Nim podzielę się z Wami moim szczęściem najpierw winna jestem Wam
wytłumaczenie. Zniknęłam z forum pod koniec stycznia bo zdarzyło mi się to
okropieństwo czyli ciąża biochemiczna.Test pozytywny,beta jedna druga -
euforia

a tydzień później plamienie, krwawienie i łzy. Czułam,że z takimi
wieściami nie mogę wrócić na forum - wiecie jak to jest. Każda zła informacja
sprawia,że zaczynamy doszukiwać się tego u siebie. A nie mogłam wrócić nie
pisząc nic o tym co się stało bo to byłoby nie fair. I tak "zmyłam
się".Wydawało mi się,że tak będzie lepiej. Czasem zaglądałam,cieszyłam się z
Wami ale nie mogłam się przemóc,żeby coś napisać.
I tak 21.04 zrobiłam test ciążowy - to było dopiero 11 dni po owu. Pojawiła
się bardzo jaśniutka kreseczka.Test nosiłam jak amulet,ale jeszcze się nie
cieszyłam.W dniu spodziewanej @ kreska była już bardzo wyraźna ale nadal był
we mnie ten lęk. Potem dwa razy beta - tym razem rosła, ale nadal ćwiczyłam
cierpliwość i czekałam.
Czekałam na moment,w którym będe mogła zacząć się cieszyć z całej siły.I
wczoraj własnie nastąpił - byłam na pierwszym usg. Widziałam to cudo,
słyszałam bicie serdeuszka. I jestem tak szczęśliwa.
I tym szczęściem chciałam podzielić się z Wami