Dodaj do ulubionych

ZADUSZONE DZIECKO NA MADALIŃSKIEGO

17.01.06, 16:12
W nocy 13 grudnia 2005r. żona przyjechała pogotowiem na izbę przyjęć ok.
21.30 z krwawieniem, skurczami i bólami w krzyżu. KTG I USG było w porządku.
Około 1 w nocy wyciagnięto z żony rzez cesarskie cięcie martwą dziewczynke.
TAK WYGLĄDAŁA OPIEKA NA MADALIŃSKIEGO!!!!!!!!!!!!!!!!
To jest wiadomość, którą powinny poznać wszystkie kobiety ,które chcą rodzić
w tym miejscu!!!

ZROZPACZONY OJCIEC
Obserwuj wątek
          • mmalicka21 nie wiem czy to dobrze 17.01.06, 20:14
            i ja się naczytam i pewnie nie tylko ja takich rzeczy i już sie boje rodzić
            gdziekolwiek............
            ale to straszne a wszyscy mówili rodź na madalińskiego jesteśmy zachwyceni....
            boże
            nie wiem co to sie dzieje
            • laminja Re: nie wiem czy to dobrze 17.01.06, 20:17
              w każdym szpitalu coś takiego może się zdarzyć. Niestety lekarze nie są
              nieomylni czasem też trochę zbyt lekko podchodzą do pewnych spraw, albo są zbyt
              zajęci i dochodzi do zaniedbań. Im więcej wiesz tym jesteś bezpieczniejsza.
              Trzeba pytać, pilnować, prosić o pomoc, wymagać.
              • agunia256 Re: nie wiem czy to dobrze 18.01.06, 12:49
                Ja również wspólczuję i tobie i twojej zonie.Niestety takie przypadki mogą
                zdarzyć się w każdym szpitalu akurat tu opisujecie Madalińskiego!Ja się juz
                zdecydowałam tam rodzić i na pewno zdania nie zmienię!A ile dzieci umiera w
                innych szpitalach?Nie ma dobrych szpitali!Dobre są wtedy kiedy nic się nie
                dzieje!!Pamiętajcie o wszystkich swoich niepokojących objawach trzeba
                informować na bieżąco!To my musimy dbać o własne dzieci.Pozdrawiam wszystkie
                mamusie!!
            • kalka13 A JA TYLE RAZY OSTRZEGAŁAM !!!! 17.01.06, 20:18
              wspolczuje bardzo tyle razy pisalam o swoim przypadku ktory sie zdqazyl wlasnie
              w tym szpitalu i wszyscy mowili ze to sie nie zdaza a jednak
              mnie tam trzy tygodnie trzymali zatrucuie ciazowe rzucawka cisnienie 190/100
              zniknelo tetno dziecka po trzech tygodniach bezskutecznych indukcji az w koncu
              cesarka dziecko na szczescie zylo ale bylo przyduszone a mnie mosili
              reanimowac !!!
              nie radze tam rodzic
              jeszcze raz wspolczuje
              [']
            • marek.k72 Re: nie wiem czy to dobrze 17.01.06, 20:19
              Ja też namwiałem żonę na ten szpital... Mimo, że były ostrzeżenia:
              Gdy moja żona powiedziała, koleżance, że tam będzie rodzic to ta zapytała - "w
              tej rzeźni?"
              Potem niedługo przed tragedią Monika dostała smsa od znajomej która rodziła
              niedawno w tym szpitalu i radziła się zastanowić nad "Madalińskim", bo Jej
              dziecko dostało tam sepsy, uratowali je w innym szpitalu po przewiezieniu.
        • guderianka Re: ZADUSZONE DZIECKO NA MADALIŃSKIEGO 17.01.06, 20:19
          jak bym chciała ostrzeżen to weszłabym na "szpitale" albo strata dziecka/chore
          dziecko. z drugiej strony widząc taki tytuł moge sobie oszczedzic zmartwien i
          nie wchodzic w post.staram sie rozumiem co czuje autor wątku-choc nie do konca
          pojme bo nie byłam w takiej sytuacji i wierze ze jest pełen dobrych intecji i
          chce przestrzec pozostałe osoby ale mimo wszystko uważam że nie jest to na
          miejscu w tym własnie miejscu.takie jest moje zdanie
      • diablica26 Re: Kolejna tragedia rodziców 17.01.06, 16:23
        Bardzo wam współczuje.... dobrze,że mieszkam w innym mieście,ale takie zdarzenia
        są praktycznie wszędzie.Poprostu za późno podjeli decyzje o cc twej
        żony.....Zostało ci tylko złożenie sprawy do prokuratury lub do izby lekarskiej
        o błąd w sztuce.Ale z nimi mało kto wygrywa,zawsze znajdą powód by byli czyści.
        Powiem ci tylko tyle,że leżałam na patologi kiedyś z dziewczyną co była w
        drugiej ciąży bo piersze nie uratowali w 34tc zadusiło się tak samo jak
        twoje,powodem było odklejenie łożyska,lekarze za późno jej pomogli...jak ona
        teraz błagała i płakała by kolejną jej córeczke wyciągneli już.Jak byłam była w
        37tc.
