rybak3
04.04.03, 12:57
W czwartek o 13:15 zostawiłem samochód na Szajnochy przy schodkach
prowadzących na Plac Solny. Od wjazdu w Szajnochy nie widziałem ani kawałka
niebiesko-czarnej kurtki parkingowego. Nie było mnie ok. 5 minut - tyle, ile
trzeba, żeby oddać książki do biblioteki. Wróciwszy zastałem za szybą
karteczkę od ZDiK - zapewne chodzi o mandat. Wyjeżdżając natknąłem się przy
rogu Szajnochy na parkingowego. "Czy pan jest sam jeden na całą ulicę?" -
pytam. "Tak". W tej chwili podchodzi do nas dwu kolejnych kierowców z takimiż
karteczkami od ZDiK. Spieszę się, odjeżdżam, nie wiem, jak obfite było tego
dnia żniwo, ale wyobrażam sobie, że wystarczy ZDiK na nowe auto dla szefa.
W związku z tym mam dwa pytania:
1. co robić, kiedy nie ma parkingowego, i kto ma się zatroszczyć o zapłacenie
za parking: kierowca czy parkingowy?
2. czy ZDiK nie rozważa opłacalności całkowitego wyeliminowania parkingowych,
a w rezultacie 100% pokrycia mandatami samochodów w centrum miasta?
W tym drugim przypadku jako autor pomysłu upomnę się o słuszną dywidendę.
Pozdrawiam