kobietka.a
11.04.03, 13:44
Wszystkie skarby tego świata oddałabym za możliwość wniknięcia w myśli
mężczyzny. Wiedzieć co siedzi w jego głowie, kiedy patrzy mi w oczy i umieć
odczytać jego kolejny krok. Ha! Mieć taki dar. No bo w sumie, dlaczego nie?
Jeśli np. taki Mel Gibson może penetrować umysły płci pięknej, to dlaczego
nie mogłoby być odwrotnie? Idę o zakład, że każda kobieta potrafiłaby taki
dar wykorzystać.
Przypuśćmy, ot taką banalną sytuację: jesteśmy z naszym kochanym
mężczyzną. W planach mamy wyjście na jakieś bardzo ważne spotkanie ale...
nasza fryzura przypomina górę siana, makijaż jest zbyt wyzywający a kostium,
hmmm... "nieco" nieświeży. Patrzymy w lustro i myślimy sobie - obraz nędzy i
rozpaczy, ale jednocześnie w naszych główkach rodzi się iście czarci plan:
postanawiamy wystawić na próbę naszego mężczyznę, a raczej jego
prawdomówność. Mamy przecież dar - umiemy czytać w myślach ( jak myślimy,
tak robimy) Stajemy przed tym nieszczęśnikiem i zadajemy mu ów sakramentalne
pytanie: Kochanie, jak wyglądam? I co się dzieję, jak sądzisz? Odpowiedź
jest prosta, ten nieszczęśnik wpada w panikę. W jego oczach pojawia się
strach, zaczyna się trząść, jąkać ale odpowiada - kotku, wyglądasz jak
zawsze uroczo... To obłudnik jeden, hipokryta! (myślisz sobie). Okłamuje
mnie! Sprawa przedstawia się następująco, albo on kocha cię tak bardzo, że
nie chce zranić twoich (jakże wrażliwych) uczuć, albo zawsze cię okłamuje a
zaistniała wyżej sytuacja nie należy do wyjątków.
Nie dajesz za wygraną, postanawiasz sprawdzić innych osobników z gatunku
mężczyzna. Gdzie znajdziesz lepsze miejsce na swe (prawie) naukowe
doświadczenia, jeśli nie w pracy. Kim będzie ten drugi nieszczęśnik, którego
poddasz próbie? Oczywiście, że szef! Któżby inny, tylko szef! Chcesz znać
odpowiedź na jedno pytanie: który z twych licznych atutów zaważył na tym, że
dostałaś pracę? Delikatnie, acz stanowczo podpytujesz swego pracodawcę, i
czego się dowiadujesz? Szef wymienia twe liczne talenty, ale ty znasz
prawdę, potrafisz przecież czytać w myślach. Nie, nie... to nie o biegłą
znajomość dwóch języków tu chodziło, bynajmniej nie miała z tym nic
wspólnego doskonała orientacja w komputerowych nowinkach. Nie. Więc co?
Długość twych dolnych kończyn (!!!).
Mimo to nie tracisz nadziei. Postanawiasz sprawdzić kogoś, kto - twoim
zdaniem - jest normalny. Wybierasz swego sympatycznego i pełnego wdzięku
kolegę. Myślisz: 'może on doceni moje horyzonty myślowe". Wnikasz w głąb
jego umysłu i co słyszysz: - Chryste! Lepiej będę trzymał się od niej z
daleka. Tłumaczysz sobie, że (być może) przyczyną tego postanowienia jest
nadmiar pracy, który uciska jego szare komórki. Uspakajasz się. Ale po
chwili znów: - jej bezpłciowy wygląd idzie w parze z intelektem. W tym
momencie masz ochotę podejść do niego i grzmotnąć mu w ten pusty.... Jednak
łagodzisz rozdrażnione nerwy mówiąc sobie: - byle kto nie może mnie obrazić!
W głębi duszy karcisz siebie za to, że (każdego dnia):
- specjalnie dla niego zakładałaś beznadziejne garsoneczki
- nakładałaś na twarz "coś"
- byłaś naiwna tzn. wierzyłaś w "faceta z klasą".
Rozgoryczenie i wstyd krzyczą: operacja plastyczna - lekarze zróbcie ze mnie
Edytę Górniak! Jesteś bliska załamania, wracasz do domu roztrzęsiona, pełna
goryczy. Otwierasz drzwi swej twierdzy i kogo widzisz w środku? Ofiarę twych
doświadczeń, mężczyznę twego życia. Patrzysz mu prosto w oczy, jesteś
przygotowana na wszystko. Ostatkiem sił wnikasz w jego myśli i.... I
słyszysz: kotku, tak bardzo za tobą tęskniłem. Nawet nie wiesz jak bardzo
cię kocham... Teraz masz pewność. On nie kłamie. No dobrze, skoro wszystko
się tak dobrze kończy, to należy zadać jeszcze jedno pytanie: co z tym
darem? Moje panie, ten dar to nic innego jak kobieca intuicja. Mamy ją
wszystkie, ale czasami płata nam dużego psikusa.