Dodaj do ulubionych

czy to juz punkt zwrotny kryzysu-Cezary Mech

13.03.09, 22:11
www.gazetafinansowa.pl/index.php/wydarzenia/kraj/2037-czy-to-ju-moe-punkt-zwrotny-kryzysu.html
Obserwuj wątek
    • przycinek.usa Re: czy to juz punkt zwrotny kryzysu-Cezary Mech 14.03.09, 03:54
      To z cala pewnoscia nie jest punkt zwrotny. Obecne rzady zagraniczne uwazaja, ze
      pojawienie sie inflacji bedzie automatycznie oznaczalo wzrost popytu. Dlatego
      mainstream economists wierza, ze pompowanie pieniedzy w rynek kosztem zadluzenia
      publicznego rozrusza gospodarke. Oni sie myla. To jest wielki blad. W pierwszej
      kolejnosci spowoduje to poszukiwanie alternatywnych form lokowania oszczednosci.
      Pieniadze nie beda inwestowane w produkcje i nowe projekty - tylko w surowce i
      zloto. Rzady wywolaja stagflacje na skale swiatowa. Wzrost cen i spadek PKB.
      • baldazar Re: czy to juz punkt zwrotny kryzysu-Cezary Mech 14.03.09, 23:25
        1. Mamy implozję pieniądza.Sygnał= działanie, że ubytek zostanie
        wyrównany
        = wzrośnie podaż pieniądza to jest chyba jedyna rzecz jaką można
        obecnie zrobić.
        2. Cały program rozwoju terytorialnego UE to nie jest głupi pomysł.
        W moim przekonaniu to jest jakaś odpowiedź podobnie jak rozwój
        cywilizacyjny Chin czy np współpraca USA i Meksyku.
        3. Inwestowanie w obszary zapóźnione, tworzenie konsumpcji
        tam gdzie jej nie było dotychczas to sensowne cele, które
        mogą uchronić ludzkość przed większymi problemami.
      • polarbeer Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 00:56
        CytatDlatego mainstream economists wierza, ze pompowanie pieniedzy w rynek
        kosztem zadluzeni a publicznego rozrusza gospodarke. Oni sie myla. To jest
        wielki blad. W pierwszej kolejnosci spowoduje to poszukiwanie alternatywnych
        form lokowania oszczednosci.

        Pieniadze nie beda inwestowane w produkcje i nowe projekty - tylko w surowce i
        zloto. Rzady wywolaja stagflacje na skale swiatowa. Wzrost cen i spadek PKB.



        Dokladnie.

        Dlatego w ktoryms momencie bedzie konieczna dewaluacja dolara wzgledem zlota --
        Ala Roosvelt 1934. Jednym skokiem. Z powiedzmy $1500 za uncje na 6-10 tysiecy.
        Wowczas zloto wyjdzie z ukrycia i wywola pozadana inflacje... Nie mowiac o tym
        ze zbalansuje ksiegi USA.

        Nie bedzie to gold standard o jakim marza ludzie kotrzy marza o wolnosci, ale
        nagroda zastepcza... (Chyba, ze pierwszy krok w kierunku zlotego standartu.
        Wszystko zalezy od tego ilu ludzi bedzie wowczas sie domagac kanganca na
        politykow i bankierow w formie balansowania ksiag w zlocie...)
        • vice_versa Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 05:14
          Co wy tu opowiadacie!

          Przycinek, a czemu w surowce i złoto? Z tego nie będzie ani
          konsumpcji, ani rynku pracy, ani nawet produkcji to nie
          nakręci! I czemu nie w nowe projekty, szczególnie te militarno-
          kosmiczne? Czemu nie sprywatyzować czegoś z NASA?

          Polarny, żadna dewaluacja wobec zlota nie jest potrzebna, ceny złota
          są POCHODNĄ tego co się dzieje z USD i tego ile pieniądza krąży na
          tym rynku, a nie CELEM samym w sobie. To co napisałeś to jest jakieś
          nieporozumienie! To, że w ogóle dopuszczasz wariant hiperinflacyjny
          w USA oznacza, że nie rozumiesz, że to nie są komuniści!

          USA dobrze wiedzą co robią i wiedzą JAK ODDAĆ CIASTKO, MIEĆ CIASTKO
          i jeszcze zrobić z niego 10 CIASTEK do GDP. Jednocześnie.
          Powtarzam: każda udzielona pożyczka jest AKTYWEM. Pod ten aktyw
          emitujemy kolejne aktywa, obracamy CDSami na udzielone pożyczki,
          obracamy przyszłą wartością/wyceną ciastka które pożyczkę wzięło,
          etc. At the end of a day: oddaliśmy ciastko, mamy hossy na kilku
          rynkach, i kilkaset ciastek w księgach wliczanych do GDP, mamy
          rozkręcony rynek, multiplikację wartości w obrocie, która pozwala na
          konsumpcję!!! A newsy które wszyscy czytamy dostarczają odpowiedzi o
          tym KTO DZIŚ MUSI wziąć ciastko, aby USA zaczęły swoje misteria
          finansowe!

          Pamiętajmy, cały czas jesteśmy w secular bear market, który trwa już
          od 2001r. Pół roku temu wkroczyliśmy w fazę drugą.
          Teraz dla USA są trzy scenariusze, oba złe a trzeci najgorszy:
          1) pogłębienie deflacji i przecena wszystkich aktywów, włączając w
          to złoto i ropę,
          oraz
          2) inflacyjny, czyli replay z lat 2002-2006, niskie stopy, akcja
          kredytowa, inflacyjne wzrosty NYSE przy jednoczesnym spadku P/E a
          nominalnym wzroście akcji.
          3) manipulacji kursami i indeksami, tak na rynku wewnętrznym jak
          zagranicznych, dalszych bailoutów, silnej pracy PPT w imię stanu
          wyższych konieczności "rynkowych".

          Problem jest jeden: żeby uniknąć wariantu deflacyjnego, potrzebna
          jest INFLACJA czyli zwiększenie ilości pieniądza w obiegu. Jak
          zrobić inflację?
          To proste:
          a) wojna
          b) rynek wewnętrzny: kredyty, nieruchomości, giełda
          c) rynek zewnętrzny: kredyty IMF, WB

          a) WOJNA
          Ze względów politycznych Obamie ciężko byłoby teraz rozkręcić jakąś
          większą wojnę na świecie. Chyba że jakiś akt masowej przemocy,
          jakieś spektakularne zbombardowanie Izraela, to wtedy tak. Poza tym
          po natychmiastowym wygłuszeniu konfliktu w Gazie widać, że ostatnim
          na czym będzie zależeć tej administracji to wojna. W końcu po co
          sponsorować republikanów?

          B)RYNEK WEWNĘTRZNY
          Obama dobrze wie, że rynek wewnętrzny jest już spalony, nie da się
          nadmuchać bańki na nieruchomościach, a Wall Street, banki i świat
          nie rzucą się na handel wirtualnymi papierami. Wszyscy widzą, że
          król jest nagi i tego sentymentu nie da się odwrócić w rok.
          Wall Street sama z siebie nie powstanie z martwych, nawet jeśli PPT
          będzie usiłowało "coś z tym zrobić".

          C) RYNEK ZEWNĘTRZNY
          Trzeba STWORZYĆ RYNEK KREDYTOBIORCÓW.
          Pamiętajmy: żeby pojawił się AKTYW z którego zrobimy kilkadziesiąt
          aktywów, NAJPIERW musimy ODDAĆ CIASTKO. Trzeba spowodować, że KTOŚ
          bardzo, bardzo będzie chciał wziąć nasze ciastko.
          Pieniądze trzeba więc wydać, ale już nie u siebie w USA, bo tam już
          nie ma na co, trzeba ODDAĆ a u siebie w księgach zapisać AKTYW w
          postaci udzielonej POŻYCZKI.

          Tak jak trzeba było mieć kredytobiorców NINJA żeby dawać kredyty
          subprime poprzez SPV, i żeby móc stworzyć olbrzymi całkiem wirtualny
          rynek CDSów, CMO, SIV etc, tak dziś trzeba mieć kredytobiorców
          którzy wezmą wystarczająco dużo pieniędzy, żeby aktywa w USA mogły
          odbić na poczet tych przyszłych zysków pożyczkowych. I żeby były
          jakieś aktywa, które będą REALNĄ podstawą NOWYCH emisji i nowych
          papierów pochodnych.

          Oczekiwany skutek: poprawa bilansów banków, hossa na giełdzie, CDSy
          na sovereign, a zamiast CMO, chłopaki wymyślą papiery na przyszły
          wzrost gospodarek państw którym IMF udzielił kredytu, no jak podoba
          się Wam? To pozwoli przedłużyć amerykański sen i przyznać sobie
          premie za giełdowy sukces jeszcze w tej kadencji!

          I tego ZEWNĘTRZNEGO RYNKU USA szukają bardzo nerwowo, szukają państw-
          kredytobiorców. Stąd mamy zaangażowanie JPM i GS w Europie Środkowo
          Wschodniej, gry walutowe, wyssane z palca prognozy, czy "badanie
          możliwości" przez IMF i WB. Wcale nie jestem też przekonany, że
          banki europejskie straciły tak dużo jak donoszą amerykańskie źródła.
          To jest permanentna wojna na brudny PR, która sugeruje że wszyscy są
          umoczeni, a złodziej który umoczył najbardziej najbardziej krzyczy.

          I co? I okazuje się, że dużycz pożyczek w USD świat już o zgrozo NIE
          CHCE! Na dotychczasowych warunkach NIE CHCE!!! Nagle okazuje się, że
          świat z Euro zmniejszył popyt na USD, deflacja w USA przybiera na
          sile, i zaczyna się gwałtowne poszukiwanie alternatywy. Naciski
          Geithnera na G20 i nakłanianie do większych wydatków to już wyraźna
          desperacja: nie chcecie naszego USD? To chociaż stwórzcie więcej
          papieru u siebie, żeby miało co płynąć do nas...

          USA albo muszą wyeksportować pożyczki,(które realnie zmienią bilanse
          banków i szanse na przyszłe przychody, przywracając jednocześnie
          hossę na rynku akcji), albo muszą zapewnić sobie przychody
          wynikające z inflacji w innych państwach z jednoczesnym umacnianiem
          się siły nabywczej USD. Najlepiej i jedno i drugie: żeby ZMUSIĆ inne
          państwa do brania kredytów na twardych warunkach IMF/WB w USA trzeba
          robić deflację, a innych przekonywać do drukowania i wydatków żeby
          zapewnić SOBIE wpływy.

          Europa Zachodnia o tym wie, dlatego nie ma zgody na tezy Geithnera.
          Chińczycy i tak skupili się na rynku wewnętrznym a Japończycy chcą
          sobie zaskarbić przychylność USA licząc na udział w pożyczkowym
          ratowaniu innych upadających państw regionu Azji.

          Eksport pożyczek i co za tym idzie poprawa współczynników
          wypłacalności, wzrost giełdy i większy napływ pieniądza z Europy i
          Azji jest możliwy tylko... o ile dalej będzie utrzymywać się
          deflacja. Bo okazuje się, że bez dalszej pogłębiającejs się deflacji
          nie ma chętnych na pożyczki, ani na robienie inflacji np w
          Europie!!! Nie ma pożyczek=>nie ma aktywów=>nie ma multiplikacji
          wartości i wzrostu giełdy w USA=> mamy deflację. Kółko się zamyka. I
          mamy paradoks, bo dalsza deflacja wali głównie w Amerykańskiego
          konsumenta. A rządzą Demokraci, oni nie mają banków, ropy ani broni,
          oni naprawdę żeby zarobić MUSZĄ rozkręcić gospodarkę, im robienie
          deflacji nie jest na rękę, ale nie mają innego wyjścia.

          Amerykanie naprawdę mają dziś kłopot: gwałtownie MUSZĄ przekonać
          świat, że strasznie potrzebuje USD, albo udawać, że zaczęli już
          wydawać na potęgę.
          • kurt76 Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 11:36
            Na wstepie - vice versa - dotarlo wreszcie do mnie to co piszesz, swietny tekst. Dzieki!

            Wrocmy do naszego kartoflanego poletka...
            Z tego co piszesz to Tusk ma duzy problem na poziomie strategicznym. Krotkookresowo niski PLN nas czesciowo ratuje (konkurencyjnosc kosztowa). Ale za horyzontem czaji sie wyglodnialy system amerykanski, czyli to o czym piszesz powyzej.
            Moze ten ciag do ERMII, jak sie wydaje z perspektywy krotkoterminowej nieracjonalny, jest spowodowany strachem przed USA?
            Przeciez to co piszesz to usilowanie przedluzenia agonii systemu bankowego w USA, ktory doprowadzi do spustoszenia naszej gospodarki. Hmm...

            Coraz bardziej rozumiem nasza strategie, tzn. pozorowanie checi wejscia do strefy EURO w krotkim terminie, z mozliwoscia szybkiego wejscia pozniej jak "wyglodnialy wilk zacznie sie panoszyc".

            Anyway, nie widze mozliwosci aby USA naciagnely jescze kogos z kasa. Niestety implikuje to rozwiazania silowe. Przeciez to co ty pizesz to strona techniczna, obslugiwana przez kilka tys. ludzi "z gory". Co z pozostalymi setkami milionow?
            • jaceklupl Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 14:06
              "Co z pozostalymi setkami milionow?
              po to były ostatnio ćwiczenia gwardii narodowej i policji polegające na
              reagowaniu na dwudniowe rozruchy społeczne

              U nas nie ma broni więc będą kraść na dobre. Jesteśmy jak barany prowadzone na
              rzeź. Ale i u nas państwo policyjne zaczyna rosnąć: podatki, mandaty, wzrost
              kar, etc, bo trzeba urzędniczo - polityczną burżuazję jakoś utrzymać.
            • vice_versa G20 czyli Geithner dzieli tort 15.03.09, 15:59
              > Moze ten ciag do ERMII, jak sie wydaje z perspektywy
              > krotkoterminowej nieracjonalny, jest spowodowany strachem przed
              > USA?

              W prowincjonalnej Polsce nie ma myślenia geopolityką gospodarczą.
              Tu się myśli końcem własnego bilansu i własnej gospodarki. Na pewno
              nikt nie myśli co robią USA, bo w innym wypadku już dawno bylibyśmy
              w Euro PO TO żeby udzielać WŁASNYCH POŻYCZEK w Euro. U nas w
              najlepszym razie myśli się jak bardziej przypochlebić się Niemcom,
              dlatego np. odrzucenie węgierskiej propozycji na szczycie EU.
            • vice_versa G20 czyli Geithner dzieli tort 15.03.09, 16:02
              > Coraz bardziej rozumiem nasza strategie, tzn. pozorowanie checi
              > wejscia do strefy EURO w krotkim terminie, z mozliwoscia szybkiego
              > wejscia pozniej jak "wyglodnialy wilk zacznie sie panoszyc".

              Myślę, że Tusk dostał ultimatum: albo Euro+ERM2 i "wsparcie"
              pożyczkowe od EBC, albo wariant węgiersko-bałtycki, czyli radźcie
              sobie sami i zostawiamy Was IMF. Nie sądzę, żeby cyrk wokół ERM2 i
              Euro to były pozory.
              EU jest w PODOBNEJ sytuacji co USA: deflacja + groźba przejmowania
              banków przez konkurencję z USA. EU TEŻ potrzebuje ODDAĆ CIASTKO i
              stworzyć aktywa, bo w EU również jest deflacja i robienie odpisów w
              bilansach. Tego nie da się zasypać emisją, to TRZEBA pożyczyć, żeby
              nie robić inflacji tylko mieć aktywa.

              I ERM2 w krajach aspirujących świetnie się do tego nadaje: EBC
              pożycza, są aktywa, banki zachodnie grają na PLN i zgarniają
              pieniądze z naszych pożyczek. EU ODDA CIASTKO i PRZEJMIE CIASTKO,
              odsetki zostaną w Polsce.

              To jest niewyobrażalne, że to piszę, ale takie są niestety fakty:
              Gierek przynajmniej wybudował drogi. Dziś my pożyczymy w EBC, oddamy
              zachodnim bankom, będziemy płacić odsetki, a autostrady nie
              powstaną, bo cięcia budzetowe i ostry kurs na Euro.

              Nie łudźmy się, że EBC jest dla nas wybawieniem. Jest półśrodkiem
              ale NA PEWNO łagodniejszym niż wyroki IMF.
              Biorąc pod uwagę wyniki szczytu G20, właśnie dobito targu:
              ft.onet.pl/11,23112,geithner_probuje_dobic_targu_w_sprawie_mfw,artykul.html
              Eurozona odstąpi od ratowania Europy Środkowej i Wschodniej w zamian
              za większy udział w działaniach IMF. Krótko mówiąc USA nie podoba
              się dalsze swapowanie FED z EBC i dalej swapowanie EBC z Europą
              Środkowo-Wschodnią, bo Geithner chce żeby IMF robił to samodzielnie.
              Żeby Europa CE nie miała wyboru czy idzie do EBC czy do IMF. Inaczej
              działania JPM czy GS czyli Crisis Stimulating Team(CST) nie
              przynoszą spodziewanych rezultatów: FED swapuje z EBC i SNB, SNB i
              EBC swapują z Europą EC, CST nie daje rady doprowadzić do kryzysu.
              To nie ma sensu, trzeba wyeliminować ogniwa pośrednie. Nawet za cenę
              większego udziału Zachodniej Europy w torcie zwanym IMF...
              W końcu gdyby nie EBC i SNB znacznie więcej krajów byłoby na
              kolanach i MUSIAŁOBY przyjąć "pomoc", albo znalazłoby się w sytuacji
              Ukrainy.

              Z resztą casus Ukrainy jest znamienny:Być może Ukraina nie mogła
              wypełnić rygorów IMF, bo wiadomo jaką presję surowcową zrobiła
              Rosja. I każdy rząd podjąłby taki sam wybór-płacimy Moskwie, bo w
              środku zimy nie będziemy marznąć. I co zrobił IMF? Odwrócił się
              plecami. Można obiecać drugą transzę i się z niej wycofać. Taki kraj
              leży wtedy na kolanach. Pod pretekstem niewypełnienia rygorów IMF-
              to ich problem, że woleli Moskwę i gaz. Chcieli mieć ciepło-nie będą
              mieli pieniędzy. Dokładnie stąd biorą się kolejki pod bankami i
              naprawdę dramatyczne sytuacje:
              www.rp.pl/artykul/40,276093_Zwrocili_pieniadze__bo_grozil_samospaleniem.html
              Tam masz odpowiedź na swoje pytanie:
              > Co z pozostalymi
              > setkami milionow?

              > Przeciez to co ty pizesz to strona techniczna,
              > obslugiwana przez kilka tys. ludzi "z gory".

              Tak. W języku dyplomacji to się nazywa RACJA STANU.
              • kurt76 Re: G20 czyli Geithner dzieli tort 15.03.09, 19:24
                ok. musze tu przyjac z braku innych argumentow, ze twoj scenariusz jest "determinantem". nasuwaja mi sie takie mysli:
                - faktycznie trzeba wchodzic do strefy EURO za te dwa lata najpozniej i to przy OBECNYCH KURSACH crossow zlotowkowych, w pierwszym okresie zachowujemy przewage kosztowa, ale warunek dodatkowy nizej...
                - polski kapital zlotowkowy (PKO, PZU, etc.) powinien madrze uciec od zlotowki kupujac jakies odpryski np. AIG, aby miec potencjal do udzielania wlasnych pozyczek w euro (ukraina, bialorus) za pare lat...
                - pytanie ktore mnie nurtuje: dlaczego niemcy pozwolily nam wejsc do swojego obozu (poswiecajac tradycyjnie pro-wegry czy pribaltyke)? jakas umowa z usa, czy znamiona powazniejszego traktowania (+lobbing szwajcarow i austriakow?)
                • vice_versa Re: G20 czyli Geithner dzieli tort 15.03.09, 21:18
                  > - pytanie ktore mnie nurtuje: dlaczego niemcy pozwolily nam wejsc
                  > do swojego obozu (poswiecajac tradycyjnie pro-wegry czy
                  > pribaltyke)? jakas umowa z usa, czy znamiona powazniejszego
                  > traktowania (+lobbing szwajcarow i austriakow?)

                  To jest dobre pytanie.

                  Jeśli częścią dealu EBC z Polską było wyjście części banków z
                  polskich papierów skarbowych + obietnica wejścia do ERM2, to może
                  struktura długu Węgier przedstawia się inaczej a ich rynek jest
                  mniejszy? 10mld Euro dla PL+ ERM2 czyli kolejne pożyczki na
                  utrzymanie kursu ale jednocześnie gwarancja bezpieczeństwa na
                  kilkaset mld Euro udzielonych pożyczek!!! Czy takie coś za takie
                  pieniądze możliwe byłoby na Węgrzech? Chyba nie.
                  W dodatku głównie austriackie i szwajcarskie wierzytelności,
                  mniejsze zaangażoanie Niemiec, zdecydowanie mniejsza dyscyplina
                  budzetowa, podobne pieniądze do pożyczenia co Polsce. Może dlatego?

                  Gdzieś też czytałem, że Węgry poprzez swoje banki są silnie
                  zaangażowane w Rumunii i Bułgarii. Oczywiście musiały na tym wtopić
                  i nie będąc członkiem Euro nie mogły np. udzielić pożyczki Rumunii
                  czy Bułgarii gwarantując sobie strategię finansowego wyjścia z
                  rynku, tak jak zrobiły to niektóre banki w Polsce dzięki pieniądzom
                  z EBC.

                  > - faktycznie trzeba wchodzic do strefy EURO za te dwa lata
                  > najpozniej i to przy OBECNYCH KURSACH crossow zlotowkowych, w
                  > pierwszym okresie zachowujemy przewage kosztowa,

                  O ile Geithner nie dogadał się z Merkel i to jeszcze będzie możliwe.
                  Jeśli ustalili, że i tak Europę Środkową przejmie IMF, a Crisis
                  Stimulating Team bardzo na tym zależy, to zaraz się z tego naszego
                  wchodzenia do Euro wycofają.

                  Inna rzecz, że i tak na tym wtopimy bo pożyczki EBC które pójdą na
                  ratowanie kursu wypłyną, za długi Gierka przynajmniej coś powstało.
                  Nigdy bym się nie spodziewał po sobie, że dojdę do takich wniosków.
                  Milej się żyło w stanie głębokiej nieświadomości, świat był
                  prostszy: komuniści byli źli, a teraz śleboda, szklane domy i neony.

                  > - polski kapital zlotowkowy (PKO, PZU, etc.) powinien madrze
                  > uciec od zlotowki kupujac jakies odpryski np. AIG, aby miec
                  > potencjal do udzielania wlasnych pozyczek w euro (ukraina,
                  > bialorus) za pare lat...

                  Tak, niewątpliwie to jest wyjście. Tylko trzeba mieć świadomość, że
                  kupno AIG to też jest osłabienie złotówki i wypływ rezerw walutowych.
          • przycinek.usa Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 18:37
            Dlatego w surowce i zloto, poniewaz moze lezec odlogiem i nie zepsuje sie. Zlota
            nie wydrukujesz, a panstwa nie wydobeda wiecej miedzi, molibdenu, platyny irydu
            itp. Panstwa tego nie potrafia. Panstwo tylko potrafi drukowac pieniadze.
            Ciekawe jak Panstwo zabraloby sie do zwiekszania podazy surowcow na rynku? Trend
            historyczny w gospodarce wyglada tak, ze dalszy wzrost zadluzenia panstw nie
            jest mozliwy. Panstwa beda zmuszone do weryfikacji polityki finansowej, poniewaz
            kiedy zbankrutuja - to zbankrutuje rowniez system emerytalny oparty na schemacie
            piramidy ponziego.
            Ludzie sie wtedy wsiekna i system polityczny ulegnie zmianie.

            Ludzie pogaci maja w gospodarce terorystycznej malo mozliwosci manewru.
            Gospodarka terorystyczna, to taka, gdzie politycy psuja pieniadz i zmuszaja
            ludnosc do poszukiwania alternatywnych form lokowania. Ludnosc NIE CHCE SIE
            ZADLUZAC. Ludnosc NIE CHCE WYDAWAC - dlatego politycy zepsuja pieniadz i beda
            dazyc do zniszczenia oszczednosci - co jest w jasnej sprzecznosci z interesem
            obywateli.
            Dotad ludnosc cywilna miala wielkie zaufanie do pieniedzy papierowych i panowalo
            wielkie lenistwo spoleczne w lokowaniu srodkow. To lenistwo sie skonczy wraz ze
            wzrostem przekonania o spadku wartosci walut papierowych. Wtedy ludnosc rzuci
            sie kupowac rzeczy gwarantujace zachowanie wartosci. Takimi rzeczami sa przede
            wszystkim surowce, ktore sa potrzebne w procesach przemyslowych i nie psuja sie.
            To bedzie poczatek wielkiej inflacji, ktora rozpocznie sie wtedy, kiedy tacy
            ludzi jak Buffet wykupia cale gory zlota, miedzi i innych metali. Firmy wtedy
            zbankrutuja, ludnosc zbankrutuje i kryzys sie skonczy wtedy, kiedy na rynku
            ponownie zapanuja normalne i niezerowe stopy procentowe.
            • baldazar Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 20:02
              Twoje rozumowanie pozbawione jest sensu. Bankructwo państwa oznacza
              brak poszanowania prawa w tym prawa własności. Zakup surowców wcale
              nie uchroni przed utratą bogactwa w tym przypadku.

              Pieniądz papierowy jest genialnym wynalazkiem. Te wszystkie gadki
              o standarcie złota i oparcia wymiany na złocie stworzyłyby mnóstwo
              problemów. Przerabialiśmy to już.

              Potrzebna jest innowacja. Ekspansja gospodarcza. Nowe rynki, nowe
              obszary wzrostu: Rosja, Ameryka Południowa, Afryka, Azja.
              Bezsensowne jest pompowanie forsy według starych reguł.
              Należy zorganizować finanse świata na nowo. Podzielić się władzą
              ( z EU, Chinami).Dzisiaj trzeba poświęcić część dominacji dolara aby
              jutro nie stracić całej władzy.
              • przycinek.usa Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 20:53
                > Twoje rozumowanie pozbawione jest sensu. Bankructwo państwa oznacza
                > brak poszanowania prawa w tym prawa własności. Zakup surowców wcale
                > nie uchroni przed utratą bogactwa w tym przypadku.


                No to zastanow sie nad tym: Jest emisja obligacji i daja one okolo 2% rocznie.
                Gotowka nie daje nic. Jest deflacja, czyli nie oplaca sie kupowac towarow, ale
                rownoczesnie przybywa masy pienieznej - poniewaz wzrasta zarowno ilosc gotowki
                jak i obligacji. Obligacje = pieniadz, tylko oprocentowany, dlatego jak dlugo
                jest deflacja, tak dlugo oplaca sie kupowac obligacje nawet na pol procent
                rocznie. Jak dotad swieta prawda i nie da sie przyczepic. Rynek zostal w ten
                sposob zmuszony do zamiany gotowki na obligacje, co kreuje dlug i pieniadze na
                rynku. Prawda?

                Czy takie dzialanie szanuje wlasnosc obywateli posiadajacych gotowke?
                To jest wlasnie brak poszanowania prawa do wlasnosci!

                Mamy wiec sytuacje, kiedy rentownosc obligacji spada i prawdopodobnie jeszcze
                spadnie. Taka sytuacja bedzie jeszcze trwac jakis czas. Ten proces jednak nie
                moze trwac wiecznie bez negatywnych konsekwencji. Raz wywolana inflacja jest
                bardziej niszczaca, od zjawisk deflacyjnych, ktorych doswiadczamy. To bedzie
                skok cen. Po prostu surowce zostana wykupione, firmy, ktore je wydobywaja nie
                beda ich mogly sprzedac tanio, bo nie bedzie sie oplacac, a na rynku zabraknie
                chcetnych do sprzedazy i nastapi to, czego spodziewa sie obecnie coraz wieksza
                grupa ludzi - gwaltowny i niepowstrzymany wzrost kosztow.

                Innowacja jest zawsze motorem wzrostu, ale jest tez prawda, ze innowacja jest
                wymuszona chciwoscia a kiedy nieoplaca sie innowacja, bo pieniadze sa drukowane,
                to dochodzi do wariantu zimbabwe. W Zimbabwe mozna miec dolary US i to w
                zasadzie jest poewnym ulatwieniem, a co sie stanie, kiedy wszystkie wazniejsze
                waluty beda podlagac tym samym prawom rynku i inflacji? Gdzie wtedy uciekniesz?
                • baldazar Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 21:14
                  1. Myślenie jest opłacalne w każdych warunkach nawet hiperinflacji.
                  2. Najważniejszą funkcją państwa jest stworzenie platformy wymiany=
                  rynku. Jeżeli Państwo upada= bankrutuje a tym pisałeś nie ma sensu
                  kupować prawa własności, bo prawo własności nie istnieje wówczas.
                  3. Mówisz o niemoralnym zachowaniu rządu= Państwa. Mówisz o
                  demokracji. Narody mają takie rządy na jakie zasługują.
                  Naczelnym obowiązkiem Państwa, Narodu, Jednostki jest przetrwać!
                  Przegrani nie mają racji. Historię piszą zwycięzcy.


                  • przycinek.usa Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 21:46
                    zgodnie z twoim punktem pierwszym, jezeli panstwo zaczyna drukowac pieniadze, to
                    znaczy ze ich nie moze sciagnac z rynku w formie podatkow i jest to rownoznaczne
                    z upadloscia panstwa. Jezeli trwanie gospodarki nie jest mozliwe bez dalszego
                    zadluzania sie - to oznacza, ze panstwo jest bankrutem. Kim jest bankrut?
                    Bankrut to czlowiek, ktory nie potrafi zarobic na swoje wydatki, w tym odsetki
                    na zrolowanie kredytow. Formalnie mowi sie, ze bankrut to osoba albo firma,
                    ktora zaprzestaje placenia dlugow, ale co za roznica, czy ten moment zostal
                    osiagniety, czy zostanie osiagniety za kilka miesiecy?

                    Dodruk forsy i emisja dlugu oznacza w perspektywie wzrost inflacji i spadek
                    wartosci swiadczen emerytalno rentowych. Jezeli upada panstwo i upada system
                    wartosci, to przetrwanie wartosci gwarantuje inwestycja w towar, lub w zloto.
                    Nalezy oczywiscie kupowac taki towar, ktorego atrakcyjnosc jest sprawdzona i pewna.

                    Zjawiskiem ktore charakteryzuje upadek panstwa i jego waluty jest hiperinflacja.
                    To wydarzylo sie w Polsce i wydarzy sie na zachodzie.
                    Sprawa jest bardzo prosta - skoro politycy nie pozwalaja na likwidacje zlych
                    dlugow poprzez upadlosc, to rynek wymusi likwidacje zlych dlogow poprzez
                    inflacje. Drugi wariant, ktory bedziemy przerabiac jest duzo gorszy, bo w wyniku
                    tego upadnie cala gospodarka, a nie poszczegolne podmioty, ktore zle
                    gospodarowaly pieniadzem. Tak po prostu bedzie i nie ma tu zadnych podtekstow i
                    polityki. To jest bezideowa prawda rynkowa.
                    • baldazar Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 22:31
                      Drogi Adminie,
                      druk pieniądza w obecnej sytuacji jest leczeniem objawów. Jest
                      konieczny. W końcu chory równie mocno jak diagnozy potrzebuje
                      wiary w to, że ozdrowieje. Chcesz chorować boleśnie czy znośnie?

                      Każdy dzień przyniesie nową troskę. Hiperinflacja nie jest troską
                      tego dnia. Zaufaj Panu.

                      Czas jest lekarzem. Cierpliwości- rozwiązanie nadejdzie. Rozwiązanie
                      = nowy podział wpływów.



                      • 7.dni Re: Prosta recepta na inflacje 17.03.09, 00:38
                        Ben i reszta zdaja sobie doskonale sprawe z mozliwego nastepstwa hiperinflacji.
                        Problem polega na tym, ze obecnie chyba tylko oni maja pomysl jak do niej nie
                        dopuscic.

                        Swiadomie pisze o hiper, bo ich celem glowonym-politycznym jest uratowanie
                        bankow/firm, niedopuszczenie do upadku systemu/krachu i przy okazji
                        wyprodukowanie jakies w miare zdrowej inflacji. Czyli upieczenie dwoch a
                        wlasciwie trzech pieczeni na jednym ogniu. Czy tak sie da?

                        Czasem wydaje mi sie, ze na poczatku, przy upadku Lehmana probowali zastosowac
                        albo moze przetestowac wariant "pozwolmy na upadlosc, zobaczymy jak to bedzie
                        wygladalo". I co? Kostek w dominie o nazwie Leham bylo tak wiele, ze sie
                        chlopaki wystraszyly. Byc moze nie zagladneli do ksiag banku, a byc moze
                        dokladnie wiedzieli ile tego syfu w nim jest. To juz bez znaczenia. Strach
                        zrobil swoje i po tescie wybrano wariant ratowania wszystkiego co sie rusza i
                        zalania rynku ogromna iloscia papierowego pieniadza.

                        Czy to jest dobry wariant czy zly? To fakt, zalezy od pozniejszych skutkow. Poki
                        co jest dobry bo dla zwyklego konsumenta niewiele sie zmienia. Banki stoja jak
                        staly (a nawet sa pewniejsze bo panstwowe), fabryki ratuja (oczywiscie te
                        najwieksze), inflacji nie ma. Problem? Zwolnienia w firmach tak malych jak i
                        duzych, no ale to juz przerabialismy kilka lat temu i sie udalo.

                        No wiec co, teraz tez sie uda? Problem w tym, ze terazniejszosc nie jest nigdy
                        przesloscia. Cyfry sa inne, chociazby samych dlugow jest o cala tone wiecej niz
                        kilka lat temu.
                        Jim Sinclair ostatnio bodaj pisal, ze hiperinflacja jest efektem utraty
                        zaufania do waluty. No wiec jesli ktos ta walute rozdaje prawie kazdemu i prawie
                        na kazdym rogu ulicy, to jakie mozesz miec do niej zaufanie?

                        Trudno ocenic, czy i jaki plan ma Ben i spolka na przeciwdzialanie wystapieniu
                        zjawiska hiperinflacji. Pewnie cos tam ma, ale kasy poszla w rynek juz taka
                        masa, a dziury w systemie (Madoff, afery, wyplaty premii bankierom itp.) sa juz
                        tak ogromne, ze moim zdaniem nie ma mozliwosci unikniecia tego procesu.

                        Na koniec jeszcze proste porownanie. Zimbabwe (jako wzorcowy przyklad
                        hiperinflacji, w sieci mnóstwo artykulow) kontra Wielki Kryzys (czyli
                        sztandarowy przykład deflacji, tez w sieci mnóstwo artykułów). Co gorsze/lepsze?

                        Wiara to jakas tam poniekad insza definicja zaufania, a to zaufanie wlasnie sie
                        dewastuje rozdajac/drukujac na prawo i lewo. Chory wierzy, ale jednoczesnie nie
                        jest uspiony, ma otarte oczy i widzi siekiere zamiast skalpela w rekach
                        chirurga. To dziala na psychike (chocby podswiadomie), nawet jak pacjent widzi
                        nad swoim cialem
                        siekiere pierwszy raz i nie wie co to jest.
                        • przycinek.usa Re: Prosta recepta na inflacje 17.03.09, 02:14
                          Nie da sie. To jest bardzo proste - naturalnym trendem w gospodarce jest
                          konkurencyjnosc cenowa. W wyniku wzrostu produktywnosci - spadaja marze i
                          spadaja ceny towarow. Te ceny spadaja tak dlugo, az osiagnieta zostaje bariera
                          oplacalnosci cenowej i na rynku pozostaje kilka dominujacych podmiotow, albo
                          jeden, ktory dyktuje najnizsze ceny i rynek musi sie dostosowac a konkurencja
                          bankrutuje.
                          Na skale globalna taka role pelnily dotad Chiny. Jednak w Chinach tez obecnie
                          panuje inflacja. Wprawdzie mala, bo okolo 1% a ceny towarow przemyslowych wrecz
                          spadaja, ale zbankrutowalo tam mnostwo firm i az dziw, ze ceny nie zawalily sie
                          od tego. Widocznie taniej juz nie bedzie.

                          W obecnym momencie na rynku nie oplaca sie inwestowac, poniewaz wszystkie
                          segmenty sa opanowane przez podmioty dominujace i powstaja rownowaga rynkowa,
                          ktora jest bardzo stabilna, poniewaz jest taka masa towarowa, ze jest niezwykle
                          trudno cokolwiek sprzedac.

                          Rzady probuja wlac w rynek wiecej pieniedzy i podniesc akcje kredytowa, ale
                          problem polega na tym, ze konsumpcja jest proporcjonalna do zatrudnienia, a
                          zatrudnienie spada, bo osiagnieto bariery cenowe w produktywnosci a masa
                          towarowa jest zbyt duza.

                          Ja na przyklad kilka dni temu w ramach hobby sprzatalem garaz i wstawialem kilka
                          nowych drobiazgow i postanowilem kupic sobie radio i zainstalowac muzyke.
                          Zagladnalem na eBay i kupilem receiver Sony STR-DE995 7.1 za 43 dolary i jeszcze
                          gosc mi przywiozl go do domu! Ten zakup mnie lekko zszokowal, ale dokladnie tak
                          wyglada obecnie rynek elektroniki i podejrzewam, ze tak samo jest wszedzie w tym
                          w Polsce. To samo zjawisko dotyczy niemalze wszelkich segmentow rynku oprocz
                          zywnosci. Ludzie wszystko maja w nadmiarze.

                          Pompowanie pieniedzy w rynek jest obecnie bez sensu, poniewaz konsumpcja od tego
                          nie wzrosnie znaczaco, a ilosc pieniedzy na rynku wzrasta caly czas. W zasadzie
                          nie ma zanaczenia gdzie te pieniadze laduja, czy w rezerwach bankow, czy w
                          portfelach superbogaczy - problem polega na tym, ze nastepuje budowanie bazy pod
                          mozliwa przyszla panike wlascicieli tej gotowki. Hiperinflacja jest zjawiskiem
                          bardzo gwaltownym. Na poczatku wzrost cen jest niewielki.
                          Jednak mamy obecnie wszelkie przeslanki aby sadzic, ze do niej dojdzie. Po
                          pierwsze bankrutuja firmy. To jest bez watpienia najwiekszy powod do
                          zmartwienia, poniewaz nastepuje eliminacja srodkow produkcji i konkurencji.
                          Rownoczesnie podaz pieniadza nie spada - tylko wzrasta. I w koncu najwazniejsza
                          sprawa - nastepuje zuzycie towarow - co w pewnym momencie wygeneruje jakis popyt
                          i sadze, ze to spowoduje poczatek wielkiej inflacji.

                          Jednak z analizy technicznej wynika, ze jest jeszcze duzo miejsca na deflacyjne
                          zachowanie rynku. Obligacje wygladaja tak, jakby mialy jeszcze miejsce na
                          wzrost. Polecam glownie wykres rentownosci 10latkow. Tam widac, ze obecnie
                          dzieje sie cos interesujacego. One moga zarowno spasc jak i isc w gore. Jezeli
                          obligacje jednak spadna, co jest mozliwe i rentownosc wzrosnie do okolo 4% to
                          nastapi wyjasnienie sytuacji rynkowej w tym sensie, ze osiagniemy dno, slabe
                          firmy zbankrutuja i rozpocznie sie powolny wzrost cen, wynikajacy z kosztow +
                          oczywiscie spadek obrotu (PKB). Wtedy nastapi przejsciowy okres stagflacji na rynku.

                          Obecna dostepnosc kredytowa odsuwa w czasie bankructwa i wiekszosc firm, choc
                          nie zarabia, to trwa i traci pieniadze. Taka sytuacja nie moze jednak trwac
                          wiecznie, poniewaz pojawia sie duza podaz dlugu rzadowego i wahadlo cen
                          obligacji ma powazne szanse przechylic sie w kierunku spadku. Osobiscie oceniam,
                          ze to wszystko odbedzie sie w ciagu najblizszych 6 miesiecy. Zobaczymy, czy
                          FEDowi uda sie utrzymac rentownosc 10 latkow ponizej 3%. Osobiscie uwazam, ze im
                          sie nie uda. Jezeli FED bedzie wtedy masowo interweniowal i kupowal obligacje -
                          to jest to prosta droga do kryzysu walutowego - bo takie dzialanie ostatecznie
                          zniecheci inwestorow. Najwazniejszy jednak jest rynek i te trzy wymienione
                          przeze mnie zjawiska. Powtorze:
                          1) Wzrasta podaz pieniedzy
                          2) Kurczy sie produktywnosc wskutek nadmiaru towarow i bankructw
                          3) Towary zuzywaja sie
                          Nie ma sily, aby te zjawiska nie rozwalily rynku za jakis czas.
                          • kurt76 a co bedzie w PL? 17.03.09, 09:18
                            Czy moglbys hipotetycznie rozszerzyc ten scenariusz na rynek PL?

                            Czy dobrze rozumuje, ze w wyniku ucieczki od amerykanskich
                            obligacji, dolara, zlotowka moze sie w mgnieniu oka znalezc na
                            poziomach z polowy 2008 roku? (pompowanie WGPW, obligacji PL)

                            Mam jeszcze jedno pytanie: jestesmy w ERM2 ustalamy kurs EUR/PLN na
                            powiedzmy 4,40, jednoczesnie mamy zjawisko o ktorym piszesz, czyli
                            mamy rosnaca zlotowke. Co robi NBP? broni widelek drukujac zlotowke?
                            poprawiajac strukture zapadalnosci obligacji przy spadajacej
                            rentownosci? Toz to calkiem ciekawe perspektywy sa.....

                            Czyli nie majac euro, mamy mozliwosci kreacji dlugu jak EBC? Prosze
                            o wyjasnienie tego..
                            • kurt76 Re: a co bedzie w PL? 17.03.09, 09:20
                              Jjeszcze jedno, jakie sa mozliwosci wykorzystania tych mechanizmow
                              przy kreacji dlugu na poziomie samorzadu lokalnego, jakie zagrozenia?
                            • przycinek.usa Re: a co bedzie w PL? 17.03.09, 15:43
                              Trudno powiedziec. W Polsce dominujacym ryzykiem sa podatki i zadluzenie. Wydaje
                              mi sie, ze mechanizm - choc odmienny - tez bedzie opieral sie na dodruku.
                              Odmiennosc sytuacji w Polsce polega na tym, ze jest bieda. To zupelnie inna
                              sytuacja od tej na zachodzie, bo jest potencjalny popyt, tylko ludzie nie moga
                              zarobic pieniedzy z powodow, ktore omawialismy wczesniej wielokrotnie. Jezeli w
                              wyniku biedy dojdzie do spadku wplywow podatkowych i panstwo zacznie dodruk - to
                              szans nie ma na zadna stabilizacje PLN i bedzie zarowno spadek waluty i wzrost
                              inflacji i spadek PKB. Ale ja sie nad tym nie zastanawialem szczegolowo. Nie
                              sadze aby ktos lokowal srodki w PLN w obliczu takich zagrozen. Obecnie NBP nie
                              moze monetyzowac tak jak FED, ale jak bedzie trzeba to Tuski i inni specjalisci
                              zmienia konstytucje. I pamietajmy, ze wysokosc stop procentowych na swiecie moze
                              byc znaczaco rozna za 2 lata. Jak na tej podstawie cokolwiek przewidywac w Polsce?
                          • herm-es28 Re: Prosta recepta na inflacje 17.03.09, 13:00
                            Zgadzam się z tym o czym piszesz. Mam jednak kilka uwag do wariantu
                            hiperinflacyjnego.

                            1 Hiperinflacja wywołana jest skokowym wzrostem płac, rent emerytur i
                            zwiększeniem zabezpieczeń w sferze socjalnej. O ile w Polsce i Europie preceder
                            wysoce inflacyjny jest jak najbardziej możliwy ze względu na rozbudowaną sferę
                            socjalną (w zasadzie już obserwujemy taki wariant) o tyle w USA to jest po
                            prostu niemożliwe bo tam sektor rządowy istnieje ale w dużo mniejszym wymiarze
                            niż u nas. Jak dla mnie w europie budowano i buduje się socjalizm po to aby w
                            stanach istniał wolny rynek. Łącznikiem między skrajnie różnymi systemami jest
                            dolar i jego rola w światowej gospodarce.
                            www.stat.gov.pl/gus/45_1630_PLK_HTML.htm - tak wyglądała struktura
                            średnich wynagrodzeń w Polsce latach 1987 - 96. Nie da się powtórzyć takiego
                            manewru bez nacjonalizacji całej gospodarki a już na pewno nie w USA.
                            2 Masa towarowa w tej chwili jest tak duża, że nie ma absolutnie żadnych szans
                            na gwałtowna zwyżkę cen natomiast pieniądz krążący w obiegu nie idzie absolutnie
                            na wchłonięcie nadwyżki towarowej (gospodarstwa ograniczają konsumpcję) ale
                            wydatkowany jest na spłatę długów i zobowiązań. Deflacja na tym etapie ma co
                            najmniej taką siłę jak w Japonii na początku lat 90-tych.
                            3 Tak naprawdę nie wiadomo czy monetaryzacja długu wywoła inflacyjny efekt. Poza
                            tym wirtualna kasa która można zmaterializować i która nie oszukujmy się jest
                            udziałem procentowej cząstki społeczeństwa w USA i jeszcze mniejszej w innych
                            państwach nie wchłonie pozostającej na rynku elektroniki, samochodów, sprzętu
                            AGD itd. Problem leży gdzie indziej. Problem leży w luce popytowej wywołanej
                            okrojeniem z dochodów klasy średniej, zaniku klasy średniej i dysproporcja w
                            dochodach ludności. Szczerze wątpię aby można było przetransferować pieniądz w
                            ręce ludzi nie mając popytu na kredyt i nie nacjonalizując całej gospodarki. Do
                            realizacji wariantu hiperinflacyjnego droga kredytowa potrzebny jest
                            wprowadzenie masy pieniądza będącej wielokrotnością mnożnika kreacji pieniądza i
                            dotychczas udzielonych pożyczek. To jest po prostu niemożliwe. W skali
                            kredytowej brakuje niewyobrażalnej ilości gotówki aby podtrzymać inflacyjny
                            trend szczególnie na rynku dóbr wyższego rzędu.
                            3 Ograniczenie konkurencji to jak najbardziej słuszny argument przemawiający za
                            wzrostem cen. Tylko, że przy obecnych rozwiązaniach systemowych każdy zwolniony
                            z pracy jest w stanie założyć własna mniejszą lub większą firmę i prowadzić
                            działalność gospodarczą uważam, że często w sposób bardziej efektywny niż wielki
                            koncern działający jak PRL - owski moloch. Miałem okazje pracować w korporacji i
                            wiem coś o tym. Gorzej jak taki koncern dostaje rządowe wsparcie.
                            Obstawiam długie dokapitalizowanie sektora bankowego i powrót banków do
                            tradycyjnych form działalności, wysokie oprocentowanie na rachunkach terminowych
                            wzrost opłat prowizyjnych itd.
                            • przycinek.usa Re: Prosta recepta na inflacje 17.03.09, 15:48
                              Spokojna glowa, ze jest mozliwe. Wszystko jest mozliwe. Zadluzenie panstwowe
                              powoduje takie warianty. Panstwo nie ma forsy - to sie ja drukuje. Problem w
                              tym, ze trudno interpretowac obecne dane. Raz, ze nie ma wiarygodnych zrodel a
                              dwa, ze informacje sa sprzeczne. Ja wkleilem na gorze forum link do ladnych
                              wykresow SGS. Zobacz sobie M3. M1 idzie pionowo w gore, co jest bardzo
                              inflacyjne, a M3 spada.
                              Ktos na forum wspomnial Gierka. Od Gierka dlugow i kontroli cen do hiperinflacji
                              minelo tylko kilka lat.

                              • vice_versa Re: Prosta recepta na inflacje 17.03.09, 17:07
                                Ja wspominałem Gierka, bo SDRy i długi w Klubie Paryskim to właśnie
                                epoka Gierka. Między Gierkiem a hiperinflacją, był jeszcze
                                Jaruzelski który czołgami zdefaultował zadłużenie i zablokował
                                otwarcie gospodarki. Taki wariant narodowego nacjonalizmu. Skoro
                                czołgami odcięto źródło nowych zachodnich kredytów, to koszt
                                utrzymania państwa i nierentownych przedsiębiorstw został na końcu
                                procesu przerzucony na obywatela hiperinflacją. Od strony
                                wierzycieli natomiast nie ma sensu np. monetyzacja Iranu, bo ryzyko
                                defaultu na tych pożyczkach jest zbyt duże. Takie coś jest możliwe
                                tylko przy wprowadzeniu ostrych rygorów rozbrojenia.

                                Natomiast faktycznie patrząc na to jaki był skutek SDRów i co się
                                stało ze stopami % w USA to faktycznie za kilka lat będzie pole na
                                inflację... Ale to już nie będą stopy na poziomie 20% bo różnica
                                potencjałów USA i tych którzy gwałtownie chcą się monetyzować za
                                pomocą pożyczek w IMF wzrosła, a stosunek wartości udzielanych
                                pożyczek do % GDP USA spadł.

                                Zauważmy Giethner i IMF przekonują do zwiększenia emisji, czyli
                                nawołują świat do zwiększenia konsumpcji, dlatego że na rynku
                                wewnętrznym strasznie trudno będzie zmienić sentyment uczestników.

                                Ostatnio słyszałem gościa, który oznajmił wprost: "we need to create
                                credit conditions and let consumer bet on houses again".
                                To jest możliwe tylko pod jednym warunkiem: wszyscy bankowcy świata
                                znowu zaczną grać strukturalizowanymi papierami z równą pasją co w
                                przeszłości, czyt. nie zmieniając NIC. To, przynajmniej od strony
                                banków europejskich nie jest możliwe. A bez banków europejskich
                                zabawa nie ma sensu, bo gra stanie się zerosumowa. Czyli nakręcanie
                                popytu wewnętrznego w USA nie jest możliwe.
                              • herm-es28 Re: Prosta recepta na inflacje 17.03.09, 17:35
                                Ja jestem zdania, że wzrost podaży na M1 i wzrost podaży na M3 nie spowoduje
                                inflacyjnego wzrostu. Jak uświadomimy sobie, że każdy papier i każdy aktyw jest
                                długiem począwszy od gotówki w portfelu a skończywszy na akcjach to stwierdzimy,
                                że kontrolowany wzrost podaży pieniądza na agregatach pieniężnych paradoksalnie
                                może prowadzić do deflacji i taka sytuacja jest jak najbardziej możliwa.
                                Sytuacja w epoce gierka była diametralnie inna. Tam państwo kontrolowało płace i
                                mogło drukować do woli zasypując dług nowym niebilansowym ale realnym
                                pieniądzem. Przy obecnych rozwiązaniach systemowych można co najwyżej zwiększyć
                                płace w budżetówce. Kredytu wcisnąć dalej nie można. Można natomiast drukować
                                robić bailouty wirtualnie na pokrycie strat przez bardzo długi czas kontrolując
                                proces wyburzania piramidy finansowej. I taki proces obserwujemy w tej chwili
                                Aby amerykanie mogli czerpać dochody z emisji pieniądza trzeba w maszynkę
                                kreacji wkręcić być może całą Azję i wywlec chińskich chłopów z zaścianka do
                                miast. Tego nie da się zrobić na pstryknięcie palca bo trzeba byłoby zmienić
                                całkowicie układ w bilansowych przepływach i pozwolić azjatom na konsumpcję
                                kosztem zagrożen związanych z wydobyciem i wzrostem cen surowców i żywności.
                                Ponad miliardowy rynek Amerykański i europejski jest spalony. doszczętnie.
                                • przycinek.usa run na panstwo 18.03.09, 04:28
                                  Nie masz racji. W pierwszym akapicie zgadzamy sie, bo uwazam, ze powinno sie
                                  traktowac pieniadz jako sume wszelkich dlugow, ale problem jest w dalszych
                                  akapitach. Panstwo obecnie kreuje pieniadze poprzez mechanizm sprzedazy
                                  obligacji. Taka kreacja ma sens do momentu runu na panstwo. Mamy skurcz na
                                  rynku, ale obligacje nie sa wliczane w M3, wiec choc M3 sie kurczy to podaz
                                  pieniadza na rynku moze wzrastac. Jak to wyglada ostatecznie, to ja nie wiem, bo
                                  tego nie licze i nie sledze, choc powinno sie to robic, chocby dla sportu.
                                  Zadluzenie panstwowe jest obecnie tak wielkie, ze gdyby nie perspektywa
                                  wydrukowania pieniedzy - to do runu doszloby juz dawno.
                                  Nie znaczy to jednak, ze do tego nie dojdzie! Ludzie obecnie nie denerwuja sie,
                                  poniewaz wierza, ze ich pieniadze sa bezpieczne, bo przeciez panstwo nie moze
                                  zbankrutowac i dodrukuje i jakies pieniadze kiedys sie odzyska. I teraz gwozdz
                                  programu - JEZELI ludzie uwierza, ze ich pieniadze zaczynaja ostro tracic na
                                  wartosci - to wszyscy wywala te obligacje. Tu zas wchodza w rachube dwa czynniki
                                  - spadek samych obligacji i nieuchronnosc utraty sily nabywczej waluty. To sa
                                  dwa bardzo istotne zagadnienia.

                                  I choc do tego momentu mamy chyba jeszcze daleko to widac juz jeden sygnal -
                                  ceny sa bardzo stabilne, pomimo silnego kryzysu. To jest niesamowicie wazny
                                  sygnal. NIE MA silnej deflacji. Przeciez jest oczywiste jak slonce, ze ceny nie
                                  chca dalej spadac. Kto ci sprzeda jablka do skupu za mniej jak obecnie? Za darmo
                                  nikt niczego nie wyprodukuje. Wrecz przeciwnie. To samo jest w Chinach. Nawet w
                                  Chinach nie chce byc taniej!

                                  To jest wlasnie baza do gigantycznego wzrostu cen. Taki wzrost cen moze wywolac
                                  jakis konflikt militarny. Wystarczy impuls. Naprawde nie licz na to, ze inflacji
                                  nie bedzie. Ona bedzie. Bedzie wielka.
                                  Obecnie jednak trudno ocenic jak to bedzie sie odbywalo w perspektywie. Nie
                                  wiadomo, czy najpierw spadna obligacje (a moga, bo przeciez wlasnie widac
                                  ucieczke kapitalow w statystyce TIC za styczen) czy tez najpierw wystrzeli
                                  inflacja i dopiero wtornie te papiery spadna. Wszystko jest mozliwe. Ja na
                                  wszelki wypadek obstawilem spadek USD i mysle o odnowieniu tego watku:

                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=64281603&s=0
                                  • polarbeer Zloto jako waluta 18.03.09, 15:01
                                    Naprawde czas zeby wprowadzic ten koncept jako jeden z elementow calosci.
                                    Poniewaz zloto istnieje na rynku jako "bezpanstwowa waluta". Wyprzedaz surowcow
                                    w jasny sposob pokazala ze zloto to nie ropa czy miedz. Zloto zachowalo sie
                                    inaczej i nadal zachowuje sie inaczej niz inne surowce.

                                    Zloto jest rowniez jednym z instrumentow gry bankow centralnych i rzadow. (Jak
                                    narazie jako wrog). Zloto mozna oficjalnie zmonetyzowac i zaangazowac jego
                                    potencjal w szukaniu rozwiazania. Szczegolnie ze wzgledu na fakt ze nikt nie
                                    kwestionuje jego wierzytelnosci. Zloto powstrzymaloby jakikolwiek run na
                                    panstwo... Istnieja najrozniejsze sposoby na monetyzacje zlota
                                  • herm-es28 Re: run na panstwo 18.03.09, 21:42
                                    W mojej opinii kluczem do obserwacji rynku nie jest podaż pieniądza na agregacie
                                    M3 i podaż obligacji bo to w gruncie rzeczy nie jest realny pieniądz tylko
                                    pieniądz trzymany w formie tezauryzacji często na poczet przyszłych emerytur
                                    rent i wpływów gotówkowych. Jak każdy inny aktyw jest papierem dłużnym.
                                    Monetaryzacja długu w krótkim terminie spowodowac może inflacyjna zwyżkę na
                                    dobrach podstawowej potrzeby w długim spowolnić może co najwyżej proces
                                    deflacji. Deflacja w obecnych "warunkach wolnorynkowych" spowodowana jest
                                    ogromną dysproporcją między stopą oszczędności a stopa konsumpcji a nie drukiem
                                    pieniądza. O proporcj istopa oszczędności - stopa konsumpcji decyduje konsument
                                    a nie bank centralny. Nie ma siły aby taką proporcje zmienić niezależnie od tego
                                    czy państwo znacjonalizuje wszystko i przepchnie pieniądz w rynek czy powiększać
                                    będzie zakres monetaryzowanego długu (Japonia). W pierwszym przypadku czeka nas
                                    krótkotrwały proces wysokiej inflacji i długotrwały proces inflacji powodujący
                                    systematyczne zmniejszanie sie stopy oszczędności z dalszym zapętleniem długu
                                    siegającym coraz szersze kregi obywateli. W drugim przypadku będziemy mieli
                                    długotrwały proces deflacji obejmujacy w głównej mierze dobra wyższego rzędu i
                                    stopniowe powiększanie się długu rządowego także w wyniku ujemnej tendencji
                                    demograficznej(ten proces po 2015 roku rozpocznie się nawet w Chinach). Sytuacja
                                    gdzie ceny żywności pozostają przez długi czas stabilne a ceny nieruchomości idą
                                    nawet o 70 % w dól jest jak najbardziej możliwa. Tu chodzi o odbudowanie stopy
                                    oszczędności a nie druk pieniądza i przyszły niekredytowy popyt na dobra inne
                                    niż żywność ze strony wchodzących na rynek roczników.
                                • przycinek.usa Re: Prosta recepta na inflacje 18.03.09, 05:26
                                  "Przy obecnych rozwiązaniach systemowych można co najwyżej zwiększyć
                                  płace w budżetówce. Kredytu wcisnąć dalej nie można."


                                  Hmm. Zostawmy USA i popatrzmy na Polske: Wlasnie sytuacja w Polsce jest dosyc
                                  odmienna od tej na zachodzie i w USA. W Polsce NBP nie moze kupowac dlugu
                                  rzadowego - co jest w zasadzie rownowazne z brakiem mozliwosci dodruku. To samo
                                  w sobie oznacza, ze zagrozenie inflacyjne jest mniejsze - wiec ceny obligacji
                                  nie powinny znaczaco leciec, a PLN powinien byc w dlugim terminie stabilny. No
                                  ale plac w budzetowce nie bedzie sie dalo podniesc, jak nie bedzie sie domykal
                                  budzet a obligacji nikt nie kupi. To sa takie paradoksy - bo nie da sie tego w
                                  zaden sposob przewidziec. Podkreslam - to jest wedlug mnie nieprzewidywalne, bo
                                  z jednej strony slaba akcja kredytowa bedzie oslabiac PLN, a z drugiej PLN moze
                                  byc bardzo atrakcyjna forma lokaty dla zbankrutowanych gospodarek sasiadow,
                                  jesli zdecyduja sie oni drukowac. Taki naplyw srodkow moze w zasadzie w skrajnym
                                  wypadku wygenerowac wzrost gospodarczy i panstwo nie bedzie musialo sie zadluzac.
                                  • kurt76 Re: Prosta recepta na inflacje 18.03.09, 08:47
                                    Mam podobny poglad na ta kwestie. Wg mnie jest szansa na stworzenie
                                    sytemowego popytu na obligacje. Ponadto widzialbym szanse na
                                    uzyskanie przez PLN statusu waluty dominujacej na obszarze UKR, BY.
                                    Zacofanie tych krajow, podstawowe braki dobr konsumpcyjnych
                                    powoduja, ze mamy tam co sprzedawac.
                                    Nalezaloby jeszcze jak sadze odzyskac czesc sektora finansowego z
                                    rak zachodnich, aby stworzyc rynek na instrumenty pochodne.
                                    MUSIMY trzymac w tej chwili zelazna dyscypline budzetowa. TO jest ta
                                    nasza odmiennosc, ktora musimy wypromowac. NIE mozemy sie scigac z
                                    anglosasami/zydami w ich grze.
                                    • kurt76 TERAZ! 19.03.09, 08:10
                                      probuje powiazac aktualne wydarzenia i co mi wychodzi:
                                      - prawdopodobnie spadajaca baza w zadluzeniu nominowanym w walutach,
                                      co prawda sytuacja technicznie nie jest "super", ale otoczenie
                                      rowniez nie blyszczy.
                                      - strefa EURO wykona jakis ruch aby dostosowac sie do USD (uwazam,
                                      ze dla Niemcow smierc popytu zza oceanu oznacza powazne problemy)
                                      - pedem wejsc do ERM2, nie czekac na umocnienie PLN
                                      - podac reke Ukrainie i Białorusi zasilajac substytutem EURO czyli
                                      PLN, kreowac dlug zewnetrzny tam w PLN,
                                      - kupowac tam sektor finansowy

                                      Jak nie to, to co?
                                      • kurt76 Belka z Hausnerem czytaja forum? ;) 22.03.09, 11:08
                                        gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6409052,Marek_Belka_o_kryzysie__Unii_i_euro.html
                                        vice_versa zadzwon do nich i im pomoz, jak cie wezma to zgodze sie byc Twoim szoferem wink
                                        • vice_versa Re: Belka z Hausnerem czytaja forum? ;) 22.03.09, 17:22
                                          Kurt, bardzo Ci dziękuję, hehehe...

                                          Problem w tym, że ja się bardziej zgadzam z Gilowską niż z Belką.
                                          Ona słusznie mówiła, że dobry moment na wejście do ERM2 był między
                                          czerwcem a wrześniem, a nie dziś. Dlaczego???
                                          Popatrzmy co mają Polacy.
                                          Polacy mają lub mają zakontraktowane:
                                          -umowy o pracę albo emerytury
                                          -plany emerytalne
                                          -nieruchomości
                                          -akcje, jednostki funduszy, oszczędności

                                          WSZYSTKIE te wartości zostały PRZECENIONE. Po dzisiejszych kursach
                                          mamy MNIEJ EURO. Siła nabywcza Polaka overall SPADŁA! Jego zarobki w
                                          Euro spadły, jego plany emerytalne spadły, mieszkania spadły...
                                          To oznacza, że jesteśmy jeszcze bardziej EXPORTOWĄ gospodarką.
                                          Tymczasem najbardziej efektywne gospodarki są IMPORTOWE, one
                                          eksportują kapitał...

                                          Z drugiej strony, Gilowska trochę żartuje, bo w ciągu 3 mc do Euro
                                          się wejść nie dało i Niemcy o tym dobrze wiedzieli, kiedy otwierali
                                          nam drzwi.
                                          Druga kwestia: skoro i tak zadłużymy się w EBC, i tak czy siak te
                                          pieniądze zostaną wyssane przez wielkich graczy a w PL zostaną
                                          odsetki, to najważniejsze pytanie brzmi: czy SUMA wartości
                                          posiadanych przez Polaków jest większa czy mniejsza niż te pożyczki.
                                          Oczywiście, że jest nieporównanie większa, nawet jeśli musielibyśmy
                                          zadłużyć się w EBC znacznie bardziej niż przy dzisiejszym kursie, a
                                          obrona 15% widełek oznaczałaby mocniejsze interwencje...

                                          Znowu staliśmy się gospodarką proeksportową. To NIESZCZĘŚCIE, kurt.
                                          USA nie eksportują, bo to IMPORT polepsza jakość życia ludzi, a nie
                                          drenowanie z zasobów i eksploatowanie siły roboczej za mniejszą
                                          ilość Euro...

                                          Dlatego kurs w okolicach 3,4 był ZNACZNIE KORZYSTNIEJSZY niż w
                                          okolicach 4,6. Po prostu nasze AKTYWA stały się MNIEJ WARTE, a nasze
                                          DŁUGI w walutach obcych wzrosły.
                                          • kurt76 Re: Belka z Hausnerem czytaja forum? ;) 22.03.09, 21:26
                                            Ok, troche sobie zazartowalem pod wplywem pierwszego zdania Belki: "zjesc ciastko i miec ciastko".
                                            A tak na powaznie, jasne ze lepiej dla papierowych bilansow bylo za czasow 3,3 za euro, ale uwzglednijmy kontekst czasowy i sytuacje, dosc wyjatkowa, chyba przyznasz.

                                            Ja zakladam, chociaz nie wiem czy slusznie, ze wchodzac do ERM2 przy 4,6 bedziemy raczej musieli bronic kursu, ale w sensie zbytniej APRECJACJI. W warunkach ostrej recesji taki kurs jest korzystny, gdyz sciagamy technoloie, tworzymy gospodarke, a przedewszystkim utrzymujemy stan posiadania. Odtwarzanie zawsze trwa i jest o wieeele drozsze, pamietaj o tym. To nam dopiero umozliwi proby eksportowania kapitalu (w czym nie mamy doswiadczenia).

                                            Bedac w strefie euro i tak wszystko bedzie dazylo do wyrownania sily nabywczej, oczywiscie do pewnego stopnia.

                                            Pytanie: jak sie bronic przed wyjsciem z korytarza ERM2 "dolem" (wzrost kursu PLN)?
                                            • vice_versa Re: Belka z Hausnerem czytaja forum? ;) 23.03.09, 00:54
                                              > Ja zakladam, chociaz nie wiem czy slusznie, ze wchodzac do ERM2
                                              > przy 4,6 bedziemy raczej musieli bronic kursu, ale w sensie
                                              > zbytniej APRECJACJI.

                                              Zgodnie z tym co wyżej będziemy bronić Polaków przed zbyt dużym
                                              wzrostem wartości ich aktywów in Euro terms (nieruchomości, akcji,
                                              wynagrodzeń za pracę, emerytur, funduszy OFE, etc). W dodatku
                                              fiksując kurs wejścia Z GÓRY. To genialne!

                                              > Pytanie: jak sie bronic przed wyjsciem z korytarza ERM2 "dolem"
                                              > (wzrost kursu PLN)?

                                              Masz rację, że obrona kursu przed umacniającym się PLN teoretycznie
                                              jest łatwiejsza, bo wystarczy zwiększyć emisję. Ale jest jeszcze
                                              warunek tych 3% który nie pozwala zwiększać deficytu. Więc tak czy
                                              siak będą to musiały być interwencje na otwartym rynku, za pożyczki
                                              z EBC.

                                              Belka może mieć rację tylko w jednym wypadku. Jeśli dzisiejsze 4,6
                                              to i tak jest mocny kurs. Jeśli za 2 lata kurs będzie 6-7pln, to
                                              zrobimy na tym kapitalny interes, a czysto teoretyczna strata na
                                              tym, że nie weszliśmy przy 3,4 będzie mała. Problem jednak w tym, że
                                              większość tych akcji które podejmuje Zachód przemawia za tym, że za
                                              2 lata bedziemy mieć kurs 2,5pln=1Euro. W takim wypadku fixing na
                                              poziomie 4,6 to jest ciężka wtopa na aktywach i pracy wszystkich
                                              Polaków. Albo Zachód robi deflację i wtedy warto wchodzić już dziś,
                                              żeby nie spowodować kryzysu walutowego, nawet za cenę wyższych
                                              pożyczek z EBC, albo Zachód robi inflację i fixing w Euro to jest
                                              najgłupsze co możemy zrobić.

                                              I ja niestety obstawiam tę drugą opcję.
                                              Pomijając w ogóle to, że każdy fixing jest kretyński co do zasady.

                                              Kurt, a skąd Ty piszesz, że polskiej czcionki nie masz?? Tak z
                                              wrodzonego wścibstwa pytam wink
                                              • kurt76 Re: Belka z Hausnerem czytaja forum? ;) 23.03.09, 08:58
                                                > > Ja zakladam, chociaz nie wiem czy slusznie, ze wchodzac do ERM2
                                                > > przy 4,6 bedziemy raczej musieli bronic kursu, ale w sensie
                                                > > zbytniej APRECJACJI.
                                                >
                                                > Zgodnie z tym co wyżej będziemy bronić Polaków przed zbyt dużym
                                                > wzrostem wartości ich aktywów in Euro terms (nieruchomości, akcji,
                                                > wynagrodzeń za pracę, emerytur, funduszy OFE, etc). W dodatku
                                                > fiksując kurs wejścia Z GÓRY. To genialne!

                                                Moje myslenie idzie w tym kierunku zeby wykorzystac najblizsze 2
                                                lata w zaistnialych okolicznosciach. Czy fixujac "z gory" obrona
                                                kursu nie sprowadzila by sie do emisji pozyczek dla Ukrainy i moze
                                                Bialorusi w ustabilizowanym PLN, manewr w stylu amerykanskim tyle,
                                                ze na mniejsza skale. Te rynki sa niesamowicie chlonne, bardzo
                                                egzotyczne dla anglosasow/zydow. Moze im podac reke i wykreowac
                                                ciekawy rynek, ktory najlepiej ze wszystkich rozumiemy mentalnie,
                                                moze?

                                                > Belka może mieć rację tylko w jednym wypadku. Jeśli dzisiejsze 4,6
                                                > to i tak jest mocny kurs. Jeśli za 2 lata kurs będzie 6-7pln, to
                                                > zrobimy na tym kapitalny interes, a czysto teoretyczna strata na
                                                > tym, że nie weszliśmy przy 3,4 będzie mała. Problem jednak w tym,
                                                że
                                                > większość tych akcji które podejmuje Zachód przemawia za tym, że
                                                za
                                                > 2 lata bedziemy mieć kurs 2,5pln=1Euro. W takim wypadku fixing na
                                                > poziomie 4,6 to jest ciężka wtopa na aktywach i pracy wszystkich
                                                > Polaków.

                                                Nie sadze, zreszta Belka pisze, ze jest straszny opor Niemcow juz
                                                przy 4,5. Uwazam, ze jezeli chodzi o sektor produkcyjny sytuacja
                                                przypomina gre o bilansie zerowym, tzn. zeby wiecej produkowac u
                                                nas, komus trzeba zabrac miejsca pracy. Po to jest nam potrzebna
                                                paruletnia przewaga kosztowa, aby "zwabic co sie da" i zaabsorbowac
                                                troche technologii. Przecenione w relacji do EURO aktywa OFE i sila
                                                nabywcza Polakow zostalyby bardzo szybko urealnione po wejsciu do
                                                strefy EURO w sposob rynkowy.

                                                Silna przecena EURO w przypadku niepewnego USD. Ciezko bedzie...

                                                > Kurt, a skąd Ty piszesz, że polskiej czcionki nie masz?? Tak z
                                                > wrodzonego wścibstwa pytam wink
                                                >
                                                Pisze z domu, lub samochodu, biura... aglomeracja poznanska, zach.
                                                Polska. Generalnie polskie znaki mnie [pip] smile
                                          • poszi Eksporterzy kapitału 22.03.09, 22:11
                                            > Tymczasem najbardziej efektywne gospodarki są IMPORTOWE, one
                                            > eksportują kapitał...

                                            Masz chyba jakąś pokręconą wersję tego, co to jest "kapitał", niezgodną z
                                            powszechnie obowiązującą, bowiem zarówno Polska, która ma deficyt w obrotach
                                            bieżących, jak i USA są importerami kapitału. Zobacz sobie pozycję inwestycyjną
                                            różnych krajów i nie pisz więcej takich herezji. USA to eksportuje najwyżej
                                            zadrukowane papierki, które jeśli nie odda, to faktycznie zrobi wszystkich w
                                            konia. Ale straci przy okazji coś, co jest warte ogromnie wiele: zaufanie i
                                            bardzo wątpie, że na tym dobrze wyjdzie. Polska natomiast nie eksportuje żadnych
                                            papierków, a zdobywa kapitał zastawiając lub sprzedając swój majątek. Bynajmniej
                                            nie jest to żaden eksport kapitału.

                                            Nie uważam się za jakiegoś miłośnika eksportu. Uważam zresztą, że eksport służy
                                            tylko temu, żeby mieć środki na import (podobnie jak zarabianie pieniędzy osób
                                            prywatnych nie ma sensu samego w sobie, ma sens tylko taki, że można je wydać),
                                            ale podobnie jak osoba, która żyje "na krechę" (i też jak krajom żyjacym na
                                            kredyt wydaje im się, że sa bogate), tak kraj o strukturalnym deficycie prędzej
                                            czy później wpakuje się w kłopoty.

                                            W odróżnieniu od Ciebie zapewne, uważam, że lata 2006-2008 to było przejedzenie
                                            i zmarnowanie dobrej koniunktury. A szał piramidy giełdowej i mieszkaniowej tego
                                            kwintesencją i bardzo dobrze, że to runęło. Podobnie złoty był w bańce
                                            spekulacyjnej i lato 2008 to był jej chory szczyt (nieprzypadkowo zresztą bańka
                                            na surowcach runęłą w tym samym mniej więcej czasie).

                                            Jeśli uważasz, ze wejście wtedy do ERM to był taki doskonały pomysł, to nawet
                                            nie ma sie co spierać. Akurat wykonano eksperyment natury gospodarczej w postaci
                                            Słowacji, która przyspawała się wtedy do euro. Zobaczymy za kilka lat, jakie
                                            będa tego skutki, ale jestem przekonany, że Słowacy zapłaca za to ślamazarnym
                                            wzrostem, gdy recesja się skończy.
                                            • vice_versa Re: Eksporterzy kapitału 23.03.09, 00:27
                                              Zgadzam się z Tobą w dwóch kwestiach:

                                              1.
                                              > USA to eksportuje najwyżejzadrukowane papierki, które jeśli nie
                                              > odda, to faktycznie zrobi wszystkich w konia. Ale straci przy
                                              > okazji coś, co jest warte ogromnie wiele: zaufanie i bardzo
                                              > wątpie, że na tym dobrze wyjdzie.

                                              Oczywiście że USA odda, tyle, że odda znacznie mniej warte papierki.
                                              Mniej warte w kategoriach realnych, a nie w stosunku do pozostałych
                                              walut fiat. Dlatego amerykańskie długi będą obsługiwane, a papierki
                                              czy elektroniczne zera będą namnażane.

                                              2.
                                              > Polska natomiast nie eksportuje żadnych papierków,
                                              > a zdobywa kapitał zastawiając lub sprzedając swój majątek.

                                              Głównym źródłem kapitału w przypadku Polski jest napływ inwestycji
                                              bezpośrednich spowodowany silną deprecjacją pieniądza na Zachodzie i
                                              w USA. Drugim źródłem są pożyczki. Natomiast nie ma, albo są na b.
                                              niskim poziomie przychody ze źródeł pasywnych: licencji, praw
                                              autorskich, własności przemyslowej, dywidend, odsetek od
                                              zainwestowanego kapitału i wszystkich innych niematerialnych tytułów
                                              prawnych, dających prawo do przyszłych zysków.

                                              To, że USA netto są importerami kapitału, nie oznacza, że go nie
                                              eksportują. Jeśli masz banki na całym świecie to każda udzielona
                                              przez nie pożyczka jest AKTYWEM, powoduje transfer kapitału, ale nie
                                              powoduje spadku wyceny i wartości aktywów w centrali.
                                              Pozycja netto jako importera kapitału o niczym nie przesądza, a
                                              uznawanie, że pozycja Polski jest taka sama jak Stanów tylko
                                              dlatego, że oba państwa są importerami kapitału netto jest absurdem,
                                              poszi. Stany rezerwują sobie prawo do przeceny zaimportowanego
                                              kapitału. Polsce aktywa (i wynagrodznenia) przeceniają inni.

                                              Spółki ze Stanów inwestują na całym świecie eksportują kapitał i
                                              czerpią z tego tytułu przychody pasywne o których wyżej. Polska i
                                              polskie przedsiębiorstwa tego nie robią, czyli nie korzystają z
                                              dźwigni finansowej jaką dają inne rynki.

                                              > Bynajmniej nie jest to żaden eksport kapitału.

                                              A ja gdzieś pisałem że my eksportujemy kapitał????? To bardzo
                                              interesujące, poproszę link do takich swoich wypowiedzi.

                                              > W odróżnieniu od Ciebie zapewne, uważam, że lata 2006-2008 to było
                                              > przejedzeniei zmarnowanie dobrej koniunktury. A szał piramidy
                                              > giełdowej i mieszkaniowej tego kwintesencją i bardzo dobrze, że to
                                              > runęło.

                                              Jaaaaasne, bardzo dobrze że spadają aktywa uniemożliwiając
                                              konsumpcję. To się nazywa schadenfreude i nie najlepiej świadczy o
                                              Twoim zrozumieniu poprzedniego postu. Jeszcze raz przeczytaj to co
                                              napisałem wyżej. Również TWOJA siła nabywcza SPADŁA. Bo nawet jak
                                              nie brałeś udziału w spekulacji nieruchomościami, akcjami to I TAK
                                              dostałeś po portfelu. Popatrz sobie na te warości które mają Polacy
                                              i które wymieniłem wyżej- nadal jesteś usatysfakcjonowany???
                                              Możesz tylko jeszcze tego nie widzieć: za chwilę jak zobaczysz, jak
                                              importerzy Ci podniosą ceny, albo jak pójdziesz na emeryturę.

                                              > Jeśli uważasz, ze wejście wtedy do ERM to był taki doskonały
                                              > pomysł, to nawet nie ma sie co spierać. Akurat wykonano
                                              > eksperyment natury gospodarczej w postaci Słowacji, która
                                              > przyspawała się wtedy do euro. Zobaczymy za kilka lat, jakie
                                              > będa tego skutki, ale jestem przekonany, że Słowacy zapłaca za to
                                              > ślamazarnym wzrostem, gdy recesja się skończy.

                                              Żeby było jasne: ja w ogóle uważam ERM2 za bzdurę i haracz.
                                              Owszem uważam że AKTYWA Słowaków nie spadły tak jak aktywa Polaków.
                                              Spadły znacznie mniej, nawet jak im siądzie gospodaka eksportowa. I
                                              ich siła nabywcza nie spadła tak jak spadła Polakom, a ich aktywa w
                                              postaci funduszy emerytalnych nie zostały tak bardzo przecenione.
                                              Słowacja musi to wykorzystać przez podniesienie konsumpcji
                                              wewnętrznej i refinansowanie. Jeśli tak się stanie to dynamika ich
                                              wzrostu gospodarczego wzrośnie.

                                              Poza tym jeśli uważasz że miarą zamożności społeczeństwa
                                              jest 'wzrost gospodarczy', niezależnie od tego czym spowodowany i
                                              niezależnie od tego co dzieje się z konsumpcją i jakością życia to w
                                              ogóle nie mamy o czym rozmawiać bo słupkologia statystyczna mnie nie
                                              interesuje.

                                              Interesuje mnie wzrost wartości aktywów i możliwość udzielania
                                              pożyczek lub wzrost zewnętrznych rynków gwarantujących przychody.
                                              To pozwala fajniej i pełniej żyć na czyjś koszt.
                                              I żeby takie rynki zdobyć NAJPIERW trzeba zainwestować.

                                              Tymczasem Polak odłkada/jest zmuszany odkładać/ na swoją świetlaną
                                              przyszłość zamiast żyć tu i teraz. Allianz, CU, AIG, ING i cała
                                              reszta. Oni dają "rękojmię zysków" w przyszłości w zamian za składki
                                              w teraźniejszości... a potem upsss... sorry, giełdy spadły, Pana
                                              konto wynosi 1/4tą tego co Pan zgromadził. Albo nawet ma Pan 100%
                                              ale wypłacane w nowym, mniej wartym pieniądzu...

                                              No to jak myślisz to był eksport kapitału czy import???? Może Polska
                                              też jest eksporterem, hę? Tak, tylko nasze aktywa przeceniają nam
                                              inni.

                                              > Masz chyba jakąś pokręconą wersję tego, co to jest "kapitał",
                                              > niezgodną zpowszechnie obowiązującą, bowiem zarówno Polska, która
                                              > ma deficyt w obrotach bieżących, jak i USA są importerami
                                              > kapitału. Zobacz sobie pozycję inwestycyjną różnych krajów i nie
                                              > pisz więcej takich herezji.

                                              Widzisz, właśnie na tym polega różnica między myśleniem o
                                              rentowności, a myśleniem o definicjach i saldach przepływów.
                                              Możesz sobie patrzeć na salda, a ja Ci mówię że Polska jest
                                              IMPORTEREM coraz słabszego pieniądza i eksporterem towarów, a USA są
                                              EKSPORTEREM dolarów i zobowiązań dolarowych na świat... Eksportują
                                              coraz mniej warte dolary a importują coraz mocniejsze waluty, które
                                              następnie PRZECENIAJĄ.
                                              Tu obrazek dla Ciebie:
                                              www.chrismartenson.com/blog/recent-alert-fed-prints-trillion/15339
                                              US Net Foreign Purchases- scroll down,pls.

                                              To jest proste: jeśli masz u kogoś dług to musisz mieć pewność że
                                              przecenisz go w przyszłości. Albo walutą, co gwarantuje Ci płynność
                                              i honorowanie zobowiązań, albo niewypłacalnością, co odcina Ci
                                              źródło kapitału w przyszłości.

                                              A Ty sobie poszi patrz na salda przepływów bieżących y/y a nie patrz
                                              na cały cykl. I nie zwracaj uwagi na to, że to nowe emisje
                                              pozwalają "państwom rozwiniętym" wywiązywać się z kontraktów coraz
                                              mniej wartą walutą...
                          • vice_versa Re: Prosta recepta na inflacje 17.03.09, 16:19
                            > 1) Wzrasta podaz pieniedzy
                            > 2) Kurczy sie produktywnosc wskutek nadmiaru towarow i bankructw
                            > 3) Towary zuzywaja sie

                            Wzrasta podaż pieniądza- U KOGO, Przycinek, u kogo?

                            Jak może wzrastać akcja kredytowa w warunku deflacji cenowej na
                            rynku zarówno na rynkach akcji jak nieruchomości, w warunkach
                            foreclosures i bankructw??? Znaczy co, firmy bankrutują, ludzie
                            tracą pracę, wartość aktywów spada a akcja kredytowa rozwija się w
                            najlepsze? NIEMOŻLIWE, Przycinek, NIEMOŻLIWE. Jedynym wytłumaczeniem
                            jest to, że podaż pieniądza widoczna w bilansach, nie wchodzi na
                            rynek.

                            Nie może istnieć jednocześnie wzrost podaży pieniądza i spadek
                            wartości dóbr. Spadek wartości dóbr jest spowodowany wzrastającym
                            popytem na gotówkę i koniecznością zagwarantowania płynności
                            finansowej w warunkach spadku DOSTĘPNEGO dla firm pieniądza.
                            Inaczej, czyli w warunkach wzrastającej ilości dostępnego pieniadza,
                            handlowcy i producenci nie mają powodu obniżania cen. Brak popytu
                            wywołanego "nadmiarem wszystkiego" też nie jest wytłumaczeniem, bo
                            kiedy firmy mają dostęp do pieniądza to zwiększają zatrudnienie,
                            wynagrodzenia, ludzie optymistycznie patrzą w przyszłosć i popyt
                            rośnie. W momencie kryzysu, bankructw, zwolnień, spadku wartości
                            aktywów popyt po prostu musi leżeć. Jedyny rozwijający się popyt to
                            popyt na pieniądz, za wszelką cenę, nawet za cenę sprzedaży ze
                            stratą.

                            To samo dotyczy punktu 2) i 3) te zjawiska działają w dwóch
                            przeciwstawnych kierunkach. Oczywiście to prawda, że towary się
                            zużywają i to prawda, że jest nadmiar towarów, ale per saldo musi
                            nastąpić albo jedno albo drugie: albo towary się zużywają szybciej
                            niż ich przybywa i mamy lukę podażową, albo towarów jest nadmiar i
                            mamy lukę popytową.
                            I o tym właśnie przesądzi sytuacja monetarna.
                            Uważam, że załamanie wymiany handlowej, oraz większy popyt na
                            pieniądz, brak płynności firm, bankructwa i utrata pracy oznacza
                            narastanie luki podażowej. Tego jeszcze nie musi być widać, bo
                            towarów jest mnóstwo, ale pytanie jest o przyszły trend i rozwój
                            sytuacji, prawda? Popyt na dolara jest dziś większy niż popyt na
                            towary, i będzie się zwiększał. Dolar mniej parzy w łapki, więc
                            mniej wydajesz a więcej oszczędzasz, ceny towarów spadają.

                            Dlatego właśnie potrzebni są PAŃSTWA KREDYTOBIORCY którzy pozwolą na
                            stopniowe zwiększenie podaży pieniądza i wzrost wyceny wartości
                            aktywów. Po to, żeby popyt mógł zostać odbudowany akcją kredytową i
                            zwiększeniem ilości i dostępu do pieniądza NA RYNKU, a nie tylko
                            zwiększeniem pieniądza w bilansach banków.
                            • kolo1974 Re: Prosta recepta na inflacje 17.03.09, 16:43
                              vice napisal:"W momencie kryzysu, bankructw, zwolnień, spadku wartości
                              aktywów popyt po prostu musi leżeć. Jedyny rozwijający się popyt to
                              popyt na pieniądz, za wszelką cenę, nawet za cenę sprzedaży ze
                              stratą."-tez tak uwazam poki co ten trend trwa i wedlug mnie nie widac szybkich
                              przeslanek do jego zmiany wiec $ powinien sie jeszcze umacniac -czas pokaze.
                            • damkon Re: Prosta recepta na inflacje 18.03.09, 01:11
                              > 1) Wzrasta podaz pieniedzy
                              > 2) Kurczy sie produktywnosc wskutek nadmiaru towarow i bankructw
                              > 3) Towary zuzywaja sie

                              Dokonam teraz pewnego naduzycia, ale mysle, ze Przycinek nie bedzie
                              mial jednak nic przeciwko temu, poniewaz zmodyfikuje nieco powyzsze
                              trzy jego zalozenia. Jezeli wiec przyjmiemy, ze 1) nastapi wzrost
                              podazy pieniadza, wskutek czego pojawi sie presja inflacyjna co w
                              konsekwencji po uplywie okreslonego czasu doprowadzi do spowolnienia
                              gospodarczego i 2) skurczenia sie produkcji (sadze, ze Przycinek
                              mial na mysli zmniejszenie produkcji a nie produktywnosci, poniewaz
                              to drugie jest tylko synonimem wydajnosci) w nastepstwie bankructw i
                              wystapienia nadprodukcji powstalej w wyniku wczesniejszego
                              sztucznego ozywienia gospodarczego wywolanego inflacja. Jezeli na
                              koniec przyjmiemy zalozenie, ze ostatecznym efektem wystapienia
                              inflacji monetarnej bedacej konsekwencja poczatkowego wzrostu podazy
                              pieniadza bedzie wieksze 3) zuzywanie sie dobr kapitalowych w
                              stosunku do mozliwosci ich odtwarzania w gospodarce to otrzymamy
                              poprawny i logiczny ciag nastepstw zwiekszania sie podazy pieniadza.

                              > Jak może wzrastać akcja kredytowa w warunku deflacji cenowej na
                              > rynku zarówno na rynkach akcji jak nieruchomości, w warunkach
                              > foreclosures i bankructw???

                              Na ogol deflacja cenowa jest konsekwencja wczesniej zwiekszonej
                              akcji kredytowej prowadzacej do inflacji monetarnej, ale to wcale
                              nie wyklucza mozliwosci wystapienia obu zjawisk rownoczesnie. W
                              sytuacji deflacji cenowej panstwa z reguly probuja zwiekszac podaz
                              pieniadza poprzez np rozszerzenie akcji kredytowej ludzac sie, ze to
                              powstrzyma negatywne konsekwencje deflacji cenowej.

                              > Nie może istnieć jednocześnie wzrost podaży pieniądza i spadek
                              > wartości dóbr.

                              Otoz moze i w zasadzie zawsze wystepuje, tzn. inflacja, ktora jest
                              konsekwencja zwiekszenia sie podazy pieniadza, prowadzi do wzrostu
                              wartosci pewnej czesci dobr i spadku wartosci pozostalych
                              (oczywiscie mam tu na mysli wartosc realna w odroznieniu od wartosci
                              nominalnej). Na tym wlasnie polega zaklocajacy mechanizm inflacji.
                              Dla przykladu mozna wskazac na inflacyjny wzrost podazy pieniadza na
                              poczatku lat 90-tych w Polsce i spadku wartosci plac realnych pomimo
                              ich wzrostu wartosci nominalnej.

                              > Spadek wartości dóbr jest spowodowany wzrastającym
                              > popytem na gotówkę i koniecznością zagwarantowania płynności
                              > finansowej w warunkach spadku DOSTĘPNEGO dla firm pieniądza.

                              To bardzo duze uproszczenie, poniewaz wzrost lub spadek popytu na
                              pieniadz (nie rozgraniczajac juz nawet na popyt transakcyjny czy
                              spekulacyjny) jest zawsze czynnikiem wtornym a nie pierwotnym.
                              Powinnismy w takim razie najpierw zapytac, co wplynelo na zmiane
                              popytu na pieniadz a dopiero wtedy mozemy odpowiedziec na pytanie o
                              zmiane wartosci pozostalych dobr.

                              > Brak popytu wywołanego "nadmiarem wszystkiego" też nie jest
                              > wytłumaczeniem, bo kiedy firmy mają dostęp do pieniądza to
                              > zwiększają zatrudnienie, wynagrodzenia, ludzie optymistycznie
                              > patrzą w przyszłosć i popyt rośnie.

                              To wlasnie jest ta szkodliwa iluzji inflacji, ktora musi doprowadzic
                              do nierownowag gospodarczych i w konsekwencji do zalamania.

                              > W momencie kryzysu, bankructw, zwolnień, spadku wartości
                              > aktywów popyt po prostu musi leżeć. Jedyny rozwijający się popyt
                              > to popyt na pieniądz, za wszelką cenę, nawet za cenę sprzedaży ze
                              > stratą.

                              To akurat jest prawda, z tym tylko, ze zapomniales dodac, ze ow
                              kryzys jest nastepstwem wczesniejszej inflacji i powstania
                              nierownowagi, ktora sie z nia nierozerwalnie wiaze.

                              > To samo dotyczy punktu 2) i 3) te zjawiska działają w dwóch
                              > przeciwstawnych kierunkach.

                              Punkt trzeci jest nastepstwem punktu drugiego, oczywiscie przy
                              zalozeniu, ze mowimy o zuzywaniu sie dobr kapitalowych.

                              > Po to, żeby popyt mógł zostać odbudowany akcją kredytową i
                              > zwiększeniem ilości i dostępu do pieniądza NA RYNKU

                              Odbudowanie popytu w powyzszym rozumieniu, tzn. przez zwiekszenie
                              podazy pieniadza moze oznaczac tylko doprowadzenie do nierownowagi
                              rynkowej i w konsekwencji do zalamania.
                              • vice_versa Re: Prosta recepta na inflacje 18.03.09, 02:50
                                Fragment 1) ten o cyklu.
                                Ładnie to domknąłeś, damkon, oczywiście masz rację. Możliwe że źle
                                odczytałem Przycinka i potraktowałem to jako opis aktualnego stanu
                                rynku, a nie jako cykl czy łańcuch przyczynowo-skutkowy.

                                Problem w tym, że ten cykl to jest DOKŁADNIE ten cykl który miał
                                miejsce 2001-2008 i jesteśmy właśnie dopiero na początku tej
                                ostatniej fazy rozwijającego się szybszego zużywania dóbr,
                                bankructw, zwolnień i coraz mniejszego popytu. Dlatego równoczesna
                                akcja kredytowa nie jest możliwa, NAWET jeśli w teorii bankowej mamy
                                równoczesnie wzrost podaży pieniądza.

                                2.
                                > W sytuacji deflacji cenowej panstwa z reguly probuja zwiekszac
                                > podaz pieniadza poprzez np rozszerzenie akcji kredytowej ludzac
                                > sie, ze to powstrzyma negatywne konsekwencje deflacji cenowej.

                                Na ogół tym się uspokaja się rynek, ale deflacja i tak rozwija się
                                swoim tempem. A jedynym sposobem na zwiększenie akcji kredytowej
                                jest większy dodruk pieniądza. Tyle że ze wzrostu dodruku pieniądza
                                albo agregatów NIE MOŻNA wysnuwać wniosku o wzrastającej akcji
                                kredytowej. Naprawdę ktokolwiek wierzy że przy spadających
                                nieruchomościach w tempie 20% rocznie, spadającej giełdzie,
                                bankructwach i zwolnieniach można prowadzić akcję kredytową? W USA???

                                Bo w Europie Środkowej pewnie trochę można i trochę
                                infrastrukturalnych inwestycji również można byłoby nakręcić, tylko
                                wierzyciele chcą chronić swoje inwestycje, więc każą nam zacieśniać
                                politykę monetarną...

                                > > Nie może istnieć jednocześnie wzrost podaży pieniądza i spadek
                                > > wartości dóbr.

                                A miałem zrobić korektę... To zdanie powinno się zaczynać od
                                słówka "Dzisiaj".
                                W normalnych warunkach dostępnego kredytu, to właśnie wzrost podaży
                                pieniądza powoduje spadek cen dóbr (konkurencja) i spadek wartości
                                pracy(szczególnie tych fizycznych, ale i wszystkich innych również-
                                dlatego warto mieć własną firmę i zatrudniać, a nie być
                                zatrudnianym).

                                > > Spadek wartości dóbr jest spowodowany wzrastającym
                                > > popytem na gotówkę i koniecznością zagwarantowania płynności
                                > > finansowej w warunkach spadku DOSTĘPNEGO dla firm pieniądza.
                                >
                                > To bardzo duze uproszczenie, poniewaz wzrost lub spadek popytu na
                                > pieniadz (nie rozgraniczajac juz nawet na popyt transakcyjny czy
                                > spekulacyjny) jest zawsze czynnikiem wtornym a nie pierwotnym.

                                No to, to są już ŻARTY. Widać, damkon, że nigdy nie prowadziłeś
                                działalności. Pierwotnym powodem prowadzenia jakiejkolwiek RENTOWNEJ
                                działalności jest ZYSK. Może warto przypomnieć, że pierwotnym celem
                                założenia KAŻDEJ spółki kapitałowej jest osiąganie zysków przez
                                wspólników. To co napisałeś jest w ogóle strasznie smutne, damkon.

                                > Powinnismy w takim razie najpierw zapytac, co wplynelo na zmiane
                                > popytu na pieniadz a dopiero wtedy mozemy odpowiedziec na pytanie
                                > o zmiane wartosci pozostalych dobr.

                                Bardzo proszę. Popyt na pieniądz się NIE ZMIENIŁ, bo on zawsze był.
                                Zmieniło się źródło z którego pieniądz można pozyskać.
                                Wcześniej popyt na pieniądz był zaspakajany z innych źródeł: kredyt,
                                emisje, tempo wzrostu przychodów.
                                Zmienił się dostęp do pieniądza, podniesiono stopy % i w skali
                                całej gospodarki to spowodowało deleverage. Co gorsza potem, co
                                prawda obniżono stopy, ale już nie puszczano nowego pieniądza na
                                rynek. I w tym miejscu tkwimy.
                                Nie ma pieniądza kredytowego, nie ma nowych emisji, ściągających
                                pieniądz z rynku. Nie ma też wzrostu przychodów związanych z
                                wydawaniem kredytów przez pozostałe podmioty. Nie ma więc wzrostu
                                kapitałów własnych, nie ma zysków, i nie ma z czego wypłacać
                                pracownikom zakontraktowanych pensji, a sobie premii. Są natomiast
                                kredyty. Zmieniło się więc źródło pieniądza: trwa wyścig o jak
                                najszybsze ściąganie pieniądza z rynku, choćby przez wyprzedaż
                                zapasów i majątku ze stratą. Dlatego jest spadek cen dóbr i wartości
                                usług: bo za wszelką cenę trzeba mieć pieniądz, żeby nie upaść.
                                Dokładnie stąd np. odcięcie meksykańskich przewoźników od
                                amerykańskich dróg: nie ma kredytu, musimy spłacać raty za
                                ciężarówki, musimy wyeliminować konkurencję, bo nie przetrwamy.

                                > To akurat jest prawda, z tym tylko, ze zapomniales dodac, ze ow
                                > kryzys jest nastepstwem wczesniejszej inflacji i powstania
                                > nierownowagi, ktora sie z nia nierozerwalnie wiaze.

                                Oczywiście że się nierozerwalnie wiąże, ale tamta inflacja też sie
                                wiązała ze spadkiem giełd i koniecznością inflacyjnego podtrzymania
                                GDP. Niczego nie zapomniałem, tylko nie pisałem o tym co się działo
                                w latach 2002-2008, a pisałem o tym co mamy dziś.

                                > > Po to, żeby popyt mógł zostać odbudowany akcją kredytową i
                                > > zwiększeniem ilości i dostępu do pieniądza NA RYNKU
                                >
                                > Odbudowanie popytu w powyzszym rozumieniu, tzn. przez zwiekszenie
                                > podazy pieniadza moze oznaczac tylko doprowadzenie do nierownowagi
                                > rynkowej i w konsekwencji do zalamania.

                                Tak, ale tak to właśnie działa: boom&bust&boom&bust...

                                Zdanie które napisałem wcześniej brzmiało tak:
                                "Dlatego właśnie potrzebni są PAŃSTWA KREDYTOBIORCY którzy pozwolą
                                na stopniowe zwiększenie podaży pieniądza i wzrost wyceny wartości
                                aktywów."
                                Jak wycinasz pojedyncze zdania i z nimi polemizujesz to to nie ma
                                sensu. To się odnosiło do tez z tego postu:
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=92663795&a=92704875
                                gdzie dokładnie opisałem w jaki sposób można odbudować popyt nie
                                inflacyjnie, tak jak piszesz, tylko dezinflacyjnie, poprzez
                                odzyskanie potencjału przez rynki finansowe i zmianę wyceny aktywów.

                                Odbudowanie popytu poprzez zwiększenie podaży pieniadza na rynku
                                wewnętrznym W OGÓLE NIE JEST MOŻLIWE. W deflacji cenowej na rynku i
                                pogłębiających się spadkach to w ogóle nie wchodzi w grę. Oczywiście
                                kredyt całkowicie nie zniknie. To jest kwestia skali- nie da się na
                                taką skalę przeprowadzić akcji kredytowej w takich warunkach. I to z
                                obu stron, zarówno od strony banków, jak i od strony konsumentów.
                                Dlatego właśnie zarówno inflacja jak akcja kredytowa jest
                                WYKLUCZONA.

                                Ludzie się własnie przejechali na kredytach! Ich domy poszły w dół,
                                media trąbią o kryzysie, bankructwa, zwolnienia, obniżki płac a Pan
                                chcesz żebym JA brał kredyt i uprawiał hazard kiedy wszystko tanieje
                                a ja mogę stracić pracę???? Tego się po prostu nie da nakręcić w
                                ciągu roku czy dwóch.

                                Pozdrawiam.
                              • przycinek.usa Re: Prosta recepta na inflacje 18.03.09, 04:49
                                slusznie, ale ja mialem na mysli produktywnosc w sensie calosci gospodarki czyli
                                sume produkcji.

                                Twoja wypowiedz zainspirowala mnie dodatkowo, bo wyglada na to, ze te trywialne
                                zjawiska nadal sa nieczytelne dla ogolu. Masz racje co do spadku popytu wskutek
                                inflacji i spadku wartosci realnej towarow.

                                Dlatego zreasumuje te moje rowazania inflacyjne:

                                Chodzi o to, ze place sa czynnikiem opoznionym w cyklu, czyli sa tzw. lagging
                                indicator, poniewaz w momencie inflacyjnej korekty recesji - na rynku panuje
                                bezrobocie i nikt nikomu nie bedzie wiecej placil. I tutaj pojawia sie pierwszy
                                zgrzyt - mianowicie popyt zagregowany jest wprost proporcjonalny do tych plac a
                                przeciez PKB zalezy liniowo od popytu zagregowanego.

                                I powstaje kwadratura kola, bo popyt jest scisle okreslony, a ceny zaczynaja
                                wzrastac i nagle okazuje sie, ze spada volumen transakcji i wobec tego realne
                                PKB tez spada, co wygeneruje dalszy wzrost bezrobocia, pomimo upragnionej przez
                                elity polityczne inflacji!!!

                                Dlatego inflacja, ktora nas czeka w niedalekiej przyszlosci doprowadzi
                                spoleczenstwo do ubostwa, wywroci wiare w Keynsizm do gory nogami, a banki
                                centralne zostana puszczone z dymem przez wsciekle spoleczenstwa na calym
                                swiecie. Zblizajaca sie inflacja zniszczy ludziom emerytury i oszczednosci a to
                                nie skonczy sie pokojowo podaniem sobie reki na zgode.
                                • poszi Wiara w keynesizm 18.03.09, 10:30
                                  > Dlatego inflacja, ktora nas czeka w niedalekiej przyszlosci doprowadzi
                                  > spoleczenstwo do ubostwa, wywroci wiare w Keynsizm do gory nogami, a banki
                                  > centralne zostana puszczone z dymem przez wsciekle spoleczenstwa na calym
                                  > swiecie. Zblizajaca sie inflacja zniszczy ludziom emerytury i oszczednosci a to
                                  > nie skonczy sie pokojowo podaniem sobie reki na zgode.

                                  Ha. Tak dobrze nie będzie. Skoro stagflacja lat siedemdziesiątych, która jawnie
                                  obala tezę, że inflacja i bezrobocie sa ze sobą ujemnie skorelowane nie
                                  wystarczyła do obalenia keynesizmu, to teraz też nic go nie obali. Cokolwiek sie
                                  stanie, keynesiści powiedzą, że to dlatego, że "stimulus był zbyt mały" albo
                                  "źle skierowany". Tak nawiasem mówiąc klasyczny keynesizm polega przynajmniej na
                                  tym, że państwo w tłustych latach odkłada nadwyżki, a w chudych ma deficyty, co
                                  na dłuższą mete zapewne oznacza tylko sumarycznie mniejszy wzrost za to ale z
                                  mniejsza zmiennością (co z punktu widzenia społecznego zadowolenia może być
                                  nawet niegłupie). Obecny neokenesizm zaś postuluje deficyty zawsze i wszędzie,
                                  co kończy się kiedyś katastrofą.

                                  W odróżnieniu od Ciebie przycinku, uważam, że spora inflacja nie jest wcale
                                  jeszcze pewna, ale jest to stąpanie po cienkiej linie. Na razie wygląda na to,
                                  że procesy deflacyjne są silniejsze od wysiłków banków centralnych. Ale wszystko
                                  będzie zależeć od tego, czy nie przedobrzą.
                                • dorota_3 Oczekiwania inflacyjne -> wzrost velocity 18.03.09, 11:17
                                  > Chodzi o to, ze place sa czynnikiem opoznionym w cyklu (...)
                                  > I powstaje kwadratura kola, bo popyt jest scisle okreslony, a ceny
                                  > zaczynaja wzrastac i nagle okazuje sie, ze spada volumen
                                  > transakcji i wobec tego realne PKB tez spada

                                  Czegoś mi brakuje w tym scenariuszu - oczekiwań inflacyjnych.
                                  Rzeczywiście płace są czynnikiem opóźnionym, ale to nie jest
                                  przecież tak, że ludzie nie maja WOGÓLE pieniędzy - to raczej
                                  bezrobocie powoduje silną niepewność co do przyszłych zarobków i
                                  ograniczanie wydatków (niskie VELOCITY).

                                  Widze to raczej tak :
                                  impuls inflacyjny (zjawisko monetarne) -> pojawienie się oczekiwań
                                  inflacyjnych -> "ucieczka" od tracącego wartość pieniądza w towary
                                  (wzrost velocity) -> wzrost popytu na produkcję -> zwiększanie
                                  produkcji przez przedsiębiorstwa -> wzrost zatrudnienia

                                  I w ten sposób szczęśliwie nowy cykl koniunkturalny rozpoczniemy wink
                                  • polarbeer Re: Oczekiwania inflacyjne -> wzrost velocity 18.03.09, 14:34
                                    CytatWidze to raczej tak :
                                    impuls inflacyjny (zjawisko monetarne) -> pojawienie się oczekiwań inflacyjnych -> "ucieczka" od tracącego wartość pieniądza w towary (wzrost velocity) -> wzrost popytu na produkcję -> zwiększanie produkcji przez przedsiębiorstwa -> wzrost zatrudnienia


                                    Impuls inflacyjny prowadzi do wzrostu zatrudnienia? Gdzie? w Chinach? (Jak wczesniej gdy "Wyznawcy" wprowadzili to w zycie, a teraz zwalaja wine na Chiny za to ze "oszczedzaja za duzo").

                                    Przypomina mi to historie z kreskowki SouthPark, gdzie majtkowe gnomy postanowily zrobic biznez se swojego hobby (kradziez majtek). Napisali wiec 3 punktowy "business Plan":

                                    Etap 1: Krasc majtki.
                                    Etap 2: ?
                                    Etap 3: Profit.

                                    • dorota_3 Re: Oczekiwania inflacyjne -> wzrost velocity 18.03.09, 15:35
                                      Przykład z "majtkowymi gnomami" faktycznie zabawny, ale moje proste
                                      rozumowanie ma środkową część, w przeciwieństwie do rozumowania
                                      gnomów wink

                                      Polemizowałam z tezą Przycinka, że "popyt jest dany". Jest, ALE
                                      determinują go także czynniki pozaekonomiczne. Przewidywania
                                      konsumentów co do własnej sytuacji materialnej w przyszłości i co do
                                      przyszłego poziomu cen.

                                      Pisząc żenująco prościutkie wypracowanko nt. deflacji/inflacji i
                                      roli oczekiwań inflacyjnych zdałam sobie sprawę, że... no właśnie,
                                      Wy w Ameryce przecież już nic nie produkujecie big_grin
                                      Tak, Polarbeer, impuls inflacyjny, który Ben i Obama tak pracowicie
                                      usiłują wywołać przyniesie wzrost zatrudnienia - w Chinach. Po co
                                      żyjecie w tak dennym kraju? wink
                            • vice_versa Re: Prosta recepta na inflacje 19.03.09, 01:32
                              vice_versa napisał:
                              Cytat Wzrasta podaż pieniądza- U KOGO, Przycinek, u kogo?

                              Jak może wzrastać akcja kredytowa w warunku deflacji cenowej na
                              rynku zarówno na rynkach akcji jak nieruchomości, w warunkach
                              foreclosures i bankructw??? Znaczy co, firmy bankrutują, ludzie
                              tracą pracę, wartość aktywów spada a akcja kredytowa rozwija się w
                              najlepsze? NIEMOŻLIWE, Przycinek, NIEMOŻLIWE. Jedynym
                              wytłumaczeniem jest to, że podaż pieniądza widoczna w bilansach,
                              nie wchodzi na rynek.


                              Dziś znalazłem ilustrację tego co wyżej, tu bardzo dobrze widać
                              rozbieżności pomiędzy tym co w bilansach federalnych a tego co się
                              dzieje na rynku. Pierwszy obrazek, change in debt levels:
                              www.itulip.com/forums/showthread.php?p=83348#post83348
                              Smile smile
                  • frusto Re: Prosta recepta na inflacje 19.03.09, 09:59
                    baldazar napisał:
                    > 2. Jeżeli Państwo upada= bankrutuje a tym pisałeś nie ma sensu
                    > kupować prawa własności, bo prawo własności nie istnieje wówczas.

                    Jak najbardziej istnieje. Prawo wlasnosci powstalo przed powstaniem panstw.
                    Istnieje takze tam, gdzie panstw nie ma, w najbardziej zapadlych dzunglach
                    indonezji. Po prostu, trudniej bedzie dochodzic swoich praw wlasnosci.
              • poszi Bankructwo 15.03.09, 21:59
                > Twoje rozumowanie pozbawione jest sensu. Bankructwo państwa oznacza
                > brak poszanowania prawa w tym prawa własności.

                Chyba bym tak ostro tego nie nazwał. Bankruta prywatnego nie nazwałbym
                złodziejem (chyba że ukrywa majątek). Bankructwo dla dłużnika to też porażka.
                Istnienie bankructwa nie jest sprzeczne z prawem własności.

                > Zakup surowców wcale
                > nie uchroni przed utratą bogactwa w tym przypadku.

                Państwa mogą faktycznie konfiskować, ale to mi przypomina mówienie, że nie warto
                zapinać pasów, bo jak się zderzysz czołowo z szybkością 200 km/h, to i tak nic
                ci nie pomoże. Było wiele "zderzeń, przy których pasy pomogły". Taki PRL
                zbankrutował. III RP nie oddała jakiejś połowy długów zagranicznych.
                Hiperinflacja solidnie podgryzła ludziom oszczędności. Tymczasem państwo nie
                konfiskowało złota czy dolarów, które ktoś trzymał w skarpecie. Ba, nawet nie
                skonfiskowało dolarów na koncie w banku. Są granice tego, co państwo może
                zrobić. Granicami jest niezadowolenie społeczne.

                Ja nie wiem, jak się skończy ten szał zadłużania sie skarbu amerykańskiego. Ale
                wszystko wskazuje na to, że już sie zbliżamy do horyzontu czarnej dziury długów,
                z którego nie ma odwrotu. I albo będzie zwykły default, albo default przez
                inflację. To drugie jest bardziej prawdopodobne, bo inflacja ma wielu wyznawców,
                którzy będą wciskać kit, że to jest dobre dla wszystkich.
          • baldazar Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 20:18
            Od czasu Nagasaki i Hiroszimy solidna globalna wojna gdzie jest się
            dostawcą dla obu stron konfliktu przestała być rozwiązaniem.
            Afganistan i Irak to głupie decyzje i niepotrzebne wojny.
            Pamiętacie Irak vs Iran? To było niezłe- tyle, że głownie zarabiali
            wtedy Rosjanie bo nikt nie potrafił obsługiwać amerykańskiej broni.
            Ponadto amerykańska broń jest zbyt kosztowna!

            Versa myśląc o gospodarce mam odczucie, że zupełnie bujasz w
            obłokach ograniczając się do finansów na poziomie transakcyjnym.
            Ameryka to 300 mln ludzi, którzy muszą się jakoś utrzymać.
            Ci ludzie muszą pracować. Może 20% to wykształceni, kreatywni i
            przedsiębiorczy. Reszta jest zdolna do działań odtwórczych!

            Rozważ to zanim znowu wystrzelisz ze swojego CKM'u słów.
            • vice_versa Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 22:13
              Słuchaj bucu, nie życzę sobie takich Twoich komentarzy.
              Zastrzeżenia wysyłaj na maila, albo do adminów.

              Możesz się nie zgadzać, ale czytać nie musisz.
              Potrafisz lepiej opisać i powiązać fakty, czekam na lepsze teksty.
              To naprawdę nie jest moja wina, że tworzenie rynków, popytu na
              walutę i zasad księgowania to dla Ciebie abstrakcja i bujanie w
              obłokach.

              Zajmij się swoim ogródkiem i warzywniakiem, będziesz miał swoją
              gospodarkę towarową, a nie komentowaniem moich wpisów. Robi już dziś
              polecał tym którzy nie potrafią się zachować, żeby odeszli z forum.
              • baldazar Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 22:49
                Dlaczego zachowujesz się niegrzecznie? Cóż można znaleźć u tych,
                którzy się z nami bezgranicznie zgadzają? Nieomylność? potwierdzenie
                własnej wartości? Aplauz? Masz szansę na refleksję nad sobą. Nie
                korzystasz z niej! Przejdź się trochę. Intensywny spacer pomógł
                przezwyciężyć nie takie frustracje.
                • vice_versa Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 23:22
                  Słuchaj, bucu, nie odwracaj kota ogonem.
                  To TY zacząłeś się odzywać do mnie niegrzecznie.

                  To nie ja używam słów "zupełnie bujasz w obłokach" czy pouczeń
                  typu "zastanów się zanim wystrzelisz CKMem słów".

                  Więc po co to robisz? Żeby dać mi okazję do refleksji nad samym
                  sobą? A czy ja Cię proszę żebyś robił za mojego przewodnika
                  duchowego?

                  Pozwoliłeś sobie więc na połajanki więc Ci uprzejmie, bucu,
                  wyjaśniam, że TO forum to nie jest miejsce na takie wycieczki.
                  Nie musisz czytać i nie musisz komentować.

                  > Cóż można znaleźć u tych, którzy się z nami bezgranicznie
                  > zgadzają? Nieomylność? potwierdzenie własnej wartości? Aplauz?

                  To nie ma nic do rzeczy czy się zgadzasz ze mną czy nie, bo na
                  żadnej rzeczowej polemiki z tym co napisałem nie było.

                  • baldazar Re: Prosta recepta na inflacje 15.03.09, 23:50
                    Nie lubię obrażać kogokolwiek. Przyznam, że nie miałem intencji
                    obrazić Ciebie. Nie chcę być Twoim przewodnikiem duchowym. I zauważ
                    nie używam wyzwisk w przeciwieństwie do Ciebie drogi przyjacielu.
                    Mam nadzieję, że sprawdziłeś znaczenie słowa BUC- szczególnie
                    w rozumieniu krakowskim! Hahahahahahahahaha
                    Twoja reakcja zaskoczyła mnie! Chyba obaj dowiedzieliśmy się czegoś
                    o sobie!
          • polarbeer Nie Komunisci? 16.03.09, 15:26
            Cytat Polarny, żadna dewaluacja wobec zlota nie jest potrzebna, ceny złota są
            POCHODNĄ tego co się dzieje z USD i tego ile pieniądza krąży na tym rynku, a nie
            CELEM samym w sobie. To co napisałeś to jest jakieś
            nieporozumienie! To, że w ogóle dopuszczasz wariant hiperinflacyjny
            w USA oznacza, że nie rozumiesz, że to nie są komuniści!


            To ostatnie zdanie troche mnie frapuje... Prawda jest ze USA nie rzadza
            komunisci z nazwy, ale przeciez wyraznie widac podobienstwo struktur na gorze do
            starej sowieckiej nomenklatury. Doly spoleczne rowniez maja socjalizm. (Hej
            wiecej punktow manifestu komunistycznego zostalo spelnionych w USA niz ZSSR)
            Panstwo w szerokim pojeciu zatrudnia polowe populacji, itd. Zamordyzm w wielu
            aspektach zycia spolecznego (wiezienia sa pelne, czesto za glupoty), bezkarnosc
            elit, roznego rodzaju "deale" ktore sa oferowane przez wymiar sprawiedliwosc --
            itd, itd... To nie jest panstwo o ktorym marzyl Jefferson
            • vice_versa Re: Nie Komunisci? 16.03.09, 16:51
              Polarny, a co z resztą mojego posta?
              Co z Geithnerem, wynikami G20 i unifikacją frontu pożyczkowego z EU?

              Co z księgowaniem pożyczek jako AKTYWÓW?
              To jest zasadnicza różnica między kapitalistami a komunistami w
              Zimbabwe! Tamci nie tworzą nowych abstrakcyjnych wartości, nie
              decentralizują i nie liczą. Tamci tylko drukują i exportują.

              Czy widzisz pattern pomiędzy szukaniem kredytobiorcy na rynku
              wewnętrznym (i tworzeniem NOWEGO wirtualnego rynku CMO, CDO, CDS
              etc) a szukaniem kredytobiorcy NA ŚWIECIE (i kolejnym boom
              wynikającym dobrych bilansów i tworzeniem nowych rynków pochodnych)?

              Do tego zmierzamy. Magia polega na fikcji księgowej: oddajesz
              ciastko i księgujesz ciastko, a potem emitujesz i obracasz papierami
              których jedynym pokryciem są PRZYSZŁE SPODZIEWANE WPŁYWY (w końcu na
              tym opiera sie wycena akcji).

              Zrozumienie tej metody i różnic jest BARDZO WAŻNE. Ważniejsze niż
              spory o szufladki komuniści/kapitaliści. Istotą jest walka o
              przewagę, jeśli księgujesz PASYW jako AKTYW, to w tym jest
              odpowiedź. Jeśli wprowadzasz wolność gospodarczą to KAŻDY może tak
              księgować (przez jakiś czas,mamy boom, ale mamy i rosnące
              dysproporcje pomiędzy realną wartością dóbr a cenami, i w końcu
              nieuchronny bust).
              Komuniści przegrali DLATEGO że tej metody nie stosowali. Moskwa
              monopolizowała emisję aktywów- rubli- i zakazywała pożyczek z
              Zachodu. Potem się to zmieniło, bo okazało się, że
              zdecentralizowanie tej metody księgowania pasywów (czegoś czego NIE
              MA) jako aktywów przynosi większy skutek na szczeblu centralnym:
              wystarczy policzyć i księgować a emitować można więcej!
              Dlatego piszę, że decentralizacja tej metody i prawo Kopernika
              Greshama POKONAŁY komunizm/produktywizm. Szybsze tworzenie
              abstrakcyjnych wartości i ich liczenie. Matematyka i zmiany tempa
              emisji pieniądza.

              Wiem Polarny, że większość z nas ma przekonania liberalne.
              Liberalizm stawia wyżej sektor prywatny nad publicznym.
              Otóż tak NIE JEST. Są okresy w których sektor prywatny może
              wygenerować więcej bogactwa niż sektor publiczny, ale ZAWSZE
              dochodzi do BUST. I wtedy wchodzi sektor publiczny i drukowanie. Od
              2001 mamy sektor publiczny w dominującej roli na rynku, dlatego jest
              to bear market, nawet jeśli Dow rósł inflacyjnie, to P/E spadało. I
              ten cykl jeszcze się nie zakończył. Rozumiem, że z perspektywy
              wolności ekonomicznej i wolnego rynku to jest tragedia. Rozumiem, że
              deleverage uświadamia złudzenie bogactwa, raje podatkowe padają,
              pęka tajemnica bankowa. Ten sam deleverage spowoduje światowy popyt
              na pieniądz i zaksięgowanie ogromnych aktywów w USA. I wtedy
              nadejdzie era sektora prywatnego i dezinflacyjnej hossy na rynkach.
              Wszystko w swoim czasie Polarny, wszystko ma swoją dynamikę.

              Czytam Armstronga ten It's just time, jestem gdzieś na 12tej
              stronie. Tam jest sporo trafnych tez, ale też sporo wizjonerstwa na
              pograniczu pomroczności. Ale czyta się miło smile
              • polarbeer Re: Nie Komunisci? 16.03.09, 17:34
                Ja nie komentowalem reszty twojej wypowiedzi, glownie dlatego, ze jestem ogromym
                sceptykiem ze ten twor kory opisujesz jest czyms trwalym. Ja poprostu wychodze z
                zalozenia ze te wszystkie techniki sa na nic. Proba kupienia "jeszcze jednej
                godziny" przed egzekucja. Po prostu siedze-i-patrze (zamiast stac,
    • tirol1 Re: czy to juz punkt zwrotny kryzysu-Cezary Mech 18.03.09, 08:55
      no ale moim zdaniem inflacja bedzie wtedy jak panstwo zmusi banki
      do udzielania kredytu a na razie banki trzymią kasę jak za
      czasow Roosvelta na swoich depozytach nei udzielając kredytow

      a po drugie znaczny spadek popytu i koncert dewaluacji walut
      i polityki protekcjonistycznej był przyczyną 1 i 2 wojny ale
      dzis chyba wojny nie bedzie moze na dalekim wschodzie i w azzji
      but all is possible
      • zolw.007 Re: czy to juz punkt zwrotny kryzysu-Cezary Mech 19.03.09, 09:27
        >moim zdaniem inflacja bedzie wtedy jak
        >panstwo zmusi banki do udzielania kredytu
        > a na razie banki trzymią kasę

        Właśnie państwo zmusiło do udzielania kredytów i rozruszało giełdę.
      • frusto Cos tu mi nie gra 19.03.09, 11:42
        tirol1 napisał:

        > no ale moim zdaniem inflacja bedzie wtedy jak panstwo zmusi banki
        > do udzielania kredytu a na razie banki trzymią kasę jak za
        > czasow Roosvelta na swoich depozytach nei udzielając kredytow

        Bank trzyma pieniadze klienta na depozycie, powiedzmy 5%. I udziela kredytow na
        8%. I zarabia na roznicy. Jezeli bank trzyma pieniadze w depozycie na 5% i nie
        udziela kredytow, to bank traci.. chyba ze inflacja bedzie 6%.

        To jakim cudem mozna twierdzic, ze banki beda trzymaly pieniadze w sejfach nie
        udzielajac zadnych kredytow?
        • robisc Re: Cos tu mi nie gra 22.03.09, 11:32
          zapominasz, ze na rynku jest jeszcze jeden kredytobiorca, ktory na gwalt
          potrzebuje pieniedzy - panstwo; poza tym bank moze zarabiac jeszcze na liniach
          nie obciazonych rzyzkiem czyli cash managemencie i wymianie walutowej; credit
          crunch ma sie dobrze

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka