kolo1974 13.03.09, 22:11 www.gazetafinansowa.pl/index.php/wydarzenia/kraj/2037-czy-to-ju-moe-punkt-zwrotny-kryzysu.html Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
przycinek.usa Re: czy to juz punkt zwrotny kryzysu-Cezary Mech 14.03.09, 03:54 To z cala pewnoscia nie jest punkt zwrotny. Obecne rzady zagraniczne uwazaja, ze pojawienie sie inflacji bedzie automatycznie oznaczalo wzrost popytu. Dlatego mainstream economists wierza, ze pompowanie pieniedzy w rynek kosztem zadluzenia publicznego rozrusza gospodarke. Oni sie myla. To jest wielki blad. W pierwszej kolejnosci spowoduje to poszukiwanie alternatywnych form lokowania oszczednosci. Pieniadze nie beda inwestowane w produkcje i nowe projekty - tylko w surowce i zloto. Rzady wywolaja stagflacje na skale swiatowa. Wzrost cen i spadek PKB. Odpowiedz Link
baldazar Re: czy to juz punkt zwrotny kryzysu-Cezary Mech 14.03.09, 23:25 1. Mamy implozję pieniądza.Sygnał= działanie, że ubytek zostanie wyrównany = wzrośnie podaż pieniądza to jest chyba jedyna rzecz jaką można obecnie zrobić. 2. Cały program rozwoju terytorialnego UE to nie jest głupi pomysł. W moim przekonaniu to jest jakaś odpowiedź podobnie jak rozwój cywilizacyjny Chin czy np współpraca USA i Meksyku. 3. Inwestowanie w obszary zapóźnione, tworzenie konsumpcji tam gdzie jej nie było dotychczas to sensowne cele, które mogą uchronić ludzkość przed większymi problemami. Odpowiedz Link
polarbeer Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 00:56 CytatDlatego mainstream economists wierza, ze pompowanie pieniedzy w rynek kosztem zadluzeni a publicznego rozrusza gospodarke. Oni sie myla. To jest wielki blad. W pierwszej kolejnosci spowoduje to poszukiwanie alternatywnych form lokowania oszczednosci. Pieniadze nie beda inwestowane w produkcje i nowe projekty - tylko w surowce i zloto. Rzady wywolaja stagflacje na skale swiatowa. Wzrost cen i spadek PKB. Dokladnie. Dlatego w ktoryms momencie bedzie konieczna dewaluacja dolara wzgledem zlota -- Ala Roosvelt 1934. Jednym skokiem. Z powiedzmy $1500 za uncje na 6-10 tysiecy. Wowczas zloto wyjdzie z ukrycia i wywola pozadana inflacje... Nie mowiac o tym ze zbalansuje ksiegi USA. Nie bedzie to gold standard o jakim marza ludzie kotrzy marza o wolnosci, ale nagroda zastepcza... (Chyba, ze pierwszy krok w kierunku zlotego standartu. Wszystko zalezy od tego ilu ludzi bedzie wowczas sie domagac kanganca na politykow i bankierow w formie balansowania ksiag w zlocie...) Odpowiedz Link
vice_versa Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 05:14 Co wy tu opowiadacie! Przycinek, a czemu w surowce i złoto? Z tego nie będzie ani konsumpcji, ani rynku pracy, ani nawet produkcji to nie nakręci! I czemu nie w nowe projekty, szczególnie te militarno- kosmiczne? Czemu nie sprywatyzować czegoś z NASA? Polarny, żadna dewaluacja wobec zlota nie jest potrzebna, ceny złota są POCHODNĄ tego co się dzieje z USD i tego ile pieniądza krąży na tym rynku, a nie CELEM samym w sobie. To co napisałeś to jest jakieś nieporozumienie! To, że w ogóle dopuszczasz wariant hiperinflacyjny w USA oznacza, że nie rozumiesz, że to nie są komuniści! USA dobrze wiedzą co robią i wiedzą JAK ODDAĆ CIASTKO, MIEĆ CIASTKO i jeszcze zrobić z niego 10 CIASTEK do GDP. Jednocześnie. Powtarzam: każda udzielona pożyczka jest AKTYWEM. Pod ten aktyw emitujemy kolejne aktywa, obracamy CDSami na udzielone pożyczki, obracamy przyszłą wartością/wyceną ciastka które pożyczkę wzięło, etc. At the end of a day: oddaliśmy ciastko, mamy hossy na kilku rynkach, i kilkaset ciastek w księgach wliczanych do GDP, mamy rozkręcony rynek, multiplikację wartości w obrocie, która pozwala na konsumpcję!!! A newsy które wszyscy czytamy dostarczają odpowiedzi o tym KTO DZIŚ MUSI wziąć ciastko, aby USA zaczęły swoje misteria finansowe! Pamiętajmy, cały czas jesteśmy w secular bear market, który trwa już od 2001r. Pół roku temu wkroczyliśmy w fazę drugą. Teraz dla USA są trzy scenariusze, oba złe a trzeci najgorszy: 1) pogłębienie deflacji i przecena wszystkich aktywów, włączając w to złoto i ropę, oraz 2) inflacyjny, czyli replay z lat 2002-2006, niskie stopy, akcja kredytowa, inflacyjne wzrosty NYSE przy jednoczesnym spadku P/E a nominalnym wzroście akcji. 3) manipulacji kursami i indeksami, tak na rynku wewnętrznym jak zagranicznych, dalszych bailoutów, silnej pracy PPT w imię stanu wyższych konieczności "rynkowych". Problem jest jeden: żeby uniknąć wariantu deflacyjnego, potrzebna jest INFLACJA czyli zwiększenie ilości pieniądza w obiegu. Jak zrobić inflację? To proste: a) wojna b) rynek wewnętrzny: kredyty, nieruchomości, giełda c) rynek zewnętrzny: kredyty IMF, WB a) WOJNA Ze względów politycznych Obamie ciężko byłoby teraz rozkręcić jakąś większą wojnę na świecie. Chyba że jakiś akt masowej przemocy, jakieś spektakularne zbombardowanie Izraela, to wtedy tak. Poza tym po natychmiastowym wygłuszeniu konfliktu w Gazie widać, że ostatnim na czym będzie zależeć tej administracji to wojna. W końcu po co sponsorować republikanów? B)RYNEK WEWNĘTRZNY Obama dobrze wie, że rynek wewnętrzny jest już spalony, nie da się nadmuchać bańki na nieruchomościach, a Wall Street, banki i świat nie rzucą się na handel wirtualnymi papierami. Wszyscy widzą, że król jest nagi i tego sentymentu nie da się odwrócić w rok. Wall Street sama z siebie nie powstanie z martwych, nawet jeśli PPT będzie usiłowało "coś z tym zrobić". C) RYNEK ZEWNĘTRZNY Trzeba STWORZYĆ RYNEK KREDYTOBIORCÓW. Pamiętajmy: żeby pojawił się AKTYW z którego zrobimy kilkadziesiąt aktywów, NAJPIERW musimy ODDAĆ CIASTKO. Trzeba spowodować, że KTOŚ bardzo, bardzo będzie chciał wziąć nasze ciastko. Pieniądze trzeba więc wydać, ale już nie u siebie w USA, bo tam już nie ma na co, trzeba ODDAĆ a u siebie w księgach zapisać AKTYW w postaci udzielonej POŻYCZKI. Tak jak trzeba było mieć kredytobiorców NINJA żeby dawać kredyty subprime poprzez SPV, i żeby móc stworzyć olbrzymi całkiem wirtualny rynek CDSów, CMO, SIV etc, tak dziś trzeba mieć kredytobiorców którzy wezmą wystarczająco dużo pieniędzy, żeby aktywa w USA mogły odbić na poczet tych przyszłych zysków pożyczkowych. I żeby były jakieś aktywa, które będą REALNĄ podstawą NOWYCH emisji i nowych papierów pochodnych. Oczekiwany skutek: poprawa bilansów banków, hossa na giełdzie, CDSy na sovereign, a zamiast CMO, chłopaki wymyślą papiery na przyszły wzrost gospodarek państw którym IMF udzielił kredytu, no jak podoba się Wam? To pozwoli przedłużyć amerykański sen i przyznać sobie premie za giełdowy sukces jeszcze w tej kadencji! I tego ZEWNĘTRZNEGO RYNKU USA szukają bardzo nerwowo, szukają państw- kredytobiorców. Stąd mamy zaangażowanie JPM i GS w Europie Środkowo Wschodniej, gry walutowe, wyssane z palca prognozy, czy "badanie możliwości" przez IMF i WB. Wcale nie jestem też przekonany, że banki europejskie straciły tak dużo jak donoszą amerykańskie źródła. To jest permanentna wojna na brudny PR, która sugeruje że wszyscy są umoczeni, a złodziej który umoczył najbardziej najbardziej krzyczy. I co? I okazuje się, że dużycz pożyczek w USD świat już o zgrozo NIE CHCE! Na dotychczasowych warunkach NIE CHCE!!! Nagle okazuje się, że świat z Euro zmniejszył popyt na USD, deflacja w USA przybiera na sile, i zaczyna się gwałtowne poszukiwanie alternatywy. Naciski Geithnera na G20 i nakłanianie do większych wydatków to już wyraźna desperacja: nie chcecie naszego USD? To chociaż stwórzcie więcej papieru u siebie, żeby miało co płynąć do nas... USA albo muszą wyeksportować pożyczki,(które realnie zmienią bilanse banków i szanse na przyszłe przychody, przywracając jednocześnie hossę na rynku akcji), albo muszą zapewnić sobie przychody wynikające z inflacji w innych państwach z jednoczesnym umacnianiem się siły nabywczej USD. Najlepiej i jedno i drugie: żeby ZMUSIĆ inne państwa do brania kredytów na twardych warunkach IMF/WB w USA trzeba robić deflację, a innych przekonywać do drukowania i wydatków żeby zapewnić SOBIE wpływy. Europa Zachodnia o tym wie, dlatego nie ma zgody na tezy Geithnera. Chińczycy i tak skupili się na rynku wewnętrznym a Japończycy chcą sobie zaskarbić przychylność USA licząc na udział w pożyczkowym ratowaniu innych upadających państw regionu Azji. Eksport pożyczek i co za tym idzie poprawa współczynników wypłacalności, wzrost giełdy i większy napływ pieniądza z Europy i Azji jest możliwy tylko... o ile dalej będzie utrzymywać się deflacja. Bo okazuje się, że bez dalszej pogłębiającejs się deflacji nie ma chętnych na pożyczki, ani na robienie inflacji np w Europie!!! Nie ma pożyczek=>nie ma aktywów=>nie ma multiplikacji wartości i wzrostu giełdy w USA=> mamy deflację. Kółko się zamyka. I mamy paradoks, bo dalsza deflacja wali głównie w Amerykańskiego konsumenta. A rządzą Demokraci, oni nie mają banków, ropy ani broni, oni naprawdę żeby zarobić MUSZĄ rozkręcić gospodarkę, im robienie deflacji nie jest na rękę, ale nie mają innego wyjścia. Amerykanie naprawdę mają dziś kłopot: gwałtownie MUSZĄ przekonać świat, że strasznie potrzebuje USD, albo udawać, że zaczęli już wydawać na potęgę. Odpowiedz Link
kurt76 Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 11:36 Na wstepie - vice versa - dotarlo wreszcie do mnie to co piszesz, swietny tekst. Dzieki! Wrocmy do naszego kartoflanego poletka... Z tego co piszesz to Tusk ma duzy problem na poziomie strategicznym. Krotkookresowo niski PLN nas czesciowo ratuje (konkurencyjnosc kosztowa). Ale za horyzontem czaji sie wyglodnialy system amerykanski, czyli to o czym piszesz powyzej. Moze ten ciag do ERMII, jak sie wydaje z perspektywy krotkoterminowej nieracjonalny, jest spowodowany strachem przed USA? Przeciez to co piszesz to usilowanie przedluzenia agonii systemu bankowego w USA, ktory doprowadzi do spustoszenia naszej gospodarki. Hmm... Coraz bardziej rozumiem nasza strategie, tzn. pozorowanie checi wejscia do strefy EURO w krotkim terminie, z mozliwoscia szybkiego wejscia pozniej jak "wyglodnialy wilk zacznie sie panoszyc". Anyway, nie widze mozliwosci aby USA naciagnely jescze kogos z kasa. Niestety implikuje to rozwiazania silowe. Przeciez to co ty pizesz to strona techniczna, obslugiwana przez kilka tys. ludzi "z gory". Co z pozostalymi setkami milionow? Odpowiedz Link
jaceklupl Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 14:06 "Co z pozostalymi setkami milionow? po to były ostatnio ćwiczenia gwardii narodowej i policji polegające na reagowaniu na dwudniowe rozruchy społeczne U nas nie ma broni więc będą kraść na dobre. Jesteśmy jak barany prowadzone na rzeź. Ale i u nas państwo policyjne zaczyna rosnąć: podatki, mandaty, wzrost kar, etc, bo trzeba urzędniczo - polityczną burżuazję jakoś utrzymać. Odpowiedz Link
vice_versa G20 czyli Geithner dzieli tort 15.03.09, 15:59 > Moze ten ciag do ERMII, jak sie wydaje z perspektywy > krotkoterminowej nieracjonalny, jest spowodowany strachem przed > USA? W prowincjonalnej Polsce nie ma myślenia geopolityką gospodarczą. Tu się myśli końcem własnego bilansu i własnej gospodarki. Na pewno nikt nie myśli co robią USA, bo w innym wypadku już dawno bylibyśmy w Euro PO TO żeby udzielać WŁASNYCH POŻYCZEK w Euro. U nas w najlepszym razie myśli się jak bardziej przypochlebić się Niemcom, dlatego np. odrzucenie węgierskiej propozycji na szczycie EU. Odpowiedz Link
