Po debacie zrozumiałem że mało kto rozumie do czego one prowadzą.
Korwin niby taki oświecony i logiczny a tez nie rozumie.
Obecnie mamy sytuację w której każda partia przemawia głosem swojego szefa.
Czyli tak naprawdę nie mamy parlamentu tylko grupy ludzi popierające to co wymyśli ich szef.
Więc w zasadzie taniej by było pozostawić w sejmie tylko szefów partii i każdemu dac tyle głosów ile zostało przyznane po wyborach. Po co nam 460 ludzi którzy głosują tak jak trzech czy 5 szefów im każe.
Nie trzeba by było zmuszac ludzi do głosowania zgodnie z dyscyplina partyjną.
Dygresja - dyscyplina partyjna tak jakoś uważana za normalnośc jest w istocie przejawem maksymalnego totalitaryzmu. Dziwię się że w krajach demokratycznych nie każe się za takie pomysły i przechodzi na tym do porządku dziennego bo to jest dokładne przeciwieństwo demokracji - koniec dygresji.
W przypadku JOW jak uczy doświadczenie prędzej czy później małe partie giną i zostają dwie lub kilka największych.
A niech będzie że zostanie jedna - tylko że to zaden problem.
Ponieważ ludzie są wybrani przez swoich wyborców nie musza się obawiac swojego szefa partii i mogą głosowac tak jak im się podoba a nie tak jak kaze im szef. Trudniej ich zmusić do dyscypliny partyjnej skoro to nie szef im daje miejsce w sejmie a daje je wyborca.
W efekcie nawet jeśli w sejmie będzie jedna partia to będzie tam więcej demokracji niż w obecnym systemie przy 10 partiach, bo dziś 10 partii to 10 ludzi w sejmie.
Przy JOW jedna partia to kilkuset ludzi w sejmie którzy pracują nad kompromisem choćby tylko w szeregach swojej partii.
Co ciekawe źle wypadający w TV Kukiz to rozumie a do innych to nie bardzo dociera.
No i tak jak doświadczenie uczy że JOW-y prowadza do marginalizacji małych partii co wszyscy z chęcią podkreślają trzeba zauwazyć.
NiIe martwmy się jednak o partie, wazniejsze jest co się dzieje z danym krajem a doświadczenie uczy że marginalizowane są kraje w których nie ma JOW