        Tego nikt nie zrozumnie,to taka tragedia której nie da się opisać......i ta
        pechowa data jeszcze sad( tak mi przykro naprawdę.
        • maga202 Re: Kolejna tragedia rodziców 17.01.06, 18:08
          WIĘC JAKI Z TEGO WNIOSEK?? NAJBEZPIECZNIEJSZE DLA DZIECKA JEST CC NA ŻYCZENIE. Wtedy nikt nie spóźni sie z decyzją. Złożenie sprawy do prokuratury nie wróci życia dziecka i pewnie takiej sprawy się nie wygra. Ja to przeżyłam i wiem co czujecie. Bardzo Wam współczuję.
          Magda
            • oladidi Re: Kolejna tragedia rodziców 17.01.06, 18:55
              jakby zażadali cc odrazu oczywiście musieliby się liczyć z konsekwencjami to by
              może wpore wyjęli dziecko a nie czekali aż zacznie się coś dziać albo nie. A
              tak muszą cierpieć z winy lekarzy ja tak dalej uważam.
              --
              gg 2207164
              www.oladidi.republika.pl/18.html
              www.oladidi.republika.pl
              • laminja Re: Kolejna tragedia rodziców 17.01.06, 19:00
                a czemu nie żadali? Bo ufali lekarzom... a Ci czasem się mylą, a czasem
                popełniają błędy. Teraz i tak nic już nie da się zrobić. Jest zapis ktg. Sąd
                dokładnie zbada sprawę i będzie wiadomo kto zawinił. W każdym szpitalu
                obowiązują procedury.
              • laminja Re: Kolejna tragedia rodziców 17.01.06, 19:32
                błagam czytaj ze zrozumieniem. Opowiedziałam dziewczynie, która napisała, że
                najbezpieczniejsze jest cc na życzenie. Ale cc na życzenie wykonuje się między
                38 a 39tc. Zatem w tym przypadku i tak nic by to nie zmieniło, bo sytacja miała
                miejsce w połowie 7 miesiąca zatem kilka tygodni za wcześnie. Tu lekarze mogli
                wykonać cc zaraz po ich przjeździe do szpitala, ale badania były dobre, więc
                liczyli na to, że powstrzymają przedwczesny poród. To było logiczne. Szkoda, że
                nie monitorowali pacjentki sumiennie, bo być może nie zauważyli spadków tętna,
                które sygnalizowały komplikacje.
        • marek.k72 Re: ZADUSZONE DZIECKO NA MADALIŃSKIEGO 18.01.06, 13:44
          Poród odbierał dr Radiukiewicz (cesarka) a położne nawet nie wiem jak się
          nazywają, bo chyba były co najmniej dwie - ale w ogóle to juz była operacja
          więc się zrobił ruch, sporo ludzi. Były tam dwie młode lekarki (chyba nazwiska
          Krawczyńska i Sztaba-? (podwójne nazwisko)). I mam wrażenie, że to One tak żonę
          pilnowały...
          Najgorsze jest to, że przed zauważeniem, że KTG "wariuje" byliśmy sami na sali -
          ktoś wszedł i z tego co mi się wydaje coś zrobił przy kroplówce z tokolizą.
          Sam sobie wyrzucam, że nie żądałem żeby ktoś cały czas sprawdzał jak bije
          serduszko.
      • marek.k72 Re: ZADUSZONE DZIECKO NA MADALIŃSKIEGO 17.01.06, 16:28
        Prowadzącym był dr Adamowicz ale nie przyjechał tej nocy chociaz Go
        poinformowałem, że żona krwawi i jedzie do szpitala. A na miejscu był dr
        Radiukiewicz i inni. Założyli tokolize i co jakiś czas ktoś przychodził. I nikt
        na czas nie zobaczył, że KTG zaczyna być niepokojące po pewnym czasie leżenia -
        dopiero jak zaczeło "pikać". Do tego żona miała szew i nie mogła normalnie
        urodzić.
        W najgorszych snach sie tego nie spodziewałem.
        • laminja Marku, 17.01.06, 16:39
          nie wklejaj wszędzie tego samego. Napisz co się działo od kiedy przyjechaliście
          do szpitala, jak się Wami zajęto, czy lekarze wiedzieli o szwie, dlaczego
          czekali ze zrobieniem cc. W którym tygodniu ciąży była Twoja żona... Może
          lekarze walczyli o zdrowie i zycie Waszej córeczki, ale im się nie udało (zbyt
          nieudolni, za mało kompetentni...). Gorzej jeśli nie walczyli tylko olali
          sprawę (choć usg i ktg to już coś). Co po wszystkim powiedział dr Adamowicz. Co
          mówi dyrekcja szpitala?
          • marek.k72 Re: Marku, 17.01.06, 16:45
            Żóna była mniej więcej w połowie siódmego miesiąca. Lekarze wiedzieli o szwie.
            jak pytałem o możliwość przewiezienia do szpitla gdzie leżą wcześniaki to mi dr
            Radiukiewicz powiedział, że jak w takim stanie jak wypuści żonę ze szpitala to
            w razie jak sięcoś stanie to będzie prokurator. Czekali dotąd, aż maszyna
            zaczęła charakterystycznie pikać - jak na filmie...
