paul_78
14.09.04, 17:06
Po co ci, którzy nie mają szans dostać się na aplikację (czyt. za mało
zdolni) idą na prawo? Na aplikacje dostają się nieliczni, najlepiej do tego
przygotowani. Owszem, jakiś nepotyzm istnieje, jak wszędzie zresztą ale nie
jest to jedyny powód, dla którego ilość miejsc na aplikacji jest ograniczona.
Codziennie przychodzą do mnie cv absolwentów prawa. Znakomita większość
ląduje od razu w koszu, ponieważ ludzie ci nie mają żadnego doświadczenia,
niczego nie potrafią nie znają języków obcych (albo znają jeden i to tak
sobie). Trochę więcej samokrytyki. Aplikacja jest dla ludzi, którzy mają
trochę praktyki, potrafią napisać pismo procesowe, dysponują jakąś sensowną
wiedzą wykraczającą poza teorię ładowaną na studiach. Mimo to świeżo
upieczonym absolwentom prawa (którzy nie wiedzą nawet, po której stronie się
ustawić na sali sądowej)wydaje się, że wszystkie rozumy pozjadali.
To po pierwsze. Po drugie, z jakiś niewyjaśnionych powodów absolwentom prawa
WYDAJE się, że jak dostaną się na aplikację i zostaną adwokatami czy radcami
to będą zarabiać straszne pieniądze. Nic z tego, robaczki. Już teraz w
zawodzie robi się cienko. Najlepsze kąski są obsługiwane przez duże i
renomowane kancelarie a nowych klientów wcale nie jest łatwo zdobyć. Przy
ograniczeniach reklamy klientów (sensownych, nie jakieś urzędówki) zdobywa
się głównie przez znajomości na zasadzie że ktoś kogoś polecił.
Czy wiecie, ilu adwokatów zarabia bardzo kiepsko? Ilu radców prawnych pracuje
za psie pieniądze, a ilu jest bezrobotnych? Czy myślicie, że większa ilość
adwokatów konkurujących głównie cenami (bo młody prawnik może zaoferować
jedynie konkurencję cenową, a nie profesjonalną) będzie aż taka cudowna? Ten
torcik robi się powoli coraz mniejszy. Jak myślicie czy dopuszczenie do niego
nieograniczonych ilości chętnych dobrze mu zrobi?
I jeszcze na koniec - adwokat czy radca prawny sprzedaje swój czas. To nie
jest fabryka, gdzie można zwiększyć produkcję i obniżyć ceny. Możesz pracować
ileś godzin i sprzedać je. Ale przy pewnej cenie za godzinę pracy (ciężkiej,
bo umysłowej i odpowiedzialnej) po prostu może przestać się to opłacać.