byly-kadi
23.01.13, 17:44
Rozgladam sie za drugim mieszkaniem i jest to prawdziwa zenada. Mimo kryzysu, w Nowym Jorku mamy typowy „rynek sprzedajacego”. Nie tylko jest malo i byle co, ale wedlug slow posrednika, „dzis to trzeba miec 30-50% gotowki, zeby powaznie myslec o zakupie czegos ciekawego”. Pytam go czy oszalal, a on mowi, ze Chinczycy kupuja calosc za gotowke, wiec jak on ma klienta, ktory ma 50% gotowki i Chinczyka, ktory daje 100% gotwka, to wybiera....no kogo?
Chyba jasne. A dodatkowo, zolci podobno sie w ogole nie targuja, biora jak leci. Opowiadal, jak jeden chapnal 5 coopow na Queenie w zeszlym miesiacu. Jak tu konkurowac z takim czyms ?