Pisałam już o pozytywnym badaniu krwi.
Wczoraj powtórzyłam badanie.
W 11 dpo - bHCG prawie 70
W 15 dpo - bHCG 337!
Nie staralismy sie dlugo. Decyzje podjelismy w marcu, po przejrzeniu badan
usg na przestrzeni lat sama doszlam do wniosku, ze cos jest nie tak bo zawsze
byly male torbieliki - żadnych sladow owulacji.
W kwietniu badania. Wyszła hiperprolaktynemia czynnosciowa, ktora zreszta
mialam wczesniej stwierdzona. Tylko teraz zaden lekarz nie chcial tego
leczyc, bo poziom podstawowy byl 14,5 a dopiero po obicazeniu wzrastala 25
razy. Wiekszosc lekarzy kazala brac duphaston i czekac. Mi sie nie chcialo
czekac, bo przeciez progesteron w 21dc jest wynikiem przebiegu I fazy i nic
tu nie da jego dokladanie. Na jednym usg mialam podejrzenie pco. Znalazlam
lekarke, ktora od razu zdecydowala sie dac mi clo i parlodel (ale parlodel
tylko w celu kuracji dodatkowej do clo a nie na obnizenie PRL, dostalam 1/2
tabl raz dziennie ale bralam 1/2 tabl. 2xdziennie).
Monitoring owulacji, pecherzyki rosna pieknie, edno tez. Potem pregnyl 5000j
wymuszony na lekarzu

) po lekturze postów na tym forum. Dwa dni pozniej usg
i brak pecherzykow, ale cialka tez nie widac. Potem znowu ta sama sytuacja.
Ciałka żółte chyba sie pochowaly.
Test ciązowy clear vue zrobilam 9-10 dpo i juz wyszedl pozytywny. Potem
myslalam, ze to pregnyl go fałszuje. Powtorzyłam go 2 razy i poszlam na
badanie krwi.
Jestem teraz dopiero na poczatku 5-go tygodnia. Na usg ide za 2 tygodnie,
moze bedzie juz słychac serduszko...
Gdyby nie moja wiedza uzyskana od Was, pewnie walczylabym o dziecko bardzo
dlugo. To zdumiewajace jak wielu lekarzy kaze czekac cierpliwie, mimo nie
pekania pechrzykow, podejrzenia pco, hiperprolaktynemii czynnosciowej.
Mialam miec hsg, maz badanie nasienia, ale na razie dalismy sobie spokoj.
Domyslalam sie, ze to nie tu lezy problem.
Chciałabym Wam serdecznie podziekowac za wszystkie rady, cieple słowa i
nadzieje jaka mi dawałyscie podczas mojego, w sumie krótkiego, pobytu na tym
forum. Jestem szczęśliwa. Z całego serca życzę Wam takiego cudownego prezentu
od losu.
Dziwi mnie tyklo postawa mojego meza. Chcielismy tego dziecka bardzo, a on
zachowuje sie jakby nic sie nie stało. Niby sie ucieszyl, ale to nie byla
jakas taka oszalamiajaca radosc. Wydaje mi sie, ze bardziej był szczesliwy
jak kupił samochód, to bylo widać w jego oczach. Zapewnia mnie, ze jest
szczesliwy itp. ale mam watpliwosci. Wczoraj rano bylam na bHCG (sama mnie
zawiózł) i mowilam mu, ze mam wyniki po poludniu. Do wieczora nawet nie
zapytal. Sama nie wiem, moze musi sie przyzwyczaić do tej sytuacji? Jest
raczej cieplym facetem, przytuli mnie, pocaluje. Spodziewałam sie jednak
wiekszej euforii. I martwi mnie to. Zwlaszcza, ze nie chce nikomu z rodziny i
znajomych mowic o dziecku do II trymestru. Jak wszystko bedzie ok, to dopiero
obwiescimy nowine. Co myslicie o zachowaniu mojego meza?