vice_versa G20 czyli Geithner dzieli tort 15.03.09, 16:02 > Coraz bardziej rozumiem nasza strategie, tzn. pozorowanie checi > wejscia do strefy EURO w krotkim terminie, z mozliwoscia szybkiego > wejscia pozniej jak "wyglodnialy wilk zacznie sie panoszyc". Myślę, że Tusk dostał ultimatum: albo Euro+ERM2 i "wsparcie" pożyczkowe od EBC, albo wariant węgiersko-bałtycki, czyli radźcie sobie sami i zostawiamy Was IMF. Nie sądzę, żeby cyrk wokół ERM2 i Euro to były pozory. EU jest w PODOBNEJ sytuacji co USA: deflacja + groźba przejmowania banków przez konkurencję z USA. EU TEŻ potrzebuje ODDAĆ CIASTKO i stworzyć aktywa, bo w EU również jest deflacja i robienie odpisów w bilansach. Tego nie da się zasypać emisją, to TRZEBA pożyczyć, żeby nie robić inflacji tylko mieć aktywa. I ERM2 w krajach aspirujących świetnie się do tego nadaje: EBC pożycza, są aktywa, banki zachodnie grają na PLN i zgarniają pieniądze z naszych pożyczek. EU ODDA CIASTKO i PRZEJMIE CIASTKO, odsetki zostaną w Polsce. To jest niewyobrażalne, że to piszę, ale takie są niestety fakty: Gierek przynajmniej wybudował drogi. Dziś my pożyczymy w EBC, oddamy zachodnim bankom, będziemy płacić odsetki, a autostrady nie powstaną, bo cięcia budzetowe i ostry kurs na Euro. Nie łudźmy się, że EBC jest dla nas wybawieniem. Jest półśrodkiem ale NA PEWNO łagodniejszym niż wyroki IMF. Biorąc pod uwagę wyniki szczytu G20, właśnie dobito targu: ft.onet.pl/11,23112,geithner_probuje_dobic_targu_w_sprawie_mfw,artykul.html Eurozona odstąpi od ratowania Europy Środkowej i Wschodniej w zamian za większy udział w działaniach IMF. Krótko mówiąc USA nie podoba się dalsze swapowanie FED z EBC i dalej swapowanie EBC z Europą Środkowo-Wschodnią, bo Geithner chce żeby IMF robił to samodzielnie. Żeby Europa CE nie miała wyboru czy idzie do EBC czy do IMF. Inaczej działania JPM czy GS czyli Crisis Stimulating Team(CST) nie przynoszą spodziewanych rezultatów: FED swapuje z EBC i SNB, SNB i EBC swapują z Europą EC, CST nie daje rady doprowadzić do kryzysu. To nie ma sensu, trzeba wyeliminować ogniwa pośrednie. Nawet za cenę większego udziału Zachodniej Europy w torcie zwanym IMF... W końcu gdyby nie EBC i SNB znacznie więcej krajów byłoby na kolanach i MUSIAŁOBY przyjąć "pomoc", albo znalazłoby się w sytuacji Ukrainy. Z resztą casus Ukrainy jest znamienny:Być może Ukraina nie mogła wypełnić rygorów IMF, bo wiadomo jaką presję surowcową zrobiła Rosja. I każdy rząd podjąłby taki sam wybór-płacimy Moskwie, bo w środku zimy nie będziemy marznąć. I co zrobił IMF? Odwrócił się plecami. Można obiecać drugą transzę i się z niej wycofać. Taki kraj leży wtedy na kolanach. Pod pretekstem niewypełnienia rygorów IMF- to ich problem, że woleli Moskwę i gaz. Chcieli mieć ciepło-nie będą mieli pieniędzy. Dokładnie stąd biorą się kolejki pod bankami i naprawdę dramatyczne sytuacje: www.rp.pl/artykul/40,276093_Zwrocili_pieniadze__bo_grozil_samospaleniem.html Tam masz odpowiedź na swoje pytanie: > Co z pozostalymi > setkami milionow? > Przeciez to co ty pizesz to strona techniczna, > obslugiwana przez kilka tys. ludzi "z gory". Tak. W języku dyplomacji to się nazywa RACJA STANU. Odpowiedz Link
kurt76 Re: G20 czyli Geithner dzieli tort 15.03.09, 19:24 ok. musze tu przyjac z braku innych argumentow, ze twoj scenariusz jest "determinantem". nasuwaja mi sie takie mysli: - faktycznie trzeba wchodzic do strefy EURO za te dwa lata najpozniej i to przy OBECNYCH KURSACH crossow zlotowkowych, w pierwszym okresie zachowujemy przewage kosztowa, ale warunek dodatkowy nizej... - polski kapital zlotowkowy (PKO, PZU, etc.) powinien madrze uciec od zlotowki kupujac jakies odpryski np. AIG, aby miec potencjal do udzielania wlasnych pozyczek w euro (ukraina, bialorus) za pare lat... - pytanie ktore mnie nurtuje: dlaczego niemcy pozwolily nam wejsc do swojego obozu (poswiecajac tradycyjnie pro-wegry czy pribaltyke)? jakas umowa z usa, czy znamiona powazniejszego traktowania (+lobbing szwajcarow i austriakow?) Odpowiedz Link
vice_versa Re: G20 czyli Geithner dzieli tort 15.03.09, 21:18 > - pytanie ktore mnie nurtuje: dlaczego niemcy pozwolily nam wejsc > do swojego obozu (poswiecajac tradycyjnie pro-wegry czy > pribaltyke)? jakas umowa z usa, czy znamiona powazniejszego > traktowania (+lobbing szwajcarow i austriakow?) To jest dobre pytanie. Jeśli częścią dealu EBC z Polską było wyjście części banków z polskich papierów skarbowych + obietnica wejścia do ERM2, to może struktura długu Węgier przedstawia się inaczej a ich rynek jest mniejszy? 10mld Euro dla PL+ ERM2 czyli kolejne pożyczki na utrzymanie kursu ale jednocześnie gwarancja bezpieczeństwa na kilkaset mld Euro udzielonych pożyczek!!! Czy takie coś za takie pieniądze możliwe byłoby na Węgrzech? Chyba nie. W dodatku głównie austriackie i szwajcarskie wierzytelności, mniejsze zaangażoanie Niemiec, zdecydowanie mniejsza dyscyplina budzetowa, podobne pieniądze do pożyczenia co Polsce. Może dlatego? Gdzieś też czytałem, że Węgry poprzez swoje banki są silnie zaangażowane w Rumunii i Bułgarii. Oczywiście musiały na tym wtopić i nie będąc członkiem Euro nie mogły np. udzielić pożyczki Rumunii czy Bułgarii gwarantując sobie strategię finansowego wyjścia z rynku, tak jak zrobiły to niektóre banki w Polsce dzięki pieniądzom z EBC. > - faktycznie trzeba wchodzic do strefy EURO za te dwa lata > najpozniej i to przy OBECNYCH KURSACH crossow zlotowkowych, w > pierwszym okresie zachowujemy przewage kosztowa, O ile Geithner nie dogadał się z Merkel i to jeszcze będzie możliwe. Jeśli ustalili, że i tak Europę Środkową przejmie IMF, a Crisis Stimulating Team bardzo na tym zależy, to zaraz się z tego naszego wchodzenia do Euro wycofają. Inna rzecz, że i tak na tym wtopimy bo pożyczki EBC które pójdą na ratowanie kursu wypłyną, za długi Gierka przynajmniej coś powstało. Nigdy bym się nie spodziewał po sobie, że dojdę do takich wniosków. Milej się żyło w stanie głębokiej nieświadomości, świat był prostszy: komuniści byli źli, a teraz śleboda, szklane domy i neony. > - polski kapital zlotowkowy (PKO, PZU, etc.) powinien madrze > uciec od zlotowki kupujac jakies odpryski np. AIG, aby miec > potencjal do udzielania wlasnych pozyczek w euro (ukraina, > bialorus) za pare lat... Tak, niewątpliwie to jest wyjście. Tylko trzeba mieć świadomość, że kupno AIG to też jest osłabienie złotówki i wypływ rezerw walutowych. Odpowiedz Link
przycinek.usa Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 18:37 Dlatego w surowce i zloto, poniewaz moze lezec odlogiem i nie zepsuje sie. Zlota nie wydrukujesz, a panstwa nie wydobeda wiecej miedzi, molibdenu, platyny irydu itp. Panstwa tego nie potrafia. Panstwo tylko potrafi drukowac pieniadze. Ciekawe jak Panstwo zabraloby sie do zwiekszania podazy surowcow na rynku? Trend historyczny w gospodarce wyglada tak, ze dalszy wzrost zadluzenia panstw nie jest mozliwy. Panstwa beda zmuszone do weryfikacji polityki finansowej, poniewaz kiedy zbankrutuja - to zbankrutuje rowniez system emerytalny oparty na schemacie piramidy ponziego. Ludzie sie wtedy wsiekna i system polityczny ulegnie zmianie. Ludzie pogaci maja w gospodarce terorystycznej malo mozliwosci manewru. Gospodarka terorystyczna, to taka, gdzie politycy psuja pieniadz i zmuszaja ludnosc do poszukiwania alternatywnych form lokowania. Ludnosc NIE CHCE SIE ZADLUZAC. Ludnosc NIE CHCE WYDAWAC - dlatego politycy zepsuja pieniadz i beda dazyc do zniszczenia oszczednosci - co jest w jasnej sprzecznosci z interesem obywateli. Dotad ludnosc cywilna miala wielkie zaufanie do pieniedzy papierowych i panowalo wielkie lenistwo spoleczne w lokowaniu srodkow. To lenistwo sie skonczy wraz ze wzrostem przekonania o spadku wartosci walut papierowych. Wtedy ludnosc rzuci sie kupowac rzeczy gwarantujace zachowanie wartosci. Takimi rzeczami sa przede wszystkim surowce, ktore sa potrzebne w procesach przemyslowych i nie psuja sie. To bedzie poczatek wielkiej inflacji, ktora rozpocznie sie wtedy, kiedy tacy ludzi jak Buffet wykupia cale gory zlota, miedzi i innych metali. Firmy wtedy zbankrutuja, ludnosc zbankrutuje i kryzys sie skonczy wtedy, kiedy na rynku ponownie zapanuja normalne i niezerowe stopy procentowe. Odpowiedz Link
baldazar Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 20:02 Twoje rozumowanie pozbawione jest sensu. Bankructwo państwa oznacza brak poszanowania prawa w tym prawa własności. Zakup surowców wcale nie uchroni przed utratą bogactwa w tym przypadku. Pieniądz papierowy jest genialnym wynalazkiem. Te wszystkie gadki o standarcie złota i oparcia wymiany na złocie stworzyłyby mnóstwo problemów. Przerabialiśmy to już. Potrzebna jest innowacja. Ekspansja gospodarcza. Nowe rynki, nowe obszary wzrostu: Rosja, Ameryka Południowa, Afryka, Azja. Bezsensowne jest pompowanie forsy według starych reguł. Należy zorganizować finanse świata na nowo. Podzielić się władzą ( z EU, Chinami).Dzisiaj trzeba poświęcić część dominacji dolara aby jutro nie stracić całej władzy. Odpowiedz Link
przycinek.usa Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 20:53 > Twoje rozumowanie pozbawione jest sensu. Bankructwo państwa oznacza > brak poszanowania prawa w tym prawa własności. Zakup surowców wcale > nie uchroni przed utratą bogactwa w tym przypadku. No to zastanow sie nad tym: Jest emisja obligacji i daja one okolo 2% rocznie. Gotowka nie daje nic. Jest deflacja, czyli nie oplaca sie kupowac towarow, ale rownoczesnie przybywa masy pienieznej - poniewaz wzrasta zarowno ilosc gotowki jak i obligacji. Obligacje = pieniadz, tylko oprocentowany, dlatego jak dlugo jest deflacja, tak dlugo oplaca sie kupowac obligacje nawet na pol procent rocznie. Jak dotad swieta prawda i nie da sie przyczepic. Rynek zostal w ten sposob zmuszony do zamiany gotowki na obligacje, co kreuje dlug i pieniadze na rynku. Prawda? Czy takie dzialanie szanuje wlasnosc obywateli posiadajacych gotowke? To jest wlasnie brak poszanowania prawa do wlasnosci! Mamy wiec sytuacje, kiedy rentownosc obligacji spada i prawdopodobnie jeszcze spadnie. Taka sytuacja bedzie jeszcze trwac jakis czas. Ten proces jednak nie moze trwac wiecznie bez negatywnych konsekwencji. Raz wywolana inflacja jest bardziej niszczaca, od zjawisk deflacyjnych, ktorych doswiadczamy. To bedzie skok cen. Po prostu surowce zostana wykupione, firmy, ktore je wydobywaja nie beda ich mogly sprzedac tanio, bo nie bedzie sie oplacac, a na rynku zabraknie chcetnych do sprzedazy i nastapi to, czego spodziewa sie obecnie coraz wieksza grupa ludzi - gwaltowny i niepowstrzymany wzrost kosztow. Innowacja jest zawsze motorem wzrostu, ale jest tez prawda, ze innowacja jest wymuszona chciwoscia a kiedy nieoplaca sie innowacja, bo pieniadze sa drukowane, to dochodzi do wariantu zimbabwe. W Zimbabwe mozna miec dolary US i to w zasadzie jest poewnym ulatwieniem, a co sie stanie, kiedy wszystkie wazniejsze waluty beda podlagac tym samym prawom rynku i inflacji? Gdzie wtedy uciekniesz? Odpowiedz Link
baldazar Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 21:14 1. Myślenie jest opłacalne w każdych warunkach nawet hiperinflacji. 2. Najważniejszą funkcją państwa jest stworzenie platformy wymiany= rynku. Jeżeli Państwo upada= bankrutuje a tym pisałeś nie ma sensu kupować prawa własności, bo prawo własności nie istnieje wówczas. 3. Mówisz o niemoralnym zachowaniu rządu= Państwa. Mówisz o demokracji. Narody mają takie rządy na jakie zasługują. Naczelnym obowiązkiem Państwa, Narodu, Jednostki jest przetrwać! Przegrani nie mają racji. Historię piszą zwycięzcy. Odpowiedz Link
przycinek.usa Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 21:46 zgodnie z twoim punktem pierwszym, jezeli panstwo zaczyna drukowac pieniadze, to znaczy ze ich nie moze sciagnac z rynku w formie podatkow i jest to rownoznaczne z upadloscia panstwa. Jezeli trwanie gospodarki nie jest mozliwe bez dalszego zadluzania sie - to oznacza, ze panstwo jest bankrutem. Kim jest bankrut? Bankrut to czlowiek, ktory nie potrafi zarobic na swoje wydatki, w tym odsetki na zrolowanie kredytow. Formalnie mowi sie, ze bankrut to osoba albo firma, ktora zaprzestaje placenia dlugow, ale co za roznica, czy ten moment zostal osiagniety, czy zostanie osiagniety za kilka miesiecy? Dodruk forsy i emisja dlugu oznacza w perspektywie wzrost inflacji i spadek wartosci swiadczen emerytalno rentowych. Jezeli upada panstwo i upada system wartosci, to przetrwanie wartosci gwarantuje inwestycja w towar, lub w zloto. Nalezy oczywiscie kupowac taki towar, ktorego atrakcyjnosc jest sprawdzona i pewna. Zjawiskiem ktore charakteryzuje upadek panstwa i jego waluty jest hiperinflacja. To wydarzylo sie w Polsce i wydarzy sie na zachodzie. Sprawa jest bardzo prosta - skoro politycy nie pozwalaja na likwidacje zlych dlugow poprzez upadlosc, to rynek wymusi likwidacje zlych dlogow poprzez inflacje. Drugi wariant, ktory bedziemy przerabiac jest duzo gorszy, bo w wyniku tego upadnie cala gospodarka, a nie poszczegolne podmioty, ktore zle gospodarowaly pieniadzem. Tak po prostu bedzie i nie ma tu zadnych podtekstow i polityki. To jest bezideowa prawda rynkowa. Odpowiedz Link
baldazar Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 22:31 Drogi Adminie, druk pieniądza w obecnej sytuacji jest leczeniem objawów. Jest konieczny. W końcu chory równie mocno jak diagnozy potrzebuje wiary w to, że ozdrowieje. Chcesz chorować boleśnie czy znośnie? Każdy dzień przyniesie nową troskę. Hiperinflacja nie jest troską tego dnia. Zaufaj Panu. Czas jest lekarzem. Cierpliwości- rozwiązanie nadejdzie. Rozwiązanie = nowy podział wpływów. Odpowiedz Link
7.dni Re: Prosta recepta na inflacje 17.03.09, 00:38 Ben i reszta zdaja sobie doskonale sprawe z mozliwego nastepstwa hiperinflacji. Problem polega na tym, ze obecnie chyba tylko oni maja pomysl jak do niej nie dopuscic. Swiadomie pisze o hiper, bo ich celem glowonym-politycznym jest uratowanie bankow/firm, niedopuszczenie do upadku systemu/krachu i przy okazji wyprodukowanie jakies w miare zdrowej inflacji. Czyli upieczenie dwoch a wlasciwie trzech pieczeni na jednym ogniu. Czy tak sie da? Czasem wydaje mi sie, ze na poczatku, przy upadku Lehmana probowali zastosowac albo moze przetestowac wariant "pozwolmy na upadlosc, zobaczymy jak to bedzie wygladalo". I co? Kostek w dominie o nazwie Leham bylo tak wiele, ze sie chlopaki wystraszyly. Byc moze nie zagladneli do ksiag banku, a byc moze dokladnie wiedzieli ile tego syfu w nim jest. To juz bez znaczenia. Strach zrobil swoje i po tescie wybrano wariant ratowania wszystkiego co sie rusza i zalania rynku ogromna iloscia papierowego pieniadza. Czy to jest dobry wariant czy zly? To fakt, zalezy od pozniejszych skutkow. Poki co jest dobry bo dla zwyklego konsumenta niewiele sie zmienia. Banki stoja jak staly (a nawet sa pewniejsze bo panstwowe), fabryki ratuja (oczywiscie te najwieksze), inflacji nie ma. Problem? Zwolnienia w firmach tak malych jak i duzych, no ale to juz przerabialismy kilka lat temu i sie udalo. No wiec co, teraz tez sie uda? Problem w tym, ze terazniejszosc nie jest nigdy przesloscia. Cyfry sa inne, chociazby samych dlugow jest o cala tone wiecej niz kilka lat temu. Jim Sinclair ostatnio bodaj pisal, ze hiperinflacja jest efektem utraty zaufania do waluty. No wiec jesli ktos ta walute rozdaje prawie kazdemu i prawie na kazdym rogu ulicy, to jakie mozesz miec do niej zaufanie? Trudno ocenic, czy i jaki plan ma Ben i spolka na przeciwdzialanie wystapieniu zjawiska hiperinflacji. Pewnie cos tam ma, ale kasy poszla w rynek juz taka masa, a dziury w systemie (Madoff, afery, wyplaty premii bankierom itp.) sa juz tak ogromne, ze moim zdaniem nie ma mozliwosci unikniecia tego procesu. Na koniec jeszcze proste porownanie. Zimbabwe (jako wzorcowy przyklad hiperinflacji, w sieci mnóstwo artykulow) kontra Wielki Kryzys (czyli sztandarowy przykład deflacji, tez w sieci mnóstwo artykułów). Co gorsze/lepsze? Wiara to jakas tam poniekad insza definicja zaufania, a to zaufanie wlasnie sie dewastuje rozdajac/drukujac na prawo i lewo. Chory wierzy, ale jednoczesnie nie jest uspiony, ma otarte oczy i widzi siekiere zamiast skalpela w rekach chirurga. To dziala na psychike (chocby podswiadomie), nawet jak pacjent widzi nad swoim cialem siekiere pierwszy raz i nie wie co to jest. Odpowiedz Link
przycinek.usa Re: Prosta recepta na inflacje 17.03.09, 02:14 Nie da sie. To jest bardzo proste - naturalnym trendem w gospodarce jest konkurencyjnosc cenowa. W wyniku wzrostu produktywnosci - spadaja marze i spadaja ceny towarow. Te ceny spadaja tak dlugo, az osiagnieta zostaje bariera oplacalnosci cenowej i na rynku pozostaje kilka dominujacych podmiotow, albo jeden, ktory dyktuje najnizsze ceny i rynek musi sie dostosowac a konkurencja bankrutuje. Na skale globalna taka role pelnily dotad Chiny. Jednak w Chinach tez obecnie panuje inflacja. Wprawdzie mala, bo okolo 1% a ceny towarow przemyslowych wrecz spadaja, ale zbankrutowalo tam mnostwo firm i az dziw, ze ceny nie zawalily sie od tego. Widocznie taniej juz nie bedzie. W obecnym momencie na rynku nie oplaca sie inwestowac, poniewaz wszystkie segmenty sa opanowane przez podmioty dominujace i powstaja rownowaga rynkowa, ktora jest bardzo stabilna, poniewaz jest taka masa towarowa, ze jest niezwykle trudno cokolwiek sprzedac. Rzady probuja wlac w rynek wiecej pieniedzy i podniesc akcje kredytowa, ale problem polega na tym, ze konsumpcja jest proporcjonalna do zatrudnienia, a zatrudnienie spada, bo osiagnieto bariery cenowe w produktywnosci a masa towarowa jest zbyt duza. Ja na przyklad kilka dni temu w ramach hobby sprzatalem garaz i wstawialem kilka nowych drobiazgow i postanowilem kupic sobie radio i zainstalowac muzyke. Zagladnalem na eBay i kupilem receiver Sony STR-DE995 7.1 za 43 dolary i jeszcze gosc mi przywiozl go do domu! Ten zakup mnie lekko zszokowal, ale dokladnie tak wyglada obecnie rynek elektroniki i podejrzewam, ze tak samo jest wszedzie w tym w Polsce. To samo zjawisko dotyczy niemalze wszelkich segmentow rynku oprocz zywnosci. Ludzie wszystko maja w nadmiarze. Pompowanie pieniedzy w rynek jest obecnie bez sensu, poniewaz konsumpcja od tego nie wzrosnie znaczaco, a ilosc pieniedzy na rynku wzrasta caly czas. W zasadzie nie ma zanaczenia gdzie te pieniadze laduja, czy w rezerwach bankow, czy w portfelach superbogaczy - problem polega na tym, ze nastepuje budowanie bazy pod mozliwa przyszla panike wlascicieli tej gotowki. Hiperinflacja jest zjawiskiem bardzo gwaltownym. Na poczatku wzrost cen jest niewielki. Jednak mamy obecnie wszelkie przeslanki aby sadzic, ze do niej dojdzie. Po pierwsze bankrutuja firmy. To jest bez watpienia najwiekszy powod do zmartwienia, poniewaz nastepuje eliminacja srodkow produkcji i konkurencji. Rownoczesnie podaz pieniadza nie spada - tylko wzrasta. I w koncu najwazniejsza sprawa - nastepuje zuzycie towarow - co w pewnym momencie wygeneruje jakis popyt i sadze, ze to spowoduje poczatek wielkiej inflacji. Jednak z analizy technicznej wynika, ze jest jeszcze duzo miejsca na deflacyjne zachowanie rynku. Obligacje wygladaja tak, jakby mialy jeszcze miejsce na wzrost. Polecam glownie wykres rentownosci 10latkow. Tam widac, ze obecnie dzieje sie cos interesujacego. One moga zarowno spasc jak i isc w gore. Jezeli obligacje jednak spadna, co jest mozliwe i rentownosc wzrosnie do okolo 4% to nastapi wyjasnienie sytuacji rynkowej w tym sensie, ze osiagniemy dno, slabe firmy zbankrutuja i rozpocznie sie powolny wzrost cen, wynikajacy z kosztow + oczywiscie spadek obrotu (PKB). Wtedy nastapi przejsciowy okres stagflacji na rynku. Obecna dostepnosc kredytowa odsuwa w czasie bankructwa i wiekszosc firm, choc nie zarabia, to trwa i traci pieniadze. Taka sytuacja nie moze jednak trwac wiecznie, poniewaz pojawia sie duza podaz dlugu rzadowego i wahadlo cen obligacji ma powazne szanse przechylic sie w kierunku spadku. Osobiscie oceniam, ze to wszystko odbedzie sie w ciagu najblizszych 6 miesiecy. Zobaczymy, czy FEDowi uda sie utrzymac rentownosc 10 latkow ponizej 3%. Osobiscie uwazam, ze im sie nie uda. Jezeli FED bedzie wtedy masowo interweniowal i kupowal obligacje - to jest to prosta droga do kryzysu walutowego - bo takie dzialanie ostatecznie zniecheci inwestorow. Najwazniejszy jednak jest rynek i te trzy wymienione przeze mnie zjawiska. Powtorze: 1) Wzrasta podaz pieniedzy 2) Kurczy sie produktywnosc wskutek nadmiaru towarow i bankructw 3) Towary zuzywaja sie Nie ma sily, aby te zjawiska nie rozwalily rynku za jakis czas. Odpowiedz Link
kurt76 a co bedzie w PL? 17.03.09, 09:18 Czy moglbys hipotetycznie rozszerzyc ten scenariusz na rynek PL? Czy dobrze rozumuje, ze w wyniku ucieczki od amerykanskich obligacji, dolara, zlotowka moze sie w mgnieniu oka znalezc na poziomach z polowy 2008 roku? (pompowanie WGPW, obligacji PL) Mam jeszcze jedno pytanie: jestesmy w ERM2 ustalamy kurs EUR/PLN na powiedzmy 4,40, jednoczesnie mamy zjawisko o ktorym piszesz, czyli mamy rosnaca zlotowke. Co robi NBP? broni widelek drukujac zlotowke? poprawiajac strukture zapadalnosci obligacji przy spadajacej rentownosci? Toz to calkiem ciekawe perspektywy sa..... Czyli nie majac euro, mamy mozliwosci kreacji dlugu jak EBC? Prosze o wyjasnienie tego.. Odpowiedz Link
kurt76 Re: a co bedzie w PL? 17.03.09, 09:20 Jjeszcze jedno, jakie sa mozliwosci wykorzystania tych mechanizmow przy kreacji dlugu na poziomie samorzadu lokalnego, jakie zagrozenia? Odpowiedz Link
przycinek.usa Re: a co bedzie w PL? 17.03.09, 15:43 Trudno powiedziec. W Polsce dominujacym ryzykiem sa podatki i zadluzenie. Wydaje mi sie, ze mechanizm - choc odmienny - tez bedzie opieral sie na dodruku. Odmiennosc sytuacji w Polsce polega na tym, ze jest bieda. To zupelnie inna sytuacja od tej na zachodzie, bo jest potencjalny popyt, tylko ludzie nie moga zarobic pieniedzy z powodow, ktore omawialismy wczesniej wielokrotnie. Jezeli w wyniku biedy dojdzie do spadku wplywow podatkowych i panstwo zacznie dodruk - to szans nie ma na zadna stabilizacje PLN i bedzie zarowno spadek waluty i wzrost inflacji i spadek PKB. Ale ja sie nad tym nie zastanawialem szczegolowo. Nie sadze aby ktos lokowal srodki w PLN w obliczu takich zagrozen. Obecnie NBP nie moze monetyzowac tak jak FED, ale jak bedzie trzeba to Tuski i inni specjalisci zmienia konstytucje. I pamietajmy, ze wysokosc stop procentowych na swiecie moze byc znaczaco rozna za 2 lata. Jak na tej podstawie cokolwiek przewidywac w Polsce? Odpowiedz Link
