Witam Was wszystkie!
Jechałam dziś z nasieniem mojego męża do laboratorium. W ciepełku
wiozłam, opatulone w koc. Ale zaczynam się martwić

Na
włoskojęzycznych stronach (tu mieszkam) piszą, by próbkę dostarczyć
do godziny.
U mnie od pobrania do dojechania do laboratorium minęło ok. 45
minut. Przyjęła mnie pani doktor, która jakoś nie spieszyła się z
włożeniem czego trzeba pod mikroskop.
Spokojnie wypisywała kwitki, stawiała pieczątki, wypytwtała, a moja
próbka stała sobie i czekała kolejne 20 minut, nim wyszłam z
laboratorium. Czy odrazu ją zbadano - nie wiem.
I teraz martwię się czy nie za dużo czasu minęło

Czy
te "przepisowe" 30-60 minut to taki mus? Jeśli przekroczę je o
ciutkę to badanie straci na wiarygodności? Aż brzuch mnie boli ze
zmartwienia i rozmyślania