qqbek
14.12.18, 00:30
Głupoty się nas (mnie i małżonki) imają, wizy do Wielkiego Brata już nie mam, ale wpadliśmy na "pomysła" wybrania się do Kanady rodziną w wakacje (tam wizy i udowadniania, że się "nie jest wielbłądem" nie trzeba).
Wstępny plan jest taki, że wylot z Cebulakowa do Toronto (lot bezpośredni narodowym przewoźnikiem, weźmie się najwyżej kasę na "ściepę na mechaników"), stamtąd na dwa dni aklimatyzacji nad Niagarę, a potem w dwa tygodnie samochodem do Vancouver, po parkach narodowych i z powrotem z Toronto do naszego DC.
Czy ktoś was jeździł samochodem po Kanadzie?
Ceny aut z wypożyczalni nie powalają, ale z racji obranej trasy kusi też i kamper (jakieś 3500-4000 kanadyjskich "zielonych" za dwa tygodnie - do przeżycia), który oferowałby więcej swobody.
A może lepiej ciapongiem? To cywilizowany naród i przejazd z Toronto do Vancouver byłby pewnie namiastką Kolei Transsyberyjskiej (4 dni w podróży).