herm-es28 Re: Prosta recepta na inflacje 17.03.09, 13:00 Zgadzam się z tym o czym piszesz. Mam jednak kilka uwag do wariantu hiperinflacyjnego. 1 Hiperinflacja wywołana jest skokowym wzrostem płac, rent emerytur i zwiększeniem zabezpieczeń w sferze socjalnej. O ile w Polsce i Europie preceder wysoce inflacyjny jest jak najbardziej możliwy ze względu na rozbudowaną sferę socjalną (w zasadzie już obserwujemy taki wariant) o tyle w USA to jest po prostu niemożliwe bo tam sektor rządowy istnieje ale w dużo mniejszym wymiarze niż u nas. Jak dla mnie w europie budowano i buduje się socjalizm po to aby w stanach istniał wolny rynek. Łącznikiem między skrajnie różnymi systemami jest dolar i jego rola w światowej gospodarce. www.stat.gov.pl/gus/45_1630_PLK_HTML.htm - tak wyglądała struktura średnich wynagrodzeń w Polsce latach 1987 - 96. Nie da się powtórzyć takiego manewru bez nacjonalizacji całej gospodarki a już na pewno nie w USA. 2 Masa towarowa w tej chwili jest tak duża, że nie ma absolutnie żadnych szans na gwałtowna zwyżkę cen natomiast pieniądz krążący w obiegu nie idzie absolutnie na wchłonięcie nadwyżki towarowej (gospodarstwa ograniczają konsumpcję) ale wydatkowany jest na spłatę długów i zobowiązań. Deflacja na tym etapie ma co najmniej taką siłę jak w Japonii na początku lat 90-tych. 3 Tak naprawdę nie wiadomo czy monetaryzacja długu wywoła inflacyjny efekt. Poza tym wirtualna kasa która można zmaterializować i która nie oszukujmy się jest udziałem procentowej cząstki społeczeństwa w USA i jeszcze mniejszej w innych państwach nie wchłonie pozostającej na rynku elektroniki, samochodów, sprzętu AGD itd. Problem leży gdzie indziej. Problem leży w luce popytowej wywołanej okrojeniem z dochodów klasy średniej, zaniku klasy średniej i dysproporcja w dochodach ludności. Szczerze wątpię aby można było przetransferować pieniądz w ręce ludzi nie mając popytu na kredyt i nie nacjonalizując całej gospodarki. Do realizacji wariantu hiperinflacyjnego droga kredytowa potrzebny jest wprowadzenie masy pieniądza będącej wielokrotnością mnożnika kreacji pieniądza i dotychczas udzielonych pożyczek. To jest po prostu niemożliwe. W skali kredytowej brakuje niewyobrażalnej ilości gotówki aby podtrzymać inflacyjny trend szczególnie na rynku dóbr wyższego rzędu. 3 Ograniczenie konkurencji to jak najbardziej słuszny argument przemawiający za wzrostem cen. Tylko, że przy obecnych rozwiązaniach systemowych każdy zwolniony z pracy jest w stanie założyć własna mniejszą lub większą firmę i prowadzić działalność gospodarczą uważam, że często w sposób bardziej efektywny niż wielki koncern działający jak PRL - owski moloch. Miałem okazje pracować w korporacji i wiem coś o tym. Gorzej jak taki koncern dostaje rządowe wsparcie. Obstawiam długie dokapitalizowanie sektora bankowego i powrót banków do tradycyjnych form działalności, wysokie oprocentowanie na rachunkach terminowych wzrost opłat prowizyjnych itd. Odpowiedz Link
przycinek.usa Re: Prosta recepta na inflacje 17.03.09, 15:48 Spokojna glowa, ze jest mozliwe. Wszystko jest mozliwe. Zadluzenie panstwowe powoduje takie warianty. Panstwo nie ma forsy - to sie ja drukuje. Problem w tym, ze trudno interpretowac obecne dane. Raz, ze nie ma wiarygodnych zrodel a dwa, ze informacje sa sprzeczne. Ja wkleilem na gorze forum link do ladnych wykresow SGS. Zobacz sobie M3. M1 idzie pionowo w gore, co jest bardzo inflacyjne, a M3 spada. Ktos na forum wspomnial Gierka. Od Gierka dlugow i kontroli cen do hiperinflacji minelo tylko kilka lat. Odpowiedz Link
vice_versa Re: Prosta recepta na inflacje 17.03.09, 17:07 Ja wspominałem Gierka, bo SDRy i długi w Klubie Paryskim to właśnie epoka Gierka. Między Gierkiem a hiperinflacją, był jeszcze Jaruzelski który czołgami zdefaultował zadłużenie i zablokował otwarcie gospodarki. Taki wariant narodowego nacjonalizmu. Skoro czołgami odcięto źródło nowych zachodnich kredytów, to koszt utrzymania państwa i nierentownych przedsiębiorstw został na końcu procesu przerzucony na obywatela hiperinflacją. Od strony wierzycieli natomiast nie ma sensu np. monetyzacja Iranu, bo ryzyko defaultu na tych pożyczkach jest zbyt duże. Takie coś jest możliwe tylko przy wprowadzeniu ostrych rygorów rozbrojenia. Natomiast faktycznie patrząc na to jaki był skutek SDRów i co się stało ze stopami % w USA to faktycznie za kilka lat będzie pole na inflację... Ale to już nie będą stopy na poziomie 20% bo różnica potencjałów USA i tych którzy gwałtownie chcą się monetyzować za pomocą pożyczek w IMF wzrosła, a stosunek wartości udzielanych pożyczek do % GDP USA spadł. Zauważmy Giethner i IMF przekonują do zwiększenia emisji, czyli nawołują świat do zwiększenia konsumpcji, dlatego że na rynku wewnętrznym strasznie trudno będzie zmienić sentyment uczestników. Ostatnio słyszałem gościa, który oznajmił wprost: "we need to create credit conditions and let consumer bet on houses again". To jest możliwe tylko pod jednym warunkiem: wszyscy bankowcy świata znowu zaczną grać strukturalizowanymi papierami z równą pasją co w przeszłości, czyt. nie zmieniając NIC. To, przynajmniej od strony banków europejskich nie jest możliwe. A bez banków europejskich zabawa nie ma sensu, bo gra stanie się zerosumowa. Czyli nakręcanie popytu wewnętrznego w USA nie jest możliwe. Odpowiedz Link
herm-es28 Re: Prosta recepta na inflacje 17.03.09, 17:35 Ja jestem zdania, że wzrost podaży na M1 i wzrost podaży na M3 nie spowoduje inflacyjnego wzrostu. Jak uświadomimy sobie, że każdy papier i każdy aktyw jest długiem począwszy od gotówki w portfelu a skończywszy na akcjach to stwierdzimy, że kontrolowany wzrost podaży pieniądza na agregatach pieniężnych paradoksalnie może prowadzić do deflacji i taka sytuacja jest jak najbardziej możliwa. Sytuacja w epoce gierka była diametralnie inna. Tam państwo kontrolowało płace i mogło drukować do woli zasypując dług nowym niebilansowym ale realnym pieniądzem. Przy obecnych rozwiązaniach systemowych można co najwyżej zwiększyć płace w budżetówce. Kredytu wcisnąć dalej nie można. Można natomiast drukować robić bailouty wirtualnie na pokrycie strat przez bardzo długi czas kontrolując proces wyburzania piramidy finansowej. I taki proces obserwujemy w tej chwili Aby amerykanie mogli czerpać dochody z emisji pieniądza trzeba w maszynkę kreacji wkręcić być może całą Azję i wywlec chińskich chłopów z zaścianka do miast. Tego nie da się zrobić na pstryknięcie palca bo trzeba byłoby zmienić całkowicie układ w bilansowych przepływach i pozwolić azjatom na konsumpcję kosztem zagrożen związanych z wydobyciem i wzrostem cen surowców i żywności. Ponad miliardowy rynek Amerykański i europejski jest spalony. doszczętnie. Odpowiedz Link
przycinek.usa run na panstwo 18.03.09, 04:28 Nie masz racji. W pierwszym akapicie zgadzamy sie, bo uwazam, ze powinno sie traktowac pieniadz jako sume wszelkich dlugow, ale problem jest w dalszych akapitach. Panstwo obecnie kreuje pieniadze poprzez mechanizm sprzedazy obligacji. Taka kreacja ma sens do momentu runu na panstwo. Mamy skurcz na rynku, ale obligacje nie sa wliczane w M3, wiec choc M3 sie kurczy to podaz pieniadza na rynku moze wzrastac. Jak to wyglada ostatecznie, to ja nie wiem, bo tego nie licze i nie sledze, choc powinno sie to robic, chocby dla sportu. Zadluzenie panstwowe jest obecnie tak wielkie, ze gdyby nie perspektywa wydrukowania pieniedzy - to do runu doszloby juz dawno. Nie znaczy to jednak, ze do tego nie dojdzie! Ludzie obecnie nie denerwuja sie, poniewaz wierza, ze ich pieniadze sa bezpieczne, bo przeciez panstwo nie moze zbankrutowac i dodrukuje i jakies pieniadze kiedys sie odzyska. I teraz gwozdz programu - JEZELI ludzie uwierza, ze ich pieniadze zaczynaja ostro tracic na wartosci - to wszyscy wywala te obligacje. Tu zas wchodza w rachube dwa czynniki - spadek samych obligacji i nieuchronnosc utraty sily nabywczej waluty. To sa dwa bardzo istotne zagadnienia. I choc do tego momentu mamy chyba jeszcze daleko to widac juz jeden sygnal - ceny sa bardzo stabilne, pomimo silnego kryzysu. To jest niesamowicie wazny sygnal. NIE MA silnej deflacji. Przeciez jest oczywiste jak slonce, ze ceny nie chca dalej spadac. Kto ci sprzeda jablka do skupu za mniej jak obecnie? Za darmo nikt niczego nie wyprodukuje. Wrecz przeciwnie. To samo jest w Chinach. Nawet w Chinach nie chce byc taniej! To jest wlasnie baza do gigantycznego wzrostu cen. Taki wzrost cen moze wywolac jakis konflikt militarny. Wystarczy impuls. Naprawde nie licz na to, ze inflacji nie bedzie. Ona bedzie. Bedzie wielka. Obecnie jednak trudno ocenic jak to bedzie sie odbywalo w perspektywie. Nie wiadomo, czy najpierw spadna obligacje (a moga, bo przeciez wlasnie widac ucieczke kapitalow w statystyce TIC za styczen) czy tez najpierw wystrzeli inflacja i dopiero wtornie te papiery spadna. Wszystko jest mozliwe. Ja na wszelki wypadek obstawilem spadek USD i mysle o odnowieniu tego watku: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=64281603&s=0 Odpowiedz Link
polarbeer Zloto jako waluta 18.03.09, 15:01 Naprawde czas zeby wprowadzic ten koncept jako jeden z elementow calosci. Poniewaz zloto istnieje na rynku jako "bezpanstwowa waluta". Wyprzedaz surowcow w jasny sposob pokazala ze zloto to nie ropa czy miedz. Zloto zachowalo sie inaczej i nadal zachowuje sie inaczej niz inne surowce. Zloto jest rowniez jednym z instrumentow gry bankow centralnych i rzadow. (Jak narazie jako wrog). Zloto mozna oficjalnie zmonetyzowac i zaangazowac jego potencjal w szukaniu rozwiazania. Szczegolnie ze wzgledu na fakt ze nikt nie kwestionuje jego wierzytelnosci. Zloto powstrzymaloby jakikolwiek run na panstwo... Istnieja najrozniejsze sposoby na monetyzacje zlota Odpowiedz Link
herm-es28 Re: run na panstwo 18.03.09, 21:42 W mojej opinii kluczem do obserwacji rynku nie jest podaż pieniądza na agregacie M3 i podaż obligacji bo to w gruncie rzeczy nie jest realny pieniądz tylko pieniądz trzymany w formie tezauryzacji często na poczet przyszłych emerytur rent i wpływów gotówkowych. Jak każdy inny aktyw jest papierem dłużnym. Monetaryzacja długu w krótkim terminie spowodowac może inflacyjna zwyżkę na dobrach podstawowej potrzeby w długim spowolnić może co najwyżej proces deflacji. Deflacja w obecnych "warunkach wolnorynkowych" spowodowana jest ogromną dysproporcją między stopą oszczędności a stopa konsumpcji a nie drukiem pieniądza. O proporcj istopa oszczędności - stopa konsumpcji decyduje konsument a nie bank centralny. Nie ma siły aby taką proporcje zmienić niezależnie od tego czy państwo znacjonalizuje wszystko i przepchnie pieniądz w rynek czy powiększać będzie zakres monetaryzowanego długu (Japonia). W pierwszym przypadku czeka nas krótkotrwały proces wysokiej inflacji i długotrwały proces inflacji powodujący systematyczne zmniejszanie sie stopy oszczędności z dalszym zapętleniem długu siegającym coraz szersze kregi obywateli. W drugim przypadku będziemy mieli długotrwały proces deflacji obejmujacy w głównej mierze dobra wyższego rzędu i stopniowe powiększanie się długu rządowego także w wyniku ujemnej tendencji demograficznej(ten proces po 2015 roku rozpocznie się nawet w Chinach). Sytuacja gdzie ceny żywności pozostają przez długi czas stabilne a ceny nieruchomości idą nawet o 70 % w dól jest jak najbardziej możliwa. Tu chodzi o odbudowanie stopy oszczędności a nie druk pieniądza i przyszły niekredytowy popyt na dobra inne niż żywność ze strony wchodzących na rynek roczników. Odpowiedz Link
przycinek.usa Re: Prosta recepta na inflacje 18.03.09, 05:26 "Przy obecnych rozwiązaniach systemowych można co najwyżej zwiększyć płace w budżetówce. Kredytu wcisnąć dalej nie można." Hmm. Zostawmy USA i popatrzmy na Polske: Wlasnie sytuacja w Polsce jest dosyc odmienna od tej na zachodzie i w USA. W Polsce NBP nie moze kupowac dlugu rzadowego - co jest w zasadzie rownowazne z brakiem mozliwosci dodruku. To samo w sobie oznacza, ze zagrozenie inflacyjne jest mniejsze - wiec ceny obligacji nie powinny znaczaco leciec, a PLN powinien byc w dlugim terminie stabilny. No ale plac w budzetowce nie bedzie sie dalo podniesc, jak nie bedzie sie domykal budzet a obligacji nikt nie kupi. To sa takie paradoksy - bo nie da sie tego w zaden sposob przewidziec. Podkreslam - to jest wedlug mnie nieprzewidywalne, bo z jednej strony slaba akcja kredytowa bedzie oslabiac PLN, a z drugiej PLN moze byc bardzo atrakcyjna forma lokaty dla zbankrutowanych gospodarek sasiadow, jesli zdecyduja sie oni drukowac. Taki naplyw srodkow moze w zasadzie w skrajnym wypadku wygenerowac wzrost gospodarczy i panstwo nie bedzie musialo sie zadluzac. Odpowiedz Link
kurt76 Re: Prosta recepta na inflacje 18.03.09, 08:47 Mam podobny poglad na ta kwestie. Wg mnie jest szansa na stworzenie sytemowego popytu na obligacje. Ponadto widzialbym szanse na uzyskanie przez PLN statusu waluty dominujacej na obszarze UKR, BY. Zacofanie tych krajow, podstawowe braki dobr konsumpcyjnych powoduja, ze mamy tam co sprzedawac. Nalezaloby jeszcze jak sadze odzyskac czesc sektora finansowego z rak zachodnich, aby stworzyc rynek na instrumenty pochodne. MUSIMY trzymac w tej chwili zelazna dyscypline budzetowa. TO jest ta nasza odmiennosc, ktora musimy wypromowac. NIE mozemy sie scigac z anglosasami/zydami w ich grze. Odpowiedz Link
kurt76 TERAZ! 19.03.09, 08:10 probuje powiazac aktualne wydarzenia i co mi wychodzi: - prawdopodobnie spadajaca baza w zadluzeniu nominowanym w walutach, co prawda sytuacja technicznie nie jest "super", ale otoczenie rowniez nie blyszczy. - strefa EURO wykona jakis ruch aby dostosowac sie do USD (uwazam, ze dla Niemcow smierc popytu zza oceanu oznacza powazne problemy) - pedem wejsc do ERM2, nie czekac na umocnienie PLN - podac reke Ukrainie i Białorusi zasilajac substytutem EURO czyli PLN, kreowac dlug zewnetrzny tam w PLN, - kupowac tam sektor finansowy Jak nie to, to co? Odpowiedz Link
kurt76 Belka z Hausnerem czytaja forum? ;) 22.03.09, 11:08 gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6409052,Marek_Belka_o_kryzysie__Unii_i_euro.html vice_versa zadzwon do nich i im pomoz, jak cie wezma to zgodze sie byc Twoim szoferem Odpowiedz Link
vice_versa Re: Belka z Hausnerem czytaja forum? ;) 22.03.09, 17:22 Kurt, bardzo Ci dziękuję, hehehe... Problem w tym, że ja się bardziej zgadzam z Gilowską niż z Belką. Ona słusznie mówiła, że dobry moment na wejście do ERM2 był między czerwcem a wrześniem, a nie dziś. Dlaczego??? Popatrzmy co mają Polacy. Polacy mają lub mają zakontraktowane: -umowy o pracę albo emerytury -plany emerytalne -nieruchomości -akcje, jednostki funduszy, oszczędności WSZYSTKIE te wartości zostały PRZECENIONE. Po dzisiejszych kursach mamy MNIEJ EURO. Siła nabywcza Polaka overall SPADŁA! Jego zarobki w Euro spadły, jego plany emerytalne spadły, mieszkania spadły... To oznacza, że jesteśmy jeszcze bardziej EXPORTOWĄ gospodarką. Tymczasem najbardziej efektywne gospodarki są IMPORTOWE, one eksportują kapitał... Z drugiej strony, Gilowska trochę żartuje, bo w ciągu 3 mc do Euro się wejść nie dało i Niemcy o tym dobrze wiedzieli, kiedy otwierali nam drzwi. Druga kwestia: skoro i tak zadłużymy się w EBC, i tak czy siak te pieniądze zostaną wyssane przez wielkich graczy a w PL zostaną odsetki, to najważniejsze pytanie brzmi: czy SUMA wartości posiadanych przez Polaków jest większa czy mniejsza niż te pożyczki. Oczywiście, że jest nieporównanie większa, nawet jeśli musielibyśmy zadłużyć się w EBC znacznie bardziej niż przy dzisiejszym kursie, a obrona 15% widełek oznaczałaby mocniejsze interwencje... Znowu staliśmy się gospodarką proeksportową. To NIESZCZĘŚCIE, kurt. USA nie eksportują, bo to IMPORT polepsza jakość życia ludzi, a nie drenowanie z zasobów i eksploatowanie siły roboczej za mniejszą ilość Euro... Dlatego kurs w okolicach 3,4 był ZNACZNIE KORZYSTNIEJSZY niż w okolicach 4,6. Po prostu nasze AKTYWA stały się MNIEJ WARTE, a nasze DŁUGI w walutach obcych wzrosły. Odpowiedz Link
kurt76 Re: Belka z Hausnerem czytaja forum? ;) 22.03.09, 21:26 Ok, troche sobie zazartowalem pod wplywem pierwszego zdania Belki: "zjesc ciastko i miec ciastko". A tak na powaznie, jasne ze lepiej dla papierowych bilansow bylo za czasow 3,3 za euro, ale uwzglednijmy kontekst czasowy i sytuacje, dosc wyjatkowa, chyba przyznasz. Ja zakladam, chociaz nie wiem czy slusznie, ze wchodzac do ERM2 przy 4,6 bedziemy raczej musieli bronic kursu, ale w sensie zbytniej APRECJACJI. W warunkach ostrej recesji taki kurs jest korzystny, gdyz sciagamy technoloie, tworzymy gospodarke, a przedewszystkim utrzymujemy stan posiadania. Odtwarzanie zawsze trwa i jest o wieeele drozsze, pamietaj o tym. To nam dopiero umozliwi proby eksportowania kapitalu (w czym nie mamy doswiadczenia). Bedac w strefie euro i tak wszystko bedzie dazylo do wyrownania sily nabywczej, oczywiscie do pewnego stopnia. Pytanie: jak sie bronic przed wyjsciem z korytarza ERM2 "dolem" (wzrost kursu PLN)? Odpowiedz Link
vice_versa Re: Belka z Hausnerem czytaja forum? ;) 23.03.09, 00:54 > Ja zakladam, chociaz nie wiem czy slusznie, ze wchodzac do ERM2 > przy 4,6 bedziemy raczej musieli bronic kursu, ale w sensie > zbytniej APRECJACJI. Zgodnie z tym co wyżej będziemy bronić Polaków przed zbyt dużym wzrostem wartości ich aktywów in Euro terms (nieruchomości, akcji, wynagrodzeń za pracę, emerytur, funduszy OFE, etc). W dodatku fiksując kurs wejścia Z GÓRY. To genialne! > Pytanie: jak sie bronic przed wyjsciem z korytarza ERM2 "dolem" > (wzrost kursu PLN)? Masz rację, że obrona kursu przed umacniającym się PLN teoretycznie jest łatwiejsza, bo wystarczy zwiększyć emisję. Ale jest jeszcze warunek tych 3% który nie pozwala zwiększać deficytu. Więc tak czy siak będą to musiały być interwencje na otwartym rynku, za pożyczki z EBC. Belka może mieć rację tylko w jednym wypadku. Jeśli dzisiejsze 4,6 to i tak jest mocny kurs. Jeśli za 2 lata kurs będzie 6-7pln, to zrobimy na tym kapitalny interes, a czysto teoretyczna strata na tym, że nie weszliśmy przy 3,4 będzie mała. Problem jednak w tym, że większość tych akcji które podejmuje Zachód przemawia za tym, że za 2 lata bedziemy mieć kurs 2,5pln=1Euro. W takim wypadku fixing na poziomie 4,6 to jest ciężka wtopa na aktywach i pracy wszystkich Polaków. Albo Zachód robi deflację i wtedy warto wchodzić już dziś, żeby nie spowodować kryzysu walutowego, nawet za cenę wyższych pożyczek z EBC, albo Zachód robi inflację i fixing w Euro to jest najgłupsze co możemy zrobić. I ja niestety obstawiam tę drugą opcję. Pomijając w ogóle to, że każdy fixing jest kretyński co do zasady. Kurt, a skąd Ty piszesz, że polskiej czcionki nie masz?? Tak z wrodzonego wścibstwa pytam Odpowiedz Link
kurt76 Re: Belka z Hausnerem czytaja forum? ;) 23.03.09, 08:58 > > Ja zakladam, chociaz nie wiem czy slusznie, ze wchodzac do ERM2 > > przy 4,6 bedziemy raczej musieli bronic kursu, ale w sensie > > zbytniej APRECJACJI. > > Zgodnie z tym co wyżej będziemy bronić Polaków przed zbyt dużym > wzrostem wartości ich aktywów in Euro terms (nieruchomości, akcji, > wynagrodzeń za pracę, emerytur, funduszy OFE, etc). W dodatku > fiksując kurs wejścia Z GÓRY. To genialne! Moje myslenie idzie w tym kierunku zeby wykorzystac najblizsze 2 lata w zaistnialych okolicznosciach. Czy fixujac "z gory" obrona kursu nie sprowadzila by sie do emisji pozyczek dla Ukrainy i moze Bialorusi w ustabilizowanym PLN, manewr w stylu amerykanskim tyle, ze na mniejsza skale. Te rynki sa niesamowicie chlonne, bardzo egzotyczne dla anglosasow/zydow. Moze im podac reke i wykreowac ciekawy rynek, ktory najlepiej ze wszystkich rozumiemy mentalnie, moze? > Belka może mieć rację tylko w jednym wypadku. Jeśli dzisiejsze 4,6 > to i tak jest mocny kurs. Jeśli za 2 lata kurs będzie 6-7pln, to > zrobimy na tym kapitalny interes, a czysto teoretyczna strata na > tym, że nie weszliśmy przy 3,4 będzie mała. Problem jednak w tym, że > większość tych akcji które podejmuje Zachód przemawia za tym, że za > 2 lata bedziemy mieć kurs 2,5pln=1Euro. W takim wypadku fixing na > poziomie 4,6 to jest ciężka wtopa na aktywach i pracy wszystkich > Polaków. Nie sadze, zreszta Belka pisze, ze jest straszny opor Niemcow juz przy 4,5. Uwazam, ze jezeli chodzi o sektor produkcyjny sytuacja przypomina gre o bilansie zerowym, tzn. zeby wiecej produkowac u nas, komus trzeba zabrac miejsca pracy. Po to jest nam potrzebna paruletnia przewaga kosztowa, aby "zwabic co sie da" i zaabsorbowac troche technologii. Przecenione w relacji do EURO aktywa OFE i sila nabywcza Polakow zostalyby bardzo szybko urealnione po wejsciu do strefy EURO w sposob rynkowy. Silna przecena EURO w przypadku niepewnego USD. Ciezko bedzie... > Kurt, a skąd Ty piszesz, że polskiej czcionki nie masz?? Tak z > wrodzonego wścibstwa pytam > Pisze z domu, lub samochodu, biura... aglomeracja poznanska, zach. Polska. Generalnie polskie znaki mnie [pip] Odpowiedz Link
poszi Eksporterzy kapitału 22.03.09, 22:11 > Tymczasem najbardziej efektywne gospodarki są IMPORTOWE, one > eksportują kapitał... Masz chyba jakąś pokręconą wersję tego, co to jest "kapitał", niezgodną z powszechnie obowiązującą, bowiem zarówno Polska, która ma deficyt w obrotach bieżących, jak i USA są importerami kapitału. Zobacz sobie pozycję inwestycyjną różnych krajów i nie pisz więcej takich herezji. USA to eksportuje najwyżej zadrukowane papierki, które jeśli nie odda, to faktycznie zrobi wszystkich w konia. Ale straci przy okazji coś, co jest warte ogromnie wiele: zaufanie i bardzo wątpie, że na tym dobrze wyjdzie. Polska natomiast nie eksportuje żadnych papierków, a zdobywa kapitał zastawiając lub sprzedając swój majątek. Bynajmniej nie jest to żaden eksport kapitału. Nie uważam się za jakiegoś miłośnika eksportu. Uważam zresztą, że eksport służy tylko temu, żeby mieć środki na import (podobnie jak zarabianie pieniędzy osób prywatnych nie ma sensu samego w sobie, ma sens tylko taki, że można je wydać), ale podobnie jak osoba, która żyje "na krechę" (i też jak krajom żyjacym na kredyt wydaje im się, że sa bogate), tak kraj o strukturalnym deficycie prędzej czy później wpakuje się w kłopoty. W odróżnieniu od Ciebie zapewne, uważam, że lata 2006-2008 to było przejedzenie i zmarnowanie dobrej koniunktury. A szał piramidy giełdowej i mieszkaniowej tego kwintesencją i bardzo dobrze, że to runęło. Podobnie złoty był w bańce spekulacyjnej i lato 2008 to był jej chory szczyt (nieprzypadkowo zresztą bańka na surowcach runęłą w tym samym mniej więcej czasie). Jeśli uważasz, ze wejście wtedy do ERM to był taki doskonały pomysł, to nawet nie ma sie co spierać. Akurat wykonano eksperyment natury gospodarczej w postaci Słowacji, która przyspawała się wtedy do euro. Zobaczymy za kilka lat, jakie będa tego skutki, ale jestem przekonany, że Słowacy zapłaca za to ślamazarnym wzrostem, gdy recesja się skończy. Odpowiedz Link
