Gość: olomanolo
IP: 134.76.132.*
25.11.02, 17:04
Ruski mafioso wybral sie na ryby i jak to ruski mafioso mial‚ ze dwa
zlote lancuchy (po pol kilo kazdy) na szyi, na kazdym palcu zloty
sygnet, a w kieszeni gruby rulon dolarow czywiscie same setki.
Wzial ze soba trzy flaszki. Zimno bylo wiec obrocil je po kolei. Oczywiscie
upil sie i usnal.
Budzi sie, a tu nie ma lancuchow, sygnetow, ani dolarow. Zadzwonil z komorki
po swoich ludzi i nie minelo pol godziny, a podjechaly cztery czarne
mercedesy w kazdym po pieciu ludzi, wszyscy z kalachami.
Stwierdzili ze to najprawdopodobniej ktos z okolicznej wsi obrobil szefa.
Wpadaja do wsi i pytaja o soltysa. Ktos z miejscowych wskazal dom po srodku
wsi. Wpadaja do soltysa a tam na ganek wychodzi facio w kufajce, na szyi ma
dwa zlote lancuchy na kazdym palcu sygnet, a z kieszeni kufajki wystaje mu
rulon 100 dolarowek.
Przeladowali bron i pytaja skad to wszystko ma. Soltys mowi:
- no nie uwerzycie chlopaki. Ide sobie przez las z psem na spacerze a tu nad
brzegiem jeziora lezy jakis facet w trupa pijany i ma to wszstko przy sobie.
No to go obrobilem, na koniec zerznalem w dupe i poszedlem do domu.
Chlopaki patrza pytajacym wzrokiem na szefa. Szef podchodzi do soltysa,
przyglada sie chwile blyskotkom i mowi:
- to nie moje.
:)
Olo