Gość: hera
IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl
18.09.02, 11:46
Tylko w głowie mężczyzny mogła powstać zazdrość o penisa. Bądźmy jednak
realistami. Czego tu zazdrościć? Niewiele tego jest. To jedynie mało
atrakcyjny purpurowy dodatek, który w swych najlepszych chwilach przypomina
coś prehistorycznego, jakby pochodzenia wodnego, a w chwilach gorszych
wygląda, jakby przeżył wypadek drogowy. Ten dodatek nie tylko nie jest zbyt
piękny, ale także jest wrażliwy, delikatny i w większości wypadków
niesterowalny. Właściciele penisów (może to dziwne, ale wszyscy to
mężczyźni ) więcej się o nie martwią, niż ktokolwiek inny martwiłby się o
to, że łysieje albo że ma grube uda, albo że jakiś wariat zamierza zrzucić
bombę atomową.
Martwią się, że ich klejnot zostanie pochwycony ( pochwy-cony -tłum. ),
wiadomo przez co, albo że ktoś ma zamiar go odciąć. Martwią się, że jest on
zbyt mały. Martwią się, że ktoś będzie rechotał z tego powodu. Martwią się,
że on zachowa się w sposób nieodpowiedzialny w środku towarzyskiej herbatki,
filmu albo bardzo ważnego spotkania - zrobi namiot z ich spodni albo nagle
zacznie zachowywać się jak ów niezłomny artylerzysta ze starej ballady, co
to stał, stał i nabijał...Martwią się, że chłopcy pod prysznicem będą się
śmiać z niego. I dziewczyny też będą się śmiać. Że on coś złapie. Że opadnie
zbyt wcześnie. Że...