vice_versa Re: Eksporterzy kapitału 23.03.09, 00:27 Zgadzam się z Tobą w dwóch kwestiach: 1. > USA to eksportuje najwyżejzadrukowane papierki, które jeśli nie > odda, to faktycznie zrobi wszystkich w konia. Ale straci przy > okazji coś, co jest warte ogromnie wiele: zaufanie i bardzo > wątpie, że na tym dobrze wyjdzie. Oczywiście że USA odda, tyle, że odda znacznie mniej warte papierki. Mniej warte w kategoriach realnych, a nie w stosunku do pozostałych walut fiat. Dlatego amerykańskie długi będą obsługiwane, a papierki czy elektroniczne zera będą namnażane. 2. > Polska natomiast nie eksportuje żadnych papierków, > a zdobywa kapitał zastawiając lub sprzedając swój majątek. Głównym źródłem kapitału w przypadku Polski jest napływ inwestycji bezpośrednich spowodowany silną deprecjacją pieniądza na Zachodzie i w USA. Drugim źródłem są pożyczki. Natomiast nie ma, albo są na b. niskim poziomie przychody ze źródeł pasywnych: licencji, praw autorskich, własności przemyslowej, dywidend, odsetek od zainwestowanego kapitału i wszystkich innych niematerialnych tytułów prawnych, dających prawo do przyszłych zysków. To, że USA netto są importerami kapitału, nie oznacza, że go nie eksportują. Jeśli masz banki na całym świecie to każda udzielona przez nie pożyczka jest AKTYWEM, powoduje transfer kapitału, ale nie powoduje spadku wyceny i wartości aktywów w centrali. Pozycja netto jako importera kapitału o niczym nie przesądza, a uznawanie, że pozycja Polski jest taka sama jak Stanów tylko dlatego, że oba państwa są importerami kapitału netto jest absurdem, poszi. Stany rezerwują sobie prawo do przeceny zaimportowanego kapitału. Polsce aktywa (i wynagrodznenia) przeceniają inni. Spółki ze Stanów inwestują na całym świecie eksportują kapitał i czerpią z tego tytułu przychody pasywne o których wyżej. Polska i polskie przedsiębiorstwa tego nie robią, czyli nie korzystają z dźwigni finansowej jaką dają inne rynki. > Bynajmniej nie jest to żaden eksport kapitału. A ja gdzieś pisałem że my eksportujemy kapitał????? To bardzo interesujące, poproszę link do takich swoich wypowiedzi. > W odróżnieniu od Ciebie zapewne, uważam, że lata 2006-2008 to było > przejedzeniei zmarnowanie dobrej koniunktury. A szał piramidy > giełdowej i mieszkaniowej tego kwintesencją i bardzo dobrze, że to > runęło. Jaaaaasne, bardzo dobrze że spadają aktywa uniemożliwiając konsumpcję. To się nazywa schadenfreude i nie najlepiej świadczy o Twoim zrozumieniu poprzedniego postu. Jeszcze raz przeczytaj to co napisałem wyżej. Również TWOJA siła nabywcza SPADŁA. Bo nawet jak nie brałeś udziału w spekulacji nieruchomościami, akcjami to I TAK dostałeś po portfelu. Popatrz sobie na te warości które mają Polacy i które wymieniłem wyżej- nadal jesteś usatysfakcjonowany??? Możesz tylko jeszcze tego nie widzieć: za chwilę jak zobaczysz, jak importerzy Ci podniosą ceny, albo jak pójdziesz na emeryturę. > Jeśli uważasz, ze wejście wtedy do ERM to był taki doskonały > pomysł, to nawet nie ma sie co spierać. Akurat wykonano > eksperyment natury gospodarczej w postaci Słowacji, która > przyspawała się wtedy do euro. Zobaczymy za kilka lat, jakie > będa tego skutki, ale jestem przekonany, że Słowacy zapłaca za to > ślamazarnym wzrostem, gdy recesja się skończy. Żeby było jasne: ja w ogóle uważam ERM2 za bzdurę i haracz. Owszem uważam że AKTYWA Słowaków nie spadły tak jak aktywa Polaków. Spadły znacznie mniej, nawet jak im siądzie gospodaka eksportowa. I ich siła nabywcza nie spadła tak jak spadła Polakom, a ich aktywa w postaci funduszy emerytalnych nie zostały tak bardzo przecenione. Słowacja musi to wykorzystać przez podniesienie konsumpcji wewnętrznej i refinansowanie. Jeśli tak się stanie to dynamika ich wzrostu gospodarczego wzrośnie. Poza tym jeśli uważasz że miarą zamożności społeczeństwa jest 'wzrost gospodarczy', niezależnie od tego czym spowodowany i niezależnie od tego co dzieje się z konsumpcją i jakością życia to w ogóle nie mamy o czym rozmawiać bo słupkologia statystyczna mnie nie interesuje. Interesuje mnie wzrost wartości aktywów i możliwość udzielania pożyczek lub wzrost zewnętrznych rynków gwarantujących przychody. To pozwala fajniej i pełniej żyć na czyjś koszt. I żeby takie rynki zdobyć NAJPIERW trzeba zainwestować. Tymczasem Polak odłkada/jest zmuszany odkładać/ na swoją świetlaną przyszłość zamiast żyć tu i teraz. Allianz, CU, AIG, ING i cała reszta. Oni dają "rękojmię zysków" w przyszłości w zamian za składki w teraźniejszości... a potem upsss... sorry, giełdy spadły, Pana konto wynosi 1/4tą tego co Pan zgromadził. Albo nawet ma Pan 100% ale wypłacane w nowym, mniej wartym pieniądzu... No to jak myślisz to był eksport kapitału czy import???? Może Polska też jest eksporterem, hę? Tak, tylko nasze aktywa przeceniają nam inni. > Masz chyba jakąś pokręconą wersję tego, co to jest "kapitał", > niezgodną zpowszechnie obowiązującą, bowiem zarówno Polska, która > ma deficyt w obrotach bieżących, jak i USA są importerami > kapitału. Zobacz sobie pozycję inwestycyjną różnych krajów i nie > pisz więcej takich herezji. Widzisz, właśnie na tym polega różnica między myśleniem o rentowności, a myśleniem o definicjach i saldach przepływów. Możesz sobie patrzeć na salda, a ja Ci mówię że Polska jest IMPORTEREM coraz słabszego pieniądza i eksporterem towarów, a USA są EKSPORTEREM dolarów i zobowiązań dolarowych na świat... Eksportują coraz mniej warte dolary a importują coraz mocniejsze waluty, które następnie PRZECENIAJĄ. Tu obrazek dla Ciebie: www.chrismartenson.com/blog/recent-alert-fed-prints-trillion/15339 US Net Foreign Purchases- scroll down,pls. To jest proste: jeśli masz u kogoś dług to musisz mieć pewność że przecenisz go w przyszłości. Albo walutą, co gwarantuje Ci płynność i honorowanie zobowiązań, albo niewypłacalnością, co odcina Ci źródło kapitału w przyszłości. A Ty sobie poszi patrz na salda przepływów bieżących y/y a nie patrz na cały cykl. I nie zwracaj uwagi na to, że to nowe emisje pozwalają "państwom rozwiniętym" wywiązywać się z kontraktów coraz mniej wartą walutą... Odpowiedz Link
vice_versa Re: Prosta recepta na inflacje 17.03.09, 16:19 > 1) Wzrasta podaz pieniedzy > 2) Kurczy sie produktywnosc wskutek nadmiaru towarow i bankructw > 3) Towary zuzywaja sie Wzrasta podaż pieniądza- U KOGO, Przycinek, u kogo? Jak może wzrastać akcja kredytowa w warunku deflacji cenowej na rynku zarówno na rynkach akcji jak nieruchomości, w warunkach foreclosures i bankructw??? Znaczy co, firmy bankrutują, ludzie tracą pracę, wartość aktywów spada a akcja kredytowa rozwija się w najlepsze? NIEMOŻLIWE, Przycinek, NIEMOŻLIWE. Jedynym wytłumaczeniem jest to, że podaż pieniądza widoczna w bilansach, nie wchodzi na rynek. Nie może istnieć jednocześnie wzrost podaży pieniądza i spadek wartości dóbr. Spadek wartości dóbr jest spowodowany wzrastającym popytem na gotówkę i koniecznością zagwarantowania płynności finansowej w warunkach spadku DOSTĘPNEGO dla firm pieniądza. Inaczej, czyli w warunkach wzrastającej ilości dostępnego pieniadza, handlowcy i producenci nie mają powodu obniżania cen. Brak popytu wywołanego "nadmiarem wszystkiego" też nie jest wytłumaczeniem, bo kiedy firmy mają dostęp do pieniądza to zwiększają zatrudnienie, wynagrodzenia, ludzie optymistycznie patrzą w przyszłosć i popyt rośnie. W momencie kryzysu, bankructw, zwolnień, spadku wartości aktywów popyt po prostu musi leżeć. Jedyny rozwijający się popyt to popyt na pieniądz, za wszelką cenę, nawet za cenę sprzedaży ze stratą. To samo dotyczy punktu 2) i 3) te zjawiska działają w dwóch przeciwstawnych kierunkach. Oczywiście to prawda, że towary się zużywają i to prawda, że jest nadmiar towarów, ale per saldo musi nastąpić albo jedno albo drugie: albo towary się zużywają szybciej niż ich przybywa i mamy lukę podażową, albo towarów jest nadmiar i mamy lukę popytową. I o tym właśnie przesądzi sytuacja monetarna. Uważam, że załamanie wymiany handlowej, oraz większy popyt na pieniądz, brak płynności firm, bankructwa i utrata pracy oznacza narastanie luki podażowej. Tego jeszcze nie musi być widać, bo towarów jest mnóstwo, ale pytanie jest o przyszły trend i rozwój sytuacji, prawda? Popyt na dolara jest dziś większy niż popyt na towary, i będzie się zwiększał. Dolar mniej parzy w łapki, więc mniej wydajesz a więcej oszczędzasz, ceny towarów spadają. Dlatego właśnie potrzebni są PAŃSTWA KREDYTOBIORCY którzy pozwolą na stopniowe zwiększenie podaży pieniądza i wzrost wyceny wartości aktywów. Po to, żeby popyt mógł zostać odbudowany akcją kredytową i zwiększeniem ilości i dostępu do pieniądza NA RYNKU, a nie tylko zwiększeniem pieniądza w bilansach banków. Odpowiedz Link
kolo1974 Re: Prosta recepta na inflacje 17.03.09, 16:43 vice napisal:"W momencie kryzysu, bankructw, zwolnień, spadku wartości aktywów popyt po prostu musi leżeć. Jedyny rozwijający się popyt to popyt na pieniądz, za wszelką cenę, nawet za cenę sprzedaży ze stratą."-tez tak uwazam poki co ten trend trwa i wedlug mnie nie widac szybkich przeslanek do jego zmiany wiec $ powinien sie jeszcze umacniac -czas pokaze. Odpowiedz Link
damkon Re: Prosta recepta na inflacje 18.03.09, 01:11 > 1) Wzrasta podaz pieniedzy > 2) Kurczy sie produktywnosc wskutek nadmiaru towarow i bankructw > 3) Towary zuzywaja sie Dokonam teraz pewnego naduzycia, ale mysle, ze Przycinek nie bedzie mial jednak nic przeciwko temu, poniewaz zmodyfikuje nieco powyzsze trzy jego zalozenia. Jezeli wiec przyjmiemy, ze 1) nastapi wzrost podazy pieniadza, wskutek czego pojawi sie presja inflacyjna co w konsekwencji po uplywie okreslonego czasu doprowadzi do spowolnienia gospodarczego i 2) skurczenia sie produkcji (sadze, ze Przycinek mial na mysli zmniejszenie produkcji a nie produktywnosci, poniewaz to drugie jest tylko synonimem wydajnosci) w nastepstwie bankructw i wystapienia nadprodukcji powstalej w wyniku wczesniejszego sztucznego ozywienia gospodarczego wywolanego inflacja. Jezeli na koniec przyjmiemy zalozenie, ze ostatecznym efektem wystapienia inflacji monetarnej bedacej konsekwencja poczatkowego wzrostu podazy pieniadza bedzie wieksze 3) zuzywanie sie dobr kapitalowych w stosunku do mozliwosci ich odtwarzania w gospodarce to otrzymamy poprawny i logiczny ciag nastepstw zwiekszania sie podazy pieniadza. > Jak może wzrastać akcja kredytowa w warunku deflacji cenowej na > rynku zarówno na rynkach akcji jak nieruchomości, w warunkach > foreclosures i bankructw??? Na ogol deflacja cenowa jest konsekwencja wczesniej zwiekszonej akcji kredytowej prowadzacej do inflacji monetarnej, ale to wcale nie wyklucza mozliwosci wystapienia obu zjawisk rownoczesnie. W sytuacji deflacji cenowej panstwa z reguly probuja zwiekszac podaz pieniadza poprzez np rozszerzenie akcji kredytowej ludzac sie, ze to powstrzyma negatywne konsekwencje deflacji cenowej. > Nie może istnieć jednocześnie wzrost podaży pieniądza i spadek > wartości dóbr. Otoz moze i w zasadzie zawsze wystepuje, tzn. inflacja, ktora jest konsekwencja zwiekszenia sie podazy pieniadza, prowadzi do wzrostu wartosci pewnej czesci dobr i spadku wartosci pozostalych (oczywiscie mam tu na mysli wartosc realna w odroznieniu od wartosci nominalnej). Na tym wlasnie polega zaklocajacy mechanizm inflacji. Dla przykladu mozna wskazac na inflacyjny wzrost podazy pieniadza na poczatku lat 90-tych w Polsce i spadku wartosci plac realnych pomimo ich wzrostu wartosci nominalnej. > Spadek wartości dóbr jest spowodowany wzrastającym > popytem na gotówkę i koniecznością zagwarantowania płynności > finansowej w warunkach spadku DOSTĘPNEGO dla firm pieniądza. To bardzo duze uproszczenie, poniewaz wzrost lub spadek popytu na pieniadz (nie rozgraniczajac juz nawet na popyt transakcyjny czy spekulacyjny) jest zawsze czynnikiem wtornym a nie pierwotnym. Powinnismy w takim razie najpierw zapytac, co wplynelo na zmiane popytu na pieniadz a dopiero wtedy mozemy odpowiedziec na pytanie o zmiane wartosci pozostalych dobr. > Brak popytu wywołanego "nadmiarem wszystkiego" też nie jest > wytłumaczeniem, bo kiedy firmy mają dostęp do pieniądza to > zwiększają zatrudnienie, wynagrodzenia, ludzie optymistycznie > patrzą w przyszłosć i popyt rośnie. To wlasnie jest ta szkodliwa iluzji inflacji, ktora musi doprowadzic do nierownowag gospodarczych i w konsekwencji do zalamania. > W momencie kryzysu, bankructw, zwolnień, spadku wartości > aktywów popyt po prostu musi leżeć. Jedyny rozwijający się popyt > to popyt na pieniądz, za wszelką cenę, nawet za cenę sprzedaży ze > stratą. To akurat jest prawda, z tym tylko, ze zapomniales dodac, ze ow kryzys jest nastepstwem wczesniejszej inflacji i powstania nierownowagi, ktora sie z nia nierozerwalnie wiaze. > To samo dotyczy punktu 2) i 3) te zjawiska działają w dwóch > przeciwstawnych kierunkach. Punkt trzeci jest nastepstwem punktu drugiego, oczywiscie przy zalozeniu, ze mowimy o zuzywaniu sie dobr kapitalowych. > Po to, żeby popyt mógł zostać odbudowany akcją kredytową i > zwiększeniem ilości i dostępu do pieniądza NA RYNKU Odbudowanie popytu w powyzszym rozumieniu, tzn. przez zwiekszenie podazy pieniadza moze oznaczac tylko doprowadzenie do nierownowagi rynkowej i w konsekwencji do zalamania. Odpowiedz Link
