qqbek
07.04.23, 12:11
Ochrzaniony zostałem niedawno, że kupiłem końcówki sieciowe (RJ45) kat. 5e i "jak ja mogę takie badziewie w domu wykorzystywać".
Nawet mi się tłumaczyć nie chciało (mam instalację sieciową w domu na kablu kat. 5e i nie było sensu więcej zaciskać, a do routera i tak 1Gbps na luzie wyciąga), więc olałem temat, ale potem, z ciekawości, zacząłem drążyć.
Nagle wyszło, że za 2 metry skrętki z dwoma końcówkami, które w moim mniemaniu kosztować winny poniżej 4 złotych (dwie końcówki po niecałego zeta, plus jakieś 2 złote za dwa metry kabla) audiofile płacą po 600 zeta i więcej. Polecają sobie na forach kable kat. 8, jako "jedyne wyjście".
Co jest w tym śmiesznego?
Dźwięk jest przesyłany po LAN, nawet jak jest w najwyższej jakości, w postaci normalnych pakietów danych z sumą kontrolną, maksymalna wymagana przepustowość to 18,5 Mbps, a do tego w zupełności wystarczy... kat. 5 (nawet bez "e").
O ile taki audiofil nie ma czegoś, co mu sypie zakłóceniami tak, że na dwumetrowym kablu będzie miał błędy (musiałby chyba kabel w pobliżu urządzenia do rezonansu magnetycznego ustawić w tym wypadku), to wystarczy mu w zupełności kat. 5 za 4 złote, a nie kat. 8 za 600.
Trypel podawał ostatnio przykład słuchawek prysznicowych, jako rzeczy na której producenci nas najbardziej w dupę, ten-teges*.
Upieranie się przy kablu za 600 tam gdzie wystarczy taki za 4 to chyba jeszcze fajniejszy przykład - samozaorania w tym wypadku.
A ja myślałem, że kable HDMI z pozłacanymi końcówkami to przegięcie (są nierzadko o rząd wielkości droższe niż normalne)... ale tu mamy ponad dwa rzędy wielkości i "zadowolonych klientów".
*ORMO nie śpi, nie wolno mówić dosadniej.