jarek4441
27.06.05, 14:50
Tunezja Libia 7-7 Triada. Dziennik i podsumowanie pobytu.
Wspomnienia pisałem zawsze w danym dniu po kolacji i są to wrażenia
niefiltrowane spojrzeniem z Polski.
07.06.05
Katowice Pyrzowice- nieco zamieszania przy odprawie ale wszystko ok. samolot
Tunis air odbył juz niejeden lot co widać po fotelach, leciał ok godz.10 min.
Niestety najwspanialszą żona została skąpana w coca coli. Kwaterują nas w
hotelu Kheops miasto Nabeul/opcja traf 4*/ hotel zasługuje na skromne 4*.
08.06.05
Śniadanie smaczne. Basen super 50m niestety od 8,30 do 19,minus leżaki przy
basenie płatne/1,5 DT/. Plaża dla jaszczurek leżących w słońcu cały dzień
średnia, bez brudu ale gdzieniegdzie widać pojedyncze pety. Otoczenie hotelu
jak na arabów czyste, zadbane. Wyjście do miasta – miłe zaskoczenie
Tunezyjczycy zdecydowanie mniej natarczywi niż Turcy czy Egipcjanie.
Dziewczyny ubrane po europejsku , gdzieniegdzie przemknie arabka w
tradycyjnym stroju ale bez kwefu. Ceny w knajpkach i w sklepach na poziomie
polskich nawet taniej. Na suku oferta ogromna ceramika, skóry i inne pamiątki
w przystępnych cenach. Wszędzie na ławkach ceramika super.
09.06.05
Tunis z Nabeul klimatyzowanym autobusem za 3.3 DT. Godzina i jesteśmy w
stolicy, niebo w chmurach fajny dzień na zwiedzanie. Medyna 5 minut piechotą
od dworca autobusowego. Niestety wchodzimy przez suk rybny, witają nas
zapachy „stawiające na nogi”. Spacerując po suku zaskoczenie in plus sami
pytamy siebie czy jesteśmy w kraju arabskim – brak nachalności ze strony
sprzedających, raczej z umiarem zachwalają swoje towary nie wpychając ich do
rąk. Anonimowemu naganiaczowi dajemy się zaciągnąć na dach sklepu z dywanami
gdzie podziwiamy panoramę miasta. W sklepie na honorowym miejscu zdjęcia Olka
Kwaśniewskiego z żoną i właścicielem na drugim planie Prezydent Tunezji. Po
meczecie drzewa oliwnego/1.6DT/ trafiamy do knajpki rodem z tysiąca i jednej
nocy, kawa z kardamonem i mlekiem, smak pozostaje długo w pamięci/ ceny kawy
w knajpkach 1 do 2.5 DT/ Po medynie z Placu Rządowego/Al Kazbach-warto
poswięcić parę chwil na zdjęcia/, taksówką 1.6DT do muzeum Bardo/bilet4.2DT/.
Wszystkie przewodniki zachwalają jako najwspanialszy i największy zbiór
mozajek na świecie – zgadza się trzeba zobaczyć ale po godzinie zwiedzania
staje się to monotonne. Powrót do Medyny zakupy, po krótkich targach w naszym
bagażu ląduje naszyjnik – kute srebro z koralami.
Powrót do hotelu 1.5km w basenie. Kolacja dzisiaj kuchnia grecka, kucharz
miał dobry dzień trudno opuścić restaurację/ ten kto pisał o marnym jedzeniu
w tym hotelu był chyba pod wpływem „kropelek bagdrianowych” zakupionych w
strefie wolnocłowej/
10.06.05
Przegubowym Ikarusem do Kelibii /2.4 DT/ jedziemy z tubylcami przez Cape
Bon. Dookoła gaje oliwne, owce , krowy, dwu kołówki zaprzężone w osły, jedna
w wielbłąda. Za Korbą mierzeja i stada flamingów. Z Kelibii taksówką 1.8 DT
do fortu nad portem, super widoki/kilkadziesiąt zdjęć/ po zwiedzaniu kawa na
tarasie Cafe Bon u podnóża twierdzy i znowu coś nowego kawa po turecku z
cynamonem i niezidentyfikowaną przyprawą- niesamowita/ Tunezja zaskakuje nas
rewelacyjnym parzeniem kawy/. W Kelibii knajpki okupowane przez tłumy
mężczyzn-brak turystów. Czujemy bezpiecznie atmosfera przypomina troszkę
Grecję.
11.06.05-12.06.05
Wyjazd na Saharę /130 DT/ przewodnik Mohammed świetnie mówiący po polsku/
żona Polka/ opowiada o Tunezji, autokar Mercedes klima OK. Pierwszy
przystanek El Dżem godz. 8.00 w rannych promieniach słońca, kto nie był w
rzymskim Colosseum będzie zachwycony.Podróż na południe długa i nużąca,
przystanki co 2 godz. Obiad w Matmacie hotel w którym były kręcone Gwiezdne
Wojny. Matmata – rozczarowuje w surowym klimacie zrobiono Tunezyjską Cepelię.
Zakwaterowanie 40 km za Duz, hotel skromny czyściutki. Wieczorem przed
kolacja wielbłądy i zachód słońca /15 DT/ - cały autobus przebrany w galabije
dosiada stada wielbłądów ekstra zabawa dla wszystkich / robimy za pośmiewisko
dla berberów/ na kolację wchodzimy jak kowboje na krzywych nogach. W barze
flaszka wina Magot- polecam, podobno najlepszy tunezyjski wyrób, a jak
smakuje pod gwieździstym niebem gdy owiewa cię ciepły wiatr z pustyni – co
więcej potrzeba?
Wake up 4 nam/horror/ po 2 godzinach postój nad słonym jeziorem, przestrzeń,
góry Atlas gdzieś w oddali. Przesiadamy się do jeepów /30 DT/Chebika, Tamerza-
myślałem, że niewiele jest rzeczy zapierających dech w piersiach to tutaj
przekonałem się , że jednak istnieją. Przejazd przez Góry Atlas drogą
Afrikakorps miejscami przepaście część osób ma wysokie tętno. Powrót na
północ, krótki przystanek w Kairuan przy meczecie gdzie usiłują wepchnąć nam
pod pachę dywany, bez rezultatu. Kolacja w Kheops – nowy turnus Polaków
narzekania na jedzenie bo na śniadanie zamiast jajek,jajecznicy , kiełbasy na
gorąco,wędlin, sałatek2x, serów 3x,ciastek 8x,super kawy, herbaty,
czekolady , musli 3x powinno być jajko po wiedeńsku i inne specjały nikt nie
myśli o tym, że płacił jak za naleśniki. Niektórzy rodacy potrafią odebrać
przyjemność wakacji, siedzą przy basenie narzekają propozycja ruszenia tyłka
poza hotel to wołanie „głuchego na puszczy”
13.06.05
Śniadanie 1.5km w basenie, leżaki, żar z nieba. 13.45 pociągiem do
Hamametu/0.68 DT/ nasze pociągi podmiejskie są naprawdę czyste! Aby dojść do
medyny mamy dwie drogi oczywiście arab kieruje nas okrężną i zamiast 10 minut
idziemy 50, Rekompensata to kawa w nastrojowej kawiarni pomiędzy murem kazby
a morzem. Słońce, fale rozbijające się o brzeg a ty siedzisz w cieniu i
sączysz dobre cappuccino z boku dochodzi aromat mięty i kardamonu, luz,
frajda, mało ludzi forcie/1.6 DT/ warto trochę zwolnić zajrzeć w zakamarki
następnie z murów pooglądać medyne i nowy Hamamet. Medyna mała mało ludzi,
sprzedawcy po raz pierwszy w Tunezji natarczywi, bezbłędnie identyfikują w
nas Polaków. Dajemy się „naciągnąć” na talerze wyrabiane prze „Tuaregów”,
uzupełnia kolekcję z różnych stron świata. Powrót autobusem/0.68 DT/
wieczorem likwidujemy zapasy „ kropelek bagdrianowych” których nie można
wwozić do Libii.
Zgrywa najwspanialsza żona w rozmowie z jaszczurką leżącą na basenie wygadała
się, że nie wie gdzie jest molo w Nabeul. Ta gdy to usłyszała zmieniła kolor
z brązowego na oliwkowy a szczęka odbiła się jej od podłoża. Wiedziała
wszystko o sklepach cenach itp. , ale nie miała pojęcia o tym, że jest na
przylądku Cape Bon, ciekawe kto miał lepsza zabawie w czasie wieczornych
konwersacji.
14.06.05
zaczynamy objazd 300m z Kheops do Les Pyramides i natychmiast dowiadujemy się
czym różnią się trzy gwiazdki od czterech, pokoje skromne ciemne, jedzenie
ubogie, restauracja brudna. Na szczęście czeka nas tutaj tylko jedna noc.
Dzień na basenie jak jaszczurki. Chciałem kupić sobie szebikię, spojrzenie do
lustra – dziękuję za własne pieniądze niekoniecznie trzeba wyglądać jak
kretyn.
15.06.05
Uczta fotografa Keiruan, meczet fryzjera ,Wielki Meczet, medyna ponad 3 godz.
Super dopiero teraz oglądasz Keiruan. Długa droga do Medelin obronny Ksar,
aby zobaczyc coś więcej trzeba zejść z utartych szlaków turystycznych.
Transfer na dżerbę hotel Sidi Slim 3* nad morzem bardzo ładny jedzenie dobre.
Pojedyncze panie w wieku XXX średnim są chciałyby obciążyć naszego pilota
transferem własnego bagażu do pokojów – farsa. Bolesne płacimy po 97 euro na
bilety, wizy i libijsko tunezyjskich darmozjadów /przewodnicy i policjanci/
którym musimy dać wikt i opierunek przez czas wycieczki.
16.06.05
Przed granicą T-L kantorki wymiana waluty 100$ = 130 DL. Po bokach drogi
bazar na którym towary przemycone z Libii- benzyna,dywany,ceramika itd. W
barze kosztujemy róg gazeli/figi,sezam,miód itd./ staramy się przy tym omijać
temat diet, smakowo s