vice_versa Re: Prosta recepta na inflacje 18.03.09, 02:50 Fragment 1) ten o cyklu. Ładnie to domknąłeś, damkon, oczywiście masz rację. Możliwe że źle odczytałem Przycinka i potraktowałem to jako opis aktualnego stanu rynku, a nie jako cykl czy łańcuch przyczynowo-skutkowy. Problem w tym, że ten cykl to jest DOKŁADNIE ten cykl który miał miejsce 2001-2008 i jesteśmy właśnie dopiero na początku tej ostatniej fazy rozwijającego się szybszego zużywania dóbr, bankructw, zwolnień i coraz mniejszego popytu. Dlatego równoczesna akcja kredytowa nie jest możliwa, NAWET jeśli w teorii bankowej mamy równoczesnie wzrost podaży pieniądza. 2. > W sytuacji deflacji cenowej panstwa z reguly probuja zwiekszac > podaz pieniadza poprzez np rozszerzenie akcji kredytowej ludzac > sie, ze to powstrzyma negatywne konsekwencje deflacji cenowej. Na ogół tym się uspokaja się rynek, ale deflacja i tak rozwija się swoim tempem. A jedynym sposobem na zwiększenie akcji kredytowej jest większy dodruk pieniądza. Tyle że ze wzrostu dodruku pieniądza albo agregatów NIE MOŻNA wysnuwać wniosku o wzrastającej akcji kredytowej. Naprawdę ktokolwiek wierzy że przy spadających nieruchomościach w tempie 20% rocznie, spadającej giełdzie, bankructwach i zwolnieniach można prowadzić akcję kredytową? W USA??? Bo w Europie Środkowej pewnie trochę można i trochę infrastrukturalnych inwestycji również można byłoby nakręcić, tylko wierzyciele chcą chronić swoje inwestycje, więc każą nam zacieśniać politykę monetarną... > > Nie może istnieć jednocześnie wzrost podaży pieniądza i spadek > > wartości dóbr. A miałem zrobić korektę... To zdanie powinno się zaczynać od słówka "Dzisiaj". W normalnych warunkach dostępnego kredytu, to właśnie wzrost podaży pieniądza powoduje spadek cen dóbr (konkurencja) i spadek wartości pracy(szczególnie tych fizycznych, ale i wszystkich innych również- dlatego warto mieć własną firmę i zatrudniać, a nie być zatrudnianym). > > Spadek wartości dóbr jest spowodowany wzrastającym > > popytem na gotówkę i koniecznością zagwarantowania płynności > > finansowej w warunkach spadku DOSTĘPNEGO dla firm pieniądza. > > To bardzo duze uproszczenie, poniewaz wzrost lub spadek popytu na > pieniadz (nie rozgraniczajac juz nawet na popyt transakcyjny czy > spekulacyjny) jest zawsze czynnikiem wtornym a nie pierwotnym. No to, to są już ŻARTY. Widać, damkon, że nigdy nie prowadziłeś działalności. Pierwotnym powodem prowadzenia jakiejkolwiek RENTOWNEJ działalności jest ZYSK. Może warto przypomnieć, że pierwotnym celem założenia KAŻDEJ spółki kapitałowej jest osiąganie zysków przez wspólników. To co napisałeś jest w ogóle strasznie smutne, damkon. > Powinnismy w takim razie najpierw zapytac, co wplynelo na zmiane > popytu na pieniadz a dopiero wtedy mozemy odpowiedziec na pytanie > o zmiane wartosci pozostalych dobr. Bardzo proszę. Popyt na pieniądz się NIE ZMIENIŁ, bo on zawsze był. Zmieniło się źródło z którego pieniądz można pozyskać. Wcześniej popyt na pieniądz był zaspakajany z innych źródeł: kredyt, emisje, tempo wzrostu przychodów. Zmienił się dostęp do pieniądza, podniesiono stopy % i w skali całej gospodarki to spowodowało deleverage. Co gorsza potem, co prawda obniżono stopy, ale już nie puszczano nowego pieniądza na rynek. I w tym miejscu tkwimy. Nie ma pieniądza kredytowego, nie ma nowych emisji, ściągających pieniądz z rynku. Nie ma też wzrostu przychodów związanych z wydawaniem kredytów przez pozostałe podmioty. Nie ma więc wzrostu kapitałów własnych, nie ma zysków, i nie ma z czego wypłacać pracownikom zakontraktowanych pensji, a sobie premii. Są natomiast kredyty. Zmieniło się więc źródło pieniądza: trwa wyścig o jak najszybsze ściąganie pieniądza z rynku, choćby przez wyprzedaż zapasów i majątku ze stratą. Dlatego jest spadek cen dóbr i wartości usług: bo za wszelką cenę trzeba mieć pieniądz, żeby nie upaść. Dokładnie stąd np. odcięcie meksykańskich przewoźników od amerykańskich dróg: nie ma kredytu, musimy spłacać raty za ciężarówki, musimy wyeliminować konkurencję, bo nie przetrwamy. > To akurat jest prawda, z tym tylko, ze zapomniales dodac, ze ow > kryzys jest nastepstwem wczesniejszej inflacji i powstania > nierownowagi, ktora sie z nia nierozerwalnie wiaze. Oczywiście że się nierozerwalnie wiąże, ale tamta inflacja też sie wiązała ze spadkiem giełd i koniecznością inflacyjnego podtrzymania GDP. Niczego nie zapomniałem, tylko nie pisałem o tym co się działo w latach 2002-2008, a pisałem o tym co mamy dziś. > > Po to, żeby popyt mógł zostać odbudowany akcją kredytową i > > zwiększeniem ilości i dostępu do pieniądza NA RYNKU > > Odbudowanie popytu w powyzszym rozumieniu, tzn. przez zwiekszenie > podazy pieniadza moze oznaczac tylko doprowadzenie do nierownowagi > rynkowej i w konsekwencji do zalamania. Tak, ale tak to właśnie działa: boom&bust&boom&bust... Zdanie które napisałem wcześniej brzmiało tak: "Dlatego właśnie potrzebni są PAŃSTWA KREDYTOBIORCY którzy pozwolą na stopniowe zwiększenie podaży pieniądza i wzrost wyceny wartości aktywów." Jak wycinasz pojedyncze zdania i z nimi polemizujesz to to nie ma sensu. To się odnosiło do tez z tego postu: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=92663795&a=92704875 gdzie dokładnie opisałem w jaki sposób można odbudować popyt nie inflacyjnie, tak jak piszesz, tylko dezinflacyjnie, poprzez odzyskanie potencjału przez rynki finansowe i zmianę wyceny aktywów. Odbudowanie popytu poprzez zwiększenie podaży pieniadza na rynku wewnętrznym W OGÓLE NIE JEST MOŻLIWE. W deflacji cenowej na rynku i pogłębiających się spadkach to w ogóle nie wchodzi w grę. Oczywiście kredyt całkowicie nie zniknie. To jest kwestia skali- nie da się na taką skalę przeprowadzić akcji kredytowej w takich warunkach. I to z obu stron, zarówno od strony banków, jak i od strony konsumentów. Dlatego właśnie zarówno inflacja jak akcja kredytowa jest WYKLUCZONA. Ludzie się własnie przejechali na kredytach! Ich domy poszły w dół, media trąbią o kryzysie, bankructwa, zwolnienia, obniżki płac a Pan chcesz żebym JA brał kredyt i uprawiał hazard kiedy wszystko tanieje a ja mogę stracić pracę???? Tego się po prostu nie da nakręcić w ciągu roku czy dwóch. Pozdrawiam. Odpowiedz Link
przycinek.usa Re: Prosta recepta na inflacje 18.03.09, 04:49 slusznie, ale ja mialem na mysli produktywnosc w sensie calosci gospodarki czyli sume produkcji. Twoja wypowiedz zainspirowala mnie dodatkowo, bo wyglada na to, ze te trywialne zjawiska nadal sa nieczytelne dla ogolu. Masz racje co do spadku popytu wskutek inflacji i spadku wartosci realnej towarow. Dlatego zreasumuje te moje rowazania inflacyjne: Chodzi o to, ze place sa czynnikiem opoznionym w cyklu, czyli sa tzw. lagging indicator, poniewaz w momencie inflacyjnej korekty recesji - na rynku panuje bezrobocie i nikt nikomu nie bedzie wiecej placil. I tutaj pojawia sie pierwszy zgrzyt - mianowicie popyt zagregowany jest wprost proporcjonalny do tych plac a przeciez PKB zalezy liniowo od popytu zagregowanego. I powstaje kwadratura kola, bo popyt jest scisle okreslony, a ceny zaczynaja wzrastac i nagle okazuje sie, ze spada volumen transakcji i wobec tego realne PKB tez spada, co wygeneruje dalszy wzrost bezrobocia, pomimo upragnionej przez elity polityczne inflacji!!! Dlatego inflacja, ktora nas czeka w niedalekiej przyszlosci doprowadzi spoleczenstwo do ubostwa, wywroci wiare w Keynsizm do gory nogami, a banki centralne zostana puszczone z dymem przez wsciekle spoleczenstwa na calym swiecie. Zblizajaca sie inflacja zniszczy ludziom emerytury i oszczednosci a to nie skonczy sie pokojowo podaniem sobie reki na zgode. Odpowiedz Link
poszi Wiara w keynesizm 18.03.09, 10:30 > Dlatego inflacja, ktora nas czeka w niedalekiej przyszlosci doprowadzi > spoleczenstwo do ubostwa, wywroci wiare w Keynsizm do gory nogami, a banki > centralne zostana puszczone z dymem przez wsciekle spoleczenstwa na calym > swiecie. Zblizajaca sie inflacja zniszczy ludziom emerytury i oszczednosci a to > nie skonczy sie pokojowo podaniem sobie reki na zgode. Ha. Tak dobrze nie będzie. Skoro stagflacja lat siedemdziesiątych, która jawnie obala tezę, że inflacja i bezrobocie sa ze sobą ujemnie skorelowane nie wystarczyła do obalenia keynesizmu, to teraz też nic go nie obali. Cokolwiek sie stanie, keynesiści powiedzą, że to dlatego, że "stimulus był zbyt mały" albo "źle skierowany". Tak nawiasem mówiąc klasyczny keynesizm polega przynajmniej na tym, że państwo w tłustych latach odkłada nadwyżki, a w chudych ma deficyty, co na dłuższą mete zapewne oznacza tylko sumarycznie mniejszy wzrost za to ale z mniejsza zmiennością (co z punktu widzenia społecznego zadowolenia może być nawet niegłupie). Obecny neokenesizm zaś postuluje deficyty zawsze i wszędzie, co kończy się kiedyś katastrofą. W odróżnieniu od Ciebie przycinku, uważam, że spora inflacja nie jest wcale jeszcze pewna, ale jest to stąpanie po cienkiej linie. Na razie wygląda na to, że procesy deflacyjne są silniejsze od wysiłków banków centralnych. Ale wszystko będzie zależeć od tego, czy nie przedobrzą. Odpowiedz Link
dorota_3 Oczekiwania inflacyjne -> wzrost velocity 18.03.09, 11:17 > Chodzi o to, ze place sa czynnikiem opoznionym w cyklu (...) > I powstaje kwadratura kola, bo popyt jest scisle okreslony, a ceny > zaczynaja wzrastac i nagle okazuje sie, ze spada volumen > transakcji i wobec tego realne PKB tez spada Czegoś mi brakuje w tym scenariuszu - oczekiwań inflacyjnych. Rzeczywiście płace są czynnikiem opóźnionym, ale to nie jest przecież tak, że ludzie nie maja WOGÓLE pieniędzy - to raczej bezrobocie powoduje silną niepewność co do przyszłych zarobków i ograniczanie wydatków (niskie VELOCITY). Widze to raczej tak : impuls inflacyjny (zjawisko monetarne) -> pojawienie się oczekiwań inflacyjnych -> "ucieczka" od tracącego wartość pieniądza w towary (wzrost velocity) -> wzrost popytu na produkcję -> zwiększanie produkcji przez przedsiębiorstwa -> wzrost zatrudnienia I w ten sposób szczęśliwie nowy cykl koniunkturalny rozpoczniemy Odpowiedz Link
polarbeer Re: Oczekiwania inflacyjne -> wzrost velocity 18.03.09, 14:34 CytatWidze to raczej tak : impuls inflacyjny (zjawisko monetarne) -> pojawienie się oczekiwań inflacyjnych -> "ucieczka" od tracącego wartość pieniądza w towary (wzrost velocity) -> wzrost popytu na produkcję -> zwiększanie produkcji przez przedsiębiorstwa -> wzrost zatrudnienia Impuls inflacyjny prowadzi do wzrostu zatrudnienia? Gdzie? w Chinach? (Jak wczesniej gdy "Wyznawcy" wprowadzili to w zycie, a teraz zwalaja wine na Chiny za to ze "oszczedzaja za duzo"). Przypomina mi to historie z kreskowki SouthPark, gdzie majtkowe gnomy postanowily zrobic biznez se swojego hobby (kradziez majtek). Napisali wiec 3 punktowy "business Plan": Etap 1: Krasc majtki. Etap 2: ? Etap 3: Profit. Odpowiedz Link
dorota_3 Re: Oczekiwania inflacyjne -> wzrost velocity 18.03.09, 15:35 Przykład z "majtkowymi gnomami" faktycznie zabawny, ale moje proste rozumowanie ma środkową część, w przeciwieństwie do rozumowania gnomów Polemizowałam z tezą Przycinka, że "popyt jest dany". Jest, ALE determinują go także czynniki pozaekonomiczne. Przewidywania konsumentów co do własnej sytuacji materialnej w przyszłości i co do przyszłego poziomu cen. Pisząc żenująco prościutkie wypracowanko nt. deflacji/inflacji i roli oczekiwań inflacyjnych zdałam sobie sprawę, że... no właśnie, Wy w Ameryce przecież już nic nie produkujecie Tak, Polarbeer, impuls inflacyjny, który Ben i Obama tak pracowicie usiłują wywołać przyniesie wzrost zatrudnienia - w Chinach. Po co żyjecie w tak dennym kraju? Odpowiedz Link
vice_versa Re: Prosta recepta na inflacje 19.03.09, 01:32 vice_versa napisał: Cytat Wzrasta podaż pieniądza- U KOGO, Przycinek, u kogo? Jak może wzrastać akcja kredytowa w warunku deflacji cenowej na rynku zarówno na rynkach akcji jak nieruchomości, w warunkach foreclosures i bankructw??? Znaczy co, firmy bankrutują, ludzie tracą pracę, wartość aktywów spada a akcja kredytowa rozwija się w najlepsze? NIEMOŻLIWE, Przycinek, NIEMOŻLIWE. Jedynym wytłumaczeniem jest to, że podaż pieniądza widoczna w bilansach, nie wchodzi na rynek. Dziś znalazłem ilustrację tego co wyżej, tu bardzo dobrze widać rozbieżności pomiędzy tym co w bilansach federalnych a tego co się dzieje na rynku. Pierwszy obrazek, change in debt levels: www.itulip.com/forums/showthread.php?p=83348#post83348 Smile Odpowiedz Link
frusto Re: Prosta recepta na inflacje 19.03.09, 09:59 baldazar napisał: > 2. Jeżeli Państwo upada= bankrutuje a tym pisałeś nie ma sensu > kupować prawa własności, bo prawo własności nie istnieje wówczas. Jak najbardziej istnieje. Prawo wlasnosci powstalo przed powstaniem panstw. Istnieje takze tam, gdzie panstw nie ma, w najbardziej zapadlych dzunglach indonezji. Po prostu, trudniej bedzie dochodzic swoich praw wlasnosci. Odpowiedz Link
poszi Bankructwo 15.03.09, 21:59 > Twoje rozumowanie pozbawione jest sensu. Bankructwo państwa oznacza > brak poszanowania prawa w tym prawa własności. Chyba bym tak ostro tego nie nazwał. Bankruta prywatnego nie nazwałbym złodziejem (chyba że ukrywa majątek). Bankructwo dla dłużnika to też porażka. Istnienie bankructwa nie jest sprzeczne z prawem własności. > Zakup surowców wcale > nie uchroni przed utratą bogactwa w tym przypadku. Państwa mogą faktycznie konfiskować, ale to mi przypomina mówienie, że nie warto zapinać pasów, bo jak się zderzysz czołowo z szybkością 200 km/h, to i tak nic ci nie pomoże. Było wiele "zderzeń, przy których pasy pomogły". Taki PRL zbankrutował. III RP nie oddała jakiejś połowy długów zagranicznych. Hiperinflacja solidnie podgryzła ludziom oszczędności. Tymczasem państwo nie konfiskowało złota czy dolarów, które ktoś trzymał w skarpecie. Ba, nawet nie skonfiskowało dolarów na koncie w banku. Są granice tego, co państwo może zrobić. Granicami jest niezadowolenie społeczne. Ja nie wiem, jak się skończy ten szał zadłużania sie skarbu amerykańskiego. Ale wszystko wskazuje na to, że już sie zbliżamy do horyzontu czarnej dziury długów, z którego nie ma odwrotu. I albo będzie zwykły default, albo default przez inflację. To drugie jest bardziej prawdopodobne, bo inflacja ma wielu wyznawców, którzy będą wciskać kit, że to jest dobre dla wszystkich. Odpowiedz Link
baldazar Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 20:18 Od czasu Nagasaki i Hiroszimy solidna globalna wojna gdzie jest się dostawcą dla obu stron konfliktu przestała być rozwiązaniem. Afganistan i Irak to głupie decyzje i niepotrzebne wojny. Pamiętacie Irak vs Iran? To było niezłe- tyle, że głownie zarabiali wtedy Rosjanie bo nikt nie potrafił obsługiwać amerykańskiej broni. Ponadto amerykańska broń jest zbyt kosztowna! Versa myśląc o gospodarce mam odczucie, że zupełnie bujasz w obłokach ograniczając się do finansów na poziomie transakcyjnym. Ameryka to 300 mln ludzi, którzy muszą się jakoś utrzymać. Ci ludzie muszą pracować. Może 20% to wykształceni, kreatywni i przedsiębiorczy. Reszta jest zdolna do działań odtwórczych! Rozważ to zanim znowu wystrzelisz ze swojego CKM'u słów. Odpowiedz Link
vice_versa Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 22:13 Słuchaj bucu, nie życzę sobie takich Twoich komentarzy. Zastrzeżenia wysyłaj na maila, albo do adminów. Możesz się nie zgadzać, ale czytać nie musisz. Potrafisz lepiej opisać i powiązać fakty, czekam na lepsze teksty. To naprawdę nie jest moja wina, że tworzenie rynków, popytu na walutę i zasad księgowania to dla Ciebie abstrakcja i bujanie w obłokach. Zajmij się swoim ogródkiem i warzywniakiem, będziesz miał swoją gospodarkę towarową, a nie komentowaniem moich wpisów. Robi już dziś polecał tym którzy nie potrafią się zachować, żeby odeszli z forum. Odpowiedz Link
baldazar Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 22:49 Dlaczego zachowujesz się niegrzecznie? Cóż można znaleźć u tych, którzy się z nami bezgranicznie zgadzają? Nieomylność? potwierdzenie własnej wartości? Aplauz? Masz szansę na refleksję nad sobą. Nie korzystasz z niej! Przejdź się trochę. Intensywny spacer pomógł przezwyciężyć nie takie frustracje. Odpowiedz Link
vice_versa Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 23:22 Słuchaj, bucu, nie odwracaj kota ogonem. To TY zacząłeś się odzywać do mnie niegrzecznie. To nie ja używam słów "zupełnie bujasz w obłokach" czy pouczeń typu "zastanów się zanim wystrzelisz CKMem słów". Więc po co to robisz? Żeby dać mi okazję do refleksji nad samym sobą? A czy ja Cię proszę żebyś robił za mojego przewodnika duchowego? Pozwoliłeś sobie więc na połajanki więc Ci uprzejmie, bucu, wyjaśniam, że TO forum to nie jest miejsce na takie wycieczki. Nie musisz czytać i nie musisz komentować. > Cóż można znaleźć u tych, którzy się z nami bezgranicznie > zgadzają? Nieomylność? potwierdzenie własnej wartości? Aplauz? To nie ma nic do rzeczy czy się zgadzasz ze mną czy nie, bo na żadnej rzeczowej polemiki z tym co napisałem nie było. Odpowiedz Link
baldazar Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 23:50 Nie lubię obrażać kogokolwiek. Przyznam, że nie miałem intencji obrazić Ciebie. Nie chcę być Twoim przewodnikiem duchowym. I zauważ nie używam wyzwisk w przeciwieństwie do Ciebie drogi przyjacielu. Mam nadzieję, że sprawdziłeś znaczenie słowa BUC- szczególnie w rozumieniu krakowskim! Hahahahahahahahaha Twoja reakcja zaskoczyła mnie! Chyba obaj dowiedzieliśmy się czegoś o sobie! Odpowiedz Link
polarbeer Nie Komunisci? 16.03.09, 15:26 Cytat Polarny, żadna dewaluacja wobec zlota nie jest potrzebna, ceny złota są POCHODNĄ tego co się dzieje z USD i tego ile pieniądza krąży na tym rynku, a nie CELEM samym w sobie. To co napisałeś to jest jakieś nieporozumienie! To, że w ogóle dopuszczasz wariant hiperinflacyjny w USA oznacza, że nie rozumiesz, że to nie są komuniści! To ostatnie zdanie troche mnie frapuje... Prawda jest ze USA nie rzadza komunisci z nazwy, ale przeciez wyraznie widac podobienstwo struktur na gorze do starej sowieckiej nomenklatury. Doly spoleczne rowniez maja socjalizm. (Hej wiecej punktow manifestu komunistycznego zostalo spelnionych w USA niz ZSSR) Panstwo w szerokim pojeciu zatrudnia polowe populacji, itd. Zamordyzm w wielu aspektach zycia spolecznego (wiezienia sa pelne, czesto za glupoty), bezkarnosc elit, roznego rodzaju "deale" ktore sa oferowane przez wymiar sprawiedliwosc -- itd, itd... To nie jest panstwo o ktorym marzyl Jefferson Odpowiedz Link
vice_versa Re: Nie Komunisci? 16.03.09, 16:51 Polarny, a co z resztą mojego posta? Co z Geithnerem, wynikami G20 i unifikacją frontu pożyczkowego z EU? Co z księgowaniem pożyczek jako AKTYWÓW? To jest zasadnicza różnica między kapitalistami a komunistami w Zimbabwe! Tamci nie tworzą nowych abstrakcyjnych wartości, nie decentralizują i nie liczą. Tamci tylko drukują i exportują. Czy widzisz pattern pomiędzy szukaniem kredytobiorcy na rynku wewnętrznym (i tworzeniem NOWEGO wirtualnego rynku CMO, CDO, CDS etc) a szukaniem kredytobiorcy NA ŚWIECIE (i kolejnym boom wynikającym dobrych bilansów i tworzeniem nowych rynków pochodnych)? Do tego zmierzamy. Magia polega na fikcji księgowej: oddajesz ciastko i księgujesz ciastko, a potem emitujesz i obracasz papierami których jedynym pokryciem są PRZYSZŁE SPODZIEWANE WPŁYWY (w końcu na tym opiera sie wycena akcji). Zrozumienie tej metody i różnic jest BARDZO WAŻNE. Ważniejsze niż spory o szufladki komuniści/kapitaliści. Istotą jest walka o przewagę, jeśli księgujesz PASYW jako AKTYW, to w tym jest odpowiedź. Jeśli wprowadzasz wolność gospodarczą to KAŻDY może tak księgować (przez jakiś czas,mamy boom, ale mamy i rosnące dysproporcje pomiędzy realną wartością dóbr a cenami, i w końcu nieuchronny bust). Komuniści przegrali DLATEGO że tej metody nie stosowali. Moskwa monopolizowała emisję aktywów- rubli- i zakazywała pożyczek z Zachodu. Potem się to zmieniło, bo okazało się, że zdecentralizowanie tej metody księgowania pasywów (czegoś czego NIE MA) jako aktywów przynosi większy skutek na szczeblu centralnym: wystarczy policzyć i księgować a emitować można więcej! Dlatego piszę, że decentralizacja tej metody i prawo Kopernika Greshama POKONAŁY komunizm/produktywizm. Szybsze tworzenie abstrakcyjnych wartości i ich liczenie. Matematyka i zmiany tempa emisji pieniądza. Wiem Polarny, że większość z nas ma przekonania liberalne. Liberalizm stawia wyżej sektor prywatny nad publicznym. Otóż tak NIE JEST. Są okresy w których sektor prywatny może wygenerować więcej bogactwa niż sektor publiczny, ale ZAWSZE dochodzi do BUST. I wtedy wchodzi sektor publiczny i drukowanie. Od 2001 mamy sektor publiczny w dominującej roli na rynku, dlatego jest to bear market, nawet jeśli Dow rósł inflacyjnie, to P/E spadało. I ten cykl jeszcze się nie zakończył. Rozumiem, że z perspektywy wolności ekonomicznej i wolnego rynku to jest tragedia. Rozumiem, że deleverage uświadamia złudzenie bogactwa, raje podatkowe padają, pęka tajemnica bankowa. Ten sam deleverage spowoduje światowy popyt na pieniądz i zaksięgowanie ogromnych aktywów w USA. I wtedy nadejdzie era sektora prywatnego i dezinflacyjnej hossy na rynkach. Wszystko w swoim czasie Polarny, wszystko ma swoją dynamikę. Czytam Armstronga ten It's just time, jestem gdzieś na 12tej stronie. Tam jest sporo trafnych tez, ale też sporo wizjonerstwa na pograniczu pomroczności. Ale czyta się miło Odpowiedz Link
polarbeer Re: Nie Komunisci? 16.03.09, 17:34 Ja nie komentowalem reszty twojej wypowiedzi, glownie dlatego, ze jestem ogromym sceptykiem ze ten twor kory opisujesz jest czyms trwalym. Ja poprostu wychodze z zalozenia ze te wszystkie techniki sa na nic. Proba kupienia "jeszcze jednej godziny" przed egzekucja. Po prostu siedze-i-patrze (zamiast stac, Odpowiedz Link
tirol1 Re: czy to juz punkt zwrotny kryzysu-Cezary Mech 18.03.09, 08:55 no ale moim zdaniem inflacja bedzie wtedy jak panstwo zmusi banki do udzielania kredytu a na razie banki trzymią kasę jak za czasow Roosvelta na swoich depozytach nei udzielając kredytow a po drugie znaczny spadek popytu i koncert dewaluacji walut i polityki protekcjonistycznej był przyczyną 1 i 2 wojny ale dzis chyba wojny nie bedzie moze na dalekim wschodzie i w azzji but all is possible Odpowiedz Link
zolw.007 Re: czy to juz punkt zwrotny kryzysu-Cezary Mech 19.03.09, 09:27 >moim zdaniem inflacja bedzie wtedy jak >panstwo zmusi banki do udzielania kredytu > a na razie banki trzymią kasę Właśnie państwo zmusiło do udzielania kredytów i rozruszało giełdę. Odpowiedz Link
frusto Cos tu mi nie gra 19.03.09, 11:42 tirol1 napisał: > no ale moim zdaniem inflacja bedzie wtedy jak panstwo zmusi banki > do udzielania kredytu a na razie banki trzymią kasę jak za > czasow Roosvelta na swoich depozytach nei udzielając kredytow Bank trzyma pieniadze klienta na depozycie, powiedzmy 5%. I udziela kredytow na 8%. I zarabia na roznicy. Jezeli bank trzyma pieniadze w depozycie na 5% i nie udziela kredytow, to bank traci.. chyba ze inflacja bedzie 6%. To jakim cudem mozna twierdzic, ze banki beda trzymaly pieniadze w sejfach nie udzielajac zadnych kredytow? Odpowiedz Link
robisc Re: Cos tu mi nie gra 22.03.09, 11:32 zapominasz, ze na rynku jest jeszcze jeden kredytobiorca, ktory na gwalt potrzebuje pieniedzy - panstwo; poza tym bank moze zarabiac jeszcze na liniach nie obciazonych rzyzkiem czyli cash managemencie i wymianie walutowej; credit crunch ma sie dobrze Odpowiedz Link