1maciejos
15.10.04, 11:35
.. spotkałem się z chrząszczem
miał taki dziwny wyraz gęby i strasznie szeleścił idąc
ale pojakimś czasie objawił się jako całkiem miły gość
pijalismy czasem trunki z liści..szczególnie chętnie rosę z babki
lancetowatej (ponoć dobrze robi na skórę pięt)
kim byłem?.. konikiem polnym oczywiście
postrzegano mnie jako wymiatacza w kwestii skakania
głupcy
nie wiedzą ile mnie to kosztuje
taki skok to ból nóg jakby je kto wyrywał szczutkiem palców
a chrzaszcz? ten też zazdrościł mi skakania choć miał silnie umiejscowione
swoje poczucie wartości dzięki szelestom i chrzęstom przy chodzeniu... dumny
był chadzawszy – że tak powiem
cały świat mogliśmy sprowwadzić do jednego źdźbła trawy a źdźbło trawy nazwać
niezależnym światem
gdyby nie jeden problem
pojawił się pająk
no.. nie był duzy .. taki zwykły mały głupek z odnóżami
nikt go nie lubił bo stawiał kroki w sposób odbierający zdolność racjonalnego
rozumowania
i jeszcze się doturlał koleżka z gnojem w kulce
i jeszcze mucha jakas przyleciała – z tych zielonych gównożerców.. ech tej to
nikt nie lubił
na końcu dżdżownica... jaaaaka ona długachna
ciągle mieliła paszczą, żeby ją przeciać to będą dwie... nie rozumiem
jak chce się mieć dzieci to się bzyka nie?... każdy konik polny to wie..
chrząszcz się rozejrzał i szepnął: „a wy czego tu?”
skinął na mnie i odeszliśmy na bok
„ekhm... koniu.. co tam? masz troche na stopach pyłku z tych no.. stokrotek?”
na co odpowiedziałem wymijająco – „nie jadasz pyłku ze stokrotek”
- „pszczoła jada”
pszczoła jada pszczola jada pszczoła jada – powtarzałem w myslach szybko aż
zakręciło mi się w głowie
wiem przecież, że ten gbur się w niej podkochuje
gdyby wiedział, że sama je mi ze stóp..nie żyłbym już chyba
upadłem zemdlony z myslą przy pszczole...
...
ocucił mnie deszcz jeden.. kropla jedna znaczy
powiedziała „wstawaj” bezgłosnie i rąbnęła mnie w łeb
świnia jedna
znowy był dzień i znowu ta pieprzona łąka.. blee
słyszałem, że ludzie zachwycają się tym miejscem...
nie rozumiem