Cześć kobiety!
Jestem tutaj nowa. Od kilku miesiący staramy się z mężem o dziecko. Od
jakiegoś czasu zaglądałam na to forum, a teraz wreszcie odważyłam się
napisać

Mój problem z zajściem w ciążę spowodowany jest brakiem owulacji. Pęcherzki
mi dojrzewają (w poprzednim cyklu na USG pęcherzyk miał 20 mm w 8 dc), ale
nie pękają. Z tych niepękniętych pęcherzyków robią się niekiedy cysty.
Właśnie teraz mam taką cystę na lewym jajniku, która nie schodzi mimo
farmakologicznego kilkumiesięcznego leczenia (brałam już chyba wszystko:
Luteinę, Orgametril i Duphaston).W przyszłym tygodniu będę mieć laparoskopię,
podczas której usuną mi cystę i być może ponakłuwają jajniki (muszę dodać że
nie mam PCO).
Mam do Was takie pytanie. Czy po laparoskopii powinnam odczekać 2 - 3 cykle
bez żadnej chemii jak sugerował mi 1 lekarz, czy zacząć od razu leczenie
clomifenem, pregnylem itp. jak poradził mi drugi lekarz?? Wiem że macie duże
doświadczenie i może mi coś poradzicie! Ja byłam u dwóch lekarzy i każdy
mówił co innego.
Dodam że większość hormonów mam w porządku:
- tzn. testosteron i hormony tarczycy: TSH 3-cia generacja i FT 4 w normie;
- FSH i LH też się mieszczą w normie, tylko że FSH miałam 10 mlU/ml, a LH 21
w 8 dc. a ponoć powinny być one mniej więcej równe;
- estradiol niziutki: tylko 20.4 pg/ml w 8 dc.
- prolaktyna 22 ng/ml (norma jest do 25).
A propos prolaktyny - robiłam jeszcze test z Metochopromidem. Na początku prl
była 22, po tabletce i godzinie czasu była 182 (czyli wzrosła 8.3 raza), a po
dwóch godzinach 130. Pierwszy lekarz powiedział że chyba potrzebny będzie
bromergon, a drugi że jest ok... Zgłupieć można...
Z góry dziękuję za odpowiedzi
Trzymacie się cieplutko