            To był nasz pierwszy poród, byliśmy nieświadomi. Jak bym wiedział to bym
            krzyczał żeby ratowali mi córkę. Miała 39cm i wazyła ponad 1100g. Mogła żyć...
            Pozostała mi Jej buzia na wydruku z USG...i nagrana płytka jak dokazuje w
            brzuszku u mamusi.
            • laminja Re: Marku, 17.01.06, 16:49
              Myślę, że chcieli zatrzymac poród - dla dobra dziecka. Niestety tym razem
              skończyło się źle. Dlaczego zdecydowali zrobić cc po kilku godzinach? Co o tym
              wszystkim mówi dr Adamowicz?
              • marek.k72 Re: Marku, 17.01.06, 16:57
                W pewnym momencie tętno zaczęło być niestabilne. Zaczłęo niepokjąco spadać,
                potem trochę wzrosło i znowu spadło. Ja nie jestem specjalistą ale te
                niepokjące objawy zaczeły się ok. godziny przed śmiercią małej. Łożysko sie
                odklejało, aż stało sie całkiem niewydolne. Jak Monika przyjechała do spitala
                to miała regularne skórcze co 2 minuty. Cieszę się, że szyjka macicy się nie
                rozerwała...
                Jak zapytałem dr Radiukiewicza czy zrobił co mógł, to powiedział, że wydaje mu
                się, że tak.
                Dr Adamowicz zaproponował dalszą opiekę nad żoną...raczej się nie zdecydujemy.
                Zobaczymy co powie sąd.
                • laminja Re: Marku, 17.01.06, 17:04
                  Zatem wygląda na to, że lekarze zachowywali się prawidłowo. Zareagowali na
                  spadek tętna. Czy podawali jej jakieś leki na powstrzymanie akcji skurczowej?

                  Rozumiem Wasz żal. Rozumiem złość, ale obawiam się, że sąd uzna, iż lekarze
                  zrobili co mogli... Jeśli był monitoring, podano leki, zareagowano operacją na
                  złe zapisy ktg to pewnie cała akcja zostanie uznana za walkę o powstrzymanie
                  przedwczesnego porodu. Dlatego może najlepiej spisać zeznania i nie pojawiać
                  się w sądzie. Odbierz priva.
                  • oladidi Re: Marku, 17.01.06, 17:06
                    jak to robili wszystko prawidłowo??? Czy Ordynator prowadzący ciąże nie
                    powinien na telefony do niego zareagować?zresztą Marek chyba napisał że byli
                    sami długi czas w sali porodowej i dopiero jak zaczęli słyszeć pikanie to się
                    lekarze obudzili a tak przez 4 godziny nikt się prawie nie interesował
                    • laminja Re: Marku, 17.01.06, 17:16
                      nie napisałam, że robili prawidło, tylko że wygląda mi (a lekarzem nie jestem)
                      na prawidłowe postępowanie - o piszę to jedynie w oparciu o wyrywkowe
                      informacje. Nie po to, żeby tłumaczyć lekarzy, bo o tym czy popełnili błąd
                      orzekać będzie sąd (mając do dyspozycji m.in. zapisy ktg, gdzie będzie dokłanie
                      pokazane kiedy tętno zaczęło spadać).

                      W medycynie czasem bywa, że lekarze robią co mogą, ale nie udaje się uratować
                      zycia. Marek opisał swoje przeżycia. Pewnie wystraszył masę osób, dopytuję, bo
                      warto wiedzieć o przebiegu sytuacji jak najwięcej - to może pozwoli uchronić
                      się przed podobnymi zdarzeniami innym kobietom.
                      • oladidi Re: Marku, 17.01.06, 17:21
                        przed zdarzeniami może uchronić 3 tysiące. Jakie dziewczyna latała i nam
                        opowiadała żeby lekarz z MAdalińskiego był przy jej porodzie. pytając go o
                        położną jaką ma wybrać odpowiedział po co Pani położna jak ja będe przy Pani i
                        odrazu czy chce psn czy cc.Sądze że jakbym odrazu też poszła i zapłaciła nie
                        musiałabym czekać do 15dni po terminie obawiając się o dziecko rano jak ktg mi
                        podłączyli.
                  • marek.k72 Re: Marku, 17.01.06, 17:08
                    Ale dlaczego nie wtedy gdy tętno zaczeło spadać (chyba około godziny przed
                    śmiercią) tylko gdy spadło do momentu gdy zaczęło nam sie wydawać , że się
                    maszyna popsuła, bo piszczy...???
                    Wtedy dopiero lekarka powiedziała, że nie podoba Jej się ten zapis i zadzwoniła
                    po dr Radiukiewicza. Dziecko w tym momencie albo juz nie żyło albo było w
                    agonii!!!
                      • marek.k72 Re: Marku, 17.01.06, 17:18
                        Myślę, że ten pisk był około 15 minut przez zabiegiem - trzeba było wezwać dr
                        Radiukiewicza (jeszcze raz szukali tętna po brzuchu - słyszłąem już tylko
                        szum), anestezjologa, pediatrę, znieczulić Monikę, która była w strasznym
                        stanie psychicznym - płacz, trzęsienie się. Mi trudno to dokładnie ocenić, sam
                        byłem w czymś w rodzaju szoku chyba. Mam zanjomego lekarza, który oglądał zapis
                        KTG ( ja niebyłem w stanie nawet patrzec na zapis drogi krzyżoej mojego
                        dziecka) i powiedział, że już około godziny wcześniej tętno zaczeło być
                        nieprawidłowe i stopniowo coraz słabsze.
                        STARAM SIĘ WAŻYĆ SŁOWA, ZAWSZE JAK CZYTAŁEM W GAZETACH O BŁĘDACH LEKARZY TO
                        PODEJRZEWAŁEM CZASMI PRZESADĘ I SZUKANIE SENSACJI ALE JESTEM PRZEKONANY ŻE
                        POPEŁNILI ZANIEDBANIE!!!
                        • laminja Re: Marku, 17.01.06, 17:26
                          dziękuję za wyjaśnienie! Jeśli już wcześniej ktg wykazywało zaniki tętna to
                          faktycznie mogło dojść do zaniedbania. Bardzo Wam współczuję. Widzę, że ważysz
                          słowa. Gdybyś szukał sensacji, albo chciał tylko obsmarować lekarzy nie
                          odpowidałbyś na moje pytania.
                          • oladidi Re: Marku, 17.01.06, 17:30
                            Z tego co ich poznałam są to ludzie naprawde na poziomie i napewno gdyby nie
                            mieli powodu nie robili by tego. NAprawde nie widziałam jeszcze tak zakochanych
                            w sobie ludzi czekających na dziecko iwalczących o życie córeczki. Leżałam i
                            miałam kontakt z nimi przez tydzień i widziałam jak się martwią i wogóle.
                            Naprawde to jest coś niesamowitego. I przez jeden głupi błąd stracili wiare w
                            lekarzy i szpitale.ja Napewno już nigdy nie polece nikomu tego szpitala.
                            • laminja Re: Marku, 17.01.06, 17:34
                              Ale czy ja cokolwiek kwestionuję? Chciałam mieć pełniejszy obraz sytuacji.
                              Myślę, że im więcej wiemy tym lepiej, bo unikniemy wyciągania fałszywych
                              wniosków.
                    • oladidi Re: Marku, 17.01.06, 17:15
                      akurat pisałam o swoim przypadku i o opiniach tam chodzących. Zresztą powinien
                      się zainteresować i przyjechać albo dać jakieś zalecenia.
                  • malgosiek2 Re: Marku, 17.01.06, 18:15
                    łożysko może się przedwcześnie odkleić w ciągu nawet 5 min. i nawet zrobienie
                    usg np.pół godziny wcześniej może tego nie wykazać.
                    Nie wydaje mnie się żeby lekarze źle coś robili.
                    • marek.k72 Re: Marku, 17.01.06, 18:20
                      Z tego co mi mówiła żona to nie stwierdzili skąd jest krwawienie. A stopniowy
                      spadek tętna był przez około godziny - tak powiedział znajomy lekarz, który
                      oglądał ksero zapisu KTG. Myslę, że mogli zareagować wcześiej a nie wtedy jak
                      urzadzenie jeździło po brzuchu i był tylko szum...Skurcze u mojej Moniki były
                      silne co 2 a potem co 3-4 minuty (tokoliza?)- cieszę sie, że przez tych kilka
                      godzin szyjki Jej nie urwało...
                • oladidi madalinskiego 17.01.06, 17:04
                  Jakby podjęli i zrobili wszystko co w ich mocy to dziecko by żyło a przedłużać
                  czas i czekać na to co się stanie to jest chore. Dr Adamowicz jest za porodami
                  naturalnymi jakby był takim doskonałym lekarzem i dbał o pacjentki i się
                  interesował to by się nie działo tyle w grudniu.a wydarzyło się jeszcze
                  dodatkowo pare rzeczy.To się tyczy też innych lekarzy(choć są tam wyjątki)
                  gg 2207164
                  www.oladidi.republika.pl/18.html
                  www.oladidi.republika.pl
                  • ulaszka Re: madalinskiego 19.01.06, 13:24
                    A czy możesz podać tych innych lekarzy i wyjątki, bo wygląda na to że jesteś
                    zorientowana w tamtejszej obsadzie. Ja być może będę tam rodzić (mój prowadzący
                    jest stamtąd i słyszałam, że tam są kierowane pacjentki z małopłytkowością, bo z
                    tym szpitalem współpracuje dr.Kopeć z Instytutu Hematologii).
                    Z góry dziękuję
                    Ulaszka
    • martuchna28 Re: ZADUSZONE DZIECKO NA MADALIŃSKIEGO 17.01.06, 16:22
      Przykre i wyrazy współczucia. Ale to chyba nie jest najlepsze miejsce, aby
      pisać o tym. To jest zwiększenie obaw i stresu dla przyszłych mam. A każda
      wierzy w to,że wszystko będzie dobrze. Wiadomo, że nie zawsze tak jest, ale
      taka informacja dla kobiety w ciąży to dodatkowe obawy i nerwy, zadręczanie się
      pytaniami.
              • jajofka Re:Bardzo dobrze zrobiłeś niech wiedzą!!!!! 17.01.06, 16:46
                wspolczuje ale to spotkac kazda z nas, uwazam, ze nie ma co wklejac takich
                postow w tym miejscu. czy jestes pewien, ze wiesz absolutnie wszystko na temat
                tego co sie dzialo i jakie kroki byly podejmowane przez personel medyczny?!
                chyba nie.....poza tym jestes bardzo rozgoryczony i zalamany, dlatego szukasz
                winnego, to normalne.
                to sa ludzie (przyznaje, ze tylko ludzie) ktorzy przyjeli juz niejeden porod i
                niejedno dziecko i nie wierze, zeby swiadomie zaniedbali swoje obowiazki, a
                straszenie przyszlych mam to nieladne....
                ja pomimo wszystko bede tam rodzic (lada dzien), bo uwazam, ze co komu pisane
                to go nie minie.
                wyrazy wspolczucza i ['] dla Twojej Coreczki!
              • oladidi Bardzo dobrze zrobiłeś niech wiedzą!!!!! 17.01.06, 16:56
                Leżałam z Twoją żoną na patologii napewno pamiętasz i razem się martwiłyśmy co
                będzie dalej, jak jej szew zakładali na szyjke, na opieke na obchodach i w
                stosunku do niej i do mnie również i do innych, pocieszałam że będzie dobrze i
                wogóle bo to jednak już były tygodnie w którym dzidziuś miał szanse na
                przeżycie,a tu niestety. Najgorsze jest to że napewno się z tym nie pogodzicie
                do końca życia bo to EWIDENTNIE WINA SZPITALA!!! Nieprzyjemny ordynator i
                niektórzy lekarze,i położne. Uważam że powinniście zaskarżyć szpital. A co do
                miejsca w którym to Marek napisał to jest najodpowiedniejsze.Jeszcze raz
                głebokie wyrazy współczucia. Diana K i Ola
        • maga202 Re: ZADUSZONE DZIECKO NA MADALIŃSKIEGO 17.01.06, 18:24
          Marek nie przejmuj sie gadaniem że to nie miejsce na Twój post. To dobre miejsce tu nie najważniejszym jest w jakim szpitalu sie to stało tyklo to, że że taka sytuacja może się zdarzyć w każdym szpiatalu. To forum to nie kółko wzajemnej adoracji i podniecania sie każdym kpniaczkiem ale także jest to miejsce do mówienia o sprawach trudnych i OSTRZEGANIA. Przynajnmiej ja tak uwazam wiem co czujecie bo moje dziecko wprawdzie udało sie reanimowac ale przez 20 miesięcy swojego życia było roślinką. To pewnie Cię nie pocieszy ale gdyby miało żyć tak jak moje (nie widziało, nie słyszało, nie miało odruchu ssania ani połykania i jeszcze wiele innych) to nie wiem czy to było by lepsze.
          Wyrazy współczucia Magda
          • marek.k72 Re: ZADUSZONE DZIECKO NA MADALIŃSKIEGO 17.01.06, 18:29
            Serdecznie dziękuje za wsparcie, naprawdę. Drukuję takie listy i zawiozę je do
            mojej Moniki, żeby zobaczyła, że nie jestesmy sami.
            Jeśli chodzi o temat to przecież piszę o ciąży i porodzie...
            Nie chciałem straszyć. Uważam, że kobiety z problemami w ciązy powinny starać
            się rodzić tam gdzie są inkubatory, odziały dla wcześniaków - tam gdzie na
            bieżąco walczą o życie tych malutkich skarbów - takich jak moje biedactwo.
            • maga202 Re: ZADUSZONE DZIECKO NA MADALIŃSKIEGO 17.01.06, 22:28
              Świete słowa Marku. Tez uważam że nie wolno rodzić w szpitalu gdzie nie ma oiomu dziecięcego, mój synek może by żył i lepiej się miał gdyby nie czekał 3 godziny na karetkę aby zawiozła go do szpital woj. oddalonego o 50 km.
              Ale wiesz jak to jest "Mądry Polak po szkodzie".
              Dlatego szlag mnie trafia jak kogoś ostrzegam, a on potem mówi mi, że niepotrzebnie panikowałam bo wszystko jest w porządku. A co by było gdyby nie było w porządku. Szkoda że czasami nie da się przewidziec komplikacji i uważam że trzeba dmuchać na zimne.
              Magda
      • marek.k72 Re: ZADUSZONE DZIECKO NA MADALIŃSKIEGO 17.01.06, 19:44
        Teraz nie rozumiem dlczego Bóg nam nie pozwolił zobaczyć uśmiechu naszej
        Juleńki. Nigdy nie zapomnę jak żona trzyma Ją w ramionach i mówi, że jest do
        mnie podobna, nie mogła do końca uwierzyć, że Ona już odeszła - w takiej chwili
        ziemia się rozstepuje pod nogami i człowiek czuje sie jak... nie wiem nawet co
        napisać. Dziecko jakimiś czeluściami w trumience opuściło szpital, jakby
        wstydząc się przed światem szpital poprzez firmę pogrzebową wywoził Ja na
        sekcję. Byłem przy tym, chciałem aby zrobiono to godnie - nie jak pakunek
        przewozony na smietnik. Potem rejestracja w urzdzie - obok facet zapisywał
        syna. Wszytko to razem było jak droga krzyżowa. Potem jeszcze msza no i pogrzeb.
          • marek.k72 Re: ZADUSZONE DZIECKO NA MADALIŃSKIEGO 17.01.06, 19:57
            Dziękuje serdecznie,
            Nie rozumiem dlczego Bóg nam nie pozwolił zobaczyć uśmiechu naszej
            Juleńki. Nigdy nie zapomnę jak żona trzyma Ją w ramionach i mówi, że jest do
            mnie podobna, nie mogła do końca uwierzyć, że Ona już odeszła - w takiej chwili
            ziemia się rozstepuje pod nogami i człowiek czuje sie jak... nie wiem nawet co
            napisać. Dziecko jakimiś czeluściami w trumience opuściło szpital, jakby
            wstydząc się przed światem szpital poprzez firmę pogrzebową wywoził Ja na
            sekcję. Byłem przy tym, chciałem aby zrobiono to godnie - nie jak pakunek
            przewozony na smietnik. Potem rejestracja w urzdzie - obok facet zapisywał
            syna. Wszytko to razem było jak droga krzyżowa. Potem jeszcze msza no i pogrzeb.
            Oby żadnie rodzice nie musieli przezyć tego co my!!!!!!
      • annam21 modle sie ja i moi bliscy za was i waszego aniolka 17.01.06, 19:00
        (*)(*)(*)
        marku,moniko... bardzo mi przykro,tego co czujecie nie zna czlwike ktory ni
        stracil drugiego czlowieka.Ja poronilam 2 wczesne ciaze.Wtedy w jelenigorskim
        szpitalu potraktowano mnie okrotni i tez o tym wszedzie pisalam,ta iskra w
        sercu ktora podopwiada ze moze pomoze sie chociza jednej osobce daje nadzier i
        minimalnie lagodzi ten okrtny bol...chociazsama nie wiem czy jest cos w stanie
        go zlagdozic. Moim zdanie niestety lekarze dopuscile sie zaniedbania, a to boli
        jeszcze bardziej.nie jestescie ami masz racje.Chco to dla ciebie bardzo ciezki
        czas,badz przy zonie-badzcie razem.
        Z wyraziam wielkigo wspolczcuia Anna Mangold
    • femian Re: ZADUSZONE DZIECKO NA MADALIŃSKIEGO 17.01.06, 19:09
      Marku, bardzo Ci współczuję. Z przerażeniem czytam to wszystko. Sama jestem
      teraz w ciąży (23tc) i zaczynam coraz bardziej drżeć o nią, ponieważ mnie np
      lekarze ostrzegali, że w związku z łożyskiem lekko nachodzącym na ujście
      macicy, położonym na tylniej ścianie mogą się pojawić krwawienia. Krwawienie
      zwykle pojawia sie przy odklejaniu. Ja wiem, że teraz nie na miejscu jest
      zadawać Ci to pytanie, ale czy Twoja żona miała obserwowane położenie łożyska w
      czasie ciązy i czy było ono położone prawidłowo? Krawienia, któe się u niej
      pojawiły to jak dla mnie z oczywistej przyczyny - odklejania się łożyska. Nie
      mogę pojąć, że żaden z lekaży nie powiązał tych plamień z odklejającym się
      łożyskiem! Czy przez całą ciążę lekarz prowadzący nie zauważył, że z łożyskiem
      coś może być nie tak? Nie zauważył żadnych krwiaków itd?????
      • marek.k72 Re: ZADUSZONE DZIECKO NA MADALIŃSKIEGO 17.01.06, 19:17
        W 20 tygodniu u żony stwierdzono nisko położone łożysko ale powiedziano, że nie
        ma się co przejmować, bo poźniej sie raczej podnosi jak ciaża się rozwija i
        chyba rzeczwiście tak było, bo w żadnym następnym badaniu o zagrożeniu
        łozyskiem przodujacym nie było mowy. Problemem zony były skurcze, które
        spowodowły, że szyjka się skróciła bardzo - założono wtedy szew i Monka musiała
        brać dużo fenoterolu, izoptinu i nospy. Miała leżeć i się oszczędzać Ale
        równocześnie zalecono nam w szpitalu jechac do poradni diaetologicznej i
        właśnie po takim wyjeździe trwającym parę ładnych godzin się wszystko
        zaczęło...Jak żona lezała w domu spokojnie to wszystko było ok.
        • asiul_78 Re: [`] tak mi przykro :o( 17.01.06, 19:23
          to musi być ciężkie przeżycie dla Was, trzymajcie się ciepło, mam nadzieję, że
          uda Wam się poraz kolejny i będziecie mogli tulić w ramionach małą istotkę,
          życzę z całego serca, Waszej córeczce jest teraz ciepło i dobrze w objęciach
          aniołków, pomodlimy się za nią z moim dziećmi dziś przed snem.
          • marek.k72 Re: [`] tak mi przykro :o( 17.01.06, 19:41
            Dziękuje serdecznie. My z żoną się dużo modliliśmy w ciąży o szczęśliwy poród -
            różaniec, koronka...
            Teraz nie rozumiem dlczego Bóg nam nie pozwolił zobaczyć uśmiechu naszej
            Juleńki. Nigdy nie zapomnę jak żona trzyma Ją w ramionach i mówi, że jest do
            mnie podobna, nie mogła do końca uwierzyć, że Ona już odeszła - w takiej chwili
            ziemia się rozstepuje pod nogami i człowiek czuje sie jak... nie wiem nawet co
            napisać. Dziecko jakimiś czeluściami w trumience opuściło szpital, jakby
            wstydząc się przed światem szpital poprzez firmę pogrzebową wywoził Ja na
            sekcję. Byłem przy tym, chciałem aby zrobiono to godnie - nie jak pakunek
            przewozony na smietnik. Potem rejestracja w urzdzie - obok facet zapisywał
            syna. Wszytko to razem było jak droga krzyżowa. Potem jeszcze msza no i pogrzeb.
            • maga202 Re: [`] tak mi przykro :o( 17.01.06, 22:15
              My tez z mężem się modliliśmy ale widać Bóg wszystkich nie słucha albo go nie ma. Teraz się nie modle, co ma być to będzie, a Bogu też nie mogę wybaczyć że zabrał mi mojego synka. Wiem co czujecie, starajcie się o drugie dziecko to pomaga, ja teraz jestem w 22 tygodniu ciąży i świat stał się dla mnie piękniejszy.
              Magda
      • mokopi Re: ZADUSZONE DZIECKO NA MADALIŃSKIEGO 17.01.06, 21:17
        Łożysko może się odkleić w każdym momencie porodu i ikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Nawet jeżeli ciąża przebiega prawidłowo i z łożyskiem jest wszystko w porządku. Nawet, jeżeli na USG robionym (podczas porodu) godzinę wcześniej jest wszystko ok. Zaczyna sie odklejać tak po prostu i tylko od położnej i lekarza zależy jak to się skończy.
        Wiem o czy mówię, bo u mnie tak było 9 tygodni temu. Do końca życia będę pamiętać może krwi i kawałek łożyska międzi nogami.
        • kwiatek3111 Re: ZADUSZONE DZIECKO NA MADALIŃSKIEGO 17.01.06, 21:33
          Cytuje ze strony internetowej szpitala/oddział położnicy:
          "Doświadczony i wykwalifikowany personel zapewnia bezpieczeństwo matce i
          rodzącemu się dziecku - możemy pochwalić się najniższą śmiertelnością
          okołoporodową w Warszawie..."
          "Całodobowo dyżurujący zespół specjalistów zapewnia bezpieczeństwo pacjentkom i
          ich nienarodzonym i rodzącym się dzieciom..."
          Pozostawiam bez komentarza...
    • almamag Re: ZADUSZONE DZIECKO NA MADALIŃSKIEGO 17.01.06, 22:20
      Naprawdę współczuję. Nie potrafię znaleźć słów które mogły by tutaj cokolwiek
      pomóc. Ja i moja mała miałyśmy szczęście - mała żyje i włąsnie skończyła
      rok.Niestety to że jest z nami to właśnie szczęście a nie fachowa opieka. Kiedy
      czytam Twoje słowa po raz kolejny przypominam sobie jak niewiele brakowało...
      Wszystko przez nieudolność lekarki odbierającej poród i jej niechęć do trudnego
      porodu. Nie chce słyszeć o tym, że lekarz to też człowiek kiedy walcząc o moja
      małą uslyszałam, że prę jakbym chciała zabic swoje dziecko - tego nigdy nie
      zapomne. (szczegóły w opisach szpitali - szpital w Legnicy)
      To, że brak fachowej opieki nie dotyczył tylko mnie wiem z relacji innych
      kobiet, które opowiedziały mi o swoich porodach dopiero po moim koszmarze.
      gdybym wiedziala o tym wcześniej nigdy nie odważyłabym sie rodzić w tym
      szpitalu. Myślę, ze nie jest to nakręcanie stresu przedporodowego tylko danie
      szansy wszystkim maluchom na bezpieczniejsze przyjście na swiat - to niewiele
      ale zawsze coś co mozna zrobic żeby nie czuć się tak beznadziejnie bezsilnym
      • orlando Re: ZADUSZONE DZIECKO NA MADALIŃSKIEGO 18.01.06, 12:43
        Usłyszałyśmy o Waszym przyjeździe do szpitalna-my, leżące wtedy na patologii
        ciąży. Ale już nie dotarła do nas ta najgorsza część wiadomośći-głęboko
        współczuję... Wtedy też się zastanawiałam, co mogą zrobić lekarze, jeżeli
        krwawienie na tym etapie ciąży jest tak duże, aby uratować dziecko. Ktoś mnie
        wtedy uspokoił, że lekarze wiedzą, co robią...
        Moje ciąże (te donoszone i nieudane) prowadzi inny lekarz, choć z dr
        Adamowiczem i Radiukiewiczem miałam styczność na oddziale i w przychodni.
        Jestem jedną z tych pacjentek, które trafiły na Madalińskiego w wyniku
        przeprowadzki dużej części personelu z IMiD z Kasprzaka (nie jest to żaden z ww
        lekarzy). Tam rodziłam, poród był z komplikacjami (spadające tętno dziecka), po
        długich, sektanych na ucho konsultacjach lekarz zadecydował o cc i poszedł
        przygotować salę operacyjną. W tym czasie położne zadecydowały o wypchnięciu
        siłą dziecka (naciskając od przepony), co jest- o ile mi wiadomo-zabiegiem
        wysoce ryzykownym i niepolecanym. Na szczęście synek urodził się "tylko"
        niedotleniony, siny i słabo oddychający-trafił pod tlen. Jaki wniosek? Nawet
        w "takiej" placówce, jak IMiD, wszystko się może zdarzyć. Nie ma gwarancji, gdy
        coś zaczyna iść nie tak, jak powinno. Wszystko zależy od staranności i
        doświadczenia personelu. Mam założony szew i skurcze, mimo przyjmowanych
        środkódków antyskurczowych. Nie mam pojęcia gdzie będę rodziłą, ale boję się,
        niezależnie, czy miałoby to być na Madalińskiego, w IMiD, czy na parkingu przy
        Karowej.
        • anja.t Marku... 18.01.06, 15:17
          ... własnie przeczytałam wszystkie posty. Strasznie mi przykrosad Mnie o mały
          włos tez to nie spotkało 3 lata temu. Ale wszystko się dobrze skończyło. I mam
          pytanie do ciebie: czy mieliście opłaconą położną? Ja nie miałam i traktowano
          mnie niestety z buta i o mało nie doszło do tragedii.
    • gin_man Re: NAUKA DLA MAM W ciąży OD 24 DO OK. 32 TC 18.01.06, 16:04
      Z tego dramatu wszystkie mamy w ciąży po 24 tygodniu, a przed 32, a nawet 34
      tygodniem muszą wyciągnąć wnioski dla bezpieczeństwa swych dzieci:

      DZIECI O NISKIEJ (< 2000 g.), A ZWŁASZCZA SKRAJNIE NISKIEJ WADZE (<1000 g.) NIE
      MOGĄ RODZIĆ SIĘ W SZPITALU O NAJNIŻSZYM STOPNIU REFERENCYJNOŚCI (TYPU
      MIEJSKIEGO).

      Wyłącznie urodzenie dziecka w szpitalu o najwyższym stopniu referencyjności
      może dać szansę na uratowanie jego życia.

      W dramatycznej sytuacji opisanej powyżej zgłoszenie się na Madalińskiego w
      ciąży ok. 27-tygodniowej było największym błędem Rodziców - na pewno
      niezawinionym - być może nikt Im wcześniej tego nie powiedział.

      Prawdopodobnie lekarz dyżurny nie mógł odmówić przyjęcia krwawiącej pacjentki,
      a znaleść miejsce w Klinikach na telefon mogło być niemożliwe. Próba leczenia
      dziecka i matki zakończyła się dramatem, ale szanse na powodzenie lekarze z
      tego szpitala mieli niewielkie.

      Gdyby zdążono wykonać cięcie cesarskie i urodzić dzieciątko, to także
      należałoby niezwłocznie odesłać je do Kliniki pediatrycznej - to także bywa
      niezwykle trudne (możliwy brak miejsc). Utrzymanie dziecka przy życiu w wypadku
      niewydolności oddechowej wymaga OIOM-u noworodkowego, respiratorów i innego
      specjalistycznego sprzętu. W szpitalu miejskim, powiatowym, rejonowym itp.
      zwykle tego nie ma.

      Sytuacja w jakiej lekarze dyżurni zostali postawieni to znalezienie się między
      młotem, a kowadłem: nie mogli pacjentki nie przyjąć, możliwe, że nie mogli
      znaleźć miejsca, aby przesłać pacjentkę do Kliniki, a nie mieli jednocześnie
      wystarczających warunków do właściwego leczenia. TAKA JEST CODZIENNOŚĆ NA
      DYŻURACH W SZPITALACH REJONOWYCH.

      Dlatego przestrzegam wszystkie Panie. W w/w wieku ciąży, nie traćcie czasu na
      jazdę do Szpitali miejskich (w Wwie: Madaliński, Solec, Inflancka, Wołoska,
      Międzylesie itd.) tylko OD RAZU zgłaszajcie się do Szpitali, które dysponują
      OIOM-em noworodkowym, czyli KAROWA, KASPRZAKA, STARYNKIEWICZA I CZERNIAKOWSKA.
      Dajcie lekarzom szansę na leczenie, a swoim dzieciom na życie.

      Głeboko współczuję rodzicom straty dzieciątka, mam nadzieję, że ten dramat
      ustrzeże inne mamy.




Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka