakt. Unia
      zalicza wiklinę do upraw leśnych. Ale negocjujemy, by od przyszłego roku te
      uprawy też zaliczyć do rolniczych.

      • Dopłata należy się użytkownikowi pola, a nie właścicielowi. Fakt. Nawet
      jeśli nie ma pisemnej umowy, dopłatę dostanie dzierżawca. Jeśli obaj złożą
      wnioski, zostaną wezwani do agencji, by wyjaśnić sprawę.

      • Za uprawianie ziemi należącej do wspólnoty dopłaty przysługują jej
      indywidualnym członkom. Fakt. Każdy członek wspólnoty wpisuje we wniosku, ile
      ziemi użytkuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka