Dodaj do ulubionych

do poczytania :)

13.03.07, 15:26
Romeo i Julia epoki kamiennej – how sweet :)
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3916367.html
Wszyscy jesteśmy Turkami? Catalhoyuk, LXXIV-LX w. pne
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3898377.html
Grota Romulusa i Remusa odnaleziona
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3893431.html
Nowe odkrycia dot. Stonehenge
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3885840.html
Wieże Słońca, Peru III w. pne
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3959251.html
Mozaiki muzułmańskie z XV w. – wzór odkryty dopiero w XX w.
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3947872.html

Moskale w Warszawie 1707
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3942891.html
Szubienice w Warszawie, IV-XI 1794 – „Wieszanie” J.M. Rymkiewicz
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3930933.html
Biografie Jana Potockiego, autora „Rękopisu znalezionego w Saragossie”
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3868353.html
Rozwiązana zagadka śmierci Napoleona?
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3856944.html
Zamach na Pawła I
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3979023.html

Rycerze kastetu i żyletek – getto ławkowe 1937
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3925387.html
Powieść Normana Mailera o Hitlerze – licentia poetica przed prawdą?
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3886150.html
Tradycje niemieckich komandosów – dyskusja
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34239,3955923.html
Status Polaków zamordowanych przez NKWD w oczach sądów rosyjskich
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34248,3956354.html
Powrót „Kopiariusza kolegium wikariuszy przy farze poznańskiej”
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3885788.html
Wyznania japońskiego generała o Filipinach 44
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34189,3955915.html
Spory Chorwatów i Włochów o II w.ś.
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34200,3930196.html

Franglia lub członkostwo w British Commonwealth– pomysł Francuzów z 1956
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34265,3851497.html
Czy anglikanie zaakceptują papieża?
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34265,3930694.html
Chemik gen. Pinocheta i śmierć prezydenta E.F. Montalvy
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34185,3873464.html
Zeznania Salvadore’a Mancusy, jednego z przywódców AUC (Kolumbia)
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34185,3859345.html
Chiński Mur się sypie
www.gazetawyborcza.pl/1,75476,3832251.html
Japoński rewizjonizm historyczny?
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,3925475.html
Konstytucja Czarnogóry
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,73660,3895731.html
Wioska Ceausescu wchodzi do Europy
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34250,3817952.html
Obserwuj wątek
    • kyos wymiary polityki historycznej 18.05.07, 12:37
      Co Szwedzi wiedzą o łagrach
      www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4118926.html

      TVP Historia --rozliczeniowo...
      www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4098823.html
      (najzabawniejsze: Ziemkiewicz i Semka jako dziennikarze historyczni :/ w
      dodatku Ziemkiewicz miał zlustrować SAP, olaboga!)

      Papieska polityka historyczna --chrystianizacja Indian nie zniszczyła ich kultur
      serwisy.gazeta.pl/kosciol/1,64807,4133731.html

      Beatyfikacja Piusa XII
      serwisy.gazeta.pl/kosciol/1,64807,4118172.html

      "Europodręcznik" a min.Giertych
      www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4110055.html
      www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4118938.html

      Amerykanin o R.O.N.
      www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4083695.html

      Rekonstrukcja historyczna czy fascynacja nazizmem ?
      www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4081370.html

      Matura Giertycha --"odzyskany" patriotyzm
      www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4110242.html
      • manny_ramirez ale jak rozpoczac dyskusje 03.02.08, 21:01
        przy takim pomieszeniu z poplataniem?:)
        • kyos Re: ale jak rozpoczac dyskusje 04.02.08, 16:18
          to raczej zbiór artykułów (quasi-vademecum)

          wybierasz co chcesz :)
    • kyos wywiad z Januszem Tazbirem o polityce historycznej 25.09.07, 20:56
      Adam Leszczyński: Mówi się często z lekceważeniem "to już historia"
      o czymś, co minęło - jest przeszłe, nieważne i właściwie wypada
      odłożyć na zakurzoną półkę w archiwum. Do czego nam jest potrzebna
      historia?
      Prof. Janusz Tazbir*: Polakom w ostatnich stuleciach historia nie
      służyła przede wszystkim do poznania przeszłości narodowej. Na
      przykład w czasie zaborów w XIX w. nasi rodacy traktowali ją jako
      weksel, którym wymachiwano Zachodowi przed nosem. Mówili: "myśmy wam
      pomogli pod Wiedniem", "gdyby nie polskie powstanie w 1794 r., to
      Rosja zdusiłaby rewolucję francuską", "żeby się odpłacić,
      powinniście odbudować Polskę". Nie wszyscy rozumieją tę scenę
      w "Kordianie", w której papież mówi do Kordiana: "witam potomka
      Sobieskich" - potomka tego, któremu Europa tyle zawdzięcza. Potem
      się okazuje, że potomkowi Sobieskich papież nie pomaga.

      AL: Premier Kaczyński mówił niedawno w czasie negocjacji w Brukseli,
      że gdyby nie II wojna światowa, Polska miałaby 60 mln obywateli i
      mamy moralne prawo do większych wpływów w Unii. Zachodnie gazety
      premiera wyśmiały.
      JT: W XIX w. się też niewiele przejmowali naszym
      moralnym "szantażem". Po pierwsze, w ogóle polskich krytyk nie
      czytywali. Po upadku powstania listopadowego francuski minister
      spraw zagranicznych powiedział "porządek panuje w Warszawie". Na tym
      im zależało. Churchill powiedział kiedyś, że Polska zawsze
      przyprawiała Europę o ból głowy. Ale niewiele z tego wynikało.
      Drugą funkcją historii było usprawiedliwianie naszego zacofania. To
      się zaczęło już w końcu XVIII w. Skoro cały wysiłek wkładaliśmy w
      obronę Europy, jak mogliśmy jej dorównać w rozwoju gospodarki czy
      kultury? Idea "przedmurza chrześcijaństwa" nabrała pełnego blasku w
      czasie zaborów. Tłumaczyła nasze stałe nienadążanie za Europą.
      Trochę zresztą jest w tym prawdy. Zawsze, kiedy Europa przeżywała
      okres intensywnego rozwoju, to nam coś przeszkadzało w jej
      dogonieniu: w XVII w. najazdy, w XIX w. rozbiory, a w XX w. okupacja
      sowiecka.
      Po trzecie, historia nas pocieszała. Naród, który posiada tak piękne
      tradycje, osiągnięcia kulturalne - i tak dalej - nie może przecież
      zginąć.

      AL: Co z tego zostało? Chyba dziś nie musimy się już historią
      pocieszać?
      JT: Różne pokolenia Polaków zupełnie inaczej podchodzą do
      przeszłości. Generacja, która pamięta jeszcze II wojnę światową -
      albo była w tym czasie dziećmi, albo brała w niej czynny udział -
      nadal nawiązuje do myślenia zaborowego. Nadal myśli, że historia to
      weksel.

      AL: "Należy nam się miejsce w Unii i NATO, bośmy tyle za was
      wycierpieli?"
      JT: Nie słyszał pan takich uzasadnień? Wojenne pokolenie chętnie
      używa też historii jako usprawiedliwienia. Dawniej - pan jeszcze
      wtedy nie był nawet w projekcie - mówiło się, że musimy nadrabiać
      zacofanie, bo była wojna, bo mamy kapitalistyczne przeżytki. Teraz
      się słyszy, że musimy nadrabiać to, co zniszczyły komunistyczne
      rządy. Znowu zwalamy winę na przeszłość.

      AL: Poszliśmy już dalej, panie profesorze. W IV RP nadrabiamy to, co
      zniszczyła III RP.
      JT: Interesuję się bardzo propagandą polityczną. Dzisiaj ci sami
      ludzie mówią często dwie sprzeczne rzeczy. Po pierwsze, rzekomo
      komuniści zniszczyli Polskę bardziej niż okupacja hitlerowska. Po
      drugie, pseudosolidarnościowcy w okresie III RP rozkradli i
      zniszczyli wszystko, co naród wypracował w PRL. Jak to jest?
      Wypracował czy nie wypracował? Starsza generacja, kiedy mówi o
      przeszłości - zwłaszcza o II wojnie światowej, ale nie tylko - ma
      okazję, żeby sobie przypiąć pióropusz waleczności. Nie twierdzę, że
      niesłusznie , ale takim patriotycznym "szantażem" próbuje zmusić
      młode pokolenie do słuchania niekończących się opowieści o własnych
      zasługach - prawdziwych lub urojonych.

      AL: Kanałami się czołgałem w Powstaniu, w katowniach UB cierpiałem,
      ZOMO mnie pałowało... Teraz mam moralne prawo, by cię pouczać!
      JT: O, właśnie tak! Widzę, że pan to słyszał.

      AL: Na młodych to działa?
      JT: Traktują historię jako jeszcze jeden nudny przedmiot - bo ona,
      niestety, najczęściej jest tak uczona. Według mnie wyraźnie maleje
      zainteresowanie przeszłością narodową.
      Już widziałem młodych ludzi, którym się plącze powstanie styczniowe
      z warszawskim. W zeszłym roku na egzaminach wstępnych na Uniwersytet
      Warszawski ktoś napisał, że Powstanie Warszawskie miało
      ogólnonarodowy charakter, bo na barykadach stanęła nie tylko cała
      szlachta, ale pospólstwo i plebs miejski.
      To w pewnym sensie normalne. Gdy dziennikarz z kamerą wyjdzie na
      ulicę i zapyta, dlaczego obchodzimy 11 listopada, to młodzież nie
      wie. Jak zapytać Francuzów, dlaczego tańczą na ulicy 14 lipca,
      byłoby to samo. Może usłyszy pan o zburzeniu Bastylii. Ale kto w tej
      Bastylii siedział, komu służyło jej zburzenie? Nie wiem, czy co
      drugi Francuz by odpowiedział.
      Ludzie kompletnie nie rozumieją przeszłości. Pytają mnie studenci,
      czy margrabia Aleksander Wielopolski [polityk z XIX w., rzecznik
      porozumienia z Rosją] był popularny. Mówię: chyba nie, nie
      wiadomo... Wtedy słyszę: a co wynikało z sondaży? Nie rozumieją, że
      wtedy nikomu nie śniły się żadne ankiety i sondaże.
      Podobnie z "listem 34": studenci pytają, dlaczego zamiast podpisywać
      protesty przeciw PRL, intelektualiści nie wyjęli po prostu
      paszportów z biurek i nie wyjechali.
      W zeszłym roku na Festiwalu Nauki zadano mi pytanie: "Kto w czasach
      Kazimierza Wielkiego odgrywał rolę Balcerowicza?". Zupełnie mnie
      oszołomiło. Powiedziałem, że chyba Wierzynek, bogaty mieszczanin,
      który według legendy zapłacił za tę słynną ucztę. Chociaż tak
      naprawdę opłaciła ją cała rada miejska Krakowa.
      Jedno jest pewne. Młode pokolenie ma dosyć martyrologii. W ogóle nie
      chcą słuchać o tym, jak nas wyrzynano.

      AL: To zaskakujące, bo do Muzeum Powstania Warszawskiego ustawiają
      się kolejki.
      JT: Podobno po wizycie w tym muzeum można mieć wrażenie, że to
      powstanie wygraliśmy... Walka jest dla młodych pociągająca, ale
      pokazywana jako zwycięstwo, a nie cierpienie.

      AL: Może to i dobrze? Bo świadczy o tym, że nasza zbiorowa mitologia
      dziś podkreśla zwycięstwa i sukcesy, a nie cierpienia i klęski?
      JT: W XIX w. szanujący się wódz i bohater narodowy w Polsce nie
      musiał wygrywać. Musiał pięknie umrzeć. Na stokach cytadeli, jak
      Traugutt, albo w nurtach Elstery, jak książę Józef Poniatowski. Albo
      jak Emilia Plater. Złośliwi wprawdzie mówią, że umarła w gorączce
      połogowej, ale to nieprawda.
      Już w XX w. nasi najwięksi bohaterowie narodowi nie umierali w
      walce. Mogliśmy się pocieszać, że Piłsudski - gdyby żył - nie
      dopuściłby do klęski wrześniowej. Paweł Jasienica powiedział, że nie
      wie, co by Piłsudski robił w czasie klęski wrześniowej, ale wie, co
      zrobiliby jego oficerowie: wsadziliby staruszka do auta i wywieźli
      do Rumunii. Od czasów Jana Pawła II zaczyna się w Polsce kult
      człowieka sukcesu. To znamienne: Polak, który odniósł sukces nie
      tylko na polskiej arenie. Myśmy bardzo mało mieli takich bohaterów.
      Może Kościuszko, który walczył w Ameryce.

      AL: Panie profesorze! Pan cały czas mówi, że zadaniem historii jest
      dostarczanie mitologii - potrzebnej politykom tu i teraz.
      Protestuję!
      JT: Wie pan, co to jest sfragistyka? Nauka o pieczęciach.
      Paleografia? Numizmatyka? To są nauki pomocnicze historii. Historia
      dzisiaj - zdaniem rządzących - powinna się przekształcić w naukę
      pomocniczą jubileuszomanii i obchodomanii.
      W 1996 r. obchodzono z hukiem 400. rocznicę przeniesienia stolicy z
      Krakowa do Warszawy. Bzdura. Nie było żadnego przeniesienia! Aż do
      końca XVIII w. Kraków pozostał nominalnie stolicą. Żadnego dworu nie
      przewożono. Akurat była zima!
      Kiedy powiedziano to przedstawicielowi ratusza, oświadczył, że oni
      już przygotowali obchody, wybili medal i teraz niech historycy
      potwierdzą, bo od tego przecież są.
      Historia służy do manipulacji politycznej. Dziwię się, dlaczego
      Kwaśniewski nie wykorzystał należycie 50-lecia Pows
      • kyos wywiad z Januszem Tazbirem cz.2 25.09.07, 21:00
        AL: Panie profesorze! Pan cały czas mówi, że zadaniem historii jest
        dostarczanie mitologii - potrzebnej politykom tu i teraz.
        Protestuję!
        JT: Wie pan, co to jest sfragistyka? Nauka o pieczęciach.
        Paleografia? Numizmatyka? To są nauki pomocnicze historii. Historia
        dzisiaj - zdaniem rządzących - powinna się przekształcić w naukę
        pomocniczą jubileuszomanii i obchodomanii.
        W 1996 r. obchodzono z hukiem 400. rocznicę przeniesienia stolicy z
        Krakowa do Warszawy. Bzdura. Nie było żadnego przeniesienia! Aż do
        końca XVIII w. Kraków pozostał nominalnie stolicą. Żadnego dworu nie
        przewożono. Akurat była zima!
        Kiedy powiedziano to przedstawicielowi ratusza, oświadczył, że oni
        już przygotowali obchody, wybili medal i teraz niech historycy
        potwierdzą, bo od tego przecież są.
        Historia służy do manipulacji politycznej. Dziwię się, dlaczego
        Kwaśniewski nie wykorzystał należycie 50-lecia Powstania
        Warszawskiego , kiedy był u władzy.

        AL: Jak uratować historię przed upaństwowieniem czy raczej
        upartyjnieniem?
        JT: Środowisko historyczne powinno odpowiednio i w porę reagować na
        treść okolicznościowych artykułów, a tym bardziej na to, co się
        pisze w podręcznikach.

        AL: Czy z historii można się czegoś nauczyć?
        JT: Historia jest bardzo dziwną szkołą: wykładowców nie brakuje, ale
        ławki uczniowskie świecą pustkami. Najczęściej wagarują politycy.
        Oni się nie uczą.
        Nie nauczyli się niczego z przegranych powstań. Nie nauczyli się tej
        podstawowej prawdy, że dopóki zaborcy się nie pobiją na serio,
        dopóty nie ma mowy o odzyskaniu niepodległości.
        Polska Ludowa też nie mogła się niczego nauczyć. Wtedy mawiano, że
        gąsienica za 17. próbą uczy się, jak skręcać, a Polska Ludowa nie.
        Nie mogła się np. nauczyć, że nie można równocześnie podnosić cen
        żywności i norm, które muszą wyrabiać robotnicy.

        AL: Co do polityków - zgoda. A Polacy jako zbiorowość? Nauczyliśmy
        się czegoś?
        JT: Chyba jednej rzeczy, ale ważnej. Jeżeli uznamy konfederację
        barską [1768 r.] za pierwsze powstanie narodowe, to potem regularnie
        co 30-40 lat wybuchały powstania. Uważam rewolucję 1905 r. za
        powstanie, i to powstanie zwycięskie, bo powstało po niej polskie
        szkolnictwo i polskie towarzystwa naukowe.
        Na marginesie - to zabawne, że Towarzystwo Naukowe Warszawskie
        odrodziło się w 1907 r., ale dziś nie mówi, że to dzięki rewolucji.
        Tak jakoś się odrodziło. Wstydzi się "tatusia".
        Nauczyliśmy się jednego - dzięki, o ile to słowo jest na miejscu,
        tej okropnej rzezi, którą było Powstanie Warszawskie. Nie było
        gotowości do powstania w 1956 r. ani w 1981 r. moim zdaniem przez
        pamięć o Powstaniu Warszawskim. To pierwsze 60-lecie w dziejach
        Polski, w którym nie było powstania. Czegoś się nauczyliśmy.
        Idea kompromisu zaczyna znajdować coraz więcej zwolenników.
        Rzecznikiem kompromisu był Wielopolski uznany przez to za zdrajcę.
        Chociaż Piłsudski nigdy go tak nie nazwał...
        Być może nasz szczególny stosunek do historii wynika z tego, że
        mieliśmy dzieje bez happy-endu. Emmanuel Rostworowski - redaktor
        Polskiego Słownika Biograficznego - zauważył kiedyś, że w zachodnich
        słownikach pisze się: "Iksiński, rolnik". U nas: "Iksiński, syn
        zesłańca lub powstańca, rolnik". Bo mieliśmy zawsze okres
        międzypowstaniowy albo międzywojenny.
        Dlatego w Polsce nie ma ludycznego stosunku do historii. Dopiero
        teraz się zaczyna tworzyć.

        AL: A hece z inscenizacjami walk z Powstania Warszawskiego? Wożenie
        po Warszawie aktora ucharakteryzowanego na Piłsudskiego?
        JT: Jest celebra i show, ale sporów o historię nie ma. Rzadko np.
        mamy do czynienia z kwestionowaniem sensu Powstania Warszawskiego, a
        tym bardziej z nazywaniem go szaleństwem. Praktycznie nie
        dyskutujemy o tym.
        Jak we Francji jest rocznica rewolucji, to w Wandei robi się
        równocześnie obchody ku czci tych, którzy polegli w walce z
        rewolucją i wymyśla na nią. U nas jest jedna patriotyczna wykładnia,
        której nie sposób uniknąć.

        AL: Tak zupełnie praktycznie: czy zwykłemu, przeciętnemu Kowalskiemu
        wiedza o przeszłości jest w ogóle potrzebna? Czy pomoże mu -
        powiedzmy - przed wyborami?
        JT: Trzeba rozróżnić dwie rzeczy: czy powinna być potrzebna i czy
        jest potrzebna. Powinna być potrzebna, bo bez poznania korzeni nie
        można zrozumieć współczesności. Czy Polak czuje potrzebę historii?
        Przeciętny, młody Polak - malejącą.
        Weźmy na przykład wybory... Już od XVI w. Polakom w imieniu
        kandydata na elekta obiecywano wszystko. Spisywano te obietnice w
        artykułach henrykowskich, których na ogół nie wykonywano. Dyplomata
        francuski, który agitował za elekcją Henryka Walezego - skądinąd
        niezły krętacz - był w tym specjalistą. Szlachta się na nim poznała
        i zażądała, żeby wybudował złoty most na Wiśle. Bo ten, który
        wówczas stał, był drewniany i każda burza go zrywała. Francuz
        odpowiedział, że nic łatwiejszego: parę dni i stanie złoty.
        Można się też nauczyć dużo o korupcji politycznej. Jest taka
        anegdota z początku XVIII w. W Sejmie jakiś wniosek nie przechodzi.
        Szlachcic wchodzi na ławę i mówi głośno: "Który to skurwysyn dostał
        ode mnie za mało"?

        AL: Mogę to sobie wyobrazić nie tylko w I, ale i w IV RP. W sumie
        wniosek z naszej rozmowy jest optymistyczny: Polacy z historii
        nauczyli się cenić kompromis i sukces.
        JT: Nauczyli się, ale szło opornie. Lubię rozmawiać z taksówkarzami.
        Niedawno jeden zapytał się, czy wiem, jak zginął Rydz-Śmigły. Mówię,
        że nie zginął, tylko umarł w łóżku, na serce. A on na to: "Widzę, że
        się pan interesujesz historią, ale do końca pan nie wiesz. Poszedł
        do partyzantki i zginął w lesie". Czyli wódz miał prawo przegrać
        wojnę, ale powinien był zginąć.


        "Potomek Sobieskich wystawia weksel" (rozmawiał Adam Leszczyński,
        2007-09-24)
        www.gazetawyborcza.pl/1,85414,4516359.html
    • kyos Re: do poczytania :) 03.02.08, 10:09
      www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4881284.html

      "Polski skarb z Uppsali", Jerzy S. Majewski, 2008-01-29

      Łup sprzed 400 lat jest przykładem znakomitej współpracy naukowców i
      bibliotekarzy Polski i Szwecji
      Kolegium Jezuickie w Braniewie spędzało sen z powiek protestanckim
      królom szwedzkim. W 1626 r. wojska szwedzkie złupiły bibliotekę i
      wywiozły cały księgozbiór. Wczoraj w Bibliotece Narodowej pokazano
      katalog zbiorów jezuickich z Braniewa przechowywanych w Uppsali.
      - Na ogół łupy wojenne, nawet te sprzed stuleci, są skrzętnie
      ukrywane. Tymczasem w Uppsali po raz pierwszy wpuszczono polskich
      naukowców do bibliotecznych magazynów. Przeglądali półka po półce,
      wolumin po woluminie, szukając egzemplarzy zrabowanych w Braniewie -
      opowiada dyrektor Biblioteki Narodowej dr Tomasz Makowski.
      - Efektem tych badań są trzy tomy opracowania, w którym uwzględniono
      2592 druki pochodzące z Braniewa - mówi Michał Spandowski z
      Biblioteki Narodowej, który przygotowywał katalog razem ze
      Sławomirem Szyllerem.
      Prace trwały pół wieku. Rozpoczął je tuż po II wojnie światowej
      prof. Józef Trypućko pracujący przez wiele lat na uniwersytecie w
      Uppsali. Gdy umierał w 1983 r., prosił w liście o kontynuację jego
      prac. Tak też się stało.
      - Kolegium Jezuickie w Braniewie powstało w 1565 r. Na początku
      kolejnego stulecia miało jedną z najbogatszych bibliotek w Europie -
      opowiada prof. Paulina Buchwald Pelcowa z Biblioteki Narodowej.
      Jezuici prowadzili działalność misyjną nastawioną nie tylko na
      protestanckie Prusy Książęce, ale i na Szwecję. Wielu uczniów
      kolegium pochodziło z północnego brzegu Bałtyku. Sytuacja stała się
      nieznośna dla ultraprotestanckich królów szwedzkich po wypędzeniu ze
      Skandynawii katolickiego króla Polski Zygmunta III Wazy. Monarcha
      Szwecji Gustaw Adolf pod karą śmierci zabronił swoim poddanym
      studiowania w Braniewie. Gdy zaś w czasie wojny północnej walki
      między Polską a Szwecją przeniosły się do Prus, jednym z celów stało
      się uciszenie kolegium w Braniewie. Wojsko szwedzkie złupiło miasto
      i kolegium, a bibliotekę zrabowano.
      - Książki zapakowano w uszczelnione smołą beczki i wysłano statkami
      do Szwecji. Edyktem królewskim podarowane zostały bibliotece w
      Uppsali - mówi Makowski. Ulf Goranson, dyrektor biblioteki w
      Uppsali, podkreśla, że do księgozbioru, czy to w wyniku ignorancji,
      czy dalekowzroczności włączono niebezpieczny księgozbiór katolicki.
      Łup okazał się wielkim skarbem. W zbiorze z Braniewa aż roi się od
      białych kruków. Są tu księgi łacińskie, niemieckie i około 30 w
      języku polskim.
      Z katalogu cieszy się dyrektor Biblioteki Narodowej. - Zamierzamy
      wydać cykl katalogów zbiorów polskich za granicą. Za rok
      zaprezentujemy niesłychanie cenne polonica w zbiorach rzymskich -
      zapewnia dr Makowski. Prace nad zbiorami w Uppsali spowodowały, że
      inaczej na opracowywanie księgozbiorów spojrzeli Rosjanie. -
      Dyrektor Biblioteki Narodowej w Petersburgu przyznał niedawno, że
      podstawą do założenia księgozbioru był wywieziony z Warszawy zbiór
      biblioteki Załuskich, największej biblioteki publicznej XVIII-
      wiecznej Europy - mówi dr Makowski.


      www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4884586.html

      "Śmierć języków", 2008-01-30

      Na Alasce w wieku 89 lat umarła Marie Smith Jones, ostatnia osoba
      mówiąca językiem eyak. Posługiwali się nim rdzenni mieszkańcy
      północno-zachodniej części Alaski.
      Na świecie używa się ponad 6,7 tys. języków i dialektów. Najwięcej
      ludzi mówi po mandaryńsku (885 mln), angielsku (514 mln), w hindi
      (496 mln), po hiszpańsku (425 mln), arabsku, bengalsku, portugalsku,
      rosyjsku, japońsku, francusku i niemiecku. Ponad połowa wszystkich
      języków świata używana jest w zaledwie ośmiu krajach: Papui-Nowej
      Gwinei (aż 832!), Indonezji, Nigerii, Indii, Meksyku, Kamerunie,
      Australii i Brazylii.
      W ciągu stu lat może zniknąć od 60 do 90 proc. znanych dziś języków
      (w Europie zagrożonych jest 77 z 225 dziś używanych, m.in.
      baskijski, połabski, gaelicki, walijski, bretoński, karaimski,
      kałmucki). W ciągu ostatnich 500 lat w wyniku wojen, migracji i
      asymilacji mniejszości narodowych wymarło od 4 do 9 tys. języków.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka