zolinka3
02.09.05, 06:47
Witam
Byłam dzisiaj u ginekologa, bo zaniepokoiły mnie trwające od kilku miesięcy
obfite miesiączki i krwawienia międzymiesiączkowe. Diagnoza lekarza bardzo
mnie zaskoczyła. Kiedyś miałam zapalenie błony śluzowej macicy
(endometritis). Ginekolog wyczytał to z mojej karty i stwierdził, że choruję
na powracającą endometriozę (którą rzekomo przeszłam wcześniej). Endometrioza
polega z tego, co wiem na przeroście błony śluzowej macicy. Nigdy na nią nie
chorowałam. Lekarz zalecił mi USG (zrobię je za kilka dni) i tabletki
antykoncepcyjne Rigevidon, które podobno po 3-4 miesiacach zaleczą
endometriozę. Na tabletki zbuntowałam się, bo planuję ciążę. Mąż w chwili
obecnej nie przebywa w domu i nie będzie go przez 3 miesiące, ale nie chcę
brać pigułek antykoncepcyjnych, bo wydaje mi się to bezcelowe. Przewertowałam
net i przeczytałam, ze przy endometriozie (jeżeli ją w ogóle mam) bierze się
pigułki,a le w taki sposób, żeby przez kilka miesięcy nie wywołać krwawienia
miesiączkowego. Mi lekarz zalecił "normalne" stosowanie pigułek tj. z 7
dniową przerwą.
Sama już nie wiem, co mam robić???? Może udać się do innego lekarza. Miałam
już jedno poronienie, po którym chorowałam bardzo, bo "mądry" lekarz w mojej
miejscowości pzreprowadził pod narkozą wyłyżeczkowanie macicy, zostawiając mi
na przeszło miesiąc czasu resztki łożyska i płodu w macicy. Miałam wtedy
solidne zapalenie błony śluzowej macicy (to endometritis, które dzisiaj
lekarz wyczytał z mojej karty) i sporo się należałam w szpitalu.
Czy ktoś był w podobnej sytuacji?? Jestem załamana, bo bardzo mi zależy na
drugim dziecku. Nie wiem, co mam robić. Czy zaufać lekarzowi?
Pozdrawiam
PS. Wybieram się dzisiaj do innego lekarza (poza moim miastem). Leczyłam się
u niego 5 lat temu i szczęśliwie urodziłam synka (ma już 4 lata). Pamiętam
jak dziś, gdy w nocy w 6 tygodniu 2 ciązy (pierwszą poroniłam) zerwałam się
cała we krwi. Załamani z mężem jechaliśmy w nocy 60 km do szpitala, w którym
ordynatorem był wspomniany lekarz. Byłam pewna, że to poronienie, a nie
chciałam powtórnego łyżeczkowania macicy w moim szpitalu. I stał się cud.
Kruszynka przeżyła i dziś jest niezłym